Fitness umysłu ze Skalską

O tym, co nas niepotrzebnie obciąża, jak „odchudzać” głowę i dlaczego warto ćwiczyć umysł, a nie warto robić z życia dramatu, opowiada twórczyni filozofii pozytywnego egoizmu, pisarka, inspiratorka i blogerka. Z Dagmarą Skalską rozmawia Anna Komorowska.

Dlaczego warto ćwiczyć umysł?

Fitness umysłu zrodził się z obserwacji współczesnych trendów. Pracuję z wieloma kobietami, prowadzę popularny blog i dostaję mnóstwo wiadomości od moich czytelniczek. Okazuje się, że w wielu z nich rodzi się przeświadczenie, że jeśli schudną, zmienią swoje ciało i osiągną pożądany rozmiar XS, zmieni się ich życie. Dostaną wymarzoną pracę, poprawią się ich relacje w związku, rozwiążą się wszystkie ich problemy. Jednak doświadczenie pokazuje, że prawdziwa zmiana zaczyna się od zmiany myślenia. Ciało i umysł są jak naczynia połączone. Myśli, emocje, nastawienie, przekonania widać w ciele w postaci napięć, mowy ciała, a nawet tak oczywistego elementu, jak uśmiech lub jego brak. Nie wystarczy więc tylko chodzić na siłownię. Musimy zadbać o to, żeby „odżywiony” i wyćwiczony był również nasz umysł. Nierzadkie są też przypadki, gdy „endorfinowy haj” jest rodzajem ucieczki. W stanie chwilowego pobudzenia, podniecenia i wesołości nie zauważamy realnego problemu, który w nas tkwi i domaga się rozstrzygnięcia. Dlatego zachęcam, by trenować swój umysł. „Ciało to za mało, trenuj umysł” – to jest hasło przewodnie nowej książki. Oczywiście kondycja ciała jest ważna, ale nie jest wystarczająca – równie ważny jest stan umysłu.

Umysł ćwiczymy w zasadzie codziennie podejmując decyzje, planując, po prostu myśląc. Po co go dodatkowo „forsować”?

Trzeba najpierw zrozumieć, na czym ów tajemniczy fitness umysłu polega. To, że na co dzień podejmuję różne działania, nie jest jeszcze oznaką tego, że trenuję umysł. Większość decyzji w życiu podejmujemy w sposób automatyczny i nawykowy. To nie jest to samo, co świadomość, uważność i trenowanie swojego umysłu. To zupełnie inna aktywność. Nasze nawyki są jak koleiny, którymi porusza się umysł. Jeśli codziennie rano budzę się i każdy poranek zaczynam od narzekania, utrwalam w sobie toksyczne przekonania o tym, że jestem nieszczęśliwa, że jestem ofiarą, że nie mam wpływu na własne życie. Utrwalone sposoby myślenia: „Nie dam rady”, „To niemożliwe”, „Życie to walka” itd. stanowią rodzaj blokad dla naszego rozwoju. Powtarzamy je bez zastanowienia – utrwalając coś, co nam szkodzi. Trening umysłu polega na tym, by zastanowić się, czy takie myśli mi służą – jeśli nie, to dokonujemy ich zmiany. To wymaga uważności, silnej woli, konsekwencji, koncentracji. W książce piszę o tym, że nasze głowy mają sporą nadwagę – codzienna gonitwa, natłok myśli, masa ograniczających przekonań. Czas się od tego uwolnić! Ta zmiana sama się nie wydarzy, gdyż mamy silne nawyki oceniania, oczekiwania, planowania, rozpamiętywania. Te procesy generują wspomniany natłok myśli. Dlatego powinniśmy się ich pozbyć, w zamian za nie rozwijać techniki rozluźniania umysłu, koncentracji na obecnej chwili, nawyk wdzięczności, skoncentrowaną uwagę, uważną obserwację, akceptację i silną wolę. To sprawi, że nasze życie będzie szczęśliwsze.

Czyli nie grozi nam przetrenowanie?

Fitness umysłu nie polega na katorżniczych sesjach z udziałem trenera. Trenowanie umysłu polega na ciągłym rozluźnianiu. To jest niezwykle przyjemne! Nabieram dystansu do pewnych rzeczy, mam więcej poczucia humoru, lepiej traktuję siebie i innych, jestem pogodzona ze sobą i swoimi słabościami. Biorę głęboki wdech i z wydechem wypuszczam to wszystko, co mi nie służy – to proces, który przebiega codziennie w wyniku systematycznej praktyki. Jeśli to skutek treningu umysłu, to jak można czuć się przetrenowanym? Przetrenowanie oznaczałoby stan, w którym jesteśmy niezwykle szczęśliwymi, rozluźnionymi ludźmi (śmiech).

Proponuje pani „odchudzanie” głowy. Chodzi o zrzucenie zbędnych myśli, czy raczej zmianę nawyków myślowych, emocjonalnych i karmienie głowy nowymi, zdrowymi?

Niestety, badania pokazują, że nie da się trwale pozbyć raz wykształconych nawyków, jednak nie traćmy nadziei – to, co możemy zrobić, to zbudować nowe. Zatem mój sposób polega na rozwiązaniu, w którym wypracowujemy wspierające nas nawyki myślowe, emocjonalne, relacyjne. I po upływie chwili zobaczymy, jaka zmiana wydarzy się w naszym życiu! Nauczymy swój umysł dostrzegać szanse i możliwości zamiast ograniczeń i trudności. Zapewniam, że jakość naszego życia zmienia się na tyle, że nie potrzeba dodatkowej motywacji, by nie wracać do starych nawyków.

Prowadząc warsztaty, spotyka się pani z wieloma kobietami i poznaje ich problemy. Proszę powiedzieć, czym sobie najczęściej niepotrzebnie obciążamy umysł?

Don Miguel Ruiz powiedział kiedyś, że jesteśmy jedynym stworzeniem, które potrafi karać siebie wielokrotnie za to samo. Nawet wymiar sprawiedliwości jest dla nas łaskawszy, bo nie można za to samo przewinienie odbyć dwa razy kary. Potrafimy rozpamiętywać tę samą historię milion razy, przez wiele lat, karzemy siebie za nieudany związek, tworząc w ten sposób coraz więcej stanów destrukcyjnych, gniewu, żalu, smutku, frustracji, poczucia winy – sami to nakręcamy. Gdy zaobserwujemy mechanizmy, które to wywołują (oceny, oczekiwania, rozpamiętywanie itd.), możemy w końcu przestać katować samych siebie. Czyż miłość nie polega na tym, że chcemy, by ukochany był szczęśliwy? Jeśli więc kochamy sami siebie, powinniśmy chcieć dla siebie tego samego. Co ciekawe, jeśli będziemy siebie kochać i szanować oraz sobie ufać, inni ludzie dadzą nam to samo. Podczas warsztatów i spotkań z dziewczynami zawsze pytam je: „Czy zrobiłabyś swojemu dziecku to, co robisz sobie?”. Potrafimy wiele wybaczyć innym, sobie samemu niekoniecznie. Druga kwestia dotyczy emocji i relacji. Nie potrafimy radzić sobie ze swoimi emocjami, a te przekładają się na związki. Zamiast być blisko z osobą, którą kocham, zaczynam (pod wpływem żalu, lęku, gniewu) wikłać się w różnorodne gry: „Czy to mi się opłaca?”, „Czy powinnam mu to powiedzieć?”, „Czy nie stracę, jeśli się otworzę?”. To tworzy sztuczność, zaczynamy kalkulować, podpisujemy kontrakty. W wyniku tego w pewnym momencie zaczynamy tę grę prowadzić też w stosunku do samych siebie. Udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. I tu właśnie wracamy do punktu wyjścia – wszystko, co dzieje się w naszym otoczeniu, zaczyna się w nas samych. Zmiana powinna więc zacząć się od umysłu.

Powinnyśmy zwalczyć pokusę bycia perfekcyjną. Czy to w ogóle możliwe?

Pokusa bycia perfekcyjną zrodziła się z porównywania z innymi. Jako społeczeństwo wykreowaliśmy nieistniejący ideał kobiety, mężczyzny, związku. Biegniemy za nim, męcząc się coraz bardziej, a zabawa ta przypomina „gonienie króliczka”. Nigdy go nie złapiemy, bo gdy tylko zdobędziemy kolejne umiejętności, awans, kupimy nowy samochód, wyrzeźbimy ciało, reklama powie nam, że to już nieaktualne, że teraz jest nowy standard, nowa moda. W chwili gdy w to uwierzymy, króliczek wymyka nam się z rąk i biegniemy dalej w tym niekończącym się wyścigu o „sukces”. Ostatnio usłyszałam ciekawe zdanie popularnego coacha i trenera: „Nie możesz mieć wszystkiego naraz, ale możesz mieć to po kolei”. Ależ sprytny mechanizm! – wykrzyknęłam. W chwili, w której to kupimy, zostajemy złapani w pułapkę. Zwróćmy uwagę, co pojawia się wtedy w umyśle: oczekiwanie i pożądanie! Zaczynam czekać, aż „po kolei zdobędę wszystko”. Ludzie, którzy odkryją, że nie potrzebują wszystkiego, są szczęściarzami! Mówią: „Mam dość zdobywania. Chcę być szczęśliwy w tej sekundzie. Żyję, jestem zdrowy, mogę kochać – mam wszystko, co potrzebne do szczęścia”. Natychmiast się rozluźniamy, presja znika, zyskujemy wolność! Nikt już nie będzie nas poganiał jak osiołka w biegu o sukces! Aby tak się stało, musimy się uodpornić na „koncepcję sukcesu”, która nie przestanie być sprzedawana wciąż w nowych odsłonach, gdyż świetnie nakręca rynek: „Będziesz szczęśliwa, gdy wyrzeźbisz piękne ciało”, „Będziesz szczęśliwa, gdy będziesz świetną matką i bizneswoman”, „Będziesz szczęśliwa, gdy będziesz posiadaczką domu na luksusowym osiedlu” – możemy mnożyć w nieskończoność. Ja mówię: „Będziesz szczęśliwa, gdy przestaniesz wciąż pożądać, gdy się rozluźnisz, gdy się zatrzymasz, gdy zaufasz sobie”.

To jakie myślenie sobie aplikować, bo „jestem zwycięzcą” już było. Proszę o przykłady.

„Jestem wolnym człowiekiem”. Po prostu. Ode mnie zależy to, jaką decyzję podejmę, jak zareaguję na to, co dzieje się w moim życiu. I to bardzo pomaga, bo nagle okazuje się, że ta presja, która na co dzień nam towarzyszy, znika. Jestem wolna i to jest moja droga.

Producenci specyfików na odchudzanie kuszą hasłami typu – „Zgrabne ciało bez wysiłku!”. Żeby mieć idealny umysł, trzeba się pewnie napracować… Czy może pójdzie nam łatwo, dzięki radom z pani książki „Fitness umysłu ze Skalską” albo wiedzy zdobytej na prowadzonych przez panią warsztatach?

Istota fitnessu umysłu nie polega na „naprawianiu siebie”, bo to oznaczałoby, że coś jest z nami nie tak. Na wielu przykładach staram się uświadamiać, że jeśli coś się w nas znajduje, to znaczy, że to jest potrzebne, jest moim potencjałem i mogę tego użyć w twórczy sposób. Nie wierzę w wady i zalety. Taki podział to skutek procesu oceny. Każda cecha jest neutralna, liczy się to, jak ją wykorzystamy. Jestem ekstrawertyczna, jest to moim potencjałem, gdy stoję na scenie i przekazuję ludziom cenne idee. Jeśli jednak zacznę zabierać przestrzeń bliskim, okaże się to utrudnieniem. Podałam ten przykład, by pokazać, że wszystko zależy od naszej świadomości (jak wykorzystujemy swoje cechy), nie jest z góry określone. Sekret polega na tym, żeby swoje cechy wykorzystywać w sposób świadomy i pożyteczny. Nie chodzi o ciągłe zmienianie swojej osobowości, ale o rozwijanie mądrości! To zasadnicza różnica. Ta zmiana myślenia, która w nas zachodzi, może wydarzyć się w jednej chwili, ale może trwać nawet latami. Otwieram swój umysł, przyjmuję nową perspektywę widzenia, utrzymuję ją. Często zdarza się, że już po jednej sesji warsztatów ludzie wychodzą z nich i zmieniają swój światopogląd, zaczynają żyć inaczej. Transformacja może dokonać się w jednym momencie, nawet po przeczytaniu jednej książki. To zależy tylko i wyłącznie od nas samych i od tego, na ile otworzymy umysł na tę zmianę i włączymy uważność.

Zachęca pani, by „nie czynić z życia dramatu”. Czy można sobie jednak czasem popłakać?

Nawet trzeba! Płacz ma działanie oczyszczające, podobnie jak śmiech. Nie chodzi o to, żeby tłumić w sobie emocje. Jeśli emocja się w nas pojawiła, to musi znaleźć ujście. Jeśli nie uwolnimy jej świadomie, to zostanie w naszym ciele, organach. Sztuką jest nauczyć się uwalniać z emocji tak, by nie krzywdzić innych. Mogę przecież wyładować swój gniew na mężu (zapewne ulży mi wtedy), ale mogę również iść wykrzyczeć się do lasu. Osobiście zalecam drugie rozwiązanie, gdyż pierwsze przysporzy nam cierpienia – mąż przecież również ma emocje i odpowie na nasze krzyki. Przestrzeń przyjmie nasz krzyk i zasymiluje bez skutków ubocznych (śmiech). Czynienie z życia dramatu polega na tym, że robię z siebie ofiarę. Dokonuję takiego wyboru. Jeśli coś w życiu nie dzieje się po mojej myśli, zaczynam robić z tego tragedię, użalam się nad sobą, szukam winnych na zewnątrz. Jest to postawa, którą wybieramy. To jest coś innego niż sytuacja, w której jest mi smutno i dam temu wypłynąć. Emocje mają to do siebie, że przemijają, po pewnym czasie smutek przechodzi. A czynienie z życia dramatu jest świadomym wyborem i stanem, który w sobie utrzymuję. Więc tak, płaczmy, kiedy jest nam smutno, ale nie czyńmy z życia dramatu! (śmiech)


DAGMARA SKALSKA

Pisarka, blogerka, inspiratorka. Założycielka Projektu Egoistka wspierającego kobiety w budowaniu wewnętrznej mocy, miłości własnej i autentyczności. Wspólnie z ukochanym mężem, śp.Tomaszem Skalskim, stworzyli filozofię pozytywnego egoizmu. Prowadzi blog Projekt Egoistka (www.projektegoistka.pl), skupia na Facebooku społeczność liczącą ponad 85 tys.osób. Realizuje cykl „Trening pozytywnej egoistki” w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2. Felietonistka magazynu „Samo Zdrowie”, pasjonatka świadomego oddychania i świadomego życia. Malarka. Ukończyła kursy oddechowe The Art of Living, ma drugi stopień reiki, korzysta z buddyjskich narzędzi pracy z umysłem. Certyfikowany nauczyciel Calligraphy Health System. Ze swoimi kampaniami „Egoizm to nie grzech!” dotarła do przeszło 300 tys.Polek, bezpośrednio spotkała się z ponad 10 tys. kobiet w ramach warsztatów i spotkań.


Autor: Anna Komorowska, fot. Antonina Dolani

Komentarze