Dziewczyna szamana

Wielka Gala Telekamery w Teatrze Polskim. W hallu, przed rozpoczęciem imprezy - Justyna Steczkowska w świetle jupiterów, wśród niezliczonych błysków fleszy fotoreporterów. Szczupła, zgrabna, seksowna przyciąga uwagę efektowną fryzurą w stylu retro i długą, błyszczącą suknią z odważnym dekoltem.

Paparazzi przekrzykują się: - Justyna, uśmiechnij się! Justyna, popatrz na nas! - gorączkowo pstrykają kolejne zdjęcia i przepychają się, aby zająć jak najlepszą pozycję wyjściową. Szaleństwo w stylu Hollywood...

Kilkadziesiąt minut później Steczkowska wychodzi na scenę Teatru Polskiego, zapowiedziana przez Grażynę Torbicką i Artura Żmijewskiego - prowadzących Galę Telekamery. Wykonuje piosenkę z ostatniej płyty „Daj mi chwilę" za którą została nominowana do nagrody w kategorii: muzyka. Śpiewa na żywo, delikatnie i cicho, ale z wyczuciem i stonowaną ekspresją. Słychać, że dysponuje nieomal nieludzką, prawie czterooktawową, skalą głosu. Piosenka i wykonanie podobają się publiczności. Rzęsiste brawa... Po kilku chudych latach Justyna znów u szczytu popularności.


Pasja śpiewania

Był początek 1994 roku, kiedy Iwona Latyńska, reporterka „Sztandaru Młodych" zajmu¬jąca się gwiazdami, przepowiedziała Justynie wielką popularność: - To piekielnie zdolna, utalentowana dziewczyna. Jest w przededniu błyskotliwej kariery, zobaczycie wszyscy! I rzeczywiście, wkrótce zobaczyliśmy narodziny nowej gwiazdy. Zapowiedziom doświadczonej dziennikarki stało się zadość. Najpierw młodziutka Justyna wystąpiła w programie rozrywkowym telewizyjnej Dwójki „Szansa na sukces" - Miała świetny głos i kapitalny strój wyróżniający się spośród innych - mówi Jadwiga Choroszewicz, dobrze pamiętająca tamten program. - Obcisły kostium, a na głowie taki ciekawy, trochę śmieszny, wysoki cylinder. Zaśpiewała zdecydowanie najlepiej! Wykonała bodajże „Boskie Buenos" zespołu Maanam. Zdeklasowała konkurencję.

Triumf w „Szansie na sukces" nie był przypadkiem. Urodzona w 1972 r. w Rzeszowie dziewczyna pochodzi z niezwykle umuzykalnionej, wielodzietnej rodziny Steczkowskich, która przez wiele lat tworzyła familijny zespół. Grupa z powodzeniem występowała w programie telewizyjnym „Spotkania muzykujących rodzin'! Justyna była w tym zespole skrzypaczką. Ukończyła z wyróżnieniem Liceum Muzyczne w Rzeszowie, studiowała grę na skrzypcach w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Naukę w wyższej uczelni przerwała jednak, aby poświęcić się karierze piosenkarki. To była jedna z najbardziej dramatycznych decyzji w jej życiu. - Zrozumiałam, że moją największą pasją jest śpiewanie. Ale mój tata załamał się - wspomina po latach. – Pytał: „Jak mogłaś zrezygnować po tylu latach pracy, po tym, jak opłacaliśmy ci studia?" Wybrałam to, w co wierzyłam, najbliżsi zaakceptowali to. Ale po drodze były łzy, nieporozumienia, cierpienie.

Początki kariery estradowej były bardzo trudne. Justyna została sama w Gdańsku, 700 km od rodziny. Chciała uczyć się śpiewać, ale w jednej szkole powiedziano jej, że... nie umie, a w drugiej, że robi to za dobrze. Utrzymywała się z grania w klubach i na weselach. Bywało, że nie miała co włożyć do garnka. Schudła 10 kilogramów. Dla oszczędności nauczyła się gotować ze skrawków kupowanych na rynku po szóstej wieczorem. Honoraria za występy były bardzo mizerne. Mimo to czuła się szczęśliwa, że może robić to, co kocha: śpiewać.

Zwycięstwo w „Szansie na sukces" było początkiem jej dobrej passy. W 1994 r. zdobyła Grand Prix Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Rok później zwyciężyła na Festiwalu Państw Bałtyckich w Karlsham. Została polską reprezentantką w Konkursie Piosenki Eurowizji w Dublinie. Jej 18. miejsce przyjęto wtedy za porażkę, choć biorąc pod uwagę późniejsze klęski naszych wykonawców na tej imprezie, nie był to wcale taki zły wynik. Ponownie wystąpiła w Opolu, a na festiwalu w Sopocie otrzymała nagrodę dziennikarzy.


Gwiazda gospodynią

Współpraca z Grzegorzem Ciechowskim zaowocowała debiutancką płytą „Dziewczyna szamana" która sprzedała się w 350-tysięcznym nakładzie. Z dzisiejszej perspektywy można uznać ten wynik za znakomity, obecnie taka sprzedaż na rynku fonograficznym to tylko marzenie. W plebiscycie Fryderyki'96 Justyna Steczkowska została Wokalistką Roku, a jej płytę wyróżniono jako Album Roku. Otrzymała także statuetkę Wiktora dla najlepszej piosenkarki. „Dziewczyna szamana" podobała się zarówno publiczności, jak i krytykom. Słowa pochwały zebrał również Grzegorz Ciechowski jako producent.

Tytułowa piosenka stała się wielkim hitem na Liście Przebojów Programu Trzeciego Marka Niedźwieckiego oraz w radiowej Muzycznej Jedynce. Kolejna płyta „Naga" (1997) również okazała się sukcesem i uzyskała status platynowej. Potem fala popularności opadła, lecz artystka konsekwentnie szła swoją drogą, zwracając się m.in. w kierunku piosenki inspirowanej muzyką filmową, poezją, kulturą żydowską oraz tradycją największych gwiazd XX wieku; Marleny Dietrich, Marilyn Monroe, Edith Piaf.

Ale najważniejsze, co działo się w jej życiu w ciągu ostatnich dziesięciu lat, to sprawy prywatne, rodzinne. Justyna Steczkowska związała się z młodszym o rok architektem i modelem, Maciejem Myszkowskim. Przelotnie widywała go już wcześniej, podobał się jej, ale nie miała odwagi go poderwać. Poznali się na Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. - Role się odwróciły: to on się we mnie zakochał - opowiadała w jednym z wywiadów. - Ale ja byłam z kimś związana i nasze drogi znowu się rozeszły. Kiedy jednak spotkaliśmy się kolejny raz, poczułam, że nie ma odwrotu. Maciek był tak wytrwały i tak mnie adorował, że wpadłam jak śliwka w kompot. Na początku była to wielka fascynacja, chemia, która przyciągnęła nas do siebie, później zaczęła się przeradzać w głębsze i prawdziwe uczucie. Tak naprawdę to Maciek okazał się pierwszym mężczyzną, który zdobył moje serce.

W 2000 roku Justyna Steczkowska urodziła swoje pierwsze dziecko, syna Leona. Pięć lat później drugiego synka - Stasia. Mieszka w domu w Radziejowicach pod Warszawą. Odkąd Leon zaczął chodzić do szkoły, tata często zostaje z nim w warszawskim mieszkaniu połączonym z pracownią architektoniczną - a to wszystko z powodu ogromnych korków, które zabierają mnóstwo czasu na dojazd.

W Radziejowicach mieszka też mama artystki, działki mają tu również jej trzej bracia. Piosenkarka prowadzi w domu szczęśliwe, rodzinne życie. Nie wstydzi się tego, że jest gospodynią: gotuje, piecze, zajmuje się dziećmi. - W życiu prywatnym jestem taka, jak wszyscy. Bardzo normalna i odpowiedzialna - zapewnia. - Robię to wszystko, co inne mamy na świecie. Macierzyństwo zmieniło mnie na lepsze - uważa. - Dzieci uczą nas bezwarunkowej miłości.


Czarodziejka

Wzrost popularności artystycznej Justyny Steczkowskiej wiąże się z wydaniem w ubiegłym roku płyty „Daj mi chwilę" - stonowanej, delikatnej, bardzo kobiecej i melodyjnej. Ale bardzo dobrym posunięciem marketingowym okazał się też udział piosenkarki w „Tańcu z gwiazdami", gdzie występowała w parze ze Stefano Terrazino. - Tańczyli cudownie, według mnie najlepiej ze wszystkich par - mówi Monika Gawłowska z Warszawy, entuzjastka programu. - Głosowałam na nich i nie mogłam odżałować, że w finale więcej telewidzów wybrało Annę Guzik i Łukasza Czarneckiego.

Prywatnie Steczkowska jest osobą bardzo religijną. Przywiązanie do wartości duchowych wyniosła z domu rodzinnego. Czasem, jak mówi, pisze listy do Boga, gdy ma w życiu kłopot lub wielkie marzenie. O jej kolejne projekty artystyczne możemy być spokojni; na pewno jeszcze nieraz zaskoczy słuchaczy. Problemem może być natomiast niska odporność na ataki mediów. Artystka nie ukrywa, że bolą ją niesprawiedliwe, jej zdaniem, zarzuty i nieprawdziwe informacje, jakie czasem pojawiają się w gazetach i internecie. Ale tym, którzy rozpowiadają, że „ludzie jej nie lubią" chyba najlepiej odpowiadają fani piosenkarki: „Czaruje niespotykaną skalą głosu. Uwodzi kobiecością i naturalnością. Potrafi stworzyć misterium z każdego koncertu"

Autor: Cezary Kubaszewski

Komentarze