Dziecko w "oknie życia"

Siostra Józefina nie zasypia bez modlitwy i włączenia elektronicznego alarmu. Wystarczy, że usłyszy dzwonek, zrywa się na równe nogi i biegnie do „okna życia”, sprawdzić, czy nie ma tam dziecka.

- Modlę się za każde dzieciątko i jego rodziców. Nie potępiam żadnej matki. Trzeba mieć wielką odwagę, aby tutaj przyjść i zostawić swoje maleństwo. Takiej decyzji nie podejmuje się łatwo – mówi zakonnica z Krakowa.


Ostatnia deska ratunku

Łagodnie uśmiechnięta prowadzi do zakonnego budynku. Przy wejściu wisi portret Jana Pawła II i jego błogosławieństwo dla Domu Macierzyńskiego Matki Bożej, które prowadzą krakowskie nazaretanki. Zielona kamienica Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu nie wyróżniałaby się niczym, gdyby nie nietypowe okienko z klamką na zewnątrz. Otworzyć je może każdy od strony chodnika. Przyciąga wzrok papieskie godło i logo Caritasu.

W ogrzewanej i wentylowanej wnęce stoi niewielkie łóżeczko ze świeżą wyprawką. W głębi sali nowoczesny inkubator dla noworodków, stół, szafka z apteczką, dziecięcymi ubrankami i pampersami.

- Wszystko dla naszych maluszków. Po otwarciu okna w całym domu odzywa się dzwonek. To sygnał, że w środku może być jakieś dzieciątko – wyjaśnia siostra Józefina. - Kobiety po porodzie nie widzą czasem innego wyjścia, jak porzucić dziecko. Jesteśmy dla nich ostatnią deską ratunku.

Od marca 2006 r. z siostrą Cherubiną prowadzi pierwsze „okno życia” w Polsce. Równocześnie opiekują się samotnymi matkami z dziećmi. Pomysł, aby kobiety mogły anonimowo zostawiać nowonarodzone dzieci powstał w krakowskim Caritasie i kurii metropolitalnej. Nigdy wcześniej nie istniało nic takiego w Polsce..


List do Kacperka

Siostra Józefina początkowo nie wierzyła, że ktokolwiek zechce zostawić dziecko w oknie. Traktowała je jak symbol, powód do refleksji nad wartością życia ludzkiego, a nie realną pomoc. Nie umiała sobie wyobrazić, że pewnego dnia zadzwoni dzwonek i znajdzie we wnęce małego człowieka.

Pierwsze dziecko pojawiło się po trzech miesiącach od poświęcenia okna. Był 19 czerwca, gdy o godzinie wpół do pierwszej w nocy nagle odezwał się alarm.

– Gdy obudził mnie dzwonek, natychmiast ubrałam się i zeszłam na dół. Nie mogłam oczom uwierzyć. W oknie leżało śliczne maleństwo – opowiada siostra Józefina.

W łóżeczku pod kocykiem ktoś zostawił kilkudniową dziewczynkę. Nie spała, nie płakała. W buzi trzymała smoczek. Wyglądała, jakby czekała na zakonnice. Przejęte nazaretanki sprawdziły, czy dziecko trzeba przewinąć, po czym same zawiozły je do najbliższego dziecięcego szpitala.

Wtedy jeszcze nie było dopracowanych procedur, jak traktować dzieci pozostawione w oknie. Minęło więc kilka miesięcy, zanim dziewczynka trafiła do adopcyjnej rodziny.

Na następne maluchy pojawiały się w oknie co kilka tygodni. Siostra Józefina skrupulatnie odnotowuje w zeszycie wszystkie zdarzenia. Oddano już sześć dziewczynek i czterech chłopców. Wszystkie noworodki były zdrowe. Czasem tylko ślady na ciele wskazywały, że maleństwo przyszło na świat w domu, bez pomocy lekarza czy położnej.

Każdemu z nich siostry nadawały tymczasowe imiona, tak żeby nie były bezimienne.. Tylko w jednym przypadku nie musiały tego robić. Znalazły przy nim skrawek papieru z datą urodzenia, imieniem noworodka i rozpaczliwym wyznaniem: „KACPERKU PRZEPRASZAM KOCHAM CIĘ MAMA”.


Spóźniona matka

Siostra Józefina: - Można się dziwić, że ktoś porzuca śliczne, zdrowe dzieciątko. Ale cieszę się i dziękuję Bogu, że możemy pomóc, że zostało uratowane, że nic mu nie grozi, że ma szansę na życie w kochającej rodzinie.
Opiekę nad „oknem życie” nazywa misją. Nie odmawia porad księżom i zakonnicom z innych miast, które wzorem krakowskich nazaretanek otwierają swoje „okna życia”. Z biegiem czasu wypracowano sposób postępowania z dziećmi. Maluchy zaraz po znalezieniu w oknie trafiają do inkubatora. Jedna siostra sprawdza, czy dziecko trzeba przewinąć lub przebrać. Druga w tym samym czasie dzwoni po karetkę do przewożenia noworodków. Kilkadziesiąt minut później mały pacjent jest już na oddziale neonatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Tam kończy się rola zakonnic. Następnego dnia jedna z sióstr odwiedza tylko szpital, aby dowiedzieć się o stan dziecka.

Siostra Józefina: - Zawsze informujemy ośrodek adopcyjny o znalezieniu dziecka. Jeśli maluszek jest zdrowy, to w ciągu miesiąca, najpóźniej półtora idzie znajduje nowych rodziców. Nikt nie poszukuje biologicznej matki. Przyjmuje się, że kobieta, która składa dziecko w „oknie życia”, zrzeka się praw rodzicielskich.

Tylko raz przyszła do domu zakonnego matka, która zostawiła dziecko w „oknie życia”. Pytała, czy mogłaby je odzyskać. Siostry odesłały kobietę do ośrodka adopcyjnego. Tam niewiele jednak wskórała. Było za późno.

– Była spokojna, nie miała do nas pretensji, choć w takiej chwili byłoby to całkiem zrozumiałe, choć… bezzasadne – dodaje siostra Józefina. - Więcej do nas nie przychodziła.


Duchowa więź

Zakonnice nie znają dalszych losów dzieci. Z każdym – jak zapewnia siostra Józefina – pozostają jednak w więzi duchowej. – Modlę się, żeby wzrastały w miłości. Nawet, gdyby tu tylko jedno trafiło, to nasze okno miałoby sens – mówi i na pożegnanie wręcza plik niebieskich ulotek.


"Matko!... Ukrywasz ciążę, nie chcesz rodzić w szpitalu? Nie narażaj dziecka na niebezpieczeństwo! Zostaw je w bezpiecznym miejscu: w OKNIE ŻYCIA, Kraków-Bronowice ul. Przybyszewskiego 39. Daj mu szansę na życie i miłość w rodzinie adopcyjnej. Tobie też będzie lżej, jeśli ono będzie bezpieczne.”

Autor: Ireneusz Dańko

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    okno życia to świetny pomysł dzieci zostawione trafią do rodziny adopcyjnej a nie na śnietnik