E - papieros – bezpieczny substytut?

To elektroniczne urządzenie zasilane miniaturowym akumulatorem, które kształtem i rozmiarem przypomina autentyczny papieros, robi w ostatnim czasie zawrotną karierę na całym świecie, także w Polsce.

Za każdym pociągnięciem e-papierosa (podobnie jak w tradycyjnym) kilka mikrogramów nikotyny ze specjalnego wkładu (kartridża) trafia do płuc palacza, czubek żarzy się na czerwono, a nawet zostaje wydychany biały „dym”. Tak naprawdę to nic się tu nie spala, wobec tego użytkownika e-papierosa zakaz palenia nie obowiązuje.

A więc w coraz to większej liczbie miejsc publicznych, w których wprowadza się zakaz palenia tytoniu, pojawia się nowy typ palacza. Co prawda e-papierosy mogą pomóc palaczom w ominięciu zakazów, ale czy również mogą pomóc ich zdrowiu lub całkowitemu zerwaniu z nałogiem?

We wrześniu 2008 roku WHO wydała oświadczenie, iż brak jest dowodów na skuteczność e-papierosów jako środka ułatwiającego rzucenie palenia. Jaką zatem posiadamy o nich wiedzę i czy wdychanie zawartych w nich substancji może być szkodliwe dla zdrowia? Na te i inne pytania próbuje dzisiaj odpowiedzieć cały sztab naukowców.


Nowy trend

Popularność e-papierosów od czasu wprowadzenia ich do sprzedaży w 2004 roku przez chińską firmę Ruyan nieprzerwanie wzrasta. Dokładnych danych liczbowych brak, natomiast Ruyan podaje, iż w 2008 roku sprzedaż przekroczyła 300 tys. sztuk. Według jednej z brytyjskich firm Smart Smokers, sprzedających elektroniczne papierosy Ruyana, dowiadujemy się, że ich sprzedaż rośnie wykładniczo. Popularny w USA program telewizyjny The Doctors ulokował e-papierosy wśród dziesięciu najważniejszych trendów zdrowotnych 2008 roku. Wobec tego nasuwa się pytanie: czy rzeczywiście e-papierosy mniej szkodzą od tradycyjnych?

Dr Laugesen – jako jeden z nielicznych badaczy w dziedzinie kontroli wyrobów tytoniowych – próbuje obiektywnie dać odpowiedź na to pytanie. Od 2007 roku prowadzi on program badawczy, który ma na celu zbadanie ewentualnych zagrożeń zdrowotnych związanych z elektronicznymi papierosami. Program ten jest finansowany w większości ze środków firmy Ruyan, jednak dr Laugesen deklaruje niezależność i obiektywność w swoich badaniach, co potwierdza Raman Minhas, urzędnik WHO Tobacco Free Initiative. Wstępne wyniki dr. Laugesena wydają się pozytywne, chociaż nie zostały jeszcze opublikowane w żadnym czasopiśmie naukowym.

Stwierdził on, że każde pociągnięcie „dymu” z e-papierosa uwalnia mikrogramowe ilości wody, alkoholu, nikotyny, glikolu polipropylenowego oraz substancji smakowych. Na postawione pytanie, a co z substancjami rakotwórczymi, jak chociażby nitrozaminy obecne w normalnym dymie tytoniowym, Dr Laugesen odpowiada: „Nawet jeśli e-papierosy je zawierają, to w absolutnie śladowych ilościach, nie większych niż te stwierdzone w plastrach nikotynowych, wobec tego, jeśli ich poziom jest równie niski, jak w innych środkach stosowanych w nikotynowej terapii zastępczej, to nie widzę problemu”.

Z tym stwierdzeniem zgadza się również John Britton, pulmonolog z Uniwersytetu w Nottingham i przewodniczący Royal College of Physicians Advisory Group. Laugesen potwierdził również obecność we wkładach do e-papierosów aldehydu octowego, lecz w znikomych ilościach, które nie przekraczają 5 ppm. Przy tak niskim stężeniu aldehyd octowy rozkłada się w organizmie bardzo szybko, a więc nie stanowi zagrożenia, ani dla czynnych, ani tym bardziej dla biernych e-palaczy. Nikotyna zaś stanowi mniej niż 2 proc. w wydychanej mgiełce, która niemal natychmiast rozpływa się w powietrzu.


Psychologiczna strona nałogu

Wśród palaczy trudno sobie wyobrazić imprezę czy spotkanie z przyjaciółmi bez papierosa. Gdy trzymamy go w palcach, mamy poczucie pewności siebie, a czas spędzony na rozmowach mija wyjątkowo przyjemnie. Jednak tu jest jedno wielkie „ale”. Skutki tego nałogu są szalenie groźne. Wiadomo przecież, że nie samą nikotyną palacz żyje. Zapach papierosów, smak dymu w ustach i cały rytuał związany z paleniem są równie istotne. Czy wobec tego e-papieros może być alternatywą dla zatwardziałych palaczy?

Otóż stanowisko, jakie reprezentuje John Britton, jest następujące: „Problem w tym, że nikt prawie nic nie wie o szczegółach konstrukcyjnych tych wyrobów. Jeśli się jednak okaże, że ilość nikotyny, jaką e-papierosy dostarczają do krwiobiegu jest porównywalna z tradycyjnymi papierosami, a palący je akceptują, to potencjalne korzyści dla ich zdrowia mogą być ogromne”. Z kolei Laugesen twierdzi, że wszystko wskazuje na to, że konstrukcja e-papierosa jest bezpieczna i dodaje: „Przyszłość elektronicznych papierosów zależy teraz od rządów, czy kolejnymi przepisami ukręcą łeb całej sprawie, czy też pozwolą je kupować palaczom przy zachowaniu rozsądnej kontroli, bezpieczeństwa”.


Historia „bezpiecznego” papierosa

Aż trudno uwierzyć, że idea skonstruowania „bezpiecznego” papierosa liczy prawie sześćdziesiąt lat. Już w połowie ubiegłego wieku koncerny tytoniowe – w reakcji na coraz liczniejsze dowody naukowe na szkodliwość palenia – zaczęły myśleć nad stworzeniem produktu alternatywnego, a więc takiego, który zaspokoiłby potrzeby nałogowych palaczy bez narażania ich na działanie toksyn zawartych w dymie papierosowym. Niestety, pomimo ogromu zainwestowanych środków (jeden tylko projekt „Premiere” firmy RJR pochłonął blisko 1 miliard dolarów!) żadna ze znanych marek nie osiągnęła na tym polu sukcesu.

Ze strony technicznej wystąpiły problemy znacznie większe niż pierwotnie zakładano, a jeśli już jakiś konkretny pomysł został zrealizowany i wprowadzono go na rynek, to natychmiast został odrzucony. W latach 80. ubiegłego wieku idea stworzenia „zdrowego papierosa” zaczęła upadać, co ciekawe, głównie za sprawą prawników związanych z koncernami tytoniowymi, którzy argumentowali to w sposób następujący: „Forsowanie takich pomysłów to podcinanie gałęzi, na której wszyscy siedzimy. Reklamowanie tych nowych papierosów jako zdrowych byłoby zaprzeczeniem, że normalne nie są, a więc czymś, czemu od lat konsekwentnie zaprzeczamy”.

Najprawdopodobniej główną przyczyną klęski była opinia publiczna, której narastająca nieufność wobec intencji firm tytoniowych sięgnęła zenitu po głośnych procesach z lat 90. i jeszcze wcześniejszych. Z kolei coraz ostrzejsze regulacje prawne i powszechnie panująca opinia, że „zdrowy papieros to żaden papieros” tylko na pozór były gwoździem do trumny. Jest zatem ironią sądzić, że zmartwychwstanie sztucznego papierosa w jego nowoczesnej postaci zbiegło się z wprowadzeniem najbardziej – jak dotąd – drakońskich przepisów antytytoniowych w Europie i USA. Być może PM (Philip Morris) i pozostali producenci nie trafili ze swoimi propozycjami we właściwym momencie.


Jak działają e-papierosy?

W normalnym papierosie nikotyna uwalniana jest do organizmu człowieka poprzez proces spalania tytoniu. Wiąże się to z powstaniem bardzo szkodliwego dla palacza i jego otoczenia dymu zawierającego ponad 4000 substancji chemicznych, z czego aż 40 to związki silnie trujące, w tym rakotwórcze. Zawiera on substancje smoliste i metale ciężkie. Skutki tego nałogu stanowią potencjalne zagrożenie zdrowia i życia, zwłaszcza wśród młodzieży. W celu zaspokojenia głodu nikotynowego przez palacza, alternatywnym rozwiązaniem jest nowoczesna konstrukcja papierosa elektronicznego, tzw. e-papierosa.

Jeszcze do niedawna użytkownikom e-papierosów wykonanych technologią mniej zaawansowaną przeszkadzały zmniejszające komfort zaciągania się (inhalacji) problemy z atomizerem. Unowocześniona konstrukcja zamiast osobnego atomizera posiada kartomizer, czyli atomizer i kartridż w jednym. Dzięki temu współczesny e-papieros jest bardziej wydajny, bezawaryjny i łatwiejszy w użytkowaniu.

Kształtem i wielkością e-papieros przypomina prawdziwy. Zamiast tytoniu zawiera miniaturowy akumulator z układem elektronicznym oraz wymienny wkład (atomizer) z roztworem nikotyny w glikolu propylenowym, tej samej cieczy, której używa się do tworzenia sztucznego dymu w dyskotekach czy klubach nocnych. W chwili gdy się zaciągamy, specjalny czujnik ciśnieniowy włącza grzałkę, która waporyzuje glikol i zamienia go w „dym”. W tym samym momencie, gdy obwód zostaje aktywowany, z przodu zapala się czerwona dioda elektrolurninescencyjna LED ukształtowana na wzór żarzącego się papierosa. Dioda przestaje świecić po zakończeniu zaciągania, a e-papieros wraca do stanu gotowości. Wszystko działa automatycznie, nie trzeba nic włączać ani wyłączać. Wbudowany mikroprocesor przeprowadza automatyczne samooczyszczanie po 1500 zaciągnięciach (wdechach inhalacyjnych).

A więc w e-papierosie nikotyna serwowana w postaci płynnej (rozcieńczona w glikolu propylenowym) zostaje podgrzana do temperatury umożliwiającej jej odparowanie. W efekcie nie mamy do czynienia z trującym dymem, a jedynie oparami, które nie zawierają substancji smolistych ani związków toksycznych. Przy wydychaniu ten biały, krótko utrzymujący się „dym” jest całkowicie bezwonny, a więc nasza skóra, odzież i otoczenie, w którym przebywamy, nie są przesiąknięte przykrym zapachem.

Najmocniejszy wkład (kartridż) zawiera w przybliżeniu tyle nikotyny co zwykły papieros, a w pojedynczym zaciągnięciu jej ilość, która trafia do naszego organizmu, jest około trzykrotnie mniejsza. Producenci e-papierosów serwują wkłady o zróżnicowanej gamie zawartości nikotyny i dodatków aromatycznych, tak że jest w czym wybierać zależnie od swojego gustu i upodobania.

Autor: prof. dr n. farm. Wiktor Stelmach

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    To mam się cieszyć czy płakać pytanie. Brzmi czy są laboratoryjne testy wpływające na zdrowie człowieka i późniejsze konsekwencje

  • 2016-03-31 gość

    Jestem użytkownikiem elektronicznych papierosów i nie wyobrażam sobie bez nich życia.Do tej pory najbardziej sprawdził mi się e papieros n-joy zakupiony w sklepie ep24.waw.pl który z ręką na sercu mogę polecić. Jest to sklep internetowy a w Warszawie mają swój oddział. Bardzo miła i rzetelna obsługa, jak sama nazwa wskazuje naprawdę można korzystać z nich 24h na dobę :)