Gdy w rodzinie ktoś umiera...

Chociaż śmierć jest nieodłącznym elementem życia, nigdy nie jesteśmy przygotowani na odejście bliskich. Jak przeżyć rozpacz i zacząć żyć na nowo?

Każdy przeżywa odejście bliskich na swój indywidualny sposób. Starzy i młodzi, dorośli i dzieci. Jeden płacze, drugi cierpienie skrywa głęboko w sobie, nie potrafiąc przez długi czas uronić ani jednej łzy. Mimo to większość z nas przechodzi przez charakterystyczne dla żałoby etapy.


Etapy żałoby

Najpierw pojawia się szok i niedowierzanie: „to niemożliwe", „dlaczego to musiało mnie spotkać?". Towarzyszy temu zaprzeczanie i zaklinanie rzeczywistości: „gdy się obudzę, okaże się, że to tylko zły sen". Szczególnie trudno pogodzić nam się ze śmiercią nagłą, nieoczekiwaną, a także osoby, która miała przed sobą jeszcze wiele lat życia. Czasem łatwiej nam znieść sytuację, gdy zmarły długo chorował. Wtedy pojawia się chociaż ulga, że przynajmniej przestał cierpieć. W kolejnej fazie żałoby dochodzą do głosu najtrudniejsze i najsilniejsze uczucia - rozpacz, gniew na los, Boga, zmarłego i siebie. I jeszcze poczucie winy. Emocje bywają tak silne, że czasem utrudniają normalne, codzienne funkcjonowanie. Pojawia się wrażenie, że życie straciło sens. Taki stan utrzymuje się najczęściej trzy miesiące, by potem przejść w powolny proces godzenia się z rzeczywistością. Ciężko przeżywamy pierwsze święta, rocznice, na których ciąży milcząca nieobecność zmarłego. Potem gniew zamienia się w żal i tęsknotę. Myśli o zmarłym stają się coraz mniej bolesne. Wraca stabilność psychiczna, zaczynamy na nowo budować swoje życie.


Dlaczego mnie zostawiłeś?

Okres, w którym odchodzi najbliższa nam osoba, na przykład małżonek, rodzi wiele uczuć, które trudno nam zrozumieć. Obok tęsknoty nierzadko pojawia się złość na osobę, która umarła: „dlaczego odszedłeś, jak mogłeś zostawić mnie samą?". W krok za nią drepcze poczucie winy: „jak to, nie dość, że on nie żyje, to jeszcze go obwiniam?". Wbrew pozorom to uczucia całkiem naturalne. Przypominają te, których doświadczaliśmy na początku naszego życia. Gdy znikała mama, czuliśmy rozpacz i złość jednocześnie. Podobnie czujemy się teraz, gdy odchodzi ktoś, kto był dla nas całym światem. Poczucie winy wiąże się też z tym, czego żałujemy - że nie byliśmy dostatecznie dobrzy dla zmarłego, nie powiedzieliśmy na czas jakichś ważnych słów, a przecież nie da się już tego zmienić ani nadrobić. Kto z nas ma jednak pod tym względem całkiem czyste „konto" wobec bliskich?


Można sobie pomóc

Najbardziej skuteczne jest wypłakanie się, wykrzyczenie żalu i rozpaczy. Część osób jednak ucieka przed cierpieniem, zaprzecza mu. W fazie, w której jedni miotają się pod wpływem silnych uczuć, drudzy zagłuszają w sobie rozpacz, zachowują pozorny spokój. Tłumienie emocji jest jednak niebezpieczne i często kończy się depresją, a wtedy konieczna jest pomoc specjalisty.


Mądre wsparcie

Ważne jest wsparcie bliskich osób - rodziny, przyjaciół. Osoba, która zmaga się z żałobą, nie powinna przez cały czas być sama. W najtrudniejszym okresie ważna jest obecność kogoś, kto zajmie się przygotowaniem posiłków, dziećmi, gdy nas nie stać na wykonanie najprostszych czynności. To jednak osoba cierpiąca powinna decydować, na ile inni powinni wkroczyć w jej życie. Jedni łakną obecności bliskich, drudzy wolą samotność. Nie ma mądrych słów, które mogą w tej sytuacji pocieszyć. Od sloganowych: „wiem, jak się czujesz" lepiej działa milczenie, zwykłe bycie obok i wysłuchanie cierpiącego. Wsparcie powinno być mądre. Nadmierna troska może hamować powrót do normalnego życia, gdy parasol ochronny osłania zbyt długo.


Czas goi rany

To truizm, ale czas rzeczywiście goi rany. Żałoba zwykle trwa około roku, u niektórych do trzech lat. Po tym czasie najsilniejsza rozpacz mija, a życie wraca na normalniejsze tory. Nieprzypadkowo w naszej kulturze tradycyjną czerń - symbol żałoby - nosi się właśnie przez rok. Czy poradzenie sobie z odejściem bliskiej osoby oznacza zapominanie jej? Wręcz przeciwnie. Kiedy mija najtrudniejszy okres i powoli zaczynamy radzić sobie z jej śmiercią, widzimy ją na nowo, znów realnie, bez idealizacji, ale zachowując ciepłe wspomnienia. Nabieramy wrażenia, jakby zmarła osoba żyła w naszym wewnętrznym świecie.


Ciekawość śmierci

Śmierć to naturalny przejaw życia. Prędzej czy później zetknie się z nią także nasze dziecko. Czy powinniśmy i możemy w jakiś sposób przygotować je na takie trudne zdarzenia? A może, póki się da, lepiej omijać ten temat z daleka? Dobrze, jeśli rozmowy na temat śmierci pojawiają się wcześniej niż związane z nią doświadczenia. A dzieci są jej ciekawe. Pytają o nią tak samo, jak o to, dlaczego ptaki latają albo rodzą się dzieci. Dorosłym jednak te pytania i odpowiedzi na nie często wydają się kłopotliwe. Myślimy, że dziecko trzeba chronić przed tym trudnym tematem, że to źle wpłynie na jego kruchą psychikę. Ale jest przeciwnie, rozmawiając o śmierci dziecko oswaja się z nią, jak z wieloma innymi aspektami życia.

„Co się dzieje z człowiekiem po śmierci?", „Jak wygląda ciało w trumnie?", aż w końcu: „Czy ty i tata też umrzecie?" - te i inne pytania zadają nasze pociechy. Jak na nie odpowiadać? Szczerze. „Tak, kiedyś umrzemy. Mam nadzieję, że wtedy, gdy będziesz już duży". Trzymajmy się faktów, nawet jeśli oznacza to dzielenie się z dzieckiem własną niepewnością. Nie ubierajmy śmierci w eufemizmy mówiąc o „odchodzeniu" (skoro ktoś odszedł, to może wrócić - rozumuje dziecko), czy o „zasypianiu". Im młodsze dziecko, tym bardziej dosłownie odbiera takie tłumaczenia.


Dziecięca żałoba

Po śmierci kogoś z rodziny cierpią nie tylko dorośli. Ale przeżywanie żałoby przez dzieci wygląda inaczej niż u nich. W zależności od wieku różnie rozumieją śmierć. Do trzech lat nie są w stanie sobie wyobrazić, czym jest. Cztero-, pięciolatki przypisują ją tylko starszym ludziom i nie zdają sobie sprawy, że jest nieodwracalna. Dopiero dziewięcio-, dziesięciolatki zaczynają pojmować ją w bardziej dojrzały sposób i przez to cierpią bardziej.

Podobnie jak dorośli, także dzieci różnią się w reakcjach na śmierć bliskich, nie tylko ze względu na wiek. Wiele zależy od reakcji otoczenia. Czy dorośli ujawniają swoje emocje? Na ile sobie z nimi radzą? Czy są otwarci na dzielenie się żałobą z dzieckiem, czy rozmawiają z nim na ten temat? Dzieci silnie reagują na emocje najbliższych dorosłych - mamy, taty. Jeśli dorośli udają, że nie dzieje się nic wielkiego, skrywają swoje uczucia lub nie potrafią otwarcie o nich mówić, dziecku bywa ciężej.


Bądź ze mną

Tymczasem dziecku trzeba w żałobie towarzyszyć. Tłumaczyć, czemu się płacze. Pozwalać na ujawnienie własnych emocji. Wysłuchać tego, co przeżywa. Przytulajmy się do siebie, wspominajmy zmarłego, pójdźmy zapalić lampki na grobie. Niewyrażona żałoba sprawia, że dziecko zamraża w sobie najgłębsze uczucia. Milczy, bo inni milczą i myśli, że tak trzeba, choć wewnętrznie targają nim rozmaite uczucia. Rozmawianie z dziećmi jest bardzo ważne jeszcze z jednego powodu. Dzieci często przypisują winę za śmierć najbliższych sobie, szczególnie jeśli zabiera ona im te najważniejsze osoby - mamę albo tatę. „Mama mówiła przecież: „wpędzisz mnie do grobu" albo: „kiedyś sobie pójdę, jak będziesz taki niegrzeczny".


Miejsca zakazane?

Czy zabierać dziecko do szpitala do chorego dziadka albo na pogrzeb? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Dla małego dziecka takie przeżycia mogą okazać się za trudne. Ale już 8-9-letnie dziecko może czuć potrzebę spotkania z ukochanymi bliskimi. Warto dziecko o to zapytać. Całkowite izolowanie dzieci od takich miejsc nie przynosi korzyści. Warto też pokazać dziecku, czemu służy pogrzeb - żegnaniu się ze zmarłymi. Być może i ono doświadczy ulgi, gdy będzie miało sposobność położyć pożegnalny kwiatek na grobie.


Gdy żegnają się seniorzy

Gdy umiera babcia lub dziadek, osieroca nie tylko swoje dzieci i wnuki, ale najczęściej także swojego małżonka. Choć fakt, że jedno z nich musi odejść jako pierwsze, wydaje się czymś naturalnym i nieuchronnym, strata partnera w późnym wieku jest podwójnie trudna. Pustka, jakiej doświadcza osoba pozostająca, jest bardziej dotkliwa, jeśli już nie pracuje, ma odchowane dzieci. Traci najbliższą osobę i jednocześnie towarzysza starości, z którym miała dzielić schyłek życia. Jego odejście przypomina jej o upływającym także dla niej czasie. Często więc pozostającemu partnerowi trudno odnaleźć na nowo sens życia. Pojawiają się myśli, by „podążyć" za zmarłym, „przecież nic dobrego już mnie tu nie czeka".


Jak pomóc

Niezastąpieni w tej sytuacji są właśnie bliscy. To oni mogą pomóc odnaleźć na nowo sens życia starszej osobie. Pokazać, że nie wszystko skończone, że są jeszcze inne cele, które może z satysfakcją realizować; że jest ważna i potrzebna dla tych, którzy pozostali - dzieci i wnuków. Czasem wystarczy tak zorganizować życie rodzinne, by znaleźć stałe i konkretne zajęcie dla babci - na przykład opiekę nad wnukami albo jakieś domowe czynności, na które starcza jej sił i chęci, by poczuła się potrzebna.

Gdy cierpi psychika, podupada na zdrowiu cały organizm i osłabia mechanizmy odpornościowe, ułatwiając drogę rozmaitym schorzeniom. Nie tak rzadko zdarza się, że u owdowiałych osób po dwóch latach od śmierci współmałżonka pojawia się ciężka, zagrażająca życiu choroba. Dlatego tak ważne jest, byśmy opieką i wsparciem obejmowali naszych osamotnionych, kochanych seniorów.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze