Jak się nie dać terrorowi daty

"Jeśli niedotrzymywanie postanowień, na których nam zależy, urasta do poważnego problemu, warto przyjrzeć się, z czego to wynika." Rozmowa z Z Tomaszem Jarmużem, psychoterapeutą.

Mamy tendencje do stawiania sobie postanowień przy okazji tzw. mocnych dat. Skąd się to bierze?


Każdy początek nowego cyklu to okazja do nadrobienia tych spraw, których nie udało nam się załatwić wcześniej. Mówimy sobie: „od poniedziałku zaczynam się odchudzać” albo „w Nowy Rok rzucam palenie”. „Mocne daty” to także chwile, kiedy przypominają o sobie niezałatwione sprawy. Moment przełomu jest okazją, żeby zmienić złe nawyki. Budzi się nadzieja, że wraz ze starym rokiem porzucimy to, co destrukcyjne i wkroczymy w nowy rok odnowieni, lepsi, zdrowsi, bardziej dbający o siebie. Nie ma w tym nic złego. Jednak póki nie poczujemy całym sobą, że pragniemy zacząć nowy etap, trudniej nam będzie wytrwać przy postanowieniu.

Dobrze znają ten problem palacze, próbujący pożegnać się z nałogiem z początkiem Nowego Roku. Doświadczenie pokazuje, że sama data w kalendarzu, bez wysiłku woli i głębokiej wiary w to, że chcemy i możemy zacząć żyć bez papierosa, niewiele pomoże.


Mocne daty prowokują nas do podejmowania zobowiązań, ale czy 1 stycznia, gdy jesteśmy zmęczeni po świętach i sylwestrze, nie jest przypadkiem trudniej zrealizować nasze postanowienie?


Daty będą nas terroryzować, jeśli im na to pozwolimy. Z postanowień i „nowych początków” możemy uczynić rytuał, który bardziej będzie nas przygnębiał („znowu się nie udało, jestem do niczego”), niż umacniał. Skutki mogą być o tyle groźne, że zniechęcimy się i stracimy wiarę, że może się nam udać. Jeśli czujemy, że Nowy Rok to nie jest dobra chwila na zmianę, znajdźmy własny, lepszy moment, nie musi to być przecież „okrągły” dzień w kalendarzu. Często o wiele łatwiej jest wytrwać w postanowieniu zmiany, kiedy jesteśmy w dobrej formie, wypoczęci, gdyż przemęczenie i stres może uruchomić mechanizm poszukiwania pociechy w starym przyzwyczajeniu. Choć takie niedotrzymane postanowienie nie jest żadną tragedią, to po latach może chyba jednak prowadzić do frustracji…

W pracy z pacjentami uzależnionymi od nikotyny spotykałem osoby, które miały za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie uzależnienia i wielokrotne próby porzucenia nałogu. To, że do tej pory nie udało im się tego zrobić, obniżało ich motywację i wiarę w możliwość zmiany.

Wyjściem z tej sytuacji nie było jednak skupianie się na dotychczasowych porażkach, lecz traktowanie ich jako drogi, treningu niezbędnego do ostatecznego rozstania z nałogiem. Jeśli niedotrzymywanie postanowień, na których nam zależy, urasta do poważnego problemu, warto przyjrzeć się, z czego to wynika. Może łatwiej nam jest zadbać o dobro rodziny, a trudniej o siebie.


Co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na sukces?


Czasami wiedzeni hurraoptymizmem i chęcią zmienienia wszystkiego naraz, stawiamy sobie zbyt wysoko poprzeczkę. Jeśli uwielbiamy czekoladę, to zamiast obiecywać sobie, że już nigdy nie weźmiemy jej do ust, załóżmy, że porcje będą odtąd o połowę mniejsze.

Polecałbym metodę małych kroków. Wykupienie karnetu w siłowni na zajęcia trzy razy w tygodniu, jeśli dotąd nie udawało nam się wygospodarować ani jednego popołudnia wyłącznie dla siebie, może być zbyt dużym wyzwaniem. Zacznijmy rok od małych postanowień, które na pewno uda się zrealizować, a zachęceni jednym sukcesem łatwiej odniesiemy kolejne. Optymizm, wiara i pozytywne nastawienie zdecydowanie pomagają w realizacji podjętej decyzji.

Autor: Sybilla Walczyk

Komentarze