Dla innych, ale i dla siebie

Z psychologiem i psychoterapeutą Piotrem Mosakiem z Centrum Doradztwa i Terapii Psycholog.com.pl rozmawia  Joanna Bartoszewicka

Czy życzliwość to umiejętność, czy cecha charakteru?


Zdania uczonych są podzielone. Są osoby, które od urodzenia przejawiają pewne formy zachowań nacechowanych życzliwością. Już jako dzieci pomagają, wspierają, uśmiechają się, lubią prawie każdego. Jest to oczywiście dość rzadkie, gdyż każdy z nas podczas rozwoju przeżywa moment „egocentryzmu dziecięcego”, czyli chce być pępkiem świata, czuć się najważniejszy. Dlatego uważa się, że środowisko, w którym dorastamy, ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o rozwijanie w nas życzliwości. Im więcej jej wkoło nas, tym łatwiej i nam ją okazywać.


Co jeszcze kształtuje naszą życzliwość?


Bardzo trudno to określić i zmierzyć. W dużym stopniu przyczyniają się do niej geny, ale, jak wspomniałem, równie ważny jest wpływ środowiska. Jeśli nawet rodzimy się z pewnymi cechami, umiejętnościami i talentami, to szalenie istotne są warunki, w jakich się rozwijamy. Dzieci, które dorastają otoczone życzliwością, a rodzice i bliscy okazują ją na co dzień, będą prawdopodobnie życzliwsze od tych, które wychowują się w otoczeniu samolubów, osób krytycznych, zamkniętych. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma żelaznych reguł i czasem geny są na tyle silne, że mimo niekorzystnego środowiska, wyrasta szalenie życzliwa osoba. I na odwrót, w środowisku samarytan dojrzewa egocentryk.


Czy całe życie możemy pracować nad tę umiejętnością emocjonalną, zmieniać się, dojrzewać do niej?


Jeśli życzliwość potraktujemy jako zestaw zachowań, czyli umiejętności, to można ją rozwijać tak samo jak jazdę na rowerze. To kwestia zrozumienia i rozpoznania sytuacji oraz zastosowania odpowiedniego schematu zachowań: komunikowania się, mimiki, gestów. Jednak wcale nie tak łatwo poczuć przyjemność z tego, że się jest życzliwie nastawionym do świata. Tu pomaga doświadczenie i sytuacje, w których sami doznajemy życzliwości albo odbieramy czyjeś przyjazne nastawienie, jako odpowiedź na nasze życzliwe zachowanie. Przez lata uczymy się, że tak można, że to wartościowe, że zmienia nas i nasze życie.


Czasem życzliwość przyjmujemy jak wścibstwo. Drażnią nas pytania, propozycje pomocy, odbieramy to, jako wtrącanie się w nasze życie, naruszanie prywatności. Jak rozpoznamy, czy ktoś nie przekroczył tej cienkiej granicy?


Najważniejsze jest zachowanie zdrowego rozsądku. Każdy sam potrafi odróżnić życzliwość od wścibstwa. Życzliwi mają pozytywne nastawienie i są gotowi do pomocy, a przynajmniej do rozmowy, ale się nie narzucają. Naciski, wymagania, presja, krytycyzm nie należą do tej kategorii. Osoba życzliwa rozumie sytuację, w której ktoś nas krzywdzi. Proponuje pomoc tylko wtedy, jeśli tego chcemy i nie obraża się, kiedy nie skorzystamy. A co najważniejsze, nie sączy jadu i nie jest agresywna wobec świata. Ocenia zachowania, a nie ludzi. Jeśli ktoś nas zdradza, to według życzliwego „źle się zachował”, ale nie jest od razu „najgorszym człowiekiem na świecie, którego trzeba załatwić”.


Na ile my możemy być życzliwi wobec kogoś, aby nie czuł się skrępowany?


Życzliwość powinna być naszą postawą na co dzień, a proponować pomoc można zawsze. Jeśli jesteśmy życzliwi, odmowa, a nawet odrzucenie oferty, nie powinno nas zmieniać. Nie odbierajmy tego, jako ataku czy niechęci. Ludzie nie zawsze chcą i lubią, gdy się ich w ten sposób traktuje. Może to wynikać z ich kompleksów, zahamowań.


Życzliwość kojarzy się z uśmiechem, niewymuszoną grzecznością, czy może to maskować inne cechy, np. interesowność?


Oczywiście, są osoby, które udają, dlatego powinniśmy dokładnie przyglądać się ich postawie. Jeśli są mili tylko dla nas, a reszta ludzi i świata jest „be”, to znak, że nie są życzliwi. Cecha ta nie jest bowiem wybiórcza.


Żeby umieć być życzliwym wobec świata, trzeba chyba najpierw zaakceptować siebie?


Gdy nie potrafimy zaopiekować się sobą, nie mamy żadnej gwarancji, że będziemy umieli zadbać o kogokolwiek. Warto więc skupić się na zrozumieniu własnych potrzeb, pragnień, szukać dróg do szczęścia. To sens życia sam w sobie. Od tego zależy nasz nastrój, chęć do życia, motywacja.

Autor: Joanna Bartoszewicka

Komentarze