Grzeczny maluch przy stole

Naukę savoir-vivre’u warto zacząć, kiedy nasza pociecha ma już 6 miesięcy. Choć początki nie będą łatwe, to warto uzbroić się w cierpliwość i wytrwale wpajać dziecku zasady dobrego zachowania.

Już półroczne dziecko próbuje samo jeść i nie trzeba mu w tym przeszkadzać. Maluchowi taka odrobina samodzielności z pewnością się spodoba. Jeszcze nie będzie on trzymał z gracją łyżeczki czy kubeczka, ale z pewnością się z nimi oswoi. Oczywiście, początkowo jest niezręczny, nieporadny, ale z każdym kolejnym podejściem będzie lepiej. Poza tym, trzeba docenić, że nawet jeśli coś mu nie wychodzi, to stara się, jak może. A to, że po raz kolejny trzeba go całego przebierać, że po raz piąty widelec ląduje na podłodze, cóż… przecież nic takiego się nie stało. Maluch z latającym talerzem naprawdę nie ma złych intencji. Po prostu jeszcze nie wie, jak poradzić sobie z pulpetem. Trzeba mu to spokojnie pokazać, wytłumaczyć.

Gdy ma półtora roku może spokojnie pić już z normalnego kubka. Kubki-niekapki, którymi malec wymachuje dookoła można zarezerwować tylko na spacery.

Dwulatek powinien już używać łyżki i widelca. Nożem zacznie się posługiwać, jak będzie większy. Na razie odpowiednio pokrojone porcje jedzenia, na raz do buzi, nie sprawiają mu kłopotów. Trzeba go chwalić, za to, że już sam potrafi trzymać szklankę jedną ręką. Oczywiście zdecydowanie łatwiej jest karmić pociechę, ale schludne jedzenie to umiejętność, którą maluch powinien sam opanować. Im wcześniej przestanie mlaskać i wyłapywać kluski rączkami, tym lepiej.

Trzylatek powinien już jeść bez pomocy rodziców, a starszy przedszkolak wiedzieć, jak poprawnie zachować się przy stole. Dziecko może pomóc przy nakrywaniu, przynieść czyste talerze i odnieść brudne naczynia po posiłku. Dobrze jest też włączać dzieci do przyrządzania posiłków.


Dobry przykład to podstawa

Dziecko cały czas obserwuje i naśladuje nasze zachowanie. Dlatego zanim zaczniemy naukę dobrych manier przy stole, przyjrzyjmy się, czy sami zachowujemy się przyzwoicie. Nie można sobie pozwolić na wybrzydzanie czy grzebanie w talerzu, bo potem, jak dziwić się maluchowi, który dokładnie robi to samo. Przesadną swobodę należy ograniczyć do minimum. Pociechy obserwują, a tym samym uczą się od nas, jak prowadzić miłą konwersację. Trzeba używać takich słów, jak „poproszę”, „dziękuję”. To właśnie od nas, rodziców, powinny się dowiedzieć, że należy myć ręce przed jedzeniem, a przy stole nie rozkładać ramion zbyt szeroko. Wiedza, do czego są potrzebne serwetki, jak posługiwać się sztućcami, w jaki sposób odłożyć je na bok, też jest niezbędna.

Maluch powinien zdawać sobie sprawę, że czasy śliniaka już dawno minęły i nie należy wymachiwać łyżką na wszystkie strony świata. Wiercenie i kręcenie się na krześle też nie jest na miejscu. A gdy chce wyjść do łazienki mówi po prostu – przepraszam. Jeśli jesteśmy z dzieckiem w restauracji, zaznaczamy wcześniej, że rozmawiamy ze sobą ciszej niż w domu.


Dostojna postawa

Warto zwrócić uwagę na postawę. Nie można pozwolić, by dziecko siedziało zgarbione, kładło się na stole czy podpierało łokciami. Zsuwanie z krzesła, klęczenie na nim lub kucanie też jest nie do przyjęcia. Warto wprowadzić zasadę – podczas posiłku należy siedzieć prosto – i jej przestrzegać. Jeśli maluch chwilowo zapomni o tej regule, należy mu subtelnie o tym przypomnieć.

Niestety, musimy konsekwentnie korygować złe zachowanie. Przygotować się na żmudnie pouczanie aż do skutku. Niektóre pociechy bywają niezwykle uparte, ale i je da się przekonać. Jeśli dziecko nas nie słucha, trzeba je ostrzec, że skoro nie potrafi dostosować się do obowiązujących reguł, to nie będzie jadło. Zabranie talerza, a tym samym jedzenia – wygląda drastycznie, ale skutkuje. Tylko nie można potem reagować na płacz czy wołanie – zaraz umrę z głodu. Po godzinie i z burczącym brzuchem nasze dziecko z pewnością ładnie usiądzie przy stole.


Wspólne ucztowanie

Nie trzeba zmuszać dziecka do niepotrzebnego siedzenia przy stole. Gdy niedzielny obiad ciągnie się w nieskończoność, znudzi się nawet najbardziej cierpliwy maluch pod słońcem. Jeśli widzimy, że dziecko już zjadło swoją porcję i zaczyna się niecierpliwić, lepiej wtedy pozwolić mu odejść od stołu, nawet jeśli nie wszyscy skończyli jeszcze jeść.

Za każdym razem, gdy pociecha zachowa się idealnie albo chociaż bardzo się stara, aby wszystko wyszło doskonale, chwal ją. Każda pochwała sprawi, że dziecko będzie z siebie niezwykle zadowolone.
Jeśli maluszek nie ma ochoty na jedzenie, nie uszczęśliwiajmy go na siłę. Gdy szczególnie nie lubi danej potrawy lub jej składnika, nie męczmy go i nie usiłujmy przekonać go, że to najlepszy posiłek na świecie. Bo wtedy dobre maniery pójdą w kąt i malec usilnie będzie wyławiał pływającą marchewkę z talerza, zamiast jeść.
Wielkie porcje czy zapewnienia, że to już ostatnia łyżeczka za mamusię też niczego nie zmienią. Wtedy o dobrych manierach z pewnością można już zapomnieć. Pociecha będzie ugniatała ogromną piramidę ziemniaków czy ryżu, grzebała w talerzu i wcale nie myślała o jedzeniu.

Monotonia posiłków też nie sprzyja apetytowi i dobremu zachowaniu przy stole. Nie można oczekiwać, że czterolatek sam pokroi kotleta, zje sałatkę i jeszcze ziemniaki. Gdy talerz pęka w szwach, dziecko staje się niecierpliwe, nie chce siedzieć przy stole, bo i tak wie, że nie będzie w stanie zjeść wszystkiego. Jeśli jest to możliwe, warto jeść razem. Jedzenie w samotności nie jest przyjemne. Gdy cała rodzina siada do obiadu czy kolacji, potrawy dużo szybciej znikają z talerzy. Dziecko wtedy ma większy apetyt niż zazwyczaj, szybciej je i mniej grymasi. Zresztą wspólne posiłki to doskonała okazja do rozmowy, pobycia razem i nauki dobrych manier.



Autor: Katarzyna Wielosławska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Wiadomo, przykład idzie z góry, nie tylko przy stole :)