Gips masz za darmo

Oczywiście nikomu nie życzymy złamania ręki, nogi czy obojczyka na śliskim lodzie, ale jeśli już doszło do nieszczęśliwego upadku, warto wiedzieć, że:

Leki przeciwzakrzepowe czasami są wręcz konieczne, bo zapobiegają powikłaniom zakrzepowym i zatorowi płuc. Jeżeli lekarz przepisze profilaktycznie po złamaniu np. którąś z heparyn drobnocząsteczkowych, należy ją bezwzględnie stosować. W przypadku heparyn zapłacimy ryczałt, czyli 3,20 zł, ale nie za wszystkie ich rodzaje. Ryczałt płaci się do tzw. limitu, który jest różny dla poszczególnych leków. Na przykład jeżeli jakiś rodzaj heparyny kosztuje 50 zł, a limit dla tego leku wynosi 35 zł, to pacjent zapłaci 3,20 zł plus różnicę, czyli 15 zł. – Pamiętajmy jednak, że zawsze możemy poprosić farmaceutę o tańszy odpowiednik – radzi Barbara Nawrocka, rzecznik prasowy Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Według dr. n. med. Edwarda Szymkowiaka – chirurga ortopedy – leki przeciwzakrzepowe są zawsze konieczną profilaktyką. Najczęściej podawane są w formie iniekcji w fałd skóry brzucha. Pacjent może sam robić sobie zastrzyki, bo leki zaopatrzone są w cieniutkie, jednorazowe igiełki.

Przepisy nie mówią wyraźnie, czy tzw. lekki gips musi być refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, jednak dla przykładu w Kujawsko-Pomorskim Oddziale NFZ nigdy nie zakwestionowano finansowania tego typu opatrunku. – Jeżeli pacjent chce mieć założony lekki opatrunek, musi nam taką opaskę dostarczyć, bo w naszej Klinice Ortopedii Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy tych opatrunków nie mamy – wyjaśnia dr Szymkowiak. Dodaje też, że ów syntetyczny gips można stosować jako doleczenie i to przy drobnych złamaniach. Przy świeżym urazie, gdzie istnieje zagrożenie zwiększenia obrzęku z różnych powodów, zaleca się stosowanie tradycyjnego gipsu. A jeżeli złamanie kwalifikowane jest do leczenia operacyjnego, chirurdzy ortopedzi starają się w ogóle nie zakładać gipsu.

Nieraz gips może być zastąpiony przez ortezę, czyli aparat ortopedyczny stabilizujący np. stawy kończyny, która uległa urazowi. Ortezy na kończyny górne i dolne przy dysfunkcjach czasowych, m.in. przy złamaniach lub zwichnięciach kończyn, refundowane są raz w trakcie leczenia danego schorzenia w różnej wysokości w zależności od rodzaju ortezy. Refundacja wynosi 70 proc. do limitu określonego w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. Jeżeli np. orteza stawu kolanowego kosztuje 1050 zł (a w tym przypadku są 2 limity: 650 lub 800 zł ), to pacjent ma refundowane 70 proc. od 650 lub 800 zł, a resztę do 1050 zł dopłaca sam. – W tej sytuacji o limicie decyduje lekarz, który kwalifikuje daną dysfunkcję – wyjaśnia mgr Anna Wacławik, fizjoterapeutka pracująca w jednym z bydgoskich salonów sprzętu rehabilitacyjnego. Większość ortez dostępna jest w sklepach. Nieraz, np. przy dużych obwodach, trzeba robić ortezę na wymiar i wówczas czeka się około tygodnia. Niestety NFZ nie refunduje kul łokciowych przy dysfunkcjach czasowych.


Kule można kupić już za 20 zł lub wypożyczyć droższą wersję za opłatą i zwrotną kaucją. – U nas za wypożyczenie kul trzeba zapłacić 15 zł miesięcznie plus 20 zł kaucji, a ręczny wózek inwalidzki to koszt 50 zł miesięcznie i 150 zł kaucji – informuje mgr Wacławik. Wypożyczenie nie podlega refundacji przez NFZ. Nierefundowane są również podwieszki do rehabilitacji domowej. Dla przykładu: zestaw na kończynę dolną do ćwiczeń stawu biodrowego i kolanowego kosztuje 115 zł. Rehabilitacja w domu trwa minimum 6-8 tygodni, ale ćwiczeń zawsze powinien uczyć rehabilitant. – Bez fachowej instrukcji można sobie wręcz zaszkodzić – przestrzega mgr Wacławik.

A warto zadbać o ćwiczenia usprawniające w domu, bo kolejki do przychodni i oddziałów rehabilitacyjnych są ogromne. Nieraz na rehabilitację pacjent musi czekać nawet pół roku. Barbara Nawrocka wyjaśnia jednak, że NFZ informuje podległe mu poradnie i gabinety rehabilitacyjne o konieczności rezerwowania puli miejsc dla pacjentów po złamaniach wymagających pilnej rehabilitacji. Jeżeli pacjent ma na skierowaniu adnotację „na cito”, powinien być przyjęty na bieżąco lub w miarę w najkrótszym czasie. – W przypadku odmowy można złożyć skargę u dyrektora jednostki lub u rzecznika praw pacjenta NFZ i prosić o wyjaśnienie – radzi Nawrocka. Zawsze można prosić też o pomoc lekarza, który wystawił skierowanie i spytać, czy proponowany czas oczekiwania jest w danym przypadku bezpieczny.





Autor: Barbara Kozber

Komentarze