Gdy dusza choruje

Kobiety często komplikują sobie życie na własne życzenie. Chcą być doskonałe i to w każdej ze swych życiowych ról: matki, żony, kochanki, pracownicy i koleżanki. Niestety, doba ma tylko 24 godziny, spać czasem trzeba, a bez odpoczynku szybko pojawiają się problemy z samopoczuciem, bezsenność, spadek nastroju. A to może być wstęp do depresji.

Za nasz nastrój nierzadko odpowiadają zjawiska zupełnie od nas niezależne, na przykład zmiany w układzie hormonalnym. Wzrost poziomu niektórych hormonów – przy dojrzewaniu, lub spadek – przy przekwitaniu, może odpowiadać za pogorszenie nastroju, brak radości, lęki, poczucie pustki, a nawet myśli samobójcze. Sezonowo depresyjne stany wywołać może także brak światła - to dlatego w długie, późnojesienne popołudnia i wieczory znacznie łatwiej poddajemy się smutkom.


Destrukcyjna doskonałość

Gorszy nastrój może być też wynikiem zmiany stylu życia, ograniczenia aktywności, w tym także tej na świeżym powietrzu. Dla niektórych zdradliwe okażą się leki antydepresyjne i nasenne, które lekarz zalecił na krótką metę, ale skorzystałyśmy z okazji i dokupiłyśmy jeszcze kilka kolejnych opakowań nie mając świadomości, że zażywane przez dłuższy czas mogą pogorszyć nastrój, pogłębić bezsenność. U innych obniżenie nastroju, bezradność, poczucie beznadziei wypływać będą wprost z doznanych przeżyć: choroby lub śmierci kogoś bliskiego, straty pracy. – Z bolesnymi, traumatycznymi, dezorganizującymi życie wydarzeniami bardzo trudno sobie poradzić - mówi psycholog kliniczny Renata Buczyńska z inowrocławskiej Pracowni Psychologicznej Anima.

Specyficzna dla kobiet jest jeszcze jedna przyczyna depresji. Jest nią chęć osiągnięcia doskonałości. Kobieta, która chce być zawsze idealna, szybko popada w kłopoty. Nie da się przecież być najlepszą matką, żoną, kochanką, pracownicą i koleżanką naraz. Kobiety, chcąc wszystkim dookoła i samym sobie udowodnić swoją wartość, odrzucają jednak tę prostą prawdę. A dążąc do perfekcji ani się obejrzą, jak stają się przemęczone i przeciążone. Nie wytrzymując nadmiaru obowiązków stają się bezradne, bezsilne, wbrew ich intencjom i wysiłkom coraz dalej im do doskonałości. Wtedy rodzi się dodatkowo - równie destrukcyjne - poczucie winy.


Bilans porażek

W ponury nastrój wprowadzić nas mogą także bilanse jakich dokonujemy przy okazji okrągłych urodzin, w chwili odejścia dzieci z domu czy po przejściu na emeryturę. Niedobrze, jeśli porównując się z innymi lub wspominając młodzieńcze marzenia ocenimy, że nie zrealizowałyśmy planów, że życie zupełnie nie wygląda tak, jak tego wówczas chciałyśmy. Taki stan ducha, jeśli trwa dłużej niż kilka tygodni, może oznaczać depresję.

Psychologowie wymieniają szereg objawów, których wystąpienie, niekoniecznie wspólnie, może potwierdzać taką diagnozę. Będzie to więc depresyjny, ponury nastrój, brak chęci do życia i sił witalnych, pustka emocjonalna, mniej lub bardziej racjonalne lęki i obawy, poczucie beznadziei, niechęć do życia tak głęboka, że wiążąca się z myślami samobójczymi.


Płacz i mów

Depresja często przytrafia się również mężczyznom, ale oni próbują jej objawy zakamuflować. – Zajmują się głupotami, godzinami siedzą przy komputerze, markują jakieś działania, sprawiając wrażenie ogromnie zajętych, zaaferowanych – mówi Renata Buczyńska – Jeśli płaczą to w ukryciu, rodzinie pokażą jednak pokerową twarz, szybciej zareagują złością i agresją, niż przyznają się do słabości lub opowiedzą o kłopotach. Kobieta chętnie wypłacze się przyjaciółce, podzieli porażkami, smutkami, poszuka w rozmowie ratunku.

Najgorzej jest bowiem, gdy osoba mająca depresję uzna, że nie potrzebuje pomocy, że sama – jak zawsze – rozwiąże dręczący ją problem. A to wciąż typowy stosunek do tej choroby. Zwykle nie chcemy bowiem przyznać, że coś złego dzieje się z naszymi emocjami. Bardziej martwią nas objawy somatyczne, fizyczne. Idziemy więc do lekarza pierwszego kontaktu i narzekamy na nie. A jest ich całkiem sporo, bo w depresji dręczyć nas mogą zaburzenia snu i popędu seksualnego, zmniejszony apetyt prowadzący do utraty wagi, rozmaite bóle, zaparcia, zaburzenia miesiączkowania, uczucie napięcie, zimna, spadek siły, także mniej lub bardziej racjonalne lęki.

Nawet lekarz rodzinny z tych naszych opowieści wyłowić może najważniejszą informację: że odczuwany dyskomfort to symptomy depresji. - Dobrze, jeśli odważy się powiedzieć, że warto wybrać się na konsultację do psychologa lub psychiatry. W Polsce wciąż ludzie boją się etykiety „wariat”, więc naprawdę trzeba mieć odwagę, by zlecić pacjentowi wizytę u specjalisty – nie ukrywa Renata Buczyńska. - Ludzie co prawda coraz częściej gdy mają problemy szukają u nas pomocy, ale chorowanie na depresję wciąż jest wstydliwe. Można mieć chore nogi, serce, żołądek, ale nie należy się przyznawać do problemów z emocjami. Taka etykieta uniemożliwia funkcjonowanie w pracy, eliminuje z życia towarzyskiego, czasem też z rodziny. Jest to trudne zwłaszcza dla kobiet, którym przypina się łatkę histeryczek czy hipochondryczek.


Wielkie cierpienie

Według niektórych specjalistów depresja może być najczęstszą chorobą, z jaką stykają się lekarze rodzinni. Szacuje się, że jej objawy dotykają aż 17 procent społeczeństwa, choć u sporej grupy chorych jej nasilenie jest niewielkie. A ponieważ depresja może się ujawnić wskutek traumatycznych wydarzeń, jej objawy zrzucane są właśnie na karb takich sytuacji i przez to traktowane jako rzecz normalna. Takie podejście do sprawy – tak samego chorego, jak i jego rodziny czy lekarza – powoduje, że depresja w ogóle nie jest leczona, ewentualnie, że pomoc nadchodzi z opóźnieniem.

Tymczasem depresja wiąże się z wielkim cierpieniem. Osoba chora nie cieszy się życiem, ma problemy z wywiązywaniem się z obowiązków zawodowych, każde, nawet najprostsze zadanie jest dla niej wyczerpujące i wydaje się przekraczać ludzkie możliwości. Wśród emocji dominuje lęk, z którym nie da się normalnie żyć. Chorzy nadużywają więc alkoholu, histeryzują, narastają w nich dawne fobie i natręctwa.


Chora cała rodzina

Lekarze wciąż nie wiedzą, jaka jest przyczyna, dla której u niektórych osób ujawnia się depresja. Doszukują się jej w genetyce, ale także w cechach osobowości i charakteru chorych. Uznaje się więc, że to jak reagujemy na sytuacje trudne, jakie mamy nastawienie do samych siebie, jak radzimy sobie z kłopotami, jakie wymagania stawiamy przed sobą, wreszcie czy mamy zwyczaj reagować lękiem i niepokojem w chwilach stresu, to wyznaczniki podatności na zachorowania na depresję.

Jakkolwiek jest prawda na ten temat, pewna jest jednak rzecz – depresja jest chorobą całej rodziny, dotyka bowiem wszystkich jej członków. Wpływa na ich życie, wymusza konkretne zachowania, ogranicza, napawa lękiem.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Trzeba nagłośnić ten problem bo idą szare i brzydkie dni puźnej jesieni...