Dlaczego leki nie zawsze działają?

Lekarze biją na alarm: na przewlekłe choroby cywilizacyjne choruje coraz więcej Polaków. I choć dysponujemy coraz doskonalszymi lekami, tylko mały odsetek pacjentów wraca szybko do zdrowia. Dlaczego leki, które w badaniach klinicznych wykazują dużą skuteczność, w praktyce nie zawsze się sprawdzają? Okazuje się, że przeszkodą może być… sam pacjent.

Lekowa ruletka

W Polsce tylko 12 proc. chorych na nadciśnienie tętnicze leczonych jest skutecznie. We Włoszech 23 proc. chorych korzystając z farmaceutyków utrzymuje prawidłowe ciśnienie krwi, we Francji – 27 proc., a w USA – 34 proc. A przecież medycyna dysponuje wieloma lekami, które przeszły wymagane badania kliniczne, potwierdzające między innymi ich wysoką skuteczność. Co sprawia, że leki te są tak mało efektywne? Okazuje się, że przyczyna jest prozaiczna. Pacjenci leczeni „w domu” nie są skrupulatni w wypełnianiu zaleceń lekarzy. Natomiast podczas badań klinicznych leki podawane są pod ścisłą kontrolą, zażywane są więc systematycznie, zgodnie z zalecanymi dawkami i odpowiednio długo.


Niefrasobliwy pacjent

Badania nad skutecznością statyn w zapobieganiu chorobie wieńcowej, przeprowadzone przez Barbarę Wiśniowską i Agnieszkę Skowron z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, wykazały, że zaledwie 12 proc. pacjentów przestrzega zaleceń terapeutycznych. Pozostali, ponad 80 proc. badanych, zażywają leki nieregularnie lub po kilku dniach zapominają o połknięciu pigułki. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Najczęstsza – chorzy zapominają o zażywaniu leków. Ale wielu odstawia leki po przeczytaniu ulotki dołączonej do leku, przerażonych informacją o działaniach niepożądanych specyfiku. Jeszcze inni są przekonani, że wszystkie leki to „chemia” i w obawie przed zatruciem wątroby odstawiają lek po zażyciu zaledwie kilku dawek. Przewlekle chory pacjent, nie odczuwając natychmiastowej poprawy samopoczucia, uznaje, że lek jest nieskuteczny, a nawet szkodliwy, np. wywołuje alergie, powoduje przybieranie na wadze, daje uczucie nieprzyjemnego smaku w ustach.

– Miałem pacjentkę ze znacznie podwyższonym ciśnieniem – mówi dr n. med. Piotr Grygas, kardiolog. – Przyszła do mnie ze spisem leków zapisywanych przez innych lekarzy. Twierdziła, że wszystkie powodowały u niej uczulenie, objawiające się szumami w uszach. W swoim spisie odnotowała wszystkie dostępne na naszym rynku leki przeznaczone do leczenia nadciśnienia. Pacjentka nie chciała przyjąć do wiadomości, że objawem nadciśnienia jest właśnie szum w uszach. Bardzo trudno było mi ją przekonać do prawidłowego leczenia. Pacjenci popełniają jeszcze jeden poważny błąd, który mści się na ich zdrowiu. Nie przyznają się lekarzowi, że zażywają leki niesystematycznie albo że odstawiają leczenie przed czasem. I wprowadzony w błąd lekarz, nie widząc postępów w leczeniu, przepisuje inny lek, który prawdopodobnie również u tego pacjenta nie sprawdzi się.


Zabiegani lekarze

Nie tylko pacjent ponosi winę za nieskuteczne leczenie jego schorzeń. Większość ludzi, zwłaszcza w starszym wieku, nie zawsze rozumie to, co mówi do nich lekarz. Z różnych powodów. Bo podczas wizyty pacjent jest w stresie i nie może się skupić, bo lekarz mówi niezrozumiałym językiem, używając medycznego nazewnictwa. Mówi na przykład „przed zabiegiem proszę odstawić niesterydowe środki przeciwzapalne”. Aż 90 proc. pacjentów nie rozumie takiego zalecenia.

A wystarczyłoby powiedzieć, że należy odstawić aspirynę. Takie polecenie pacjent zrozumie i prawdopodobnie zastosuje się do zalecenia lekarza. Poza tym chorego trzeba również przygotować do tego, że po zażyciu leku mogą pojawić się objawy uboczne. Jeśli pacjent w spokojnej rozmowie dowie się np., że w czasie kuracji mogą pojawić się niegroźne dla zdrowia dolegliwości czasowo towarzyszące zażywanemu lekarstwu, raczej nie przerwie on kuracji. Rzecz w tym, że lekarzowi nie starcza na to wszystko czasu. W ciągu 10 minut musi zbadać pacjenta, spisać jego dane, wypełnić recepty. Bardzo ważna jest spokojna rozmowa lekarza z chorym. Zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych, kiedy trzeba pacjenta przekonać do zażywania leków latami, a leczenie z konieczności musi być długotrwałe i systematyczne.

– Mam wielu trzydziestoletnich pacjentów z wysokim ciśnieniem – mówi dr Piotr Gryglas. – Powinni do końca życia brać leki na jego obniżanie, ale oni lekceważą moje zalecenia, ponieważ – pomimo choroby – czują się dobrze. Muszę mieć czas, by w sposób możliwie delikatny poinformować swoich podopiecznych, że jeśli nie będą systematycznie zażywać przepisanych leków, nie dożyją pięćdziesiątki. Statystycznie mężczyzna z nieleczonym wysokim ciśnieniem umiera po 20 latach, a kobieta po 25.

Aby pacjenta przekonać do wieloletniego łykania pigułek lub zażywania leku powodującego nieprzyjemne objawy uboczne, lekarz musi zdobyć jego zaufanie. Tymczasem, jak wykazały badania socjologiczne, aż 45 proc. Polaków nie ufa lekarzom. Badani, którzy deklarują nieufność do służby zdrowia, z reguły wymieniali jednak nazwisko jednego lub dwóch lekarzy, którym w drodze wyjątku ufają. Pytani, jakimi cechami charakteryzują się ci „wyjątkowi” lekarze, najczęściej mówią, że „mają cierpliwość do chorego”. Dopiero na drugim miejscu wymieniano doskonałe przygotowanie zawodowe.


Niezrozumiałe ulotki

Część lekarzy, z braku czasu, nie poświęca wystarczająco dużo uwagi na tłumaczenie, w jaki sposób należy przyjmować lek. Uważają, że wszystkie ważne informacje podane są w ulotce dołączonej do leku. Tymczasem dla większości pacjentów tekst tam umieszczony jest niezrozumiały. Zanim chory dotrze do interesujących go informacji, musi przebrnąć przez niezrozumiałe wzory chemiczne i obco brzmiące nazwy składników leku.

Dla starszych osób przeszkodą jest również duża ilość tekstu oraz mała czcionka w ulotkach. Zrezygnowany pacjent odkłada ulotkę. Jeśli zażywa kilka leków, do zapamiętania ma kilkanaście wskazówek: które leki rano, a które wieczorem, kiedy przed, po czy w trakcie posiłku, czym popijać itp. Jeśli wszystkich informacji nie dostanie „na piśmie”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że – zniechęcony i zagubiony – przerwie lub w ogóle nie podejmie farmakologicznej kuracji.

Niezależnie od wieku większość pacjentów skazanych na długotrwałe przyjmowanie leków ma kłopoty z przypomnieniem sobie, czy zażyło pigułkę w oznaczonym terminie. To stwarza niebezpieczną praktykę: „zapominalski” chory nie przyjmuje zalecanej ilości leków lub…przyjmuje podwójną dawkę. Dlatego leki, które na opakowaniu mają zaznaczone np. dni tygodnia, są chętnie kupowane, ponieważ łatwiej wówczas pacjentowi panować nad swoją niepamięcią.

Autor: Barbara Hołub

Komentarze