Gdy zapadnie decyzja o założeniu rodziny

Zaplanowana, prawidłowo przebiegająca ciąża w odpowiednim momencie życia i z odpowiednim partnerem to szczęście, które nie przytrafia się każdej z Polek. Statystyki jasno pokazują, jak wiele z nas ma problemy z płodnością (swoją bądź partnera), jak bardzo wydłuża się czas oczekiwania na dziecko, jak dużo ciąż kończy się poronieniem.

Powodów obecnego stanu rzeczy może być wiele, a główną rolę odgrywa niestety środowisko, w jakim przyszło nam funkcjonować, a także niezdrowy tryb życia i wszechobecny stres. Na szczęście naturze można pomóc – niekoniecznie w inwazyjny sposób. Zazwyczaj wystarczy rozsądek, czas i koncentracja na tym, co istotne. W niektórych przypadkach będzie potrzebna nauka, a czasami nie pomoże nic. Natura nigdy nie była sprawiedliwa.

Te badania wykonaj przed ciążą

Gdy para podejmuje decyzję o rozpoczęciu starań o dziecko, swoje pierwsze kroki powinna skierować do gabinetu lekarza. Nie ma znaczenia fakt, że przyszli rodzice uważają się za okazy zdrowia. Skoro podjęli tak odpowiedzialną decyzję, pora na badania wykluczające (oby!) schorzenia, które mogłyby mieć negatywny, a czasem wręcz katastrofalny wpływ na płód i przebieg ciąży.

Przyszła mama powinna wybrać lekarza ginekologa, który poprowadzi jej ciążę i – być może – będzie uczestniczył w porodzie. Powinna to być osoba nieprzypadkowa, gdyż zaufanie do lekarza to podstawa poczucia bezpieczeństwa w czasie oczekiwania na dziecko. Lekarz poza wykonaniem badania ginekologicznego i pobraniem materiału do badania cytologii prawdopodobnie zleci pacjentce:

•podstawowe badanie krwi (wykrywające m.in. niedokrwistość, którą trzeba wyleczyć przed ciążą),

•badanie krzepliwości krwi (informacja przydatna w sytuacji, gdy we wczesnej fazie ciąży pojawiają się krwawienia),

•ogólne badanie moczu (wykrywa choroby układu moczowego),

•badanie poziomu glukozy we krwi (wykrywa ewentualną cukrzycę),

•badanie na obecność przeciwciał toksoplazmozy (choroba bardzo niebezpieczna dla płodu),

•badanie na obecność przeciwciał różyczki (choroba powodująca poważne wady rozwojowe u płodu),

•badanie na obecność przeciwciał wirusa cytomegalii,

•badanie na obecność przeciwciał wirusa ospy wietrznej,

•badanie na obecność antygenu HBs (wirus żółtaczki wszczepiennej).

Przydatne będzie też badanie poziomu hormonów płciowych i hormonów tarczycy w surowicy krwi (wykryje ewentualne zaburzenia hormonalne, mogące być przyczyną późniejszych poronień lub powikłań). Zalecane są także testy w kierunku chorób wenerycznych (m.in. kiły, rzeżączki, HIV, chlamydii i opryszczki). Oczywiście każdy ginekolog wykona przyszłej mamie USG narządu rodnego oraz piersi, a kobietom po 35. roku życia doradzi badania genetyczne.

Przyszły tata również powinien odpowiedzialnie przygotować się do poczęcia dziecka. Mężczyznom starającym się o dziecko zazwyczaj zaleca się wykonanie podstawowych badań: EKG, morfologii krwi, badania moczu, lipidogramu (poziom cholesterolu w rozbiciu na frakcje), poziomu cukru i pomiaru ciśnienia krwi.

Oboje przyszli rodzice powinni wykonać badanie grupy krwi (możliwa niezgodność antygenów, o której musi wiedzieć lekarz).

Do dentysty przed ciążą

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że niewyleczone zęby oraz stan zapalny jamy ustnej mogą utrudnić zajście w ciążę, a także mieć negatywny wpływ na cały organizm ciężarnej kobiety, w tym także na płód. Bakterie próchnicze dostają się do krwi (m.in. poprzez chore dziąsła ze stanem zapalnym), krążą w całym organizmie kobiety, przenikają też do krwiobiegu dziecka. Są dużym obciążeniem dla organizmu ciężarnej, mogą też być przyczyną przedwczesnych skurczów. O zęby trzeba zadbać przed planowanym zajściem w ciążę, gdyż potem może to być znacznie trudniejsze. Hormony ciążowe wpływają na stan dziąseł, które stają się obrzmiałe, rozpulchnione i częściej krwawią, utrudniając prawidłową higienę jamy ustnej. Oczywiście w ciąży również można, a nawet trzeba odwiedzać dentystę (zwłaszcza gdy rozwinie się próchnica), warto jednak postarać się, by miał on wówczas jak najmniej pracy.

Szczepienia?

Szczepienia ochronne są konieczne, gdy badania laboratoryjne wykazały brak odporności kobiety na różyczkę i (lub) żółtaczkę wszczepienną (WZW typu B). Lekarz zdecyduje, czy pacjentce potrzebna będzie szczepionka tylko przeciwko różyczce (odporność nabywa się po miesiącu po szczepieniu) czy przeciwko różyczce, odrze i śwince (trzeba zaszczepić się trzy miesiące przed rozpoczęciem starań o dziecko). W przypadku wirusowego zapalenia wątroby WZW typu B trzeba przyjąć co najmniej dwie, a najlepiej trzy dawki szczepionki w określonych odstępach czasu. Lekarz zdecyduje, kiedy po szczepieniu będzie można odstawić antykoncepcję i rozpocząć starania o dziecko. Niektórzy lekarze zalecają również szczepienia przeciwko grypie, zwłaszcza gdy ciąża planowana jest na okres jesienno-zimowy. Szczepionka chroni przed zachorowaniem i łagodzi stany chorobowe, zmniejsza ryzyko ciężkich powikłań pogrypowych zarówno u matki, jak i u dziecka. Po szczepieniu zaleca się zaczekać z poczęciem około dwóch miesięcy.

Dieta płodności – dla mamy i dla taty

Nie ma wątpliwości, że istnieje ścisły związek pomiędzy sposobem odżywiania się a płodnością. Dotyczy to obu płci i nie chodzi wyłącznie o prawidłową wagę ciała, choć jest ona równie ważna – otyłość to jedna z głównych przyczyn kobiecej niepłodności, natomiast niedowaga może mieć wpływ na powikłania położnicze. Jednak dieta bogata w pewne składniki odżywcze może znacząco poprawić funkcjonowanie żeńskich i męskich narządów rodnych, natomiast szkodliwe substancje mogą zakłócić gospodarkę hormonalną organizmu.

Tego nie może zabraknąć w diecie:

•Witamina E – tzw. witamina płodności. Jej niedobór może skutkować zwyrodnieniem plemników u mężczyzn, natomiast u kobiet prowadzi do zaburzeń przebiegu ciąży, poronień, a nawet obumierania płodu. Dieta przyszłych rodziców powinna więc zawierać produkty bogate w witaminę E, m.in. oleje roślinne, jaja, orzechy czy szpinak.

•Kwasy tłuszczowe omega-3 – są niezbędne do prawidłowego rozwoju m.in. układu nerwowego oraz oczu dziecka, wpływają też na jego układ immunologiczny. Można je znaleźć w rybach morskich, oleju (np. lnianym), orzechach, migdałach czy pestkach dyni.

•Tłusty nabiał – istnieją naukowe dowody poświadczające wpływ codziennego spożywania tłustego nabiału na zmniejszenie ryzyka niepłodności owulacyjnej aż o 22 proc. Zaleca się, by przyszła mama zjadała jedną porcję nabiału dziennie (np. szklanka pełnotłustego mleka, jogurt naturalny, twarożek).

•Kwas foliowy – jeśli mówi się o ciąży, zawsze ten właśnie związek przychodzi na myśl jako pierwszy. Nie wszyscy jednak wiedzą, że kwas foliowy jest potrzebny zarówno przyszłej mamie, jak i tacie. Jego główna cecha to warunkowanie powstawania w szpiku czerwonych ciałek krwi, czyli znaczący wpływ na dotlenienie tkanek, wzrost i podział wszystkich komórek organizmu. Niedobór kwasu foliowego w diecie mężczyzny może obniżać objętość nasienia i ruchliwość plemników. Kwasu foliowego należy szukać w warzywach liściastych (szpinak, sałata), cytrusach, wątróbce, drożdżach i roślinach strączkowych. W okresie przed ciążą i w jej trakcie trzeba go dodatkowo suplementować.

•Żelazo – odpowiednia zawartość żelaza w produktach spożywczych uchroni przyszłą mamę przed typową dla ciąży niedokrwistością i osłabieniem odporności. Żelazo jest też konieczne do prawidłowego funkcjonowania komórki jajowej i zarodka. Znaleźć je można w czerwonym mięsie, wątróbce i rybach, dla przyszłej mamy najcenniejsze jest jednak to, które jest składnikiem warzyw (buraki, korzeń pietruszki, rośliny strączkowe), owoców (suszone morele) i orzechów. W wielu przypadkach żelazo należy dodatkowo suplementować.

•Cynk – pierwiastek szczególnie istotny dla przyszłego taty, gdyż udowodniono, że niedobór cynku zasadniczo zmniejsza ilość testosteronu i objętość nasienia. Cynku należy szukać w roślinach strączkowych, pestkach dyni, mięsie, nabiale, jajach i ciemnym pieczywie.

Tego należy unikać:

•Tłuszcze trans – najgorsze ze wszystkich tłuszczów występujących w diecie, odpowiadają za mnóstwo groźnych schorzeń (np. rozwój miażdżycy). Dla przyszłych rodziców powinien mieć znaczenie przede wszystkim fakt, że tłuszcze trans stoją również za licznymi przypadkami bezpłodności kobiet. Spożywa się je razem ze smażonymi na głębokim tłuszczu produktami (np. frytki, mięso, paluszki rybne), znajdują się też niestety w wielu wyrobach cukierniczych.

•Węglowodany proste – ich spożycie powoduje gwałtowne wahania stężenia insuliny we krwi, co może skutkować zaburzeniami gospodarki hormonalnej. Znajdują się w słodyczach, słodzonych napojach, białym pieczywie.

•Alkohol i kofeina – w niewielkich dawkach zasadniczo nie mają wpływu na poczęcie, jednak osoby mające problemy z prokreacją powinny całkowicie zrezygnować z kawy, a także wina, piwa i innych napojów alkoholowych. Dla męskiej płodności szczególnie zgubny jest alkohol (ma negatywny wpływ na jakość nasienia), natomiast kofeinę podejrzewa się o utrudnianie zagnieżdżenia się komórki jajowej w macicy.

Ważne, by dieta przyszłych rodziców była urozmaicona, uregulowana (stałe pory posiłków) i umiarkowana (nadwaga przed ciążą zwiastuje kłopoty w czasie ciąży). Nie wolno też zapominać o wypijaniu odpowiedniej ilości zdrowych płynów (przede wszystkim wody, najlepiej mineralnej niskosodowej).

Ruch sprzyja płodności

Nie bez powodu lekarze kładą duży nacisk na konieczność aktywnego trybu życia przyszłej mamy. Regularny ruch ułatwia utrzymanie prawidłowej wagi ciała przed ciążą i w jej trakcie, ale przede wszystkim pozwala uniknąć wszelkiego rodzaju dolegliwości typowych dla okresu ciąży, m.in. bólów mięśniowych, skrzywień kręgosłupa, bólów stawów. Dodatkowo ułatwia poród i szybki powrót do formy sprzed ciąży. Kobietom planującym starania o dziecko szczególnie poleca się pływanie, które zapewnia harmonijny rozwój całego ciała, poprawia sprawność organizmu i przemianę materii oraz wzmacnia mięśnie. Ale uwaga – poza aktywnością fizyczną ważny jest też relaks i codzienna odpowiednia dawka zdrowego snu. Wypoczęty, niezestresowany organizm zdecydowanie lepiej poddaje się naszym planom.

„Nie” dla papierosów

Wśród przyczyn problemów z płodnością wymienia się tzw. czynniki środowiskowe, do których zalicza się palenie papierosów (również bierne!). Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Regularnie i długotrwale przyjmowana nikotyna może niszczyć komórki jajowe, u palących kobiet częściej zdarzają się więc cykle bezowulacyjne i obniża się tzw. rezerwa jajnikowa. U mężczyzn palenie wpływa m.in. na jakość nasienia – badania wykazały, że u palących mężczyzn liczba plemników zmniejsza się średnio o 29 proc., a ich ruchliwość spada o ok. 13 proc. Dla obu płci nałogowe palenie oznacza też metodyczne pogarszanie ogólnego stanu zdrowia, upośledzanie funkcjonowania poszczególnych narządów wewnętrznych, ryzyko wystąpienia groźnych chorób i schorzeń oraz – w rezultacie – krótsze życie.

Czy pozycje mają znaczenie?

W ciążę w sprzyjających okolicznościach można zajść oczywiście w każdej pozycji, są jednak pośród nich takie, które – podobno – zwiększają szanse na zapłodnienie. Sprzyjać temu ma głęboka penetracja (nasienie ma ułatwioną drogę do szyjki macicy), a także wykorzystanie grawitacji (nasienie ścieka we właściwym kierunku). Przyszłym rodzicom poleca się m.in. pozycję kolankowo-łokciową oraz misjonarską z uniesionymi biodrami, a także różne ich warianty. Istnieje też teoria, wedle której po penetracji dobrze jest przez jakiś czas poleżeć, zamiast od razu biec do łazienki pod prysznic. Niektóre kobiety spędzają ten czas z biodrami uniesionymi do góry (ponownie – grawitacja).

Polki w ciąży (i w statystykach)

Trudno oszacować, jaki procent ciąż Polek jest wynikiem odpowiedzialnego planowania, a jak wiele jest efektem „wpadek”. Mamy XXI wiek, lecz pomimo zaawansowanych metod zarówno unikania niechcianej ciąży (antykoncepcja), jak i wspomagania rozrodu (badania laboratoryjne, środki hormonalne, in vitro) nadal nie jest idealnie, a po obu stronach zdarzają się prawdziwe dramaty. Jedne kobiety w desperacji usuwają niechciane ciąże, inne latami walczą o płodność (swoją bądź partnera).

Większość nieplanowanych ciąż w naszym kraju to efekt nieprawidłowo stosowanej antykoncepcji – do „wpadki”, pomimo stosowania różnych metod zapobiegania ciąży, przyznaje się nawet 65 proc. polskich par, którym przytrafiła się niespodziewana ciąża (pozostali nie zabezpieczali się w żaden sposób). Lekarze podkreślają, że zawieść może niemal każda metoda, jeśli nie stosuje się jej prawidłowo – nie ma się więc co dziwić, że w ciążę zachodzą panie przyjmujące pigułki antykoncepcyjne (zapominanie o przyjęciu tabletki), decydujące się na prezerwatywę (pęknięcie, zsunięcie się, nieprawidłowe zdejmowanie) czy stosujące metody naturalne (brak wprawy w interpretowaniu wyników pomiarów).

Pośród par świadomie decydujących się na ciążę większość na dwie kreski na teście musi czekać około roku (nawet 85 proc. starających się), jedynie nielicznym udaje się to wcześniej. Ważnym czynnikiem jest oczywiście wiek przyszłej mamy – dwudziestolatka, która nie stosuje antykoncepcji, w każdym cyklu ma około 25 proc. szans na zajście w ciążę, trzydziestolatka – 15 proc., a po trzydziestym piątym roku życia płodność gwałtownie spada (kilka procent szans na powodzenie w każdym cyklu). Pary decydują się na pierwsze dziecko w coraz późniejszym wieku – kiedyś na oddziałach położniczych przeważały dwudziestolatki, obecnie najczęściej pojawiają się tam panie po trzydziestym roku życia. Nie dziwią nawet przyszłe mamy, które dawno przekroczyły nieprzekraczalny niegdyś próg czterdziestu lat. Na te zmiany składa się wiele czynników – m.in. budowanie kariery zawodowej, problemy materialne, coraz niższa płodność i coraz większe problemy z poczęciem dziecka.

Zaburzenia płodności Polaków

Szacuje się, że w Polsce co szósta para w wieku reprodukcyjnym ma problemy z płodnością lub jest niepłodna. Kilkadziesiąt lat temu uważało się, że problem leży głównie po stronie kobiet, potem szale wyrównały się, obarczając „winą” w równym stopniu (po 35 proc.) zarówno panie, jak i panów (pozostałe przypadki uznając za niejednoznaczne). Obecnie lekarze skłaniają się ku twierdzeniu, że za ponad połowę kłopotów odpowiada tzw. czynnik męski. Nasienie jest w coraz gorszej formie, co zauważalne jest nawet w bankach spermy – obecnie nawet trzech z czterech dawców odrzuca się z powodu słabej jakości plemników. Dla zupełnie nieprzygotowanych na to mężczyzn to często ogromny szok.

Kobiece problemy z płodnością mają zazwyczaj podłoże zdrowotne, hormonalne, wiążą się z przyjmowaniem pewnych leków, przebytą radioterapią lub chemioterapią, a także z nadmiernym stresem. Do schorzeń najczęściej wymienianych jako przyczyny niepłodności zalicza się zespół policystycznych jajników, endometriozę, hiperprolaktynemię, niedoczynność tarczycy, zaburzenia owulacji, przedwczesne wygasanie czynności jajników. Kłopoty sprawiają także wady rozwojowe – zaburzenia budowy macicy (całkowity brak macicy, macica jednorożna, macica dwurożna, przegrody macicy), wady w budowie jajowodów, tyłozgięcie macicy, agenezja jajników, a także przebyte choroby weneryczne, choroby nerek, wątroby, trzustki, nadciśnienie czy anemia. Przeszkodą bywa również nieprawidłowa masa ciała (znaczna nadwaga i niedowaga), długotrwałe stosowanie niektórych leków antydepresyjnych, hormonalnych oraz antybiotyków.

Metody wspomagające

•In vitro

Nie bez powodu nazywane jest „ostatnią deską ratunku” – IVF, czyli zapłodnienie pozaustrojowe, stosowane jest wtedy, gdy zawiodły wszystkie podstawowe i klasyczne metody leczenia niepłodności lub gdy diagnostyka nie znalazła przyczyny niepłodności (tzw. niepłodność idiopatyczna). Do zabiegu kwalifikowane są zazwyczaj kobiety o niedrożnych jajowodach lub po ich usunięciu, z ciężką postacią endometriozy, z zaburzeniami funkcjonowania jajników i innymi schorzeniami, a także kobiety, których partnerzy mają obniżoną jakość nasienia (nieliczne lub zbyt mało ruchliwe plemniki). Ta najbardziej zaawansowana obecnie metoda wspomagania rozrodu składa się z czterech etapów, trwających łącznie około czterech tygodni:

1. stymulacja hormonalna kobiety (w celu uzyskania kilku dojrzałych komórek jajowych w czasie jednego cyklu),

2. pobranie komórek rozrodczych od kobiety (punkcja) oraz mężczyzny (masturbacja) i przygotowanie ich w laboratorium (m.in. wyselekcjonowanie najbardziej ruchliwych plemników),

3. pozaustrojowe połączenie gamet (komórki jajowe umieszcza się w płynie zawierającym plemniki, w proporcjach około 75 000:1, na około 18 godzin, następnie zygoty trafiają na kilka dni do inkubatora, gdzie mają optymalne warunki do rozwoju),

4. transfer zarodków do macicy (za pomocą specjalnej, bezbolesnej techniki, jeden lub dwa zarodki umieszcza się w macicy; po embriotransferze kobieta przyjmuje zazwyczaj przez kilka dni progesteron w celu zwiększenia szansy na zagnieżdżenie się zarodka).

Prawdopodobieństwo udanego zabiegu in vitro uzależnione jest w dużym stopniu od wieku przyszłej matki. Trudno o miarodajne statystyki powodzenia zabiegów w skali kraju, gdyż w Polsce nie prowadzi się takich centralnych obliczeń. Na podstawie danych europejskich szacuje się, że skuteczność powodzenia procedur in vitro dla kobiet w wieku poniżej 35 lat wynosi blisko 30 proc., 35-37 lat nieco ponad 25 proc., 38-39 lat ponad 17 proc., 40-42 lat trochę ponad 10 proc., a powyżej 43 lat 5 proc. i mniej. Liczba procedur in vitro u poszczególnych par to sprawa indywidualna – czasami wystarczy jeden zabieg, czasami nie ma pozytywnego wyniku po sześciu czy siedmiu. Około połowa par podejmujących decyzję o zapłodnieniu pozaustrojowym doczekuje się potomstwa. W Polsce po kilu latach refundowania zabiegów in vitro (w konkretnych przypadkach) procedura ta znowu jest pełnopłatna i dostępna jedynie dla zamożnych osób. Szacunkowo jedna pełna procedura to koszt około 8-10 tys. zł.

•Naprotechnologia

Przez złośliwych nazywana jest „katolickim in vitro”, w rzeczywistości z procedurą zapłodnienia pozaustrojowego nie ma zupełnie nic wspólnego. Natural Procreative Technology (NaPro Technology) w tłumaczeniu na język polski to Metoda Naturalnej Prokreacji. Jest to metoda wspomagająca dla par, które nie są trwale bezpłodne, a jedynie mają różnego typu problemy z poczęciem dziecka. Może (lecz nie musi) być skuteczna w około 40 proc. przypadków, całkowicie wykluczając pary, u których bezpłodność wynika np. z niedrożności lub braku jajowodów, nieprawidłowej budowy macicy, a także wszystkich przypadków, gdy zawodzi czynnik męski (metoda skupia się wyłącznie na pracy z kobietą). Technika ta opiera się na bardzo dokładnym obserwowaniu organizmu potencjalnej mamy (zazwyczaj według modelu Creightona: codzienna obserwacja śluzu, mierzenie temperatury, wyliczanie dni krwawienia menstruacyjnego i inne) przez około 24 miesiące. Do tego dochodzą badania ogólne i hormonalne, które łącznie z wynikami samoobserwacji prowadzą do postawienia diagnozy niepłodności u kobiety. Od diagnozy zależy plan działania, który wdraża lekarz prowadzący parę. Chodzi przede wszystkim o ustabilizowanie cyklu miesięcznego, czego efektem ma być naturalne zapłodnienie. Ta holistyczna, całkowicie naturalna metoda ma wielu zwolenników oraz – podobno – przynosi całkiem niezłe efekty. W środowisku naukowym traktowana jest jednak nie jako metoda walki z niepłodnością, ale zupełnie oczywiste postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne, które stosuje się u wszystkich par starających się o dziecko, znacznie wcześniej niż zapadnie decyzja o przeprowadzeniu zabiegu in vitro.

Autor: Kamila Śnieżek

Komentarze