Hak kapitana i pajęcze nogi

Historia zaczyna się od Marka Sergiusza, rzymskiego generała, który za rządów Juliusza Cezara stracił prawą rękę podczas walki, a kończy na... współczesnych protezach biomechanicznych sprinterów i pływaków.

Jak radził sobie neandertalczyk, któremu niedźwiedź odgryzł rękę, tego nie wiemy. Ale już literatura starożytna zawiera odniesienia do protez. I to gdzie? W opowiadaniach i wierszach. Stąd wiemy, że protez kończyn zaczęto używać w Grecji i Rzymie. Pierwszy posiadacz protezy, który zapisał się w historii, to rzymski generał Marek Sergiusz, który stracił prawą rękę podczas walki i zastąpiono ją protezą z żelaza z umocowaną na niej tarczą. Powrócił do walki, walczył i zwyciężał. Protezy używane w starożytnym Egipcie odkryto stosunkowo niedawno, bo zaledwie 10 lat temu. W Kairze archeolodzy odkopali coś, co, ich zdaniem, jest podobne do najstarszych sztucznych części ciała: były to protezy palców wykonane z drewna i skóry. Wszystkie znaleziono w grobie prawie 3000-letniej mumii obywatela, który za życia należał do egipskiej klasy średniej.


Dla piratów i żołnierzy

Przez długie następne lata drewniane lub metalowe protezy przymocowywano do kikuta za pomocą rzemyków. Średniowieczni rycerze mogli poszczycić się sztucznymi rękami i nogami wykonywanymi przez płatnerza, który robił dla nich zbroje. Ale i tak najbardziej spektakularnymi posiadaczami protez byli... piraci. Któż z nas nie pamięta kapitana Haka z „Piotrusia Pana” i jego żelaznego haka? Albo po prostu pirata z drewnianą nogą? Drewniane rdzenie i metalowe ręce w kształcie haków stały się protezami standardowymi. Materiały do ich wykonania pochodziły z fragmentów statku, a amputacje kończyn u poszkodowanego wykonywał najczęściej... kucharz!!!

Prawdziwą rewolucję wśród protez przyniósł początek XVI wieku. Francuski lekarz wojskowy Ambroise Paré zastosował zawiasy mechaniczne do protezy nogi. Dodał do nich uprzęże specjalistyczne. 100 lat później Holender Pieter Verduyn dodał do protezy nogi wyspecjalizowane zawiasy i mankiet ze skóry, który poprawiał sposób przywiązania do ciała. W pierwszej połowie XIX wieku, wraz z pojawianiem się pierwszych gazowych znieczuleń, lekarze mogli wykonywać dłuższe, bardziej drobiazgowe operacje amputacji, pozwalające przygotować uszkodzoną część ciała na współpracę z protezą.

Ale krok milowy w unowocześnianiu protez uczyniła medycyna podczas wojen napoleońskich. Jeden z francuskich chirurgów na tyłach frontu amputował kończyny (legenda mówi, że w ciągu kilku minut!) znoszonym z pola walki ciężko rannym żołnierzom. Pacjentowi następnie mocowano rzemieniami do kikuta drewnianą protezę, wsadzano go na konia i samego odsyłano z linii frontu. Brzmi to dziś okrutnie, ale w praktyce okazywało się, że te błyskawiczne amputacje i protezowania ocaliły życie tym żołnierzom. W innych przypadkach umieraliby z powodu zakażeń i martwic. W 1812 roku został opracowany prototyp protezy ręki, która mogła być kontrolowana przez przeciwny bark za pomocą podłączonej taśmy – podobnie jak hamulce rowerowe.


Protezy biomechaniczne

Dwieście lat później ortopedia oddaliła się od drewnianych protez o lata świetlne. W 1945 roku National Academy of Sciences, amerykańska agencja rządowa, ogłosiła program doskonalenia postępu naukowego w dziedzinie sztucznych kończyn. Program powstał w odpowiedzi na ogromną grupę niepełnosprawnych weteranów po II wojnie światowej. Od tego czasu postęp w dziedzinach, takich jak materiały, metody projektowania komputerowego i techniki chirurgiczne pozwolił na stworzenie bardziej realistycznych i funkcjonalnych protez. Widać to w czasie igrzysk paraolimpijskich, podczas których sportowcy na pajęczych nogach przypominający niesamowite istoty współzawodniczą ze sobą.

Protezy biomechaniczne, bo takie pomagają im w życiu i sporcie, wykorzystują funkcjonowanie końcówek nerwów kikuta. Stymulują działanie protezy za pośrednictwem odpowiednich silniczków elektrycznych. Zastosowanie tego rodzaju protez jest kosztowne, a poza tym wymaga mozolnej pracy ze strony pacjenta. Musi on nauczyć się pobudzać nerwy i panować nad protezą. Jest to dla wielu osób zadanie przekraczające ich możliwości. Po kilku próbach rezygnują. Ale konwencjonalne protezy także są przez cały czas udoskonalane. Przy ich produkcji stosuje się coraz nowsze i wytrzymalsze materiały: lekkie i trwałe stopy metali, tytanu oraz materiały syntetyczne, z powodzeniem zastępujące skórę. Doskonali się również mechanizmy zawiasowe o działaniu pneumatycznym, hydraulicznym i sprężynowym, jakie stosowane są głównie w stawach kolanowych. Dobra proteza to dobrodziejstwo. Wystarczy spojrzeć na Jasia Melę, który jako niepełnosprawny nastolatek (z protezą ręki i nogi) dotarł do bieguna. Dzięki tym świetnie spisującym się protezom, zwłaszcza nóg, pacjenci jeżdżą na nartach, rowerach i tańczą, a ich kalectwo pozostaje niemal niezauważalne.

Ba, czasami dobra proteza jest lepsza niż schorowana kończyna, pozbawiona czucia, z ograniczoną ruchomością stawów, aktywnością mięśni. W tej chwili trwają prace nad udoskonalaniem protezy kończyn górnych, ponieważ w grę wchodzi bardzo precyzyjna funkcja chwytna. Taka proteza musi zawierać receptory czuciowe, z których płynące impulsy pozwalają sterować nią zgodnie z wolą pacjenta. Na taką doskonałą protezę musimy więc jeszcze poczekać.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze