I jak tu nie biegać!

Regularnie się bada, zdrowo odżywia, a ukochane bieganie to dla niej znacznie więcej niż sport. Nie ma lokat, akcji i pieniędzy w skarpecie. Zwiedza świat i cieszy się życiem. Rozmowa z Beatą Sadowską.

Właśnie ukazała się pani książka zatytułowana „I jak tu nie biegać!". Czyli jest pani dziennikarką radiową i telewizyjną, prezenterką, autorką książki i ostatnio także świeżo upieczoną mamą. Jak zaczyna pani dzień przy tylu zajęciach?


Pobudkę wyznacza nasz synek Tysiek. Najczęściej miedzy 5.30 a 7.30. Potem do 9.00 baraszkuje. Gdy nie ma mojego narzeczonego, pakuję Tysia do wózka i idę z nim pobiegać. Sama (znaczy z psem MOMO) biegam, kiedy moja mama jest z Tytusem na spacerze w parku. Gdy jestem bardzo głodna, przed wyjściem zjadam banana i już mnie nie ma. Śniadanie przygotowuję po treningu.


I co po takim wysiłku pani sobie serwuje?


Najczęściej jest to owsianka na mleku migdałowym, sojowym albo ryżowym. Dodaję do niej pestki słonecznika, dyni, często też plastry banana, jabłka, jagody goji i nasiona chia, czyli szałwii hiszpańskiej, która ma bardzo dużo błonnika, wapnia i białka. Samo zdrowie. Przydaje się, bo biegam kilka razy w tygodniu. To jest naprawdę sycący, pożywny posiłek i dawka energii do południa.


I najedzona, po tym zdrowym posiłku bierze się pani do pracy?


Tak. Pracuję głównie w domu. Przygotowuję się do audycji „W biegu i na wybiegu", którą prowadzę w Radiu Zet Chilli, i do programu „Zoom na miasto" w Polsat Cafe. Prowadzę też pokazy mody, premiery filmowe, no i piszę swój blog www.beatasadowska.com.


W 4. miesiącu ciąży pobiegła pani maraton. Wiele osób uważa, że trochę pani przesadziła i mogła zaszkodzić dziecku. Czy będzie niedyskrecją, gdy zapytam, dlaczego zdecydowała się pani na ten olbrzymi wysiłek?


Na szczęście to nie był maraton, tylko bieg na 10 kilometrów. Na królewski dystans 42 kilometrów i 195 metrów na pewno bym się nie zdecydowała! Biegam od 6 lat i, rzeczywiście, nie przerwałam biegania aż do 8. miesiąca ciąży. Robiłam to jednak z głową i pod kontrolą lekarzy. Zmieniłam treningi na lżejsze, bardziej spacerowe. Regularnie się badałam. Nie zmieniłam trybu życia, bo mój organizm jest przyzwyczajony do aktywności fizycznej. Cały czas jednak obserwowałam swoje ciało. I nie biłam rekordów szybkości! W którymś momencie poczułam, że już wystarczy. Wróciłam do biegania 2 miesiące po urodzeniu synka. Znowu: spokojnie, rozważnie, pomału. Biegam sama albo z rodziną. Jeśli uda mi się wyrwać solo, to odzywa się mój zdrowy egoizm. Nie myślę wtedy o pracy, nagraniach, gościach do programu czy kłopotach. Chyba, że chcę coś ze sobą przegadać. Zazwyczaj jednak taki trening to mój spokój i medytacja w ruchu. Nie przeszkadza mi zła pogoda, nawet deszcz jest w porządku! Na początku wydaje się nieprzyjemny, ale już po chwili wspaniale chłodzi rozgrzaną twarz.


Tak zachęcająco mówi pani o bieganiu, że aż chciałoby się też ruszyć z fotela i pobiec. Czy każdy może zacząć?


Zacząć można zawsze pod warunkiem, że jest się zdrowym i ma buty do biegania. Nie do koszykówki, nie na spacer i nie na rower. W ten sposób zadbamy o stawy. Jak zacząć? Rozsądnie. Najpierw lekki trucht, a gdy się zmęczymy, spokojnie przejść do marszu. Kiedy oddech się uspokoi i wyrówna, znowu kawałek pobiec. Na pewno nie przejmować się tym, że wyprzedzają nas znacznie starsi albo znacznie młodsi biegacze. Oni też kiedyś zaczynali. Takie spokojne treningi warto robić 2-3 razy w tygodniu. Szybko przekonacie się, że odcinki biegowe stają się coraz dłuższe, a marsz - coraz krótszy.


Czy dlatego powstała książka o bieganiu?


Chciałam odczarować bieganie. Pokazać, że to najbardziej ekologiczny, ekonomiczny i egalitarny sport na świecie. Dla każdego, nie dla wybrańców. Bieganie jest dobre dla ciała i dla głowy. Moje biegowe historie przeplatam wywiadami ze znakomitym trenerem Kubą Wiśniewskim, który zapewnia książce porządną dawkę merytorycznej, biegowej wiedzy. Lekkostrawnej, ale profesjonalnej. Wiem, że jest teraz moda na bieganie, ale są tacy, którzy biegają od lat i od lat wiedzą, ile im to daje: Grzegorz Kołodko, Tomasz Lis, Maciej Kurzajewski, Kuba Wesołowski, Anna Maria Jopek.


Co jeszcze, oprócz biegania, może pani polecić dla zachowania zdrowia i co pani stosuje w swoim życiu?


Uwielbiam gotować, zwłaszcza proste, zdrowe dania. Mój narzeczony śmieje się, że nic nie ma w lodówce, a ja z tego „niczego" zawsze coś wyczaruję. Coś, co na dodatek smakuje. Zupa z cukinii w 8 minut albo komosa ryżowa z warzywami, lnianym olejem i domowym pesto.


Kiedy umawiałam się z panią na rozmowę, zaproponowała pani kawę w maleńkiej kawiarni na Saskiej Kępie. Nazywa się ona dosyć dziwnie, bo „Wootwórnia". Sądziłam, że raczej będzie pani odpowiadać jakieś bardzo eleganckie miejsce w centrum Warszawy. Czy był jakiś szczególny powód wyboru takiego miejsca? No i co z tą kawą? Podobno jest bardzo niezdrowa?


Lubię miejsca, gdzie ktoś, jak ja, wierzy, że jesteśmy tym, co jemy. Widzi pani te pyszne przetwory, które tam stoją. Właściciele wszystko robią sami. Przyjemnie, prawda? Od lat nie piję krowiego mleka, więc śmiałam się, że przestanę tu przychodzić, jak do kawy nie będzie sojowego. I co? I jest! Na dodatek nie jestem jedyną osobą, która zamawia latte na sojowym. W domu gotuję czasami kawę według chińskiej metody pięciu przemian. Wierzę, że mi pomaga, a nie szkodzi.


Czy jest pani wegetarianką? Bo rozmawiamy o bardzo szczególnym sposobie jedzenia i wyszukanych potrawach.


Wyszukane? Wręcz przeciwnie! Banalnie proste. Wie pani, jak się robi mleko migdałowe? Szklankę migdałów bez skórki trzeba moczyć w wodzie przez noc w 3 szklankach wody. Rano wlać migdały z wodą do blendera i zmiksować. Przecedzić przez bawełnianą szmatkę. Gotowe! Nie jestem wegetarianką, bo jem ryby. Co jeszcze? Używam w kuchni i oleju z pestek dyni, i lnianego, i sezamowego, który ma słodki posmak. Staram się unikać białego pieczywa, zastępuję ja razowym na zakwasie. Nie odmówię sobie za to leniwych klusek ani placków ziemniaczanych przygotowanych przez moją mamę.


Skąd takie zasady żywieniowe?


Szanuję swój organizm i chciałabym, żeby mi jeszcze trochę posłużył. Dlatego regularnie się badam. Wspieram kampanię „Piękna, bo zdrowa", która zachęca do regularnych badań ginekologicznych. Naprawdę warto. Wcześnie wykryty rak szyjki macicy jest całkowicie wyleczalny! Staram się też raz w roku oczyszczać organizm: 6 dni głodówki, zioła i ajurwedyjskie pasty. Do tego czyszczenie wątroby, czyli oliwa z pierwszego tłoczenia na zimno i świeżo wyciśnięty sok z cytryny. Zrobiłam badania krwi w kierunku ukrytych alergii pokarmowych. Unikam tego, co mnie uczula, np. łososia. Przez jakiś czas nie mogłam jeść owsa, ale to już minęło. Znakomita dietetyczka, Lidia Trawińska, przygotowała dla mnie przepisy na zdrowe zupy, kasze, a nawet desery.


A co z tak zwanymi małymi pokusami, jak np. cukierki? Czy nie ulega pani słabościom?



Za cukierkami nie przepadam. Ciasto można zrobić z marchewki i migdałów, a galaretkę z agaru, czyli morskich glonów. Jeśli dodam do niej zmiksowany sezam, smakuje jak chałwa. Na dodatek zastyga w temperaturze pokojowej. Cukier? Wybieram syrop z agawy albo domowy malinowy sok.


A co z hobby? Czy ma pani jakąś pasję?


Bieganie, narty, no i oczywiście podróże. Nie mam lokat, akcji i pieniędzy w skarpecie. Zwiedzam świat. Z trzymiesięcznym Tysiem byliśmy w Tajlandii. Oczywiście najpierw skonsultowaliśmy to z pediatrą.


Domyślam się, że musi pani częściej niż inne kobiety wymieniać stroje. Stale przybywa coś nowego - czy nowy nabytek „wypycha" starsze rzeczy z szaf? Czy może ma pani garderobę nieograniczonej wielkości?


Raz w roku organizuję tzw. wietrzenie szafy. Zapraszam koleżanki, przyjaciółki, a na podłodze rośnie wielki stos rzeczy. Na wymianę albo za entą część ceny. Nie chodzi o to, żeby zarobić, ale zdobyć przestrzeń i dać rzeczom drugie życie. Jeśli czegoś przez rok nie założyłam, czas, by to coś zmieniło adres zamieszkania. Ubieram rodzinę i oddaję rzeczy do domu samotnej matki


Czy gdy pojawił się synek, zaszalała pani i kupiła mu same markowe ubranka?


Nie, mnóstwo rzeczy Tyś dostał po synkach moich przyjaciółek. Nawet tego wszystkiego nie zdąży założyć! Maluchy wyrastają z ubrań błyskawicznie. Poza tym staram się hołdować złotej zasadzie, że mniej znaczy więcej.


A kto opiekuje się Tysiem, gdy pani biega albo idzie do pracy? Czy szukała pani niani?


Nie mam niani. Tyś ma mnie, mojego narzeczonego i dwie kochające babcie. Wystarczy. Moja mama ma mnóstwo energii i jest w świetnej formie. 8 lat temu zaproponowałam jej wyjazd na oczyszczanie organizmu. Zmieniła wtedy dietę, schudła 8 kilo, a z czasem w sumie 16 kilogramów! Je kasze, warzywa, nie smaży, za to piecze i gotuje. Jest młoda i ciałem, i duchem. Chodzi na dwu-, trzygodzinne spacery z wnuczkiem, na angielski i na kurs komputerowy.

Diety, które stosuje pani i pani mama chyba nie nadają się specjalnie dla zwykłej kobiety? Jak zabrać do pracy np. owsiankę?


Zdecydowanie się nadają! Sama zabieram owsiankę do pracy w plastikowym pojemniczku. Jest gęsta, pyszna też na zimno. Robię kanapki z ciemnego chleba z pastą z awokado. Zabieram orzechy bez soli albo garść migdałów. Skutecznie przeganiają głód.


Czy ta dieta pani służy? Czy wystarcza do zachowania zdrowia?


Nie chorowałam od przedszkola. 2 lata temu pierwszy raz od czasów, kiedy byłam dzieckiem, wzięłam antybiotyk, ale tylko dlatego, że porządnie się przeziębiłam, a za 2 dni miałam przebiec maraton.


Czy uprawia pani jeszcze jakieś sporty? Czy bieganie wystarcza?


Bieganie, zwłaszcza w naturze, to największa pasja. Poza tym latem regularnie wyjeżdżam z moją mamą na obozy jogi. Zimą - narty. Poza trasami, z przewodnikami. Staram się chodzić na basen i masaże. To relaks dla kręgosłupa.

Wygląda na to, że ma pani bardzo bogaty plan dnia. Czy na wszystko wystarcza czasu?


Im więcej mam zajęć, tym lepiej muszę być zorganizowana. Poza tym z tylu rzeczy, np. z bezsensownego skakania między telewizyjnymi kanałami, można zrezygnować. A propos rezygnacji: czytam teraz „Sztukę minimalizmu". Pokazuje, ile wokół nas zbędnych bytów.


Bardzo dba pani o swoje zdrowie - a co dla urody?


Uroda to uśmiech, zdrowie, zadowolenie z życia, ale też mądra równowaga między pracą a odpoczynkiem. O to staram się dbać. Chodzę na mezoterapię krążeniową według metody doktor Izabeli Tilszer oraz na masaże do gabinetu La Perla. Mam mój raj na ziemi, czyli Afrodyta SPA w Ośnie Lubuskim. Po masażach ajurwedyjskich u Hinduski Smithy czuję się jak nowo narodzona. W Ośnie zawsze zamawiam dietę dr Bardadyna, czyli świeże produkty skomponowane tak, żeby organizmowi dostarczyć niezbędnych minerałów i witamin w odpowiedniej dawce. Uwielbiam pieczony na miejscu chleb i ciasto drożdżowe. Im nie odmawiam! Tak jak nie odmawiam szpinakowi z prawdziwkami i plackom buraczanym w Kadynach w SPA Srebrny Dzwon. Mam swoje słabości.

Autor: Iwonna Widzyńska-Gołacka

Komentarze