Iskierka nadziei

Dwuletni Szymon, czteroletni Patryk, półtoraroczna Jasmina – wszyscy ciężko chorują na nowotwór. Cierpiących dzieci jest wiele. Podkarpackie Stowarzyszenie Rodziców Dzieci z Chorobą Nowotworową pomaga siedemdziesięciu potrzebującym, a telefon wciąż dzwoni…

Pan Wiesław Orzech, gdy dowiedział się o poważnej chorobie swojej córeczki Oli, natychmiast zaczął walczyć o jej przyszłość.


– W naszym województwie bardzo ciężko dostać się na oddział onkologiczny. Miejsca są ograniczone. My, rodzice naszych chorych pociech, mamy masę problemów. Każdy dzień spędzamy poza domem – mówi założyciel fundacji. Mała Ola spędzała czas w szpitalu miesiącami. Pojawił się problem z finansami. Skąd brać pieniądze na pełnopłatne leki, opatrunki, dojazdy, hotele?


W 2007 roku dziennikarska TVP Rzeszów Barbara Pawlak zorganizowała spotkanie rodziców dzieci cierpiących na nowotwór. To był przełom. Od tej pory państwo Orzech wraz z wszystkimi poznanymi rodzicami zaczęli zbierać pieniądze. W marcu uzyskali status organizacji pożytku publicznego. Dziś pomagają wielu rodzinom w dofinansowaniu leczenia ich dzieci.


– Każdego dnia odbieramy z żoną dwa, trzy telefony z prośbą o pomoc. Nie tylko z naszych okolic dzwonią ludzie. Pomagamy dzieciakom ze Szczecina, Zakopanego, Lublina, Warszawy – opowiada pan Wiesław. Fundacja gromadzi środki finansowe z darowizn od firm, organizacji, osób prywatnych oraz z „1% podatku”. Krok po kroku stowarzyszenie się rozwija, a rodzice mają coraz więcej planów na przyszłość. Organizatorzy liczą na pieniądze, za które mogliby zorganizować dla dzieci wycieczki, zabawy, atrakcje. Chcą, by podopieczni nie spędzali czasu tylko w szpitalnym łóżku pod kroplówką, ale przeżyli coś fascynującego.


Oprócz doraźnej pomocy chorym dzieciom fundacja tworzy także grupę wsparcia. Rodzice często są załamani. W szpitalach nie ma psychologów. Dzięki fundacji wszystkie rodziny mogą spotykać się, rozmawiać, dzielić wątpliwościami. Środowisko osób dotkniętych chorobą nowotworową może się przez to integrować. Łatwiej jest przejść przez tragedię w atmosferze pełnej przede wszystkim zrozumienia.

Państwu Orzechom oraz reszcie opiekunów najbardziej zależy na tym, by wzbudzić w podopiecznych poczucie bezpieczeństwa. Lekarze, szpitale i zabiegi są dla nich stresujące. Dzięki współpracy mogą odwracać uwagę maluchów od nieprzyjemności.

Dziś córeczka pana Wiesława chodzi do szkoły. Udało się zwalczyć kryzys, wrócić do normalnego życia. Jak sami mówią, nawet dla uśmiechu jednego dziecka warto walczyć. Rodziny z Podkarpacia udowodniły, że mają dużo siły. Udźwignąć ciężar śmiertelnej choroby i nie poddać się to wyzwanie. c

Autor: Agata Dolna

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    To wszystko bujda , pomagają tylko swoim. Gdzie nie sięgniesz to tylko p.Orzech . reszta dzieci dostaje łaskawe ochłapy. To najbardziej nieuczciwe stowarzyszenie.