Gdy na świat przychodzi dziecko. Te pierwsze dni

Nowy człowiek na świecie to wielka radość, ale i wielkie zamieszanie w domu. Spokojnie, wszystko można uporządkować i usystematyzować, ale potrzebny jest czas.

Pierwszy po urodzeniu kontakt z mamą, czyli „skóra do skóry”, powinien odbyć się tuż po narodzinach maluszka. To nie żaden przywilej, o który może poprosić rodząca, ale standard. Nie sposób przecenić tej chwili, dlatego wszystkie testy i badania powinny poczekać, aż mama i dziecko zaspokoją potrzebę bliskości i nacieszą się sobą. Byłoby idealnie, gdyby personel szpitala dał im na to około godziny, w międzyczasie wykonując jedynie niezbędne czynności (test Apgar, założenie dziecku opaski, odcięcie pępowiny).

Ciepło skóry mamy, jej zapach i bicie serca uspokajają zestresowanego porodem noworodka. To niesamowite, że kilkuminutowy osesek położony na brzuchu swojej mamy potrafi samodzielnie popełznąć w kierunku jej piersi i rozpocząć ssanie – ten instynkt dzielimy ze wszystkimi innymi ssakami. Dla matki to także bardzo ważne chwile – zmęczona i obolała po porodzie nie zawsze czuje się gotowa na zajęcie się dzieckiem, ale fizyczny kontakt oraz spoglądanie na maleństwo, które ssie pierś, powodują nagły wzrost stężenia oksytocyny w jej krwi. A oksytocyna, czyli hormon miłości i przywiązania, zmienia wszystko. To ona odpowiada za instynkt macierzyński, ilość pokarmu w piersiach i obkurczanie macicy. Natura obmyśliła to w następujący sposób – im więcej naturalnej oksytocyny we krwi mamy, tym silniejsze jej przywiązanie do dziecka.

Jeżeli więc poród przebiegł bez komplikacji, nie można pozwolić, by szpitalna rutyna pozbawiła mamę i nowo narodzone dziecko pierwszych wspólnych chwil.

Badania i szczepienia

Przez całą ciążę przyszłej mamie towarzyszy niepokój, czy dziecko jest w pełni zdrowe. Niektóre obawy lekarze mogą rozwiać jeszcze przed porodem, większość testów i badań maluszek przechodzi jednak dopiero po przyjściu na świat.

Ten pierwszy, podstawowy test to skala Apgar – stosowany na świecie od 1953 roku, nadal świetnie sprawdza się na porodówkach. Test ocenia wygląd skóry dziecka (sina czy różowa), jego tętno, odruchy (reakcja na wkładanie odsysacza do noska), napięcie mięśni (wiotkie czy nie) i oddychanie (płytkie czy normalne). Za każdą z tych pięciu kategorii dziecko może otrzymać od 0 do 2 punktów. Badanie powinno być powtórzone, ponieważ stan noworodka może się zmienić po kilku minutach od urodzenia. Wynik pomiędzy 7 a 10 punktów oznacza dobry stan dziecka, 4 do 6 wymaga uwagi i wykonania dziecku dodatkowych badań. Natomiast 3 punkty i mniej to poważny, zagrażający życiu stan i sygnał alarmowy dla lekarzy – maluszek zazwyczaj trafia wówczas na stanowisko resuscytacyjne, a następnie do inkubatora.

Po wykonaniu testu Apgar noworodek jest ważony i mierzony – poza długością ciała sprawdza się również obwód jego główki, klatki piersiowej i brzuszka.

To nie koniec badań. Kolej na szczegółową kontrolę przeprowadzoną przez lekarza neonatologa – specjalista sprawdza m.in. kręgosłup, kości, stawy, oczy, uszy, płuca, serce, brzuch i narządy płciowe noworodka, wyłapując ewentualne nieprawidłowości. Zazwyczaj wykonywany jest również zabieg Credego polegający na zakropleniu oczu 1-procentowym roztworem azotanu srebra (wykonuje się go w profilaktyce rzeżączkowego zapalenia spojówek). Poza tym u dziecka sprawdzane są odruchy:

- odruch ssania i połykania,

- odruch Moro – reakcją dziecka na głośny dźwięk jest odrzucenie rąk do tyłu, a następnie ich szybkie zebranie w geście - obejmowania,

- odruch szukania – dziecko odwraca głowę do ręki, która dotyka jego policzka,

- odruch chwytny – umieszczony w otwartej dłoni dziecka palec dorosłego zostanie natychmiast mocno uchwycony,

- odruch chodzenia – uniesione pod pachy maleństwo będzie próbowało stawiać kroczki,

- odruch pełzania – położony na brzuchu mamy malec będzie próbował pełzać (gdy podeprze się jego stopy) w kierunku piersi.

Neonatolog zazwyczaj powtarza powyższe czynności przez kilka pierwszych dni życia maluszka, sprawdzając jednocześnie prawidłową adaptację dziecka do nowych warunków.

W pierwszej dobie życia noworodka sprawdza się poziom bilirubiny, która odpowiada za zażółconą skórę dziecka. Jeśli jej stężenie we krwi przekroczy 205 μmol/l (12 mg/dl), pobyt w szpitalu może się nieco przedłużyć, a dziecko poddane zostanie zabiegom fototerapii.

Przez cały okres pobytu w szpitalu noworodkowi stopniowo wykonuje się badania przesiewowe pod kątem wrodzonej niedoczynności tarczycy (hipotyreoza), wrodzonej choroby metabolicznej (fenyloketonuria) i mukowiscydozy. Maluszki mają również badany słuch, wcześniaki – także wzrok. U chłopców kontroluje się obecność obu jąder w mosznie.

Jeszcze przed wypisem do domu noworodek zostaje zaszczepiony przeciw gruźlicy oraz wirusowemu zapaleniu wątroby typu B oraz dostaje witaminę K w dawce 0,5 mg domięśniowo.

Uwaga, napięcie mięśniowe!

Wzmożone napięcie mięśniowe nie jest rzadkością wśród noworodków i nie powinno być powodem do paniki. Pierwsze tygodnie życia to czas, gdy maluszek poznaje swoje ciało i bada jego możliwości, nieustająca gimnastyka małych mięśni nie jest więc niczym dziwnym. Należy jednak obserwować dziecko i zasięgnąć opinii lekarza, jeśli zauważy się któryś z następujących objawów:

  • nienaturalne, częste wyginanie ciała w kształt litery C (w prawo lub lewo),
  • bardzo mocne zaciskanie piąstek, nierozwieranie dłoni nawet w ciepłej kąpieli,
  • brak symetrii w ruchach, np. zaciskanie tylko jednej dłoni, przechylanie się wciąż w jedną stronę,
  • gwałtowne i nerwowe unoszenie głowy przez kilkutygodniowe dziecko leżące na brzuszku,
  • krzyżowanie nóżek w czasie stania (w wieku 9-10 miesięcy).

W przypadku wykrycia poważnych nieprawidłowości, przede wszystkim przy nierównomiernym, niesymetrycznym rozłożeniu napięcia w ciele dziecka, lekarz pediatra skieruje malucha do poradni neurologicznej. Leczenie, najczęściej poprzez rehabilitację metodą Voyty lub metodą Bobath, jest konieczne, by maluszek nie cierpiał z powodu bolesnych przykurczów i aby nic nie zaburzało jego fizycznego rozwoju.

Karmienie – naturalne czy sztuczne?

Nie ma wątpliwości, że najlepszym pokarmem dla noworodka jest mleko mamy. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia i UNICEF dzieci powinny być karmione wyłącznie piersią przez pierwszych sześć miesięcy życia.

To oczywiste, w końcu mleko matki zawiera wszystkie niezbędne człowiekowi składniki, czyli białko, tłuszcz, węglowodany, witaminy, sole mineralne i makroelementy (m.in. sód, potas, chlor, wapń) oraz substancje bioaktywne i immunologiczne chroniące malucha przed infekcjami.

Nie ma przeszkód, by karmić piersią znacznie dłużej – przez pierwszy rok, dwa, a nawet trzy lata życia dziecka, wówczas już oczywiście uzupełniająco, obok diety dostosowanej do wieku młodego organizmu. Naturalne karmienie jest dobre również dla mamy – przede wszystkim pozwala jej nawiązać bliską więź z dzieckiem, ale ma też fizyczne zalety, np. przyspiesza obkurczanie macicy. Co jeszcze? Istnieją badania potwierdzające wpływ karmienia piersią na mniejsze ryzyko pojawienia się u kobiet osteoporozy oraz raka piersi i jajników. Co jednak, gdy

zaczyna brakować pokarmu lub karmienie jest niemożliwe z jakiegokolwiek innego powodu? Jedyną dostępną opcją staje się sztuczne mleko podawane w butelce. Mleko modyfikowane ma skład zbliżony do mleka ludzkiego. Produkowane jest oczywiście na bazie mleka krowiego, ale dzięki różnym procesom technologicznym zostaje ono upodobnione do idealnego wzorca, jakim jest pokarm matki. Nie tylko zaspokaja głód maleństwa, ale dostarcza mu wszystkich składników potrzebnych do zdrowego rozwoju.

Maluszki pijące mleko modyfikowane nie rozwijają się gorzej niż ich rówieśnicy karmieni piersią, nie chorują częściej i nie są mniej odporne – to mit, w który nie wolno uwierzyć. Kobieta karmiąca swoje dziecko butelką, bez względu na przyczyny, może być tak samo dobrą matką jak ta, która karmi naturalnie. Ma za to zdecydowanie większe wydatki – mleko modyfikowane nie jest tanie, a dziecko pije je dosłownie litrami. Jest wiele dostępnych marek i rodzajów mleka modyfikowanego – nie zawsze od razu trafia się na to właściwe. Maluch może reagować uczuleniem, nadmiernie ulewać lub po prostu nie polubić danego produktu. W przypadku dużych trudności z dopasowaniem sztucznego pokarmu warto zwrócić się po pomoc do lekarza pediatry lub gastrologa dziecięcego.

Specjalista od mlecznych problemów

Karmienie piersią, zwłaszcza pierwszego dziecka, nie zawsze jest tak naturalne, jak mogłoby się wydawać. Kobiety napotykają liczne trudności, a proces karmienia wcale nie jest spokojny i przyjemny. Do najczęstszych problemów należą:

  • trudności z przystawianiem dziecka do piersi,
  • ból poranionych brodawek,
  • zapalenie piersi, zastój pokarmu, zatkany przewód mleczny,
  • zbyt mało lub za dużo pokarmu,
  • słabe przybieranie dziecka na wadze,
  • kłopoty z jednoczesnym przystawianiem bliźniąt,
  • brak chęci lub umiejętności ssania u maluszka,
  • kłopoty z wypróżnianiem się dziecka,
  • kolki u dziecka, uciążliwe ulewanie, chlustanie pokarmem,
  • podejrzenie alergii.

W takich sytuacjach pomóc może doradca laktacyjny. Tego rodzaju specjalistów należy szukać w szpitalach położniczych i poradniach laktacyjnych. Informację o najbliższej placówce można znaleźć w internecie, choć zarówno położne środowiskowe, jak i lekarze ginekolodzy zazwyczaj potrafią wskazać właściwy adres. Jednak trzeba o to pytać – młoda mama nie zawsze jest informowana o możliwości skorzystania z tego typu pomocy, w naszym kraju to wciąż jeszcze nowość. Dlatego gdy karmienie okazuje się trudne, bolesne lub niewydajne, przed decyzją o odstawieniu dziecka od piersi warto zasięgnąć opinii specjalisty. Doradcy laktacyjni (zazwyczaj są to kobiety) potrafią zdziałać cuda i wyprowadzić z kryzysu.

Czy ulewanie to problem?

Ulewanie pokarmu to u noworodków zupełnie naturalna sprawa – wynika najczęściej z niedojrzałości układu pokarmowego (istotne jest zwłaszcza osłabienie dolnego zwieracza przełyku), nieprawidłowej techniki ssania lub przejadania się. Zdarza się jednak, że dziecko nie tylko ulewa, ale wręcz chlusta spożytym pokarmem, zdając się wyrzucać z siebie wszystko, co przed chwilą zjadło.

To nie lada zmartwienie dla niedoświadczonych rodziców – nie dość, że maluszek kilka razy w ciągu doby brudzi siebie, rodzica, koc, pościel i zabawki, to nie do końca wiadomo, czy jest najedzony. Zawsze istnieje też podejrzenie alergii, czyli wymiotów spowodowanych nietolerancją pokarmową. Rodzice bywają bezradni, nie są też pewni, czy i kiedy szukać pomocy. Zasada jest taka: gdy przyrost wagi jest zbyt niski, kolor ulewanego pokarmu niepokojący (np. zielonkawy), a dziecko często krztusi się i męczy, koniecznie trzeba zabrać je do pediatry lub (jeśli to możliwe) gastrologa dziecięcego. Być może przyczyną ulewania jest pylorostenoza, czyli przerostowe zwężenie odźwiernika (połączenie pomiędzy żołądkiem a dwunastnicą).

To rzadka choroba, leczona tylko operacyjnie, zdecydowanie częściej zdarza się u chłopców. Zazwyczaj jednak lekarz nie widzi powodów do obaw i tylko informuje, w jaki sposób karmić malucha, by zminimalizować ryzyko ulewania. W niektórych przypadkach może pomóc zagęszczanie pokarmu Nutritonem (lub podawanie go w formie papki przed karmieniem), maluchom karmionym mlekiem modyfikowanym można podawać mleko typu AR. Nie bez znaczenia jest też technika „odbekiwania” po posiłkach. Na szczęście, po ciężkich początkach, z czasem wszystko się normalizuje.

Gdy głowa pęka od płaczu

Zasadniczo każdy zdaje sobie sprawę, że małe dzieci płaczą. Jednak konfrontacja z rzeczywistością bywa bolesna. Noworodek potrafi krzyczeć nieustannie, z krótkimi przerwami na sen i ssanie. Powodów może być wiele – niedojadanie i zbyt częste odczuwanie głodu, brak zgody na mokrą pieluszkę, niezaspokojona potrzeba bliskości, zmęczenie i wynikające z niego kłopoty z zasypianiem, a także – w niektórych przypadkach – bolesne kolki. Te ostatnie rodzice często samodzielnie „diagnozują” (często na wyrost), sądząc, że to one są przyczyną płaczu dziecka.

Tymczasem, zgodnie z wiedzą medyczną, o kolkach możemy mówić dopiero wtedy, gdy dziecko krzyczy, pręży się, podkurcza nóżki i napina mięśnie brzucha co najmniej 3 razy w tygodniu przez co najmniej 3 godziny i nie krócej niż przez 3 tygodnie. Pierwsze objawy pojawiają się zwykle około 3. tygodnia życia i trwają przez 3-4 miesiące (tzw. 100 dni płaczu). Jeśli maluch faktycznie cierpi na kolkę, można próbować przeróżnych metod, by mu pomóc, np. masaży brzuszka, aplikowania czopków, podawania kropelek na bazie simetikonu, odpowietrzania specjalną rurką czy zastosowania ciepłych kąpieli. Niestety, w wielu przypadkach kolek niemowlęcych nic nie działa. Lekarze zazwyczaj każą rodzicom uzbroić się w cierpliwość i po prostu przeczekać ten trudny okres.

To niełatwe, gdy widzi się, jak maleńkie dziecko płacze z bólu, jednak ważna jest świadomość, że to nic groźnego, a jedynie naturalna u około 40 proc. dzieci niedojrzałość układu pokarmowego, która zawsze przemija i nie pozostawia żadnego śladu.

Najlepsza pieluszka

Pieluszka to coś, co zagości w domu młodych rodziców na dobre 2-3 lata, będzie kosztowało fortunę, a potem nie będzie chciało ustąpić miejsca nocnikowi. Szczęśliwi ci, którzy szybko odkryją idealną markę i rozmiar pieluch dla swojego dziecka.

Najczęściej wybiera się oczywiście pośród pieluszek jednorazowych, coraz więcej jest jednak rodziców ekologicznych, którzy wracają do źródeł i kupują dla swoich pociech pieluszki wielorazowe (bawełniane, bambusowe, zawsze z naturalnych materiałów i bez dodatków chemicznych). O zaletach i wadach jednych i drugich można mówić godzinami, z całą pewnością jednak łatwiejsze w użytkowaniu są pieluchy jednorazowe, a bezpieczniejsze dla skóry dziecka pieluchy wielorazowe (pod warunkiem prawidłowego ich użytkowania). Nic nie stoi na przeszkodzie, by wypróbować oba rodzaje i wybrać te pieluszki, które najlepiej się sprawdzą.

Bez fotelika ani rusz

Rodzice mają pełną swobodę w doborze odpowiedniej dla ich dziecka wyprawki – mogą szaleć finansowo, mogą też ciąć koszty i kupować ubranka, meble i wózek z drugiej ręki. Noworodkowi jest zupełnie obojętne, czy otaczające go przedmioty są drogie czy tanie, może to mieć wpływ jedynie na samopoczucie rodzica. Ale jest jeden wyjątek – fotelik samochodowy. To element wyprawki, na którym nie wolno oszczędzać!

Trzeba o tym mówić i powtarzać do znudzenia – odpowiedni fotelik może uratować życie dziecka. Kupowanie używanego sprzętu, w dodatku pochodzącego z nieznanego źródła (oferowanego w sieci), to wielkie ryzyko, na które nie stać żadnego, nawet najbardziej oszczędnego czy ubogiego rodzica. Fotelik musi być bezwypadkowy (czasami nie widać na zewnątrz, że skorupa jest uszkodzona) i mieć wysokie oceny w testach (tutaj można sprawdzić konkretne foteliki znanych firm: https://fotelik.info/pl/testy/).

Jeszcze nie tak dawno zdarzało się nagminnie, że młodzi tatusiowie odbierali mamę i noworodka ze szpitala z pustymi rękami. Dziecko drogę do domu (taksówką lub własnym samochodem) odbywało w objęciach matki. Dziś personel porodówek zazwyczaj pilnuje, by tatuś zameldował się po odbiór rodziny z fotelikiem. Wciąż jednak zdarzają się beztroskie jednostki zapominające o bezpieczeństwie małego człowieka. Dlatego bardzo ważne jest, by przynajmniej jedna osoba w rodzinie, np. babcia, wykazała się odpowiedzialnością i potrafiła uzmysłowić młodym, jak ważny dla życia i zdrowia ich dziecka jest dobry fotelik.

Niezbędne formalności

W chaosie pierwszych dni, pomiędzy karmieniem, przewijaniem i uspokajaniem noworodka, trzeba też znaleźć czas na sprawy formalne. Jeśli młoda mama jest w związku z ojcem dziecka, obowiązki urzędowe może wziąć na siebie mężczyzna. Koniecznie trzeba będzie:

  • zarejestrować dziecko w Urzędzie Stanu Cywilnego. Szpital, w którym urodziło się dziecko, wysyła informację o porodzie do odpowiedniego dla siebie USC. Przynajmniej jeden z rodziców musi udać się tam z obydwoma dowodami osobistymi i, ewentualnie, aktem zawarcia małżeństwa, aby odebrać akt urodzenia dziecka. Oczywiście, konieczne będzie podanie urzędnikowi wybranych przez rodziców imion (lub imienia) dla dziecka,
  • zameldować dziecko w biurze meldunkowym właściwym dla miejsca stałego pobytu jednego z rodziców. Rodzic musi się tam udać z aktem urodzenia dziecka. Zameldowanie dziecka w miejscu zameldowania matki jest automatyczne, jeśli dziecko ma zostać zameldowane pod innym adresem – przy ojcu – teoretycznie wymagana jest obecność obojga rodziców,
  • nadać dziecku numer PESEL w urzędzie miasta lub urzędzie gminy właściwym dla miejsca zameldowania matki. Można to zrobić, gdy ma się już akt urodzenia dziecka, warto wziąć ze sobą również książeczkę zdrowia dziecka, gdzie zostaną wpisane jego dane,
  • zgłosić się po becikowe do urzędu gminy lub ośrodka pomocy społecznej właściwego ze względu na miejsce zamieszkania,
  • udać się do przychodni zdrowia, by wybrać lekarza dla dziecka i umówić się na wizytę położnej środowiskowej,
  • udać się do kadr w miejscu pracy jednego z rodziców, by zgłosić dziecko do ubezpieczenia zdrowotnego (uwaga, rodzice mają na to tylko 7 dni).
Autor: Kamila Śnieżek

Komentarze