Dziecko w centrum uwagi

Niezależnie od wieku dziecko zawsze dla rodziców będzie po prostu dzieckiem. Psychologowie zgodnie podkreślają- pociechy nie można kochać za bardzo. Na każdym etapie jej rozwoju kocha się ją nieco inną miłością.

Mówi się, że rodzice na początku muszą mieć mocny sen, potem zdrowe nogi, następnie nerwy na wodzy, a dopiero na koniec własne sprawy. I rzeczywiście w wielkim skrócie tak to mniej więcej wygląda.


Gdy potrzebuje opieki

Pierwsze lata rodzicielstwa to głównie opieka nad dzieckiem, troska o nie i zaspokajanie jego potrzeb. Dla matki to czas radości, wzruszenia, ale też zmęczenia i niepewności. Na początku mogą pojawiać się obawy i pytanie, „czy ja sobie poradzę, przecież ono jest takie maleńkie". Kobieta zaczyna się zastanawiać czy będzie potrafiła być dobrą matką dla tej cudownej istotki. Potrzeby pociechy regulują dobowy rytm rodziny i są przez matkę uważane za najważniejsze. Niestety, czasem bywa tak bardzo zmęczona, że nawet nie ma siły cieszyć się z macierzyństwa. Jednak chwile, gdy niemowlę jest przy piersi, wynagradzają wszelkie niedogodności. Maleństwo w tym czasie powinno dostawać przede wszystkim dużo dotyku. Karmienie jest do tego doskonałym pretekstem. Delikatne i całkowicie zdane na matkę dziecko budzi w niej potężne uczucia opiekuńcze.

W tym okresie najlepiej funkcjonują związki, w których matka dba o pociechę, a jej partner troszczy się o nią i w ten sposób daje swoją miłość im obojgu. Pierwszy rok życia dziecka to czas „pierwszych razów" Pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, pierwszy raz usiadło, stanęło, zrobiło kroczek. To radosne momenty zwłaszcza dla ojców, dlatego matka powinna informować szczęśliwego tatusia o każdym sukcesie malucha, nawet przez telefon. Niech ma poczucie, że uczestniczy w rozwoju dziecka. Po latach i tak nie będzie pamiętał, czy widział, czy tylko słyszał o tym pierwszym kroku.


Gdy poznaje świat

Z czasem dziecko powoli zaczyna się usamodzielniać. Już potrafi biegać i odważnie oddalić się od matki. Dzielnie też wspina się na krzesło, chce się coraz wyżej bujać, uczy się pedałować na trójkołowym rowerku. Takie „mobilne" dziecko zmusza rodziców do ciągłej uwagi: wciąż trzeba je pilnować, by nie zrobiło sobie krzywdy. Nie oblało wrzątkiem, nie ściągnęło na główkę doniczki ze zwisającym kwiatkiem, nie rozbiło czoła o kant stołu czy nie włożyło do buzi czegoś, co mu zaszkodzi. Rodzice muszą być przewidujący, powinni zabezpieczyć w domu każde miejsce, które grozi dziecku zranieniem (np. kupić specjalne nakładki na ostre rogi mebli).

Trzeba teraz mądrze opiekować się pociechą. Miłość matki jest wielka. Sprawia, że nie dopuszcza ona do siebie nawet myśli, że jej dziecko mogłoby cierpieć. Kiedy berbeć zaczyna eksperymentować z życiem, oddalać się od niej pierwszy raz, matka boi się, zarówno o jego zdrowie, jak i bezpieczeństwo. Jej troska nie może jednak oznaczać zakazania maluchowi wszystkiego, co dla niego potencjalnie niebezpieczne. Zamiast zakazać dziecku wspinania się na krzesło, bo może z niego spaść, trzeba pozwolić mu na ten wysiłek, ale być przy nim, cały czas je asekurując. Nie zabraniać, ale tłumaczyć, co się stanie, kiedy pociecha coś zrobi, pokazywać związki przyczynowo-skutkowe, np. „jeśli dotkniesz tego gorącego garnka, bardzo cię zaboli, a potem będziesz nosić na paluszku plaster przez kilka dni".

Kilkulatka trzeba też zacząć przygotowywać do samodzielności. Nauczyć, jak myć ręce, buzię, co zrobić podczas wizyty w toalecie - żeby umiał sobie poradzić, kiedy pójdzie do zerówki czy pierwszej klasy.


Gdy zaczyna mieć swoje zdanie

Nastolatka trzeba kochać inaczej niż kilkuletniego malucha. Należy mu dać więcej wolności - choć często robimy to wbrew sobie i z wielką obawą, jak tę większą swobodę wykorzysta. Młody człowiek potrzebuje czuć, że rodzice mają do niego zaufanie. Trzeba pozwolić mu na prywatność, np. pukać, wkraczając na jego terytorium (tzn. do jego pokoju), nie przeglądać jego komórki itp. Ale musi też wiedzieć, że choć odpowiedzialność za pewne decyzje należy już do niego, wciąż to rodzice będą podejmować wiele decyzji w jego imieniu.

Jeśli widzą, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego, nie tylko powinni, ale wręcz mają obowiązek sprawdzić zawartość telefonu czy kieszeni! Najważniejsza w kontaktach z nastolatkiem jest rozmowa. Dziecko w burzliwym wieku uczy cierpliwej miłości, nieraz wystawiając uczucia opiekunów na próbę. Młody człowiek zaczyna bowiem budować własną tożsamość. Często pierwszym krokiem jest bunt, całkowita negacja zastanych wartości. Zastanych, czyli rodzicielskich. Nie wolno brać tego do siebie.

Nastolatek wciąż kocha rodziców i potrzebuje z nimi kontaktu. Ale chce, aby wzajemne relacje nie sprowadzały się tylko do poleceń, zakazów i nakazów. Chce, by traktować go poważnie. A rodzice w odpowiedzi powinni uczyć dziecko konsekwencji i odpowiedzialności za własne uczynki. Jeśli karą np. za niedotrzymanie słowa miało być odwołanie atrakcyjnej wycieczki, choć serce matki będzie krwawić, dziecko powinno zostać w domu. Boli, ale to dla jego dobra.


Gdy już jest dorosłe

To prawda - dziecko jest zawsze dla rodzica dzieckiem. Ale kiedy ma 20 i więcej lat, jest już dorosłe. Co dato się zrobić, by go wychować, zostało już zrobione. Teraz można je tylko akceptować takie, jakie jest. Decyzje dotyczące swojego życia podejmuje teraz samodzielnie. I niezależnie od tego, czy rodzice się z nimi zgadzają, czy nie, powinni wspierać swoje dziecko, pomagając mu wtedy, kiedy o tę pomoc poprosi. Należy jasno rozgraniczać krytykę konkretnych zachowań czy poglądów od krytyki osoby. Nauczyć się kochać dorosłe dziecko i jednocześnie szanować jego odmienność. Przyglądać się i cieszyć z jego sukcesów, a nie wpadać znienacka i wzbudzać poczucie winy, jeśli nas rzadko odwiedza. Nie warto też buntować się, jeśli chce iść swoją drogą. Ma przecież prawo żyć swoim życiem.

Autor: Agata Domańska

Komentarze