Gdy dziecko grymasi

Dzieci podchodzą do jedzenia w prosty sposób – jedzą, kiedy są głodne, piją, gdy są spragnione. Niestety, my rodzice zwykle komplikujemy ten prosty mechanizm. Przekarmiamy dziecko, zmuszamy do jedzenia, gdy nie jest głodne, jednocześnie pozwalamy na podjadanie niezdrowych przekąsek. A gdy nie ma już ochoty na obiad, narzekamy, że mamy w domu niejadka!

Według specjalistów prawdziwych niejadków jest niewielu. A jednak prawie co drugi rodzic narzeka, że jego dziecko nie je tak, jakby tego oczekiwał. Dlaczego? Zwykle przeceniamy potrzeby pokarmowe naszych maluchów. Wydaje się nam, że powinny jeść więcej i zbyt szybko doklejamy dziecku etykietkę niejadka, stwarzając tym samym problem, którego nie ma. A niesłusznie, bo każde dziecko rodzi się z instynktem pokarmowym, dzięki któremu je to, czego potrzebuje i tyle, ile wymaga jego organizm.

Skąd to wiadomo? W latach 30. ubiegłego wieku przeprowadzono eksperyment. Grupie małych dzieci podawano różnorodne, pełnowartościowe pokarmy, ale nie namawiano ani nie zmuszano do wyboru rodzaju ani ilości spożywanego jedzenia. Rejestrowano poczynania maluchów i po kilku tygodniach okazało się, że kierując się własnym instynktem dzieci wybierały pokarmy zdrowe, urozmaicone i zapewniły sobie dietę niemal idealną, zgodną ze swoimi potrzebami. Choć miewały dni, w których objadały się tylko jednym rodzajem żywności, raz jadły mniej, innym razem więcej – bilans końcowy wypadł korzystnie.

Nasze dziecko także ma tę umiejętność. Lecz by z niej skorzystać, musi nauczyć się różnicować uczucie głodu i sytości. O ile my, rodzice, nie utrudnimy mu tego zadania, podstawiając mu co chwila coś do zjedzenia.


Polskie dziecko niedożywione

Polscy rodzice nagminnie martwią się, że ich pociecha je za mało. To spadek po latach wojen i kryzysów – nie mamy neutralnego stosunku do kwestii jedzenia. W naszej mentalności wciąż pokutuje przeświadczenie, że „nabite” i „dobrze wyglądające” dziecko to zdrowe dziecko. Tymczasem już od dawna wiadomo, że to zdrowe, co szczupłe. Lekarze alarmują, że obecnym problemem nie jest niedożywienie, ale właśnie nadmiar spożywanego jedzenia. Wielu rodziców jednak ambicjonalnie podchodzi do tematu karmienia dziecka. Wydaje im się, że brak apetytu u malucha jest ich osobistą porażką i świadczy o tym, że są złymi rodzicami.

Zastanówmy się, jak działa na nas widok zbyt dużej porcji nałożonej na talerz? A ponawiane zachęty do jedzenia, gdy już dawno jesteśmy syci? Raczej odpychająco. Nasze domniemane niejadki mają wciąż do czynienia z taką sytuacją. Nie zdążą poczuć się głodne, gdy mama, tata lub babcia podstawiają mu pod nos kolejny smakołyk, bo przecież „tak mało zjadł na obiadek”.


Rozwijam się, więc nie jem

Na różnych etapach rozwoju apetyt dziecka nasila się i słabnie, i to całkiem naturalne zjawisko. Pierwsze frustrujące rodziców sytuacje pojawiają się, gdy maluch kończy pierwszy rok życia. Zaczyna eksplorować świat na własnych nogach i ani myśli siedzieć bezczynnie nad talerzem . Wielu rodziców wpada wtedy w popłoch, że oto maluch za chwilę się zagłodzi. Nic podobnego. W pierwszym roku życia maluch potraja swoją masę urodzeniową, przybierając średnio około siedmiu kilogramów. Jednak w następnych latach masa jego ciała rośnie już tylko o około dwóch kilogramów rocznie, inaczej w wieku 20 lat każdy z nas musiałby ważyć ponad 200 kilogramów! Niestety, często w tym okresie rodzice zaczynają się martwić, że ich pociecha będzie przez to chorować lub gorzej się rozwijać. I biega za dzieckiem z łyżeczką w ręku.

Później wcale nie jest łatwiej. Kilkulatek zaczyna budować własną tożsamość, uczy się odmawiania i sprawdza, jak reagują na to dorośli. Szybko dostrzega, że rodzice są szczególnie wrażliwi na punkcie jedzenia. Z przyjemnością odkrywa, że potrafi wyprowadzić ich z równowagi niezjedzonym posiłkiem. Im bardziej oni naciskają, tym bardziej ono stawia opór i po jakimś czasie spór dotyczy niemal każdego posiłku. Dziecko, które czuje, że rodzicom bardzo zależy na jego jedzeniu, może wykorzystywać pozycję niejadka i posługiwać się jedzeniem jak kartą przetargową. Wielu rodziców łapie się na ten haczyk i stara się prośbą, groźbą („jak nie zjesz, nie będzie dobranocki”) i szantażem („jak zjesz obiadek, będzie nagroda”) nakłaniać dziecko do współpracy.

Tymczasem najlepszą strategią jest przeczekanie. Jeśli dziecko nie chce jeść, nie ma sensu go przymuszać, niech nie je. Warto odczekać do pory następnego posiłku, aż dziecko zgłodnieje. Tę strategię z powodzeniem można stosować już wobec dwulatka. Ważne jednak, by rodzicom nie miękło serce i by nie dokarmiali malucha w porze między głównymi posiłkami.


Słodkie przekąski – wrogowie apetytu

„Zjedz jeszcze łyżeczkę, to po obiedzie dostaniesz czekoladkę” – ta forma przekupstwa to grzech niejednego rodzica. Niestety, podjadane słodkości pomiędzy posiłkami nie rozwiązują problemu, a jeszcze go pogłębiają. Słodka przekąska zasyca wątły apetyt dziecka i zasiadając ponownie do stołu wcale nie odczuwa ono wyczekiwanego głodu. Podobnie „niewinny” przecierany soczek typu „Kubuś” ma niemal tyle samo kalorii co pełnowartościowy obiad dla dwuletniego dziecka, dlatego pity w okolicach głównego posiłku może pozbawić malucha ochoty na jedzenie.

Dane potwierdzają, że wiele polskich dzieci podjada słodycze pomiędzy posiłkami. I tym oprócz gorszego apetytu różnią się od młodych Skandynawów, którzy zwyczajowo jedzą słodycze tylko w jeden dzień tygodnia (za to bez większych ograniczeń). To pomysł godny rozważenia w przypadku każdego dziecka, które uwielbia słodycze i przez nie ma problem z jedzeniem wartościowszych posiłków.

Jedzenie (w tym także słodycze) nie powinno być nigdy nagrodą. Sposób, w jaki nagradzali nas rodzice, często przejmujemy w dorosłym życiu. To stwarza zagrożenie nie tylko otyłością, ale także zaburzeniami jedzenia – choćby bulimią. I tym, że jedzenie będzie stanowić istotny element w radzeniu sobie z emocjami.


Sposoby na niejadka:


• Dbaj o różnorodność potraw, o to, by posiłki były przyrządzane kolorowo i apetycznie


• Podawaj jedzenie na kolorowych talerzykach z obrazkami na dnie, pozwól, by dziecko miało własne sztućce i kubki


• Nakładaj małe porcje na dużych talerzach (wydadzą się jeszcze mniejsze)


• Pozwól dziecku dokonywać wyboru, co będzie jeść, np.: „Zjesz kanapkę z szynką czy serkiem?”. Ale nie stawiaj pytania otwartego: „Co zjadłyś na kolację?” – bo co zrobisz, gdy za każdym razem usłyszysz: „Chleb z nutellą”?


• Dbaj, by podczas jedzenia dziecko było zajęte tylko jedzeniem – niech odłoży zabawki, wyłącz telewizor – dzieci skupione na oglądaniu telewizji nie rejestrują, czy są głodne, czy już najedzone.


• Wciągnij dziecko we wspólne gotowanie, nakrywanie do stołu, robienie zakupów.


• Zachęcaj je do samodzielności przy stole – nie pomagaj póki o to nie prosi, pozwól mu używać sztućców, nawet jeśli wydaje ci się to przedwczesne.


• Dawaj dziecku przykład wybierając na przekąskę jabłko zamiast chipsów.


• Pozwól dziecku jeść, tak jak chce (także palcami), na dobre maniery przyjdzie jeszcze czas, na początek naucz dziecko, że jedzenie to przyjemność.


• Nie przejmuj się brudzeniem się i wylewaniem, załóż śliniak i połóż ściereczkę na krzesło.


• Pozwól dziecku na dziwaczne upodobania kulinarne – jeśli lubi popijać ciastko zupą, nie ma w tym nic złego, może wyrośnie z niego nowy mistrz kulinarny.


• Jeśli dziecko nie chce czegoś jeść, nie zmuszaj go do tego – każdy ma prawo do własnych upodobań.


• Nie martw się o dietę dziecka – zamiast mięsa podawaj przez jakiś czas jajka, zamiast nielubianych warzyw – owoce.


• Nie wymagaj od dziecka, by zjadało wszystko, co ma na talerzu, bo to uczucie sytości ma decydować, ile zje.


• Nigdy nie odbieraj osobiście tego, że dziecku nie smakuje jakaś twoja potrawa.


• Jedzenie nie może być ani karą, ani nagrodą i nie powinno być używane jako argument w zaprowadzaniu dyscypliny (nie obiecuj słodyczy za ładnie zjedzony obiad ani nie uzależniaj podania deseru od posprzątania pokoju).


• Niech dziecko je tak długo, jak chce – nie poganiaj, nie krzycz, nie stresuj dziecka podczas posiłków.


• Dbaj o dobrą atmosferę przy stole – w towarzystwie jedzenie smakuje lepiej, zasiadajcie do niego rodzinnie jak najczęściej to możliwe, nie kłóćcie się, nie prowadźcie rozmów przez telefon, nie czytajcie podczas jedzenia.


• Nie okazuj złości za wylanie napoju lub splamienie ubrania, z czasem maluch nabierze wprawy, a tymczasem niech czuje przyjemność płynącą z jedzenia.


• Postaraj się, by dziecko nie piło zbyt wiele przed i podczas posiłków, bo wtedy jego brzuszek szybko zapełnia się płynem i nie starcza w nim miejsca na konkrety.


• Jeśli malec grymasi przy jedzeniu, wydłuż przerwy pomiędzy posiłkami, niech dziecko zdąży zgłodnieć, zanim zasiądzie do stołu, postaraj się o stałe pory posiłków.


• Jeśli dziecko mówi: „nie chcę już jeść” – uznaj jego decyzję za ostateczną, nie namawiaj na „jeszcze jedną łyżeczkę” – przymuszane do jedzenia może w ogóle się do niego zniechęcić. Pomyśl, jakbyś się czuł, gdyby ktoś podsuwał ci wciąż talerz, gdy już nie jesteś głodny?


Kiedy do lekarza?

Jeśli dziecko mimo słabego apetytu rozwija się prawidłowo, jest radosne, pełne energii, nie choruje częściej niż jego rówieśnicy, nie ma powodów do niepokoju. Widocznie ma małe potrzeby żywieniowe i być może wyrośnie na szczupłego, mało jedzącego dorosłego.

Jeśli rodzice nie są jednak pewni, czy to, co je maluch, wystarcza, mogą pokusić się o sporządzenie historii diety dziecka, w której będą przez jakiś czas zapisywać, co i w jakiej ilości dziecko jadło i piło, a potem z tą dokumentacją udać się po ocenę do lekarza pediatry.

Gdy przez dłuższy czas dziecko nie przybiera na wadze (lub waga spada), ma biegunkę, często wymiotuje, w takim przypadku należy się bezzwłocznie zgłosić z dzieckiem do lekarza!


Wielkie żarcie i mały brzuszek

Dzieci mają mniejsze żołądki od dorosłych i powinny jeść porcje co najmniej o połowę mniejsze niż oni. Zapotrzebowanie dzienne na kalorie waha się w zależności od wieku dziecka. I tak: dzieci od 1-3 lat potrzebują ok. 1300 kalorii , starsze – 4-6-latki – 1700, dzieci szkolne – 7-9 lat – ok. 2100 kalorii.

Ważne, by pamiętać, że każdy z nas, także dziecko, ma lepszy lub gorszy dzień, większą lub mniejszą ochotę na jedzenie, jest osobą, która zwykle je dużo lub przeciwnie, mniej niż większość ludzi. Dlatego nie warto porównywać potrzeb żywieniowych dzieci i wyciągać na tej podstawie wniosków dotyczących ich zdrowia i rozwoju.


Fałszywe przekonania dotyczące jedzenia:

„Zawsze zostawia się czysty talerz”, „Nie marnuje się jedzenia”, „Mama tak się napracowała…”, „A dzieci w Afryce głodują…” – prawda, że wielu z nas w ten sposób było namawianych do jedzenia? My nie musimy powtarzać dziecku tych wpędzających w poczucie winy przekonań, które zresztą nikomu nie poprawiły apetytu. To prawda, że wiele osób na świecie cierpi z powodu głodu, ale nie przybędzie im żywności, jeśli twoje dziecko będzie każdorazowo czyścić talerz do czysta – tylko dla zasady. Za to może nabawić się otyłości lub w przyszłości zajadać stres i problemy życiowe za pomocą kubełka lodów.


Inne powody braku apetytu

Alergie pokarmowe – nawet małe dziecko, gdy jest uczulone na jakiś składnik pokarmowy i jego spożywanie, potrafi instynktownie go unikać. Często rodzice głowią się, dlaczego maluch nie chce pić mleka czy jeść jogurcików, a tymczasem on nie chce go jeść, bo po nim ma ból brzuszka. Warto sprawdzić, czy niechęć do niektórych pokarmów nie jest spowodowana alergią pokarmową i nie zmuszać dziecka do jedzenia potraw, których nie chce.
Infekcje – każde chore dziecko gorzej je. To mechanizm obronny organizmu, który nie traci energii na trawienie, gdy potrzebuje jej do walki z chorobą. Dziecku, które dzień lub dwa pije tylko herbatkę czy zupkę, nic się nie stanie.

Czasem jednak brak apetytu może być zwiastunem choroby utajonej, która nie manifestuje się w inny sposób. Tak bywa z zakażeniami układu moczowego, przy chorobach reumatycznych, zapaleniu zatok czy jelit. Ich zdiagnozowanie wymaga badań zleconych przez lekarza.

Zespół złego wchłaniania – występuje, gdy pomimo jedzenia wystarczających ilości jedzenia dziecko nie rozwija się prawidłowo, nie przybiera na wadze, a nawet chudnie, bo składniki pokarmowe nie są wchłaniane w jelicie, lecz wydalane prawie niestrawione. Dziecko traci apetyt, jest drażliwe, słabe, ma duży, napęczniały brzuch i oddaje cuchnące stolce. Często towarzyszy temu anemia.

Najbardziej znanym zespołem złego wchłaniania jest celiakia, która wiąże się z nietolerancją glutenu. Zdiagnozowanie choroby wymaga specjalistycznych badań.


Anemia – czyli niedobór żelaza powoduje gorsze dotlenienie komórek organizmu i negatywnie wpływa na całe jego funkcjonowanie. Dziecko z niedokrwistością jest blade, apatyczne, szybko się męczy, ma mało energii i słaby apetyt. Może pojawić się też tzw. spaczone łaknienie, które objawia się obgryzaniem ścian, kredy do tablicy i innych niejadalnych rzeczy. Uzupełnienie niedoboru żelaza przywraca apetyt.

Przewlekłe zaparcia –powodują utratę apetytu, bo organizm dziecka ma problem z usunięciem nagromadzonych resztek z jelita, pojawia się ból brzucha, wzdęcia i każdy nowy posiłek nasila kłopoty, dlatego dziecko nie ma ochoty na jedzenie. Zaparcia często mają podłoże psychiczne i mogą przejść w nawyk, na przykład wtedy, gdy dziecko jest ponaglane, zalęknione wypróżnianiem (gdy w ubikacji jest zimno lub ciemno) lub wypróżnianiu okresowo towarzyszy ból. Apetyt ulega poprawie wraz z wyregulowaniem stolców – pomóc może zmiana diety, często konieczna jest wizyta u pediatry.

Nadwrażliwość czuciowa i smakowa – jest naturalna u dzieci w pierwszych miesiącach życia ze względu na niedojrzałość układu nerwowego , u niektórych dzieci utrzymuje się jeszcze w wieku kilku lat. Dziecko wydaje się wyjątkowo wybredne, jego jadłospis ogranicza się do kilku ulubionych i delikatnych w smaku potraw, nie toleruje nowości kulinarnych, nie znosi potraw o intensywnym smaku i zapachu, najchętniej je pokarmy w postaci papek – nie lubi gryźć, bo jedzenie pokarmów twardych i w większych kawałkach wywołuje u niego dyskomfort w obrębie jamy ustnej. Zazwyczaj dziecko samo wyrasta z nadwrażliwości. Jeśli problem jest nasilony, warto skonsultować się z neurologiem.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze