Historia stara jak świat – początki farmacji

Czemu zawdzięczamy leki? Trzem królestwom przyrody: światu roślin, zwierząt i mineralnemu. Od przełomu er w naszych ludzkich dziejach, czyli przez dziewiętnaście stuleci ów świat trzech królestw przyrody, z którego wywodziły się leki, nazywano „materią medyczną”

Historia farmacji – trudna dyscyplina naukowa. Być może każdy historyk zawodowy (niebędący farmaceutą) żachnie się (w najlepszym razie) po przeczytaniu powyższego tytułu. Jakże to? Czyżby inne dyscypliny historyczne – żeby wymienić te najważniejsze, jak dzieje starożytne, średniowieczne bądź czasy nowożytne – to przysłowiowa kaszka z mlekiem? Nigdy tak nie twierdziłem, nie twierdzę i twierdzić nie będę! Co więcej, uważam nawet, że aby uprawiać którąś z tych dyscyplin, trzeba mieć ogromną wiedzę, że tak powiem „poboczną” czy uzupełniającą. Jest nią np. umiejętność odczytywania dawnych tekstów – już to rytych w kamieniu (przykładem stella diorytowa z Kodeksem Hammurabiego, odczytana przez asyrologa francuskiego V. Scheila w 1902 r.) bądź pozostawionych (zapisanych) na tabliczkach glinianych pismem klinowym (z państwa Sumeru sprzed 3 tys. lat p.n.e.).

Historyk z kolei zajmujący się średniowieczem musi m.in. posiąść tajniki paleografii , a więc umiejętność odczytywania z pergaminów dawnych zapisów. A już skrajną trudnością jest odczytywanie tzw. palimpsestów, czyli dokumentów, z których pierwotny tekst został wymazany, a raczej wydrapany, by zrobić miejsce pod nowy zapis (pergamin był drogim „artykułem piśmiennym”, stąd taka oszczędność). Są jednak techniki, które pozwalają odczytać kiedyś przed wiekami wydrapany tekst. Żartobliwie dodam, że takim palimpsestem jest każdy skradziony samochód, w którym nieuczciwy mechanik usunął prawdziwy fabryczny numer samochodu wybity przez producenta, „wbijając” w to miejsce fałszywy. Na szczęście laboratoria kryminalistyczne posiadają sposoby, aby ów „zbity” numer samochodu „odczytać”.

A jeśli do potrzebnych umiejętności, nieodzownych każdemu historykowi dodamy konieczność orientowania się w heurystyce, chronologii, heraldyce, numizmatyce (żeby wymienić te najważniejsze), to uprawianie historii powszechnej (szeroko pojętej i bez względu na epokę historyczną) okaże się wymagającym wielkiej wiedzy wyzwaniem. Pora zatem, aby uzasadnić, dlaczego historię farmacji nazwałem trudną dyscypliną naukową? Najkrótsza odpowiedź brzmi: złożoność jej „materii”, jaka składa się na pojęcie „historyka farmacji”. Spróbuję to szeroko udowodnić.


Co kryje pojęcie „farmacja”?

Po pierwsze, należy sobie uświadomić, co w sobie kryje samo pojęcie „farmacja”. Według profesorów: Roberta Rembielińskiego i Barbary Kuźnickiej pojęcie to jest homonimem, to znaczy słowem kryjącym w sobie dwa różne pojęcia: z jednej strony zawód – ten aptekarski, uprawiany w aptekach, z drugiej zaś to nauka. A że nauk przeróżnych mamy obfitość wielką, to w przypadku farmacji, trzeba ją określić jako naukę o lekach.

A skoro sprecyzowaliśmy, o jaką naukę nam chodzi, to od razu należy dodać, że lek pochodzi aż z trzech królestw przyrody: królestwa roślin, zwierząt i królestwa mineralnego, nieożywionego (jak to do początków XIX w. jeszcze określano; pojęcie „farmakognozja” jeszcze na początku XIX w. nie funkcjonowało; do obiegu zaczęło wkraczać dopiero pod koniec I połowy tego wieku). Od przełomu er w naszych ludzkich dziejach, czyli przez dziewiętnaście stuleci ów świat trzech królestw przyrody, z którego wywodziły się leki nazywano po prostu „materią medyczną”.

Warto tu przypomnieć, że po raz pierwszy terminu tego użył słynny encyklopedysta rzymski, Grek z pochodzenia, Dioskurides z Anazarbos w Cylicji (wybrzeże Małej Azji nad Morzem Śródziemnym). To on popełnił dzieło, którego tytuł w języku greckim brzmiał: Peri-hiules-yatrikes – w tłumaczeniu łacińskim „De materia medica”, czyli po prostu „O materii medycznej”. Nie może zatem dziwić fakt, że kiedy w Polsce w 1783 r. nauczanie farmacji podniesione zostało do rangi akademickiej, to uprawniona jednostka tegoż nauczania otrzymała nazwę „Katedry Farmacji i Materii Medycznej” (podkr. A. D.). Jej pierwszym profesorem został aptekarz krakowski, właściciel Apteki „Pod Słońcem” Jan Szaster.


Narodziny „sztuki leczenia”

Drobnymi dygresjami odbiegłem nieco od wątku zasadniczego – rozumienia „części składowych” pojęcia „farmacja”. Ale skoro już wiemy, jakie są części składowe, to musimy pamiętać, że wiek każdej z nich jest różny. Najstarszy lek jest pochodzenia roślinnego, liczy sobie bowiem parę tysięcy lat. Od zarania dziejów człowiek musiał zaspokajać głód. Podpowiadał to zresztą instynkt samozachowawczy, taki sam, jakim kierują się zwierzęta. Konsumując jednak rośliny w stanie naturalnym, człowiek pierwotny rozpoznawał je także i pod innym względem: mogły bowiem powodować wymioty, biegunkę, a niekiedy gwałtowne objawy chorobowe, kończące się nawet śmiercią. Poznawanie to było wówczas absolutnie przypadkowe i bez żadnych dążeń do zrozumienia mechanizmów działania. Niemniej człowiek pierwotny musiał „notować” w swej prymitywnej pamięci te doznania i przekazywać pokoleniu następnemu zarówno jako wskazówkę, jak i przestrogę.

Nie można również wykluczyć (a jest to niemal pewnik), że spożycie niektórych roślin mogło powodować oszołomienie, a nawet likwidować fizyczny ból. Spostrzeżenie to było zbyt ważne, aby mogło przejść niezauważone nawet dla prymitywnego umysłu człowieka pierwotnego. Można zatem postawić tezę, że działanie rośliny, które zmniejszyło ból, dając w dodatku dobre samopoczucie, musiało doprowadzić do chęci ponownego jej spożycia nawet wtedy, kiedy ból już ustąpił. Mielibyśmy tu więc dwie sytuacje: „odkrycie” pierwszego środka leczniczego o działaniu przeciwbólowym, a jednocześnie „narodzenie się” stanu, który dziś nazywamy narkomanią. Oba te działania wywołuje opium, produkt otrzymany z maku. Właśnie opium wydaje się pierwszym środkiem leczniczym. Ale i narkotyzującym, poznanym w najbardziej historycznie odległych czasach. Stąd był już krok do narodzenia się „sztuki leczenia”.

Rolę pierwszych „lekarek” pełniły kobiety, matki rodów, rodzące dzieci i gotujące strawę. Ich umiejętności przejmowały córki, te zaś przekazywały je dalej swoim córkom. Wkrótce jednak rolę tę przejęły „baby zielarki”, „baby znachorki” (w średniowieczu i jeszcze w czasach nowożytnych utożsamiane z… wiedźmami leśnymi, czarownicami; ich praktyczna wiedza o ziołach, o skutecznym często leczeniu, wiązana była z… czarami, a nawet mocami nieczystymi; dlatego często palono je na stosach świętej inkwizycji). W pewnym jednak momencie – niezależnie od bab znachorek – wyłoniła się kasta kapłanów – lekarzy.

Posiadana przez nich wiedza lekarska stała się wiedzą tajemną, do której nielicznie mieli dostęp. Tak przecież było w starożytnym Egipcie, gdzie wiedza ta wzniosła się na niebywałe wyżyny. Świadczą o tym zachowane papirusy egipskie, zwłaszcza ten najważniejszy – papirus Ebersa – tak nazwany na cześć niemieckiego egiptologa, Georga Ebersa, który w 1873 r. znalazł go i kupił na targowisku w Kairze. Dziś jest ozdobą muzeum w Lipsku.

Autor: dr hab. n. farm. Aleksander Drygas

Komentarze