Dogoterapia, czyli pies na chorobę

„Witam pana, panie psie. Porozmawiać z panem chcę. Gdybym psi język znał, to bym szczekał hau, hau, hau” – recytują dzieci na każdych zajęciach. A potem jest mnóstwo śmiechu, zabawy i … merdania ogonem.  Na chwilę zapomina się o chorobie.

Martynki uczesanej w dwie kitki, Krzysia - drobnego blondynka, niezwykle żywiołowego Konrada czy malutkiego jeszcze Nikodema na zajęcia dogoterapii nie trzeba długo namawiać. Co poniedziałek spotykają się Domu św. Mikołaja w Kcyni – małej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim. Maluchy przychodzą z mamami. Kwadrans po siedemnastej na salę za Magdaleną Halkiewicz-Ujazdowską, założycielką Fundacji Pomocy Terapeutycznej Cane Pro Humano, wchodzą psy: Yolka, Gabi i Mańka z opiekunkami: Magdaleną Stencel, Izabelą Miler i Joanną Pstrągowską.

Czas na dogoterapię, czyli zajęcia wspomagające rehabilitację z psami w roli głównej.


Pies na etacie

W zajęciach biorą udział dzieci niepełnosprawne umysłowo i fizycznie. Sparaliżowana Martynka czy malutki Nikodem z zespołem Downa spotykają się tu z cierpliwym niczym buddyjski mnich labradorem i dwoma radosnymi, ale i bardzo posłusznymi goldenami. Krzysiu, mały żywiołowy blondynek z kręconymi włosami nie może się już doczekać spotkania ze zwierzakami. Bez strachu wtula się w kark Gabi. Jego drobne rączki giną w psiej sierści. Gabi jest dwa razy większa od dziecka.

Kondziu – gdy zbliża się wolontariuszka z psem, krzyczy z radości. Z wyciągniętymi do przodu rękami i błyszczącymi oczami wydaje się być najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Ufnie przytula się do zwierzaka i nasłuchuje jego miarowego oddechu. Potem psiak wita się z Klaudią. Na twarzy dziewczynki maluje się taka sama radość, jak na buziach pozostałych dzieci.

Yolka, Mańka i Gabi nie są zwykłymi psami. Oczywiście również szczekają i mają cztery łapy, ale prócz tego pracują. Tak – pracują. Są takimi samymi terapeutami jak ludzie.

Zwierzęta wraz z opiekunkami podchodzą do każdego dziecka, które może się z nimi przywitać. Nad wszystkim czuwa Magdalena Halkiewicz-Ujazdowska. Smyki, nawet te, które cierpią na przykurcze mięśni, ochoczo głaskają psią sierść i przytulają się do pupili. Za chwilę rozpoczną się zajęcia.


„Zdechł” pies

Pozornie nie dzieje się nic szczególnego. Część uczestników siedzi na materacach i bawi się z Yolką. Na drugiej części sali maluchy przy pomocy słomki przedmuchują psi przysmak do Gabi i Mańki, czekających na nie dwa metry dalej. Potem przychodzi czas na kolejne ćwiczenie. Klaudia rzuca dużą, pluszowa kostkę, a maluchy głośno liczą, ile wypadło oczek: raz, dwa trzy. W nagrodę Yolka wykonuje sztuczkę i trzy razy „zdycha”. Norbert wyrzuca pięć oczek, a Yolka robi pięć obrotów w powietrzu… Śmiechy dzieci nie przeszkadzają im jednocześnie skrupulatnie liczyć psie sztuczki.

Na tym właśnie polega fenomen dogoterapii – dla tych maluchów zwykłe głaskanie jest niezwykle ważnym ćwiczeniem. A terapeutom z fundacji w zabawie udaje się przemycić ćwiczenia. Głaskanie czy przytulanie to sposób, by odprężone dziecko w naturalny sposób rozluźniło mięśnie. To także okazja do nawiązania emocjonalnej więzi ze zwierzętami i innymi dziećmi. Natomiast dla rodziców to chwila relaksu, gdy widzą uśmiech na twarzach swych pociech, sami ochoczo ćwiczą z czworonogami.

Gdyby nie godziny spędzone z psami być może nadal większość z tych dzieci miałaby problem z poruszaniem się, a nauka przychodziłaby im trudniej. Rehabilitacja dziecka z porażeniem mózgowym nie byłyby tak przyjemna. Być może maluchy walczące z rakiem nie miałyby szansy zapomnieć o szpitalu. Na pewno na twarzach wszystkich rzadziej gościłby uśmiech.


Włochaty wałek

- Pies jest najlepszym motywatorem – tłumaczy zasady dogoterapii Magdalena Halkiewicz-Ujazdowska. – Jeśli maluch musi ćwiczyć z wałkiem, ale tego nie lubi, to trudno go zmusić do rehabilitacji. Ale turlanie się po pupilu nie jest już odbierane jako żmudne ćwiczenie, lecz zabawa. Taki włochaty wałek nie znudzi się tak szybko.
To jednak nie wszystko. Kontakt z czworonogiem daje maluchom wiarę we własne możliwości. Praca z nim rozwija spostrzegawczość, uczy samodzielności. Pies nie osądza i niczego nie wymaga. Merdając ogonem skupi uwagę, rozbawi, złamie opór i złość. Łatwo się nie podda i nie obrazi na dziecko. Nawet, gdy się go zupełnie zlekceważy.

Pani Magdalena swoją przygodę z dogoterapią rozpoczęła 10 lat temu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w jednym czasie i miejscu spotkały się osoby, które chciały bezinteresownie pomagać. Psy kochali od zawsze, podobnie jak od zawsze byli przekonani, że kontakt z nimi ma zbawienny wpływ na ludzką psychikę. Zaczęli więc trenować własne czworonogi, a potem odwiedzać z nimi dzieci. Przecierali szlaki. Dziesięć lat temu wejście z psem na teren szpitala nie było łatwym zadaniem. Dogoterapia nie była tak znana jak dziś.
- Dostaliśmy kredyt zaufania. Byliśmy przyjmowani z otwartymi ramionami, Pamiętam jak profesor Mariusz Wysocki, dziecięcy onkolog ze Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy powiedział mi, że zrobi wszystko, by jego mali pacjenci wracali do zdrowia i zgodził się na wprowadzenie Leona, mojego leonbergera, do szpitala – wspomina pani Magdalena.

Gdy po raz pierwszy weszli na oddział ze zwierzętami, dzieci i ich rodzice byli zaskoczeni. Maluchy od razu zakochały się w czworonożnych terapeutach, a możliwość przytulenia się do wielkiego, rudego Ernesta (dziś na „emeryturze”), była dla nich nagrodą za cierpienia, których w ich życiu nie brakowało. Rodzice, nawet, jeśli początkowo nieufnie pytali, czy pies na pewno nie ugryzie ich pociechy, szybko przekonali się do szpitalnych gości. W końcu tym zwierzętom cierpliwości i opanowania mógłby pozazdrościć niejeden człowiek.


Nie każdy pies i nie każdy człowiek

Pies pracujący z dziećmi musi spełnić wiele wymagań. Przechodzi długie szkolenia, podczas których jest oswajany z hałasem. Nie może być bojaźliwy, tylko przygotowany na to, że dzieci mogą krzyczeć albo mocniej chwycić za sierść. Natomiast dogoterapeutą, zdaniem pani Magdy, nie jest po prostu człowiek, który ukończył odpowiedni kurs. Zwierzę i jego opiekun powinni być zespołem.

- Niektóre rasy mają predyspozycję do pracy z dziećmi – tłumaczy Magdalena Halkiewcz-Ujazdowska. - Inne mogą być idealnym przyjacielem jednego malucha, ale na zajęciach z większą grupą się nie sprawdzą. Nie dlatego, że są agresywne, tylko nie mają określonych cech. I trzeba to zrozumieć, bo psy też mają swój charakter.
W fundacji „ pracują” labradory: od biszkoptowych po ciemne, golden retrievery, a nawet… grzywacz chiński


Jedyna taka noc

- Pamiętam, że podczas jednego z kursów w Warszawie moją uwagę przykuło dziecko z dużym stopniem niepełnosprawności , które cały czas stało w kącie – wspomina założycielka fundacji. - Zaniepokojona zapytałam mamę tej dziewczynki, czy te zajęcia coś jej dają, skoro ona cały czas siedzi w kącie. Kobieta odpowiedziała coś, co mnie zamurowało. Powiedziała „Przyjeżdżamy na te zajęcia w środę i noc po tych zajęciach jest jedyną w ciągu całego tygodnia, którą ona przesypia w całości. I ja z nią…” Być może ta spokojna noc była wynikiem zmęczenia, a być może to psy miały na nią tak kojący wpływ.

Zwierzęta razem z opiekunami odwiedzają nie tylko chore dzieci, ale również domy seniora.

- Takie spotkania mają zupełnie inny wymiar – przekonuje pani Magdalena. – Dzieci oczekują rozproszenia uwagi, a osoba starsza po prostu chłonie kontakt z psem. Wystarczy być. Są to z reguły osoby spragnione bliskości.


Znudzony pies, obgryziona noga

Dobroczynny wpływ psiego towarzystwa na dzieci sprawia, że rodzice niepełnosprawnych maluchów często decydują się na zakup psiaka do domu. Nie zawsze jest to dobry pomysł.

- Ze zwierzęciem trzeba pracować, ono potrzebuje szkolenia, ale rodzic tego nie zrobi, bo opiekując się chorym dzieckiem nie będzie miał na to czasu – tłumaczy pani Magdalena. – Wówczas dochodzi do kłopotliwych sytuacji, bo zagoniony rodzic zajmuje się maluchem, a znudzony pies obgryza nogę od krzesła.

Decyzja o kupnie psa będzie dobrym wyborem, gdy zdecydujemy się go wyszkolić, albo … nie będziemy oczekiwać od czworonoga zbyt wiele. Może on przecież pełnić zupełnie inną rolę. Spacery z nim mogą być odskoczną od codziennych problemów i wprowadzić radość do domu, w którym czasami na uśmiech brakuje sił.

Autor: Sybilla Walczyk

Komentarze