Czy uroda pomaga?

Badania socjologiczne dowodzą, że osobom atrakcyjnym żyje się znacznie lepiej niż ich mniej urodziwym znajomym. Podobno tym pierwszym łatwiej znaleźć pracę, zjednać sobie nieprzystępnego urzędnika czy nawet… uniknąć mandatu. Czy rzeczywiście żyjemy w czasach kultu (pięknego) ciała?

Rozmowa z Tomaszem Jarmużem psychoterapeutą, współzałożycielem toruńskiego Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju Osobistego „PRO”.


Badania socjologów dowodzą, że w podświadomości wielu ludzi tkwi przekonanie, że uroda idzie w parze z dobrocią, inteligencją i wieloma innymi pozytywnymi cechami. Uczą nas tego chociażby bajki, gdzie księżniczki są piękne i dobre, a czarownice – brzydkie i złe. Od najmłodszych lat lgniemy do ładnych osób, lubimy je, ufamy im. A przecież życie nieraz weryfikuje nasze poglądy i w rezultacie czeka nas głębokie rozczarowanie, a nawet niesmak...


Rzeczywiście, badania potwierdzają, że mamy skłonność do przypisywania osobom cech pozytywnych bądź negatywnych na podstawie innych ich przymiotów. Mówimy tu o tzw. zjawisku atrybucji. Należy do nich m.in. „anielski efekt halo”, nazywany też czasem „efektem aureoli”. Osobie, u której dostrzeżemy jakąś pozytywną cechę, jesteśmy skłonni przypisywać również inne pozytywne cechy – np. uznajemy, często na wyrost, że osoba obdarzona urodą będzie również inteligentna i miła.

Ale ten efekt ma również swoje drugie oblicze i jest nim „szatański efekt halo” lub „efekt Golema”. Polega on na tym, że osobę, u której stwierdzimy jakąś negatywną cechę, na przykład uznamy ją za leniwą, a pracowitość jest przez nas wysoko oceniania, możemy zacząć postrzegać także jako np. mało inteligentną, mało interesującą czy też nieatrakcyjną. Błędy takich ocen mogą być oczywiste. Bo przecież, czy istnieje rzeczywisty związek między urodą a życzliwością wobec innych, albo między sposobem ubierania się a inteligencją?


Wróćmy jednak do „efektu aureoli”. Czy osoby urodziwe czeka lepszy los niż te o przeciętnej urodzie, nie mówiąc już o brzydalach? W końcu nawet Bestia z baśni „Piękna i Bestia” zamienia się w finale w pięknego księcia. Czy to znaczy, że szczęście należy się tylko pięknym ludziom?


Nie możemy przeceniać wpływu urody na poczucie szczęścia, zależy ono od wielu innych czynników. Niezwykle istotne jest to, jak my sami oceniamy siebie. Zdarza się niejednokrotnie, że osoby atrakcyjne fizycznie są pełne kompleksów i sfrustrowane, co wpływa negatywnie na ich życiowe powodzenie i odwrotnie, ci mniej urodziwi, dzięki pogodzie ducha i samoakceptacji idą przez życie, ciesząc się nim i mając wiele satysfakcjonujących relacji z ludźmi. Do gabinetów terapeutów przychodzą często atrakcyjne fizycznie osoby, które nie akceptują siebie, swojego wyglądu i nie są w stanie cieszyć się swoim życiem, mając poczucie ciągle ponoszonych porażek.


Czy uroda jest nam w stanie pomóc w codziennym życiu? A może w równym stopniu jest nam w stanie zaszkodzić? Co ze stereotypem, że piękne kobiety nie grzeszą inteligencją?


Rzeczywiście, czasem tak się zdarza, że osoby obdarzone urodą mogą zyskiwać w pewnych sytuacjach. Słyszałem o kobietach unikających mandatu, o tych które zyskiwały lepsze oceny na egzaminach. Ale atrakcyjność fizyczna może też sprawiać sporo kłopotu, jak w jednej z piosenek Agnieszki Osieckiej – „Nikomu nie żal pięknych kobiet” – uroda jest przedmiotem zazdrości, onieśmiela potencjalnych adoratorów. Przystojni mężczyźni i ładne kobiety narzekają, że inni widzą tylko ich piękno zewnętrzne, a nie dostrzegają przymiotów ducha i intelektu. Wiele blondynek cierpi z powodu niesłusznych, stereotypowych opinii na temat związku między ich kolorem włosów a inteligencją.

Z drugiej strony media kształtują powszechny kult idealnego piękna, dlatego frustrujemy się, patrząc na wygładzone w Photoshopie twarze modelek i perfekcyjnie wyrzeźbione ciała modeli. Chcielibyśmy wyglądać tak samo i wciąż jesteśmy z siebie niezadowoleni, nie mogąc osiągnąć ideału. Myślę, że kluczowa jest świadomość tego, że nasza fizyczność się zmienia, może ją zniekształcić choroba, nieuchronnie wpłynie na nią czas. Uświadamianie sobie i innym, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, pomoże nie ulegać tej presji. Dlatego warto jest kształtować w sobie zdrowy dystans do własnego wyglądu. Miejmy oparcie w sobie, starajmy się siebie lubić takimi, jacy jesteśmy i nie oceniajmy siebie zbyt surowo. Uśmiechajmy się do swoich wad, także tych związanych z wyglądem fizycznym.

Autor: Karina Bonowicz

Komentarze