Indian summer w ontario

Kanada to nie tylko syrop klonowy i hokej. Mogą się o tym przekonać ci, którzy wybiorą się do Ontario. Jeśli się pospieszą, zdążą nacieszyć się trwającym aż do października słynnym kanadyjskim indian summer (indiańskie lato).

Kanada – ojczyzna hokeja, syropu klonowego i Ani z Zielonego Wzgórza – wciąż zadziwia swoją różnorodnością. Myślenie o niej w kategoriach atrakcji turystycznej kończy się zwykle na wodospadzie Niagara. A szkoda, bo to kraj, który wciąż zadziwia swoją wielobarwnością: przyrodniczą, kulturową i etniczną. Nawet jej położenie jest nietypowe.

Granice tego drugiego co do wielkości państwa świata wyznaczają polarne wyspy na dalekiej północy i pustynie na południu, wzdłuż granicy z USA. Tutaj dzikie pustkowia, bezkresne prerie, jeziora i szczyty górskie sąsiadują ze zurbanizowanymi metropoliami, jakich mógłby Kanadzie pozazdrościć niejeden kraj. Możemy tu przejechać się psim zaprzęgiem, złowić łososia, spotkać niedźwiedzia grizzly, ale też obejrzeć futurystyczną architekturę kanadyjskich miast na czele z „Hollywood Północy”, czyli Toronto.

Jeśli jednak nie mamy tyle czasu, by zwiedzać kraj klonowego liścia od lodowców po pustynię, można wybrać prostsze rozwiązanie. Żeby nacieszyć się urokami kanadyjskiego krajobrazu, wystarczy odwiedzić prowincję Ontario. Każdy, kto jesienią zobaczył tam rzędy klonów, nie ma już wątpliwości, dlaczego na kanadyjskiej fladze znajduje się klonowy liść. A jest co zwiedzać, bo Ontario ma powierzchnię większą od połączonych obszarów Francji i Hiszpanii, czyli trzykrotnie większą od powierzchni Polski. Warto pamiętać o tym, że do XVII wieku ziemie dzisiejszego Ontario zamieszkiwali jedynie tubylcy – Irokezi, Huroni i Algonkini.

To właśnie z ich języka wywodzi się nazwa „Ontario”, która oznacza „lśniące wody”. Trudno się dziwić, że nazwa ta utrzymała się do dziś: wody tutaj rzeczywiście nie brakuje. Wystarczy wymienić tysiące jezior (w tym Wielkie: Górne, Huron, Erie i Ontario, od którego prowincja bierze swoją nazwę), rozliczne potoki, a także tysiące kilometrów rzek i strumieni. I, oczywiście, największa atrakcja – wodospad Niagara przyciągający co roku miliony turystów. Będąc najpopularniejszą kanadyjską prowincją, Ontario jest jednocześnie ważnym celem turystycznym. I to nie tylko ze względu na atrakcje przyrodnicze, ale także wielkie metropolie ze stolicą
prowincji – Toronto i stolicą Kanady – Ottawą na czele.


„Rapsodia kolorów” w Ottawie

Dlaczego Kanadyjczycy nie lubią swojej stolicy? Niechęć wobec Ottawy jest głęboko zakorzeniona, a jej powodem jest to, iż w 1857 r. królowa Wiktoria, oczarowana widokiem romantycznych akwareli, przedstawiających pejzaże okolic Ottawy, postanowiła, że będzie to doskonałe miejsce na nową stolicę. Było to bolesnym upokorzeniem dla Montrealu i Toronto. To gwarne, otwarte na świat miasto liczy 330 tys. mieszkańców i może się pochwalić malowniczym położeniem nad rzeką oraz licznymi instytucjami kulturalnymi. Do lat 40. XX w. była sennym miastem, w którym za wielesię nie działo. Dopiero zatrudnienie paryskiego urbanisty Jacquesa Grebera sprawiło, że Ottawa zazieleniła się od parków, szerokich alei i wysadzanych drzewami deptaków. Plan Grebera zmienił oblicze Ottawy na trwałe, choć później pośród zielonych miejsc wyrosły biurowce z betonu i szkła, tworząc centrum miasta. Największe atrakcje stolicy Kanady skupiają się na południowych brzegach rzeki Ottawy, po obu stronach kanału Rideau, gdzie wznoszą się wiktoriańskie gmachy na Parliament Hill i gdzie możemy podziwiać znakomite zbiory sztuki w National Gallery, militaria w Canadian War Museum, okazałą bazylikę Notre Dame lub odwiedzić Byward Market, gdzie skupia się najwięcej restauracji i barów.

Ottawę najlepiej odwiedzać jesienią, ponieważ mamy wtedy niepowtarzalną okazję obejrzeć prawdziwą „rapsodię kolorów”, tak zresztą nazywają tę porę roku mieszkańcy stolicy. Widać ją w każdym parku. Koniecznie trzeba udać się w tym czasie do położonego po stronie Quebecu, ale należącego do regionu stołecznego (tzw. Capital Region) Parku Gatineau. Ten zajmujący prawie 36 tys. hektarów teren to najlepsze miejsce na rowerowe przejażdżki czy biwak. Ale uwaga: łatwo można się tu natknąć na dzikie zwierzęta, i to nie tylko na niegroźne sarny, rosomaki, ale również na niedźwiedzie, a przecież to tylko kilkanaście minut rowerem od centrum.


Od Hogtown do Toronto

Imponująca stolica Ontario, Toronto, to największa metropolia w kraju. Wokół centrum skupiają się miasteczka-satelity oraz tereny przemysłowe, tworzące zajmujące ponad 100 km2 tzw. Greater Toronto. I kto by pomyślał, że miasto to nosiło kiedyś przydomek Hogtown („Miasto świń”), który zawdzięcza William Davies Company, która była swego czasu największą firmą zajmującą się przetwarzaniem i pakowaniem wieprzowiny tak w Kanadzie, jak i w Imperium Brytyjskim. Po wojnie administracja postawiła sobie za punkt honoru zmianę wizerunku ośrodka, czego efektem są imponujące budowle czy efektowne muzea. Większość najciekawszych miejsc skupia się w centrum i są one doskonale znane z popularnych pocztówek, np. słynna CN Tower, na której szczycie znajduje się restauracja z widokiem na miasto czy stadion SkyDome. Niepowtarzalną atmosferę miasta tworzą jednak przede wszystkim mniejsze, rzadziej odwiedzane galerie oraz zabytkowe budynki. Wspaniałą kolekcję malarstwa kanadyjskiego można podziwiać w Thomson Gallery, zaś Toronto Dominion Bank prowadzi eklektyczną Galery of Inuit Art.

Warto również wstąpić do Hockey Hall of Fame, czyli muzeum hokeja i koniecznie wybrać się do Bata Shoe Museum, czyli muzeum butów zebranych przez Sonję Bata, synową założyciela znanej firmy obuwniczej. Obejrzymy tam buty Indian i Inuitów, ale także czerwone szpilki Marylin Monroe i pantofle Madonny. Na lubiących zakupy czeka miła niespodzianka – ciąg krytych pasaży handlowych PATH Walkway, który zaczyna się poniżej Union Stadion
i przechodzi przez centrum handlowe Eaton. Możemy tam dostać bezpłatne plany PATH.

Toronto, którego nazwa w języku Huronów oznacza „miejsce spotkań”, to najbardziej zróżnicowane pod względem etnicznym miasto na świecie. Znaczną grupę imigrantów stanowią Włosi, ale też Portugalczycy, Chińczycy, Chorwaci, Hindusi, Filipińczycy, Irańczycy, Grecy, Serbowie i... Polacy. Znajdziemy więc tu Małe Włochy, Małą Jamajkę, a także Portugalską Wioskę czy Koreatown. W Toronto tradycyjnie polską okolicą są tereny wzdłuż osi ulicy Roncesvalles Avenue, które były miejscem osiedlania się polskich emigrantów już w latach 20. XX wieku.


W dzikim nurcie Niagary

Z Toronto całkiem niedaleko do chyba najpopularniejszego miejsca w Kanadzie – wodospadu Niagara, przez który w każdej sekundzie przelewają się z wielkim hukiem ponad dwa miliony litrów wody. Tak naprawdę wodospady są dwa: amerykański i kanadyjski. Niagara składa się z trzech kaskad, a po stronie amerykańskiej znajdują się najwyższe: American i Bridal Veil (welon panny młodej), rozdzielone wąską Luna Island. Ten jednak uchodzi w oczach Kanadyjczyków za nieporozumienie, bo jeśli Niagara, to tylko ta kanadyjska – mówią. I mają rację, bo największe wrażenie wywiera zakrzywiony w kierunku Kanady Horseshoe Falls, wodospad o szerokości ponad pół kilometra i wysokości około 50 metrów. Żeby móc go podziwiać, trzeba tylko zabrać ze sobą niebieskie foliowe płaszcze z kapturem i… odstać swoje w kolejce na statek „Maid of the Mist”. Statek nie jest jednak jedyną drogą do podziwiania wodospadu: można np. przejść się wydrążonym w skale za wodospadem tunelem lub przejechać nad nim kolejką linową. Pociągi i autobusy z Toronto, ale też z wielu miast południowego Ontario kursują do miasta Niagara Falls, 3 km na północ od wodospadu. Jeżeli postanowimy zatrzymać się w pobliżu na nocleg, koniecznie powinniśmy wybrać się do miasteczka Niagara-onthe-Lake, 26 km w dół rzeki, nad jeziorem Ontario.


Indiański wynalazek – Syrop klonowy

Z racji tego, że Kanada tworzy swoistą mozaikę kulturową, tradycyjna kuchnia kanadyjska pozostaje w cieniu kuchni Europy i innych zakątków świata. Turysta przybywający do Kanady będzie jednak zachwycony niezliczonymi restauracjami, barami, kawiarniami i… Fast foodami. Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Można zjeść sushi w modnym, ale dość drogim lokalu japońskim. Znacznie taniej będzie we włoskiej restauracji, gdzie możemy liczyć na wyśmienity makaron. Od czasu do czasu trafia się restauracja indyjska i zawsze znajdziemy niedrogie lokale chińskie. Niemal wszędzie można dostać pizzę, i to zarówno w restauracjach dużych sieci, np. Pizza Hut, jak i małych, rodzinnych lokalach i ulicznych budkach.

Jeśli jednak chcemy spróbować prawdziwej kanadyjskiej kuchni, sięgnijmy po naleśniki z syropem klonowym, czyli maple syrup, który jako pierwsi wyprodukowali Indianie. Ten złoty i słodki przysmak Kanady jest wyciągiem z pnia klonu i zawiera dużo cukru oraz soli mineralnych. Co ciekawe, właściwością soku pobieranego z kory jest zawartość 97 proc. wody. Aby po odparowaniu otrzymać litr syropu, potrzeba aż 40 litrów surowej substancji. Syrop klonowy ma szerokie zastosowanie w kanadyjskich potrawach – używa się go niemal do wszystkiego: do sosów, puddingów i pieczonych owoców. Wśród tradycyjnych przepisów znajdziemy jednak wiele wpływów etnicznych, czyli w pierwszej kolejności kuchni Indian i Inwitów, a także pierwszych osadników z Europy – Francuzów i Brytyjczyków. W kuchni kanadyjskiej znajdziemy także przepisy na smakowite mięsa z dodatkiem złotego syropu. Jest on także składnikiem ciast, chleba i innych słodkich wypieków. Można nim też słodzić kawę lub robić z niego przepyszne karmelki.

Oprócz syropu klonowego kuchnia kanadyjska kojarzy się z żurawiną i dzikim ryżem, a także dziczyzną i rybami. Trzeba jednak pamiętać, że kuchnia Kanady różni się nieznacznie w zależności od regionu. Ontario słynie z ryb. Warto skosztować whitefish, pstrąga z jeziora, szczupaka i stynki.

Autor: Oprac. (KB)

Komentarze