Jak się dobrze sprzedać. Poznaj sztukę autopromocji

Czasy, gdy w cenie była skromność, już dawno minęły. Żyjemy w dobie konkurencji – dziś obowiązuje hasło „kto pierwszy, ten lepszy”. Dlatego czasem zamiast na tak subtelne zalety charakteru, jak wrodzona skromność, lepiej postawić na autopromocję.

Specjaliści od reklamy już dawno odkryli, że jeśli towar nie jest promowany, to choćby był naprawdę potrzebny, sprzeda się nie najlepiej. Nie dlatego, że ludzie go nie potrzebują, ale dlatego, że nie wiedzą o jego istnieniu. I choć jakiś nowy wynalazek mógłby rozwiązać wiele naszych problemów, jeśli nikt nam o nim nie powie – czyli go nie wypromuje – nigdy się nie dowiemy, że czeka na nas na sklepowej półce.

W zarządzaniu zasobami ludzkimi panują generalnie podobne zasady: jak w każdym innym biznesie, podstawą jest dobra reklama. Dlaczego? Ponieważ coraz więcej jest ludzi świetnie wykształconych i doskonale przygotowanych merytorycznie. A także ludzi ambitnych, którzy mierzą wysoko, a z tortu życia chcieliby dostać jak największy kawałek. Jeśli chcemy coś dostać, np. atrakcyjną pracę, musimy sprawić, by z całej rzeszy „idealnych kandydatów” nasza kandydatura wydawała się najbardziej atrakcyjna. Niestety, nie wystarczy już błysnąć dyplomem uczelni czy pokazać zaświadczenia z ukończenia dodatkowych kursów i czekać, aż nasze papiery „przemówią” na naszą korzyść. Niezłe kwalifikacje ma naprawdę coraz więcej osób, ustawiczne dokształcanie stało się wręcz normą. Niemcy ukuli nawet na tę okoliczność specjalne sformułowanie: Mundpropaganda (słowo „Mund” po niemiecku oznacza „usta”). Aby naprawdę wydać się kimś wyjątkowym, trzeba zadbać o autoreklamę.

Zresztą ta sama zasada rządzi też nawet naszym życiem miłosnym: idąc na randkę, dokładamy wielu starań, by się maksymalnie upiększyć i uatrakcyjnić. Staramy się też przygotować jakieś ciekawostki, którymi możemy zaskoczyć rozmówcę, by się z nami świetnie bawił. Czytamy też poradniki psychologiczne, które uczą nas postępowania z płcią przeciwną. I idziemy na randkę naprawdę solidnie przygotowani. Tak, aby wybranek naszego serca od razu wiedział: „mam do czynienia z wyjątkową osobą, nie pozwolę jej odejść”.


Pierwsze wrażenie

O nie trzeba zadbać szczególnie, bo – jak mówi porzekadło – nie będziemy mieć drugiej szansy na jego wywarcie. Pamiętajmy, że ojcem sukcesu jest tu dobre przygotowanie. Zadbajmy zwłaszcza o to, by wiedzieć, z kim rozmawiamy. Wtedy zapytani „za co ceni pan naszą firmę”, nie połkniemy języka. Wiedząc też co nieco o rozmówcy, będziemy wiedzieli, jakie zachowanie wywrze najlepsze wrażenie. Przygotujmy też odpowiedni strój. Specjaliści twierdzą, że człowiek wyrabia sobie opinię na temat rozmówcy w ciągu pierwszych 30 sekund kontaktu. Trudno po tak krótkim czasie przypuszczać, że największą rolę odegrała inteligencja czy wykształcenie danej osoby. Raczej jego aparycja.

Pomyślmy – co rzuca się w oczy, kiedy kogoś poznajemy? Oczywiście makijaż i strój. Oba powinny być dostosowane do okazji, staranne i dość „zachowawcze”: spódniczka do kolan, żadnych dużych dekoltów czy oszałamiająco wysokich obcasów, włosy porządnie i schludnie upięte, makijaż naturalny i nie zwracający zbytniej uwagi; a panowie garnitur w stonowanym kolorze i – to bardzo ważne! – czyste buty.


Wykorzystaj działanie koloru

Wbrew pozorom szare, spokojne kolory nie zawsze działają na naszą korzyść. Może się okazać, że z całej rzeszy kandydatów zostaniemy zapamiętani właśnie dlatego, że do szarej garsonki przypniemy czerwoną różę lub założymy ogniste korale. Możemy wykorzystać działanie kolorów. Jak? W zależności od tego, czego potrzebujemy, sięgamy po odpowiednie dodatki. Trochę czerwieni przy marynarce sprawi, że wydamy się bardziej śmiali, zdecydowani, energiczni i otwarci. Z kolei granatowa garsonka jest dobrym wyborem, gdy czeka nas burzliwa dyskusja – niebieski kolor studzi emocje i uspokaja. Zieleń budzi zaufanie, więc ciemnozielony kostium może się spodobać ewentualnemu pracodawcy tam, gdzie zaufanie jest potrzebne, np. w dziale obsługi klienta. Szary strój będzie pasował tam, gdzie panuje konserwatywne środowisko, ale czerń już nie jest najlepszym wyborem – tworzy barierę, nie zachęca do kontaktu. Natomiast idąc na randkę można dodać do stroju dużo bieli, wtedy wydamy się bardziej niewinne i kruche.


Nawiązanie kontaktu

To podstawa porozumienia, wszystko jedno, czy będzie to rozmowa o pracę czy randka. Ale „kontakt” oznacza, że wejdziemy w dialog z rozmówcą. Spotkanie nie jest „teatrem jednego aktora”, nie zagarniajmy więc całej przestrzeni – choć w nerwowej sytuacji możemy mieć taką pokusę. Próba „zagadania” rozmówcy jest bowiem akcją obronną – „dopóki ja mówię, nie można mi zadać żadnego pytania, na które mogę nie znać odpowiedzi”. Daje też nieprawdziwe złudzenie panowania nad sytuacją. Dopuśćmy rozmówcę do głosu. Dajmy mu też do zrozumienia, że słuchamy jego słów i je rozumiemy, na przykład co jakiś czas kiwając głową lub wydając potwierdzające odgłosy. Postarajmy się też nie krążyć spojrzeniem po suficie lub nie wbijać nieśmiało wzroku w czubki swoich butów. Kontakt wzrokowy jest jednym z najważniejszych elementów kontaktu. Patrzmy rozmówcy od czasu do czasu w oczy, spoglądajmy mu na usta lub na punkt pomiędzy brwiami. Ale nie patrzmy w oczy zbyt długo i natarczywie, to może zostać odebrane jako próba uwiedzenia lub wyzwanie, próba sił. Obserwujmy też, gdzie spogląda nasz rozmówca. Jeśli jego spojrzenie z naszej twarzy zacznie się przesuwać w dół, w kierunku klatki piersiowej – uwaga! – tracimy jego zainteresowanie i uwagę.


Ważne jest też wyrobienie w sobie zawczasu pełnego sympatii podejścia do rozmówcy. Psychologowie już dawno odkryli prostą zależność „lubimy ludzi, którzy lubią nas”. Łatwiej jest odpłacić sympatią za sympatię, niż starać się polubić mrukliwego, niekontaktowego osobnika. Dlatego jeśli chcemy sobie kogoś zjednać, okażmy mu szczerą sympatię i ciepłą, ludzką życzliwość.


Naturalni górą

Kolejna stara prawda: naturalność otwiera ludzi i zjednuje ich sympatię. Ludzie chcą obcować z kimś, kto jest nie tylko mądry, ale i szczery – wtedy czują się bezpieczniej, mogę obdarzyć daną osobę zaufaniem. Nikt nie chce mieć do czynienia z kimś, komu stale trzeba patrzeć na ręce. Poza tym naturalnym osobom łatwiej się wybacza ewentualne potknięcia. Dlatego podczas ważnych rozmów starajmy się być maksymalnie naturalni. Łatwiej osiągnąć ten efekt np. podczas swobodnej rozmowy, niż zaglądając do notatek; ale jeśli wiemy, że w chwilach stresu mamy kłopoty z pamięcią, po prostu powiedzmy o tym z uśmiechem i zaprezentujmy przygotowaną w domu „ściągawkę”. Nawet taki maleńki minusik można przy pomocy poczucia humoru zamienić w zaletę i element dobrej zabawy.


Nie zaprzeczajmy też swoim emocjom. Czujemy zdenerwowanie? Powiedzmy o tym. Kiedy udajemy, że czujemy się inaczej, niż czujemy się naprawdę, wypadamy sztucznie i nieprzekonująco – chyba że jesteśmy aktorami na miarę Krystyny Jandy.

Autor: Hanna Mądra

Komentarze