Dziecko żądne władzy

Nie ma dzieci żądnych władzy. Są dzieci spragnione troski, mądrej miłości i uwagi. Jeśli rodzice zamiast tego spełniają wszystkie zachcianki potomka, wychowają małego tyrana.

Kasia, wykształcona młoda mama, zwierza się na jednym z forów internetowych: - Mój 14-miesięczny synek zaczyna nas - rodziców tyranizować. Metodą jest głośny krzyk i płacz, ilekroć zabraniamy mu tego, co bardzo chce zrobić, a czego robić ze względów oczywistych nie wolno - np. przekręcanie kurków w kuchence gazowej, czy wrzucanie do ubikacji wszystkiego, co akurat się nawinie pod rękę. Staramy się w takich sytuacjach zachować spokój i konsekwentnie odmawiać, ale synek jest głuchy na te metody. Problemem jest też wieczorne usypanie - wszyscy sąsiedzi wiedzą, kiedy kładziemy dziecko spać, bo synuś tak wrzeszczy.

Takie zachowania w pewnym wieku są normą. Wie o tym doskonale każdy, kto ma za sobą etap wychowania dziecka od półtora roczku do dwóch lat. Właśnie takie słodkie istoty próbują, na ile mogą sobie pozwolić w relacji z rodzicami. A czasem mogą sobie pozwolić na najbardziej absurdalne zachcianki.


Ono z tego nie wyrośnie…

Agata, inna młoda mama, zastanawia się: - No cóż, może to ja robię błąd, ale kiedy mały mocno płacze przed uśnięciem, w końcu ustępuję. Biorę go na ręce, a on wtula główkę w moją szyję. Noszę go kilka minutek do całkowitego uspokojenia i wtedy robię drugie podejście, żeby położyć go do łóżeczka. Takie histerie rzadko się zdarzają. Raz na kilka miesięcy.

Nic w tym dziwnego, że niemowlę potrzebuje miłości i bliskości kochającej mamy, kiedy z jakiegoś powodu jest mu źle. Gorzej, jeśli zaczyna swoistej próby sił i oczekuje spełnienia każdej zachcianki. A tak może się stać, jeśli ulegamy mu zbyt często i zbyt łatwo.

– U podłoża takich tyranizujących zachowań leżą najczęściej niezaspokojone potrzeby emocjonalne dziecka – tłumaczy profesor Heliodor Muszyński, pedagog z Zakładu Podstaw Wychowania i Opieki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Mały człowiek domaga się uwagi dorosłych, a kiedy mu się nie udaje, walczy o nią płaczem lub krzykiem. Ma on już swoje własne zachcianki, które z reguły wymagają ustępstw ze strony rodziców. Jeśli uda mu się uzyskać je za pomocą krzyku, będzie tę metodę stosować w każdej trudnej dla siebie sytuacji.

Tak stało się w przypadku małej córeczki Iwony: - Zuzia ma dwa i pół roku, jest bardzo ruchliwa, nadpobudliwa – opowiada Iwona. - Śpi krótko, czasem tylko 7-8 godzin, zgrzyta zębami, często się budzi, chce wtedy jeść albo się ze mną bawić. Wszystko wymusza krzykiem i płaczem. Nie pozwala się ubrać ani rozebrać, często pluje jedzeniem i rozrzuca talerze. Nigdy niczym nie zajmie się dłużej, wszystko ją nudzi. Nie pracuję zawodowo, ale jestem bardzo zmęczona. Mąż wraca codziennie późno wieczorem i też jest wykończony. Czasami tracę cierpliwość i krzyczę na dziecko…

- Krzyczenie na dziecko jest tutaj najgorszą bronią. Potrzebna jest jedynie łagodna stanowczość i konsekwencja – radzi profesor Muszyński. - Nie możemy zapominać, że to rodzic powinien ustalać zasady. Jeśli maluch pozna taki ład, wtedy może zrozumieć, co mu wolno, a czego nie.

Takie zdroworozsądkowe podejście podziela wielu rodziców: - Nie wierzę w terrorystów w kołysce! Sami przyzwyczajamy dzieci do takich zachowań, bo jest nam wygodniej albo nic innego nie przychodzi akurat do głowy. Potem narzekamy, że wchodzą nam na głowę – ocenia Magda, mama z 10-letnim stażem.


Koniec z „bezstresowym wychowaniem”

Co jednak robić, kiedy nasz mały problem rośnie, a histeryczne wrzaski stają się coraz bardziej uciążliwe? – Ja chcę traktor – wydziera się w sklepie mały tyran, rzuca się na podłogę i kopie nogami. Gryzie lekarza, wyrywa zabawki kolegom w piaskownicy, uporczywie odmawia jedzenia.

Na pewno nie można odkładać rozwiązania problemu na później i pocieszać się: „może z tego wyrośnie”. – Rodzice muszą wprowadzić normy i konsekwentnie ich przestrzegać – dodaje profesor Muszyński. – Ale jeśli problemy z dzieckiem już się pojawiły, nie mogą tego robić w sposób drastyczny. Najważniejsze jest łagodne, ale stanowcze, doprowadzenie dziecka do dyscypliny. Najlepsza jest zasada: niewiele wymagam, ale egzekwuję.

Konsekwencji w wychowywaniu muszą nauczyć się zarówno mama, jak i tata. Nasz mały tyran doskonale opanował sposoby manipulowania dorosłymi. Musimy mu więc pokazać, że jego niezawodna dotąd strategia: „jak tata nie da, to pójdę do mamy”, przestała działać.

Gorzej z babcią, która uparcie zechce trzymać się przekupstwa: - Jak ładnie zjesz, to kupię ci zabaweczkę. Jednak i ona musi w końcu zrozumieć, że pozwalając dziecku wchodzić sobie na głowę, nie okazuje mu wcale miłości, a jedynie uczy nieliczenia się z innymi, a więc egoizmu.

- A z małego egoisty wyrośnie duży egoista – nie ma wątpliwości profesor Muszyński. – Dlatego, jeśli nie chcemy mieć poważnych trudności z dzieckiem, to zróbmy wszystko, aby właśnie w tym wczesnym okresie dwulatka kształtować relację podporządkowania. Ono musi wiedzieć, że rodzic kocha, troszczy się i chce dobrze, bo to daje mu poczucie bezpieczeństwa. Takie relacje wytwarzają się nie wtedy, kiedy gorliwie spełniamy zachcianki dziecka, lecz kiedy poświęcamy dziecku czas na przykład podczas wspólnej zabawy.

Bardzo trudno będzie nam odrobić zaniedbania z tego okresu. A może okazać się to nawet niemożliwe.


Dyscyplina w granicach rozsądku

Z całą pewnością krzyk lub klapsy nie są dobrym sposobem oduczenia małego tyrana uciążliwych zachowań. – Zdecydowanie odradzam stosowania przemocy – przestrzega profesor Muszyński. - Bicie czy zadawanie dziecku innego fizycznego lub psychicznego cierpienia jest absolutnie niedopuszczalne. Jeśli rodzice czują się bezradni, a wszystkie metody zawodzą, należy zgłosić się do specjalisty.

Porad psychologa czy pedagoga nie zastąpią programy telewizyjne o wychowaniu dzieci. – Mam do nich sceptyczny stosunek – ocenia Heliodor Muszyński. – Wzór rozwiązywania problemów z dzieckiem, który pokazuje telewizja, nie zawsze sprawdzi się w naszej sytuacji.

Autor: Mariola Skolimowska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Nie mam dzieci...ale moim zdaniem lepiej być w życiu jednak egoistą.Wychowując się w przekonaniu że trzeba dbać o innych w dorosłym życiu stajemy się naiwniakami godzącymi się na pracę za śmieszne pieniądze dla bogatych egoistycznych szefów. Może warto zadbać o podział na egoizm emocjonalny i egoizm materialny?