Dobro do nas powraca

Prezenterka pogody, znana z wielu programów telewizyjnych. Była modelką, prowadzi szkolenia medialne, fascynuje ją fotografia, a jej najnowsze odkrycie to projektowanie artystycznych mebli. Na co dzień niezwykle zajęta spotyka się ze mną w siedzibie TVN, udzielając wywiadu pomiędzy wejściami antenowymi.  Rozmowa z Omeną Mensah

Spotykamy się o dosyć egzotycznej porze, przynajmniej jak na wywiad - niedziela, dziewiąta rano. Zdaje się, że nie narzekasz na nadmiar wolnego czasu?


(śmiech) Faktycznie dużo pracuję. Nie doskwiera mi to jakoś szczególnie, bo mam to szczęście, że lubię swoją pracę.


Jakiej trzeba motywacji, żeby budzić się w niedzielę, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno, do tego ta plucha, mgła, zimno...


Nie zawsze udaje się ją znaleźć... Dla przykładu, wczoraj miałam słabszy dzień. Jednak to wyjątek. Miewam dwa, może trzy takie dni w roku. Dziś jest już wszystko w porządku. Jest praca, pojawiły się kolejne wyzwania. Za chwilę znowu lecę do Afryki, więc bardzo mnie to cieszy i zostawiam was z tą pogodą w kraju (śmiech).


Przez długi czas zbierałaś się do tego wyjazdu...


I w końcu się zebrałam. Jak już zaczęłam, to teraz latam regularnie, realizując kolejne projekty związane z moją fundacją. Chcę zbudować szkołę w Ghanie, pracuję także nad jeszcze jednym projektem, ale nie chcę na razie o nim mówić, żeby nie zapeszyć.


Proszę wyjawić trochę szczegółów tych podróży...


Niedawno wróciłam z podróży do Afryki Wschodniej. Przede wszystkim wypoczywałam tam, ale też i pracowałam. Natomiast istotniejszymi podróżami, które odbywam i będę odbywać są podróże do Afryki Zachodniej, dokładnie do Ghany pod Akrą w Temie, gdzie współpracuję z salezjanami. Chcę z nimi zbudować szkołę dla „dzieci ulicy". Kiedy przeprowadzałam coś w rodzaju sondy z tymi dziećmi, to na pytanie, o czym marzą, nie opowiadały o smartfonach, nowych ciuchach czy tabletach, ale o tym, że chciałyby zostać nauczycielem, lekarzem, mechanikiem...To mnie niesłychanie urzekło. Cała konstrukcja mojej fundacji jest dość przemyślana. Skończyłam zarządzanie, więc wszystko, co robię, musi mieć jakiś sens.


Pomagać trzeba mądrze...


Edukacja to potrzeby wyższego rzędu, które pozwalają nam w wieku dorosłym na samodzielność. Nie bazuje ona na litości, ale realizowaniu konkretnych potrzeb. Drugi filar mojej działalności to walka na rzecz tolerancji. Chcę zaprosić artystów do zrealizowania w Afryce projektu muzycznego, który pokaże Polakom, jaka naprawdę jest Afryka i jej potrzeby. Dzielę się również wiedzą, którą zdobyłam przez prawie 12 lat pracy w telewizji, organizując warsztaty dotyczące kreowania własnego wizerunku i autoprezentacji. Chcę dawać przysłowiową wędkę, ponieważ nie chcę, żeby ci ludzie byli ode mnie uzależnieni, lecz żeby się angażowali i współtworzyli ze mną te projekty. Kształcenie dzieci w Afryce chcę połączyć z projektem adopcyjnym, który realizuję przy współpracy z fundacją Hatima. Przyszli rodzice będą mogli obserwować dziecko przed decyzją o adopcji, także jego późniejsze postępy w nauce i rozwoju osobistym.


Co Ci daje pomaganie innym, bo mam wrażenie, że zawsze stoi za tym jakiś egoizm?...


Oczywiście, że tak jest. To, co podarujemy innym, wraca do nas podwójnie. Od dawna wspierając różne projekty dotyczące dobroczynności, zastanawiałam się nad stworzeniem własnego. Specjaliści od public relations podsuwali mi różne koncepcje, w których niekoniecznie dobrze się czułam. W końcu wyszłam od samej siebie - kolorowej dziewczyny w kraju, w którym taka uroda jest bardzo egzotyczna. Niestety, istnieje u nas problem braku tolerancji. Mimo że uważamy, iż jest zupełnie inaczej - przecież pan Biedroń został prezydentem Słupska, a np. Osi Ugonoh wygrała program Top Model - moim zdaniem wcale nie jesteśmy tolerancyjni. To nie dotyczy tylko innych nacji, ras czy orientacji seksualnych, ale różnych kwestii. Wynika to z tego, że jednak nie do końca jesteśmy otwartym społeczeństwem. Dlatego też postanowiłam zająć się projektem propagującym tolerancję i szacunek do drugiego człowieka. Pamiętam, kiedy powiedziałam Dorocie Wellman, że chcę stworzyć taką fundację, stwierdziła, że jestem jedyną osobą w tym kraju, która powinna to robić. Jestem bardzo dumna ze swojego pochodzenia. Moje fryzury, ubiór, to, że zakładam czasem turbany, mają to podkreślać. Podobnie w Afryce, kiedy pytają skąd mój piękny odcień skóry, odpowiadam, że jestem w połowie Polką. Zresztą moja egzotyczna uroda często wyszydzana w dzieciństwie, później bardzo pomogła mi w karierze.


Afryką próbujesz zarazić córkę...


Oczywiście, do tej pory była ze mną w Kenii, a ostatnio na Zazibarze, którym zachwyciła się totalnie i ciągle pyta, kiedy znowu tam polecimy. Przed nami jeszcze Ghana, której Vanessa już nie może się doczekać.


W trakcie tego wywiadu wychodzisz z plikiem map, żeby zapowiadać pogodę, czy możemy spodziewać się jakiejś poprawy aury?


Powiem szczerze, że jest taka nuda w tej pogodzie, że już nawet brak mi słów na to wszystko, ale za to mamy dużą dynamikę zmian atmosferycznych, więc pracy w Polsce dla prezenterów pogody nigdy nie zabraknie (śmiech). W Afryce wystarczyłoby nagrać jedną prognozę na kilka tygodni i pewnie wszystko by się w miarę zgadzało.


Przy tak ściśle zaplanowanym harmonogramie zadań z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem nie możesz sobie pozwolić nawet na chorobę, jak dbasz o swoje zdrowie?


Mam tak wszystko ustawione w głowie, że naprawdę nie choruję. Z jakichś poważniejszych dolegliwości to ostatnio dwa lata temu miałam zapalenie oskrzeli. Pamiętam, bo wtedy z kolei zmogło mnie tak, że pierwszy raz od ośmiu lat leżałam trzy dni chora. Faktycznie jednak muszę dbać o siebie, żeby się nie rozchorować. Sporo ciągnę na swoich barkach. Z jednej strony praca prezenterki pogody i prowadzenie programu „Domy gwiazd", z drugiej własna firma Ammadora, w której produkuję meble inspirowane sztuką, jednocześnie piszę kolejną książkę, w której poruszam temat tolerancji Polaków, no i jest fundacja, która pochłania 50 proc. całej mojej energii, ale ta właśnie energia wraca do mnie podwójnie. Nie wiem, może jestem pracoholiczką? Wiem jednak, że praca mnie uskrzydla.


A co z czasem wolnym, niekiedy przecież trzeba złożyć te skrzydła, poleżeć pod kocem przy ulubionym serialu.


Niedawno wróciłam z Afryki. Co prawda w trakcie pobytu zrealizowałam także sesję zdjęciową dla mojej fundacji, ale miałam sporo czasu na odpoczynek i relaks. To był mój pierwszy taki wyjazd od czterech lat.


No to jak odpoczywa Omenaa Mensah?


Lubię leżeć na plaży i po prostu się opalać. Wypoczywam też, robiąc zdjęcia, więc zawsze zabieram ze sobą aparat. Jestem ognistym znakiem (Lew), dostaję energię od słońca, dlatego tak świetnie czuję się w Afryce. Przy mojej aktywności trzy dni leżenia plackiem na plaży jest wybawieniem. Oczywiście, używam kremów z filtrem, bo mam bardzo wrażliwą skórę.


Robisz zdjęcia na plaży?


Też. Interesuję się fotografią humanistyczną, uwielbiam fotografować ludzi. Skończyłam kilka specjalistycznych kursów, poza tym pobieram również nauki od kolegów redakcyjnych, zatem przy okazji następnego wyjazdu do Afryki na pewno przyleci ze mną ogromna porcja zdjęć.


A inspiracje kulinarne z Afryki?


Oczywiście. Afryka to przede wszystkim pomidory, trochę papryki, ryżu, ryby i mięso, czyli to, co lubię najbardziej.


Lubisz gotować?


Uwielbiam, to kolejna po fotografii czynność, która niezwykle mnie relaksuje. Zresztą jest jeszcze jedna taka aktywność - sprzątanie. Bardzo lubię porządek, więc kiedy przychodzę do domu, to nie potrafię usiąść na kanapie i odpoczywać, tylko z marszu biorę się za porządki. Dlatego, żeby odpocząć, muszę wyjechać z miejsca, w którym mieszkam (śmiech).


Wróćmy do tego gotowania, jakie jest Twoje popisowe danie?


Kaczka. Musi być duża, co najmniej trzykilogramowa. Piekę ją dokładanie tyle czasu, ile waży, jedną godzinę na jeden kilogram w temperaturze dwieście stopni C bez termoobiegu. Najpierw marynuję ją w soli i majeranku, które przed pieczeniem spłukuję. Następnie nadziewam jabłkami - renetą. To przepis mojej babci, który zawsze wychodzi. Drugie takie danie to krewetki. Ważne, żeby były surowe, mają wtedy szary kolor. Potrzebujemy jeszcze kostkę masła, główkę czosnku, pietruszkę, koperek i białe wino. Całość smażymy do czterech minut, polewamy kieliszkiem białego wina i serwujemy, to danie też z reguły zawsze się udaje (śmiech). A do tego koniecznie świeża bagietka!


Wiemy już, jak odpoczywasz, co jesz, zatem pozostaje zdradzić jeszcze sekret Twojej sylwetki...


Po pierwsze, śniadanie. Niezależnie od tego, o jakiej porze zaczyna się mój dzień, zawsze musi być śniadanie. Ostatnio jestem bardzo uzależniona od kawy, mimo wszystko jednak nigdy na pusty żołądek jej nie piję. Później jest różnie. Niekiedy zdarza mi się zjeść nawet trzy, cztery lunche, przeważnie wtedy, kiedy mam spotkania biznesowe. Niestety, ostatnio bardzo grzeszę, jedząc po dwudziestej pierwszej, ale moją zasadą jest spożywanie ostatniego posiłku do godziny dwudziestej. Takie zasady staram się wpoić mojej córce. Vanessa bardzo lubi słodycze, ale na szczęście jest sportsmenką. Zresztą i w moim życiu sport zajmował bardzo ważne miejsce - grałam wyczynowo w koszykówkę. Jeśli ktoś ma czas, to ja zawsze polecam sport, a zwłaszcza jogging. Doskonale kształtuje sylwetkę. Niestety, jem dużo mięsa. Wiem, że nie zaleca się jedzenia mięsa w ogóle, natomiast chyba potrzebuję energii, jaką daje mi białko zwierzęce. Kiedyś byłam na diecie wegetariańskiej. Nie jadłam mięsa przez pół roku i to był potworny okres. Ciągle byłam śpiąca i zmęczona. No i brzuszki - trzeba robić brzuszki, także w trosce o kręgosłup. Dla mnie - osoby chodzącej na szpilkach - to dosyć istotne.


Czym jest dla Ciebie kobiecość, pamiętasz swój wzór kobiecości z czasów dzieciństwa?


Kiedy byłam mała, wzorem kobiecego piękna była moja mama. Nauczyła mnie dbania o siebie, o swoją skórę, dłonie. Także „seksowności", której kompletnie się nie boję. To wszystko poparte wiedzą, inteligencją i wykształceniem stanowi mój ideał kobiecości. Nie toleruję osób, które bazują tylko na swoim wyglądzie. Dlatego staram się uczyć, rozwijać, chcę się doktoryzować, skończyłam teraz studia doktoranckie.


A jak byś określiła Polki?


Uważam, że są bardzo przedsiębiorcze. Już na studiach miałam swój pierwszy biznes i zarabiałam niezłe pieniądze. Kiedy teraz przyglądam się córce, która co kilka miesięcy ma nowy pomysł na zarobienie jakiejś drobnej sumy, jestem z niej bardzo zadowolona. Zresztą ja głównie pracuję z kobietami, nawet ostatnio miałam sesję zdjęciową, przy której fotografem była kobieta. W mojej fundacji pracują głównie kobiety. Bardzo mi to odpowiada, między innymi dlatego, że kobiety potrafią pracować jednocześnie nad kilkoma rzeczami, są bardzo kreatywne i chyba bardziej tolerancyjne od mężczyzn.


Uważasz, że na tolerancję ma wpływ płeć?


Wyobraźmy sobie, że rodzice dowiadują się, że syn jest gejem. Matka zawsze to zaakceptuje, a ojciec?


Prawie nigdy?


Na pewno będzie mu dużo trudniej...


Poza tym, że jesteś kobietą mediów, jesteś również kobietą biznesu, pracodawcą. Jak oceniasz dziewczyny, które teraz zaczynają karierę?


Ostatnio robiłam nabór do mojej fundacji. Zgłosiło się około 500 osób, spośród których wybrałam dwie, młode dziewczyny. Dokonałam pewnych niepokojących obserwacji. Dziś młodzi ludzie są bardzo roszczeniowi. Od razu chcą zarabiać duże pieniądze, nie mając większego pojęcia o pracy, nie mówiąc już o doświadczeniu. Pamiętam siebie na początku. Nie śmiałam poprosić o podwyżkę przez pierwsze dwa lata pracy, a naprawdę nie zarabiałam dużo. Wiedziałam jednak, że ta praca dopiero za jakiś czas przyniesie mi pieniądze i satysfakcję. Zdawałam sobie sprawę, że to inwestycja długoterminowa. Dziś każdy chciałby mieć wszystko od razu. To dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.


W dużym stopniu Twój sukces, praca opiera się na własnym ego, pracujesz sobą, budując markę Omenaa Mensah. Jak się w tym nie zatracić, zachować dystans?


Za ciężko pracuję, żeby popaść w próżność (śmiech), może groziłoby mi to, gdybym poprzestała na byciu „Panią Pogodynką".


A jaką jesteś mamą - surową, nadopiekuńczą, partnerką córki?


Vanessa jest bardzo wymagającym partnerem mojego życia. Jest inspirująca, czasami ma swoje humory, jak to nastolatka. Ja jestem dla niej czasami przyjaciółką, choć bywa, że muszę postawić wyraźną granicę i powiedzieć: „Jestem twoją mamą i zabraniam ci tego czy tamtego...". Faktycznie, ja ze swoją mamą byłyśmy przyjaciółkami, ale Vanessa jest już trochę inna i potrzebuje czasem wyznaczenia granic.


Rozumiem, że byłaś grzeczniejsza od córki? (śmiech)


Tak! Byłam grzeczniejsza.


Ale z Twojej perspektywy, czy Twoja mama jest tego samego zdania?


Mama, o dziwo, zgadza się ze mną. Faktycznie Vanessa ma zupełnie inny charakter, ale to też fajne. Na przykład pragnie zostać chirurgiem, w czym zresztą bardzo jej kibicuję i chciałabym, żeby wytrwała w tym swoim marzeniu i poszła w ślady dziadka, który jest kardiochirurgiem. Bo w naszej rodzinie wykształcenie zawsze stało na pierwszym miejscu.

Autor: Michał Adaszewski

Komentarze