Homo śmiechens

Człowiek nie jest jedynym zdolnym do chichotu ssakiem. Naukowcy potwierdzili, że rechoczą także orangutany, a nawet... szczury. Jednak tylko nasz gatunek potrafi  zbudować  maszynę do mierzenia śmiechu.

Na śmiechu zbudowaliśmy naszą cywilizację. Prof. Mary Beard z Uniwersytetu w Cambridge odkryła najstarszą księgę żartów na świecie: „Philogelos”, czyli gagi Cesarstwa Rzymskiego.

Według profesor Beard, znalezisko rozprawia się ostatecznie z mitem Rzymianina jako pompatycznego osobnika w todze. Wśród dowcipów można znaleźć te, jako żywo, przypominające skecze z Monty Pythona czy klasyczne kawały o babie u lekarza.


Witamina „Ś”

Większość młodych mam zastanawia się, czy śmiech jest umiejętnością nabytą czy wrodzoną? Czy gdyby nie uśmiechać się do dziecka, ono nigdy nie nauczyłoby się śmiać? Ale z uśmiechaniem się jest jak z chodzeniem – przyjdzie nieuchronnie: około trzeciego, czwartego miesiąca życia. Neurobiolodzy doszli do wniosku, że ludzie dożywający dziewięćdziesiątki zawsze mieli ogromne poczucie humoru i śmiali się serdecznie przy lada okazji. Kiedy wybucha się śmiechem, elektryczna aktywność prawej i lewej półkuli mózgowej jest lepiej skoordynowana.


Neurofizjolodzy dowodzą, że brak takiej koordynacji prowadzi do depresji.

Śmiech poprawia krwiobieg, przyspiesza bicie serca i krążenie krwi, dzięki czemu organizm otrzymuje więcej tlenu. Wprawdzie robią się od niego tak zwane zmarszczki-śmieszki, ale, po pierwsze, wyglądają one uroczo, a po drugie – człowiek z kamiennym wyrazem twarzy napręża ponad 40 mięśni i bardzo w ten sposób szkodzi swojej urodzie, podczas gdy twarz wesołka dłużej pozostaje gładka i jędrna. Zaśmiewając się jak filmowy Zagłoba, podczas jednego wdechu pobieramy nie pół, ale aż półtora litra powietrza, co wpływa bardzo dodatnio na nasz układ oddechowy, a także odpornościowy: hamuje wydzielanie hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu, natomiast zwiększa wydzielanie endorfin, łagodzi bóle głowy, mięśni lub zębów. Gdy człowiek śmieje się przez dłuższą chwilę, wprawia w ruch wszystkie mięśnie tułowia.

Mięśnie te są w tym czasie dotleniane. Serdeczny wybuch śmiechu to tyle, co 3 minuty aerobiku. I... i już chyba wiadomo, że śmiać się po prostu należy jak najczęściej. Z czego? Z dowcipów, z komedii, z zabawnych sytuacji, z zabawnych ludzi, a przede wszystkim – z siebie. Nieważne, czy śmiejesz się: „hi, hi, hi” czy „he, he, he”, a nawet „ha, ha, ha”. Odgłosy śmiechu mają źródło w rytmicznych skurczach mięśni brzucha i przepony, a od ułożenia podniebienia, warg, języka i ściany gardła zależy, jaki dźwięk wydajemy.


Integracja przez śmiech

Naukowcy zajmujący się śmiechem mówią, że jego najważniejszą rolą społeczną jest integrowanie. I rzeczywiście, już w XIX wieku filozof Henry Bergson w sławnym eseju o komizmie przekonywał, że śmiech jest wentylem bezpieczeństwa: niczego nie zmienia, ale oswaja rzeczywistość. Mogą o tym dużo powiedzieć ci, którzy nie tracili humoru w naprawdę ciężkich czasach: zaborów, okupacji czy bliższej nam epoce lat 80. Nie bez przyczyny wtedy właśnie kwitło satyryczne podziemie, a wszyscy zaśmiewali się z kawałów ośmieszających system, w którym przyszło im żyć. Im straszniej, tym śmieszniej – to także dewiza wielu wybitnych artystów: od Czechowa i Gogola do Kusturicy.

Twórca terapii prowokatywnej, Frank Farrelly wychodzi z założenia, że psycholog powinien pełnić funkcję błazna i poprzez karykaturę, ironię, absurd – popierać mroczne aspekty psychiki klienta: jego niską samoocenę, lęki, myśli samobójcze. W ten sposób terapeuta na pozór zachęca klienta do podtrzymania negatywnych tendencji, a w istocie skłania ich do wyśmiania. Taka sesja nie ma nic wspólnego z kozetkowym wypłakiwaniem się w chusteczkę, chociaż podczas niej także można się popłakać ze... śmiechu. Śmiechoterapia odnosi jednak we współczesnym, poważnym świecie ogromne sukcesy: począwszy od odwiedzin Clowna u chorych dzieci w szpitalach po sesje śmiechu jako rodzaj szkolenia dla firm, których pracownicy w ten sposób odreagowują stres. Wychodzą z nich trzymając się za brzuch i z nową energią przystępują do działania.


Maszyna do badania śmiechu

Fenomen chichotania tak zainspirował Japończyków, że jeden z tamtejszych profesorów, Yoji Kimura z Uniwersytetu Kansai w Osace stwierdził, że śmiech jest jedynym sposobem na wprowadzenie ogólnoświatowego pokoju. Wynalazł maszynę do jego mierzenia, a nawet sprecyzował jednostkę „chichową”: aH (jedna sekunda niepohamowanego śmiechu to 5 aH). By pomierzyć śmiech, przymocowywano czujniki do brzucha, a zwłaszcza okolic przepony, badanych osób. Okazało się, że dzieci śmieją się swobodniej niż dorośli i robią to z częstotliwością ok. 10 aH na sekundę (dwukrotnie większą od swoich rodziców czy innych starszych osób). – Śmiech jest jak restartowanie komputera. Nieskrępowane chichotanie to ważny element ludzkiej ewolucji – uważa profesor Kimura.


Szczury mają łaskotki

Może dlatego więc jako śmiejący się gatunek zaszliśmy tak daleko? Niestety, inne chichoczące zwierzęta depczą nam po piętach. Dr Marina Davila Ross z Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Portsmouth podważyła twierdzenie, że śmiech jest ludzkim „wynalazkiem”. Podobne zachowania, według niej, można obserwować u naszych bliskich krewnych – orangutanów. Ale to nie fakt, że małpy pękają ze śmiechu, wstrząsnął ostatnio światem nauki – okazało się, że szczury także stać na chichot. Naukowcy Bowling Green State University, którzy przeanalizowali wydawane przez szczury dźwięki o wysokiej częstotliwości, nie mogli się oprzeć wrażeniu, że to także śmiech. Zespół naukowców obserwował szczury podczas zabawy. Neurolodzy zaczęli łaskotać gryzonie. Po przetworzeniu tych dźwięków słychać było coś w rodzaju „chichotania”. Na szczęście ani małpy, ani szczury nie potrafią opowiadać sobie kawałów. Człowiek tak! Zakończmy zatem tekst cytatem z Terry’ego Pratchetta: „Trzeba się śmiać. Inaczej człowiek by zwariował”.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze