Gdzie król chodzi piechotą

Organizm ludzki jest perfekcyjny - sam usuwa, co zbędne. Na dodatek instynkt ostrzega człowieka przed zagrożeniem: „Brzydko pachnie - uciekaj!". Jak długo więc istnieje cywilizacja, tak długo ludzie szukają sposobów na rozwiązane swojego nieładnie pachnącego problemu. Jako że nie lubią o tym mówić, historia toalet nie jest dobrze udokumentowana.

Duże starożytne miasta z reguły podłączane były do kanalizacji. Najczęściej była ona prowadzona na powierzchni i przykryta. Najlepszy system w VIII w. p.n.e. , tzw. „cloaca maxima" zbudowano w Rzymie. W I w. n.e. cesarz Wespazjan stwierdził nawet, że „pieniądze nie śmierdzą" i opodatkował publiczne toalety. Także Egipcjanie stawiali toalety podłączone do kanalizacji. Najczęściej w pobliżu publicznych łaźni. 

W Grecji i Rzymie toalety nie były miejscem ustronnym. Przyjmowały przeważnie postać długich ław z wieloma otworami i były miejscem spotkań towarzyskich. Jak widać starożytni dosłownie akceptowali „wszystko co ludzkie" - załatwianie potrzeb fizjologicznych było czymś naturalnym. W końcu w toalecie jest nudno i czymś trzeba się zająć.
Toalety Wschodu

Najstarszy system kanalizacyjny ma 4500 lat. Odkryto go w dolinie Indusu w Mohendżo Daro. Każdy dom podłączony był do wspólnej kanalizacji przypominającej tę współczesną. Toaletę spłukiwano wiadrem z wodą. Podobny system sanitarny znaleziono na Krecie. Wprowadzono tam jednak pewne udogodnienie - podnóżek (podobno jedna noga usytuowana wyżej ułatwia załatwianie swoich potrzeb). Spłukiwane toalety znali też Babilończycy. Chińczycy już na początku pierwszego tysiąclecia znali spłukiwaną toaletę. Japończycy preferowali ubikacje kucane, a systemy kanalizacyjne były powszechne. Prawodawstwo regulowało też zasady ich oczyszczania.

W czasach rycerzy

Kto zwiedzał Malbork, widział krzyżackie „ustronne miejsce" położone w bocznej wieży. Odległość z części mieszkalnej do wychodka budzi przerażenie. Faktem jednak jest, że w Malborku nigdy nie wybuchła żadna epidemia. W krzyżackiej toalecie musiało strasznie podwiewać - otwór w podłodze znajduje się na wysokości 25 metrów. Odchody spadały do fosy, a stamtąd spływały do rzeki. Niezbyt ekologicznie, ale skutecznie.

Podobne rozwiązania znajdowały się w wielu średniowiecznych zamkach w całej Europie. Zwykle jednak kanalizacja twierdz opierała się na odprowadzaniu nieczystości do kamiennej rury, której wylot znajdował się w murze. Brudy spadały zaś sobie swobodnie do wody lub na zbocze zamkowe.
Uroczy Ludwik XIV

Ludwik XIV kazał wybudować Wersal, najwspanialszy barokowy pałac świata. Cóż, kiedy nikt nie pomyślał o toaletach. Bo i po co? Przecież pałac był pełen ruchomej kanalizacji, czyli służących biegających z nocnikami. Poza tym arystokraci „podlewali" obficie ściany, kotary, rzeźby. Panie miały lepiej - za schronienie podczas siusiania służyły im obfite suknie. Pałacową kloakę wykopano nieopodal jednego ze skrzydeł pałacu. Król Słońce kazał umieszczać w tej części budynku gości, którzy znaleźli się w niełasce.

Powiedzenie „siedzieć na tronie" nabiera innego znaczenia, gdy wiadomo, że Ludwik XIV, miał w prywatnych komnatach tron, który prócz wspaniałych rzeźbień miał w siedzeniu otwór, a pod nim nocnik. Gdy na nim zasiadał przyjmował gości. Uczestniczenie w tak intymnych dla monarchy chwilach było poczytywane za zaszczyt. Ponadto codziennie medycy oglądali zawartość królewskiego nocnika i toczyli nad nią uczone dysputy.
Rynsztoków czar

Wraz ze średniowieczem nastały mroczne czasy rynsztoków. Do nich prosto z okien wylewano zawartość nocników. Tylko bogate domy miały kanalizację. Jej rury były drewniane. Rynsztoki kierowano do pobliskich rzek. Nieczystości wsiąkały jednak w grunt i często zanieczyszczały studnie miejskie.

Ramka
Wewnątrz bogatych domów znajdowała się ubikacja - wystające na zewnątrz pomieszczenie wielkości szafy. W niej przechowywało się na przykład pojemniki z urynałem, który zawsze mógł się przydać, np. do wyprawiania skór.

Wędrówka ulicami miast długo była ryzykowna jak sport ekstremalny - zabawa polegała na uskakiwaniu przed „pociskami" wylewanymi z okien. Aby chronić przechodniów przed przykrą niespodzianką na głowie wprowadzano „ system alarmowy" - przechodnie krzyczeli: „Idzie się!" lub właściciel nieczystości wołał: „Uwaga woda!".

 

Tradycyjnie nasi przodkowie dbali o izolowanie odchodów od siedzib mieszkalnych. Słowianie na ten przykład załatwiali swoje potrzeby w pobliskich zbiornikach wodnych. Owszem, od razu można było się oczyścić, ale woda się brudziła. Sprytnym patentem na rozwiązanie tego problemu było przeniesienie osady w inne miejsce. Do XVII w. na terenie Rzeczypospolitej wychodki na zewnątrz domów były powszechne. Przy jednym domostwie stawiano ich nawet kilka. Wiele zaś miast bardzo wcześnie miało drewnianą kanalizację. W wyniku licznych wojen nastąpił upadek higieny. Od tej pory załatwiano się głównie za stodołą, a nocnik stał się podstawowym sprzętem domowym. Dopiero w latach 30. XX w. generał Felicjan Sławoj-Składkowski zabrał się za reformę warunków sanitarnych na wsiach. Wszystkim gospodarstwom nakazywał stawiać drewniane wychodki. Generał stał się obiektem drwin, a wdzięczna gawiedź przez wiele lat nazywała na jego cześć ustępy „sławojkami". Działalność sławnego Sławoja przyniosła jednak zmianę obyczajów sanitarnych. Gdzieniegdzie ustronne drewniane budki funkcjonują do dziś.
A co z higieną „potem"?

Wiadomo, że po wizycie w ustroniu trzeba się oczyścić. Nim wynaleziono papier toaletowy, ludzkość radziła sobie w różny sposób. Z reguły wykorzystywała coś, co akurat nawinęło się pod rękę - liście, pęki siana i słomy, trawę, śnieg, mech, kolby kukurydzy, a nawet (ups!) kamyki, muszle i glinę. Wykorzystywano też wełnę owczą, kłęby bawełny lub konopi czy rozplecione liny. Rzymianie podmywali się gąbkami moczonymi w słonej wodzie. Gąbki te były z reguły wielokrotnego użytku i nie były osobiste. Japończycy używali do tego celu specjalnych patyków.

W XVII i XVIII w. francuscy arystokraci nie myli się, ale za to podcierali się koronkami. Kogo nie było stać na koronki, używał bawełnianych ściereczek. Przez długie wieki dużą popularnością cieszyły się wszelkiego rodzaju akweny wodne - załatwiały problem podmywania się.

Od XVIII w. w powszechnym użyciu znalazły się gazety. Czasami wycinano w ich narożniku specjalne otwory do zawieszenia w ustępie. Gdy na świecie królował już papier toaletowy upowszechniony pod koniec XIX w., w komunistycznej Polsce pocięte gazety były dość powszechne jeszcze w latach 70. XX w.

Ku współczesności

W XVI w. chrześniak Elżbiety I skonstruował klozet spłukiwany. Niestety, nie zyskał on większej popularności. Postęp w dziedzinie systemów sanitarnych zbiegł się z rozwojem przemysłu w XVIII i XIX w., produkcją rur żeliwnych oraz ulepszaniem pomp tłokowych.


W XVIII w. nastąpił przełom - w 1775 r. Alexander Cumming wynalazł syfon - rurę w kształcie litery U, oddzielającą ubikację od reszty kanalizacji. Wreszcie zakończyły się problemy ludzkości z odorem wydostającym się z odpływu. Nie chodziło zresztą tylko o nieznośny fetor - wyziewy roznoszą bakterie, zarazki i...mogą wybuchać. W XIX w. został dopracowany model spłukiwanej toalety używany praktycznie do dziś. Późniejsze pomysły to tylko udoskonalenia.

 

 

 

Duże starożytne miasta z reguły podłączane były do kanalizacji. Najczęściej była ona prowadzona na powierzchni i przykryta. Najlepszy system w VIII w. p.n.e. , tzw. „cloaca maxima" zbudowano w Rzymie. W I w. n.e. cesarz Wespazjan stwierdził nawet, że „pieniądze nie śmierdzą" i opodatkował publiczne toalety. Także Egipcjanie stawiali toalety podłączone do kanalizacji. Najczęściej w pobliżu publicznych łaźni.

 

W Grecji i Rzymie toalety nie były miejscem ustronnym. Przyjmowały przeważnie postać długich ław z wieloma otworami i były miejscem spotkań towarzyskich. Jak widać starożytni dosłownie akceptowali „wszystko co ludzkie" - załatwianie potrzeb fizjologicznych było czymś naturalnym. W końcu w toalecie jest nudno i czymś trzeba się zająć.

 

 

Toalety Wschodu

 

Najstarszy system kanalizacyjny ma 4500 lat. Odkryto go w dolinie Indusu w Mohendżo Daro. Każdy dom podłączony był do wspólnej kanalizacji przypominającej tę współczesną. Toaletę spłukiwano wiadrem z wodą. Podobny system sanitarny znaleziono na Krecie. Wprowadzono tam jednak pewne udogodnienie - podnóżek (podobno jedna noga usytuowana wyżej ułatwia załatwianie swoich potrzeb). Spłukiwane toalety znali też Babilończycy. Chińczycy już na początku pierwszego tysiąclecia znali spłukiwaną toaletę. Japończycy preferowali ubikacje kucane, a systemy kanalizacyjne były powszechne. Prawodawstwo regulowało też zasady ich oczyszczania.



W czasach rycerzy

 

Kto zwiedzał Malbork, widział krzyżackie „ustronne miejsce" położone w bocznej wieży. Odległość z części mieszkalnej do wychodka budzi przerażenie. Faktem jednak jest, że w Malborku nigdy nie wybuchła żadna epidemia. W krzyżackiej toalecie musiało strasznie podwiewać - otwór w podłodze znajduje się na wysokości 25 metrów. Odchody spadały do fosy, a stamtąd spływały do rzeki. Niezbyt ekologicznie, ale skutecznie.

 

Podobne rozwiązania znajdowały się w wielu średniowiecznych zamkach w całej Europie. Zwykle jednak kanalizacja twierdz opierała się na odprowadzaniu nieczystości do kamiennej rury, której wylot znajdował się w murze. Brudy spadały zaś sobie swobodnie do wody lub na zbocze zamkowe.

 

 

Uroczy Ludwik XIV

 

Ludwik XIV kazał wybudować Wersal, najwspanialszy barokowy pałac świata. Cóż, kiedy nikt nie pomyślał o toaletach. Bo i po co? Przecież pałac był pełen ruchomej kanalizacji, czyli służących biegających z nocnikami. Poza tym arystokraci „podlewali" obficie ściany, kotary, rzeźby. Panie miały lepiej - za schronienie podczas siusiania służyły im obfite suknie. Pałacową kloakę wykopano nieopodal jednego ze skrzydeł pałacu. Król Słońce kazał umieszczać w tej części budynku gości, którzy znaleźli się w niełasce.

 

Powiedzenie „siedzieć na tronie" nabiera innego znaczenia, gdy wiadomo, że Ludwik XIV, miał w prywatnych komnatach tron, który prócz wspaniałych rzeźbień miał w siedzeniu otwór, a pod nim nocnik. Gdy na nim zasiadał przyjmował gości. Uczestniczenie w tak intymnych dla monarchy chwilach było poczytywane za zaszczyt. Ponadto codziennie medycy oglądali zawartość królewskiego nocnika i toczyli nad nią uczone dysputy.




Rynsztoków czar

 

Wraz ze średniowieczem nastały mroczne czasy rynsztoków. Do nich prosto z okien wylewano zawartość nocników. Tylko bogate domy miały kanalizację. Jej rury były drewniane. Rynsztoki kierowano do pobliskich rzek. Nieczystości wsiąkały jednak w grunt i często zanieczyszczały studnie miejskie.

 

Wędrówka ulicami miast długo była ryzykowna jak sport ekstremalny - zabawa polegała na uskakiwaniu przed „pociskami" wylewanymi z okien. Aby chronić przechodniów przed przykrą niespodzianką na głowie wprowadzano „ system alarmowy" - przechodnie krzyczeli: „Idzie się!" lub właściciel nieczystości wołał: „Uwaga woda!".

 

Tradycyjnie nasi przodkowie dbali o izolowanie odchodów od siedzib mieszkalnych. Słowianie na ten przykład załatwiali swoje potrzeby w pobliskich zbiornikach wodnych. Owszem, od razu można było się oczyścić, ale woda się brudziła. Sprytnym patentem na rozwiązanie tego problemu było przeniesienie osady w inne miejsce. Do XVII w. na terenie Rzeczypospolitej wychodki na zewnątrz domów były powszechne. Przy jednym domostwie stawiano ich nawet kilka. Wiele zaś miast bardzo wcześnie miało drewnianą kanalizację. W wyniku licznych wojen nastąpił upadek higieny. Od tej pory załatwiano się głównie za stodołą, a nocnik stał się podstawowym sprzętem domowym.

 

Dopiero w latach 30. XX w. generał Felicjan Sławoj-Składkowski zabrał się za reformę warunków sanitarnych na wsiach. Wszystkim gospodarstwom nakazywał stawiać drewniane wychodki. Generał stał się obiektem drwin, a wdzięczna gawiedź przez wiele lat nazywała na jego cześć ustępy „sławojkami". Działalność sławnego Sławoja przyniosła jednak zmianę obyczajów sanitarnych. Gdzieniegdzie ustronne drewniane budki funkcjonują do dziś.



A co z higieną „potem"?

 

Wiadomo, że po wizycie w ustroniu trzeba się oczyścić. Nim wynaleziono papier toaletowy, ludzkość radziła sobie w różny sposób. Z reguły wykorzystywała coś, co akurat nawinęło się pod rękę - liście, pęki siana i słomy, trawę, śnieg, mech, kolby kukurydzy, a nawet (ups!) kamyki, muszle i glinę. Wykorzystywano też wełnę owczą, kłęby bawełny lub konopi czy rozplecione liny. Rzymianie podmywali się gąbkami moczonymi w słonej wodzie. Gąbki te były z reguły wielokrotnego użytku i nie były osobiste. Japończycy używali do tego celu specjalnych patyków.

 

W XVII i XVIII w. francuscy arystokraci nie myli się, ale za to podcierali się koronkami. Kogo nie było stać na koronki, używał bawełnianych ściereczek. Przez długie wieki dużą popularnością cieszyły się wszelkiego rodzaju akweny wodne - załatwiały problem podmywania się.

 

Od XVIII w. w powszechnym użyciu znalazły się gazety. Czasami wycinano w ich narożniku specjalne otwory do zawieszenia w ustępie. Gdy na świecie królował już papier toaletowy upowszechniony pod koniec XIX w., w komunistycznej Polsce pocięte gazety były dość powszechne jeszcze w latach 70. XX w.



Ku współczesności

 

W XVI w. chrześniak Elżbiety I skonstruował klozet spłukiwany. Niestety, nie zyskał on większej popularności. Postęp w dziedzinie systemów sanitarnych zbiegł się z rozwojem przemysłu w XVIII i XIX w., produkcją rur żeliwnych oraz ulepszaniem pomp tłokowych.

 

W XVIII w. nastąpił przełom - w 1775 r. Alexander Cumming wynalazł syfon - rurę w kształcie litery U, oddzielającą ubikację od reszty kanalizacji. Wreszcie zakończyły się problemy ludzkości z odorem wydostającym się z odpływu. Nie chodziło zresztą tylko o nieznośny fetor - wyziewy roznoszą bakterie, zarazki i...mogą wybuchać. W XIX w. został dopracowany model spłukiwanej toalety używany praktycznie do dziś. Późniejsze pomysły to tylko udoskonalenia.

Duże starożytne miasta z reguły podłączane były do kanalizacji. Najczęściej była ona prowadzona na powierzchni i przykryta. Najlepszy system w VIII w. p.n.e. , tzw. „cloaca maxima" zbudowano w Rzymie. W I w. n.e. cesarz Wespazjan stwierdził nawet, że „pieniądze nie śmierdzą" i opodatkował publiczne toalety. Także Egipcjanie stawiali toalety podłączone do kanalizacji. Najczęściej w pobliżu publicznych łaźni.

 

W Grecji i Rzymie toalety nie były miejscem ustronnym. Przyjmowały przeważnie postać długich ław z wieloma otworami i były miejscem spotkań towarzyskich. Jak widać starożytni dosłownie akceptowali „wszystko co ludzkie" - załatwianie potrzeb fizjologicznych było czymś naturalnym. W końcu w toalecie jest nudno i czymś trzeba się zająć.

 

 

Toalety Wschodu

 

Najstarszy system kanalizacyjny ma 4500 lat. Odkryto go w dolinie Indusu w Mohendżo Daro. Każdy dom podłączony był do wspólnej kanalizacji przypominającej tę współczesną. Toaletę spłukiwano wiadrem z wodą. Podobny system sanitarny znaleziono na Krecie. Wprowadzono tam jednak pewne udogodnienie - podnóżek (podobno jedna noga usytuowana wyżej ułatwia załatwianie swoich potrzeb). Spłukiwane toalety znali też Babilończycy. Chińczycy już na początku pierwszego tysiąclecia znali spłukiwaną toaletę. Japończycy preferowali ubikacje kucane, a systemy kanalizacyjne były powszechne. Prawodawstwo regulowało też zasady ich oczyszczania.



W czasach rycerzy

 

Kto zwiedzał Malbork, widział krzyżackie „ustronne miejsce" położone w bocznej wieży. Odległość z części mieszkalnej do wychodka budzi przerażenie. Faktem jednak jest, że w Malborku nigdy nie wybuchła żadna epidemia. W krzyżackiej toalecie musiało strasznie podwiewać - otwór w podłodze znajduje się na wysokości 25 metrów. Odchody spadały do fosy, a stamtąd spływały do rzeki. Niezbyt ekologicznie, ale skutecznie.

 

Podobne rozwiązania znajdowały się w wielu średniowiecznych zamkach w całej Europie. Zwykle jednak kanalizacja twierdz opierała się na odprowadzaniu nieczystości do kamiennej rury, której wylot znajdował się w murze. Brudy spadały zaś sobie swobodnie do wody lub na zbocze zamkowe.

 

 

Uroczy Ludwik XIV

 

Ludwik XIV kazał wybudować Wersal, najwspanialszy barokowy pałac świata. Cóż, kiedy nikt nie pomyślał o toaletach. Bo i po co? Przecież pałac był pełen ruchomej kanalizacji, czyli służących biegających z nocnikami. Poza tym arystokraci „podlewali" obficie ściany, kotary, rzeźby. Panie miały lepiej - za schronienie podczas siusiania służyły im obfite suknie. Pałacową kloakę wykopano nieopodal jednego ze skrzydeł pałacu. Król Słońce kazał umieszczać w tej części budynku gości, którzy znaleźli się w niełasce.

 

Powiedzenie „siedzieć na tronie" nabiera innego znaczenia, gdy wiadomo, że Ludwik XIV, miał w prywatnych komnatach tron, który prócz wspaniałych rzeźbień miał w siedzeniu otwór, a pod nim nocnik. Gdy na nim zasiadał przyjmował gości. Uczestniczenie w tak intymnych dla monarchy chwilach było poczytywane za zaszczyt. Ponadto codziennie medycy oglądali zawartość królewskiego nocnika i toczyli nad nią uczone dysputy.

 

Rynsztoków czar

 

Wraz ze średniowieczem nastały mroczne czasy rynsztoków. Do nich prosto z okien wylewano zawartość nocników. Tylko bogate domy miały kanalizację. Jej rury były drewniane. Rynsztoki kierowano do pobliskich rzek. Nieczystości wsiąkały jednak w grunt i często zanieczyszczały studnie miejskie.

 

Wędrówka ulicami miast długo była ryzykowna jak sport ekstremalny - zabawa polegała na uskakiwaniu przed „pociskami" wylewanymi z okien. Aby chronić przechodniów przed przykrą niespodzianką na głowie wprowadzano „ system alarmowy" - przechodnie krzyczeli: „Idzie się!" lub właściciel nieczystości wołał: „Uwaga woda!".

 

Tradycyjnie nasi przodkowie dbali o izolowanie odchodów od siedzib mieszkalnych. Słowianie na ten przykład załatwiali swoje potrzeby w pobliskich zbiornikach wodnych. Owszem, od razu można było się oczyścić, ale woda się brudziła. Sprytnym patentem na rozwiązanie tego problemu było przeniesienie osady w inne miejsce. Do XVII w. na terenie Rzeczypospolitej wychodki na zewnątrz domów były powszechne. Przy jednym domostwie stawiano ich nawet kilka. Wiele zaś miast bardzo wcześnie miało drewnianą kanalizację. W wyniku licznych wojen nastąpił upadek higieny. Od tej pory załatwiano się głównie za stodołą, a nocnik stał się podstawowym sprzętem domowym.

 

Dopiero w latach 30. XX w. generał Felicjan Sławoj-Składkowski zabrał się za reformę warunków sanitarnych na wsiach. Wszystkim gospodarstwom nakazywał stawiać drewniane wychodki. Generał stał się obiektem drwin, a wdzięczna gawiedź przez wiele lat nazywała na jego cześć ustępy „sławojkami". Działalność sławnego Sławoja przyniosła jednak zmianę obyczajów sanitarnych. Gdzieniegdzie ustronne drewniane budki funkcjonują do dziś.



A co z higieną „potem"?

 

Wiadomo, że po wizycie w ustroniu trzeba się oczyścić. Nim wynaleziono papier toaletowy, ludzkość radziła sobie w różny sposób. Z reguły wykorzystywała coś, co akurat nawinęło się pod rękę - liście, pęki siana i słomy, trawę, śnieg, mech, kolby kukurydzy, a nawet (ups!) kamyki, muszle i glinę. Wykorzystywano też wełnę owczą, kłęby bawełny lub konopi czy rozplecione liny. Rzymianie podmywali się gąbkami moczonymi w słonej wodzie. Gąbki te były z reguły wielokrotnego użytku i nie były osobiste. Japończycy używali do tego celu specjalnych patyków.

 

W XVII i XVIII w. francuscy arystokraci nie myli się, ale za to podcierali się koronkami. Kogo nie było stać na koronki, używał bawełnianych ściereczek. Przez długie wieki dużą popularnością cieszyły się wszelkiego rodzaju akweny wodne - załatwiały problem podmywania się.

 

Od XVIII w. w powszechnym użyciu znalazły się gazety. Czasami wycinano w ich narożniku specjalne otwory do zawieszenia w ustępie. Gdy na świecie królował już papier toaletowy upowszechniony pod koniec XIX w., w komunistycznej Polsce pocięte gazety były dość powszechne jeszcze w latach 70. XX w.



Ku współczesności

 

W XVI w. chrześniak Elżbiety I skonstruował klozet spłukiwany. Niestety, nie zyskał on większej popularności. Postęp w dziedzinie systemów sanitarnych zbiegł się z rozwojem przemysłu w XVIII i XIX w., produkcją rur żeliwnych oraz ulepszaniem pomp tłokowych.

 

W XVIII w. nastąpił przełom - w 1775 r. Alexander Cumming wynalazł syfon - rurę w kształcie litery U, oddzielającą ubikację od reszty kanalizacji. Wreszcie zakończyły się problemy ludzkości z odorem wydostającym się z odpływu. Nie chodziło zresztą tylko o nieznośny fetor - wyziewy roznoszą bakterie, zarazki i...mogą wybuchać. W XIX w. został dopracowany model spłukiwanej toalety używany praktycznie do dziś. Późniejsze pomysły to tylko udoskonalenia.

 

Autor: Joanna Wereszczyńska

Komentarze