Cztery pory roku dla naszej skóry

Reakcje fitotoksyczne, zmiany alergiczne, oparzenia słoneczne – to właśnie z takimi problemami zgłaszamy się najczęściej do dermatologów o tej porze roku. Nie oznacza to jednak, że jesienią czy zimą dermatolodzy narzekają na brak pracy.

Z dr n. med. Lucyną Kałużną z Wojewódzkiej Poradni Dermatologicznej w Bydgoszczy rozmawia Małgorzata Grosman.


Na choroby skóry często machamy ręką, bo – myślimy – cóż to za problem. Jakieś zmiany na skórze, które nawet nie bolą, no, może czasem swędzą. Czy taka postawa pacjentów jest dominująca?


Na szczęście nie. Całkiem spora grupa osób chce już być nie tylko zdrowa, ale również dobrze wyglądać. Ma przy tym na uwadze całe ciało, a nie tylko tę jego część, która wystaje spod ubrania.


Zapewne wiele osób zgłasza się z alergicznymi zmianami na skórze?


Tak jest przede wszystkim wiosną, gdy zdecydowana większość pacjentów zgłaszających się do dermatologa to osoby mające problemy alergiczne: wysypki związane z pyleniem drzew i krzewów oraz uczulenia sprowokowane chemią zawartą w nowalijkach, tymi wszystkim polepszaczami, przyspieszaczami wzrostu i dojrzewania, środkami konserwującymi. Bardzo charakterystyczne jest to, że miewamy wysypki lub inne objawy alergiczne po niektórych pokarmach, choć wcale nie jesteśmy na nie uczuleni. Przez okrągły rok jemy na przykład mandarynki, bo są smaczne, pięknie pachną, ale w okolicy Gwiazdki zaczynamy przez nie chorować. Wszystko przez to, że gdy zjemy jeden owoc, zawarta w nim chemia nam nie zaszkodzi, jednak w czasie świąt objadamy się nimi, a tego nasze organizmy już nie są w stanie znieść.


Podobnie jest wczesną wiosną…


Dokładnie. Kończą się ładne, rodzime jabłka i gruszki, więc częściej sięgamy po owoce importowane. Niedawno miałam pacjentkę, która – spragniona witamin – najadła się winogron. Pewnie nic by się nie stało, gdyby zjadła kilka kulek, tak jej jednak smakowały, że pochłonęła całą kiść i pojawił się problem. Poza tym wiosną pyłki znajdujące się w powietrzu osiadają na naszej skórze i drażnią drogi oddechowe. Wywołują typowe objawy alergii: zaczerwienienie, pokrzywkę, świąd, obrzęk i kichanie.


Latem zapewne osobną grupę pacjentów stanowią osoby, które „spaliły” skórę na słońcu.


Ten problem pojawia się wcześniej, już wiosną. W zależności od pogody zdarza się, że już w marcu trafiają do nas osoby, które nadmiernie spiekły skórę przy pierwszych kąpielach słonecznych, często całkiem niezamierzonych. To mogą być nierozważni spacerowicze, których piękna pogoda wyciągnęła na dwór po długich zimowych miesiącach. Oczywiście, to bardzo zdrowe wyjść na przechadzkę i usiąść w parku wystawiając twarz, szyję i ramiona na promienie słoneczne, ale ponieważ po zimie zwykle odwykliśmy od nich, więc pierwszy kontakt ze słońcem po dłuższej przerwie może być po prostu niebezpieczny.

To nieprawdopodobne, ale wciąż popełniamy te same błędy. Tyle mówi się i pisze o konieczności chronienia skóry przed słońcem, o filtrach, że temat powinien być wyczerpany. W praktyce jednak króluje beztroska, mówiąc dosadniej – bezmyślność. Mimo ostrzeżeń, napomnień, programów edukacyjnych o szkodliwości promieni UV, mimo dostępności środków ochronnych wciąż mamy poparzonych pacjentów. I to nie tylko z zaczerwienioną skórą, ale również mocniej poparzonych, którzy dorobili się brzydkich przebarwień, plam, niechcący uaktywnili wzrost wielu znamion barwnikowych lub nawet „postarali się” o ich transformację nowotworową.


Jakie jeszcze szkody może wyrządzić nam słońce?


Działkowcy i posiadacze ogródków często przychodzą z reakcjami fototoksycznymi, sprowokowanymi kontaktem z niektórymi roślinami. Gdyby nie było słońca, żadne zmiany na ich skórze by nie wystąpiły, jednak mieszanka: pyłki – olejki eteryczne – promieniowanie słoneczne działa na ich skórę, wyzwalając reakcje fotoalergiczne. Pojawia się na przykład pacjent, który ma typowe objawy takiego schorzenia, ale przekonuje, że nie miał kontaktu z żadnymi roślinami. W ogródku był krótko, tylko przeniósł dwie donice z kwiatami z garażu na taras. Tymczasem to już wystarczyło, bo roślina musnęła odkrytą skórę ręki.


Które z roślin mogą tak oddziaływać?


Są to na przykład rozmaite zioła, wśród których prym wiedzie dziurawiec, silnie uwrażliwiający skórę na słońce. Możemy tak reagować także na tuje i inne iglaki, rośliny z czerwonymi kwiatami i marchewkę, czyli te, w których jest pomarańczowy barwnik – karoten. Najsławniejszy jest jednak pod tym względem barszcz Sosnowskiego, który może wywoływać nawet wielkie pęcherze. Wystarczy sobie przypomnieć panikę, jaką przed kilkunastu laty wywołało kilka przypadków poparzenia przez tę roślinę.


Ale problemy ze skórą zdarzają się nie tylko w miesiącach letnich. Jesienią także dermatolodzy nie narzekają na brak pacjentów.


Jesienią jest prawdziwy „urodzaj” pacjentów z grzybicami paznokci, skóry gładkiej i skóry owłosionej. Do infekcji dochodzi najczęściej na pływalniach, w jeziorach i na miejskich kąpieliskach. W takich miejscach łatwo o zakażenie, bo przewija się przez nie wiele osób, nie zawsze przestrzegających higieny i leczących swe problemy skórne.
Jesień to również wysyp innych chorób skóry ujawniających się wraz ze zmianą aury ze słonecznej na deszczową, których rozwój lub manifestacja związane są z ochłodzeniem i stresem związanym z końcem letniego wypoczynku.


Co to za schorzenia?


Może to być półpasiec, opryszczka lub brodawki wirusowe. Te ostatnie w potocznym języku noszą wiele nazw, mówi się o nich między innymi kurzajki. Jest ich bardzo wiele, a wywołuje je wirus brodawczaka ludzkiego. Czasem mają zaledwie milimetr, czasem są znacznie większe, zwykle jednak łatwo je dostrzec, bo zaburzają prawidłowy przebieg linii papilarnych, a czasem wyglądają jak plantacja brokułów. Na palcach i grzbietach dłoni bywają wypukłe, na podeszwach stóp głęboko wciśnięte w skórę, co zapewne jest skutkiem ucisku w czasie chodzenia. Nieleczone mogą mnożyć się na coraz większej powierzchni.


Po lecie „budzą” się też przewlekłe schorzenia dermatologiczne, dla których słońce jest naturalnym lekiem. To zapewne między innymi atopowe zapalenie skóry?


Tak, ale nie tylko. Mam na myśli również trądzik i łuszczycę, bo jesienią mamy najwięcej pacjentów właśnie z tymi przypadłościami, także z liszajem płaskim czy łojotokowym zapaleniem skóry. Ze zmianami łojotokowymi i trądzikiem ciężko się walczy, bo zwykle lekceważymy pierwsze jego objawy. Najpierw skóra twarzy zaczyna się tłuścić, jest błyszcząca, silnie przetłuszczają się też włosy. Ponieważ jest to przede wszystkim choroba wieku młodzieńczego, więc dziewczynom czy chłopcom z takimi problemami matki kładą do głowy, że trzeba się częściej i dokładniej myć, kupują im też jakieś specyfiki w drogerii. Niestety, to nie leczy choroby. Wkrótce więc skóra zostaje zanieczyszczona przez zaskórniki, zwykle na nosie, bo to typowa ich lokalizacja, potem pojawiają się też zmiany zapalne, czyli grudki i krosty.


A dzieciaki je wyciskają…


… więc problem zamiast maleć, narasta. Po lecie, gdy słońce podleczyło skórę wysuszając ją, choroba wraca ze zdwojoną siłą.


Czasem trądzik widzimy jednak również i u starszych osób, nie tylko u nastolatków.


Oczywiście, trądzik miewają i osoby czterdziestoletnie. Utrzymujący się i nieleczony łojotok, a do tego zachodzące w tym wieku w organizmie zmiany hormonalne uaktywniają uśpiony problem. A wszystko przez to, że trądzik wieku młodzieńczego nie był kiedyś dobrze wyleczony. Osobną, choć coraz liczniejszą grupę stanowią osoby, które trądziku dorobiły się z powodu zażywania steroidów. Wystarczy wybrać się na siłownię i popatrzeć na młodych chłopaków, którzy szybko chcą nabrać masy mięśniowej. Ponieważ się spieszą, efekt ćwiczeń ich nie satysfakcjonuje. Szukają więc rozmaitych „przyspieszaczy”. Pół biedy, jeśli kupią coś w aptece (są w nich dostępne preparaty ułatwiające spalanie tłuszczu), znacznie gorzej, gdy sięgają po środki z innych źródeł. Po prostu nie wiadomo, co w nich jest. A raczej wiadomo, że są tam anaboliki, czyli hormony steroidowe, które pomogą osiągnąć efekt w bardzo krótkim czasie, ale też przyniosą wiele szkód organizmowi.


Między innymi trądzik?


Tak, jest to między innymi oporny na leczenie, wyjątkowo upiorny trądzik poststeroidowy, pojawiający się również w miejscach nietypowych, na przykład na ramionach czy klatce piersiowej. A i tak nie jest on najgorszym skutkiem zażywania steroidów.


Wróćmy jeszcze na chwilę do łuszczycy.


To popularna, przewlekła chorobą, uwarunkowana genetycznie. Leczymy ją osiągając całkiem dobre efekty, między innymi dzięki naświetlaniom, ale wciąż jest to choroba przez laików traktowana z obrzydzeniem, nieufnością i mylnie uważana za infekcję zakaźną skóry. Tymczasem specjaliści wiedzą, że na pewno nie można się tą chorobą zarazić.
Łuszczyca, zwłaszcza w naszym społeczeństwie, jest źle postrzegana ze względu na towarzyszące jej długo utrzymujące się, nieestetyczne zmiany skórne. Cierpiące na łuszczycę osoby czują się wyobcowane, odsunięte. Letnie słońce jest więc dla nich wybawieniem, a jesień oznacza powrót kłopotów.


A istnieją także typowo zimowe problemy skórne?


O tak, zima to czas, w którym troskliwej opieki i pielęgnacji wymaga skóra atopowa, w gabinetach dermatologicznych pojawia się wówczas wiele osób z atopowym zapaleniem skóry. Przychodzą, bo ich skóra robi się coraz bardziej sucha i swędząca, pojawiają się na niej wypryski i podrażnienia. Aż chce się ją podrapać, jednak ona źle znosi drapanie. Długo utrzymują się na niej ślady po paznokciach, łatwo dochodzi do zranienia i wtórnych infekcji. Skóra atopowa swędzi między innymi po spoceniu, czyli na przykład po każdej lekcji wychowania fizycznego w niewentylowanej sali gimnastycznej. Podrażniać ją może woda basenowa, ciasne, nie przewiewne ubrania z tworzyw sztucznych lub wełny. Źle zareaguje na proszki i płyny do płukania, niektóre ostre przyprawy.


Czym mogą być wywołane zmiany atopowe?


U dzieci może je spowodować spożycie mleka krowiego i jego przetworów, ryb, jaj, czekolady, orzechów, cytrusów. Czynników drażniących, wywołujących lub uaktywniających chorobę może być jednak znacznie więcej. Charakterystyczne dla atopowego zapalenia skóry są też zmiany skóry ust, która łuszczy się, pęka, czasem pokrywa strupami. Choroba nie oszczędza też okolic oczu – na powiekach pojawiają się cienie, często dochodzi do zapalenia spojówek.


Dlaczego choroba ujawnia się szczególnie zimą?


Ponieważ skóra źle znosi gwałtowne zmiany, gdy z mroźnego dworu wchodzimy do przegrzanego, wysuszonego pomieszczenia i tak kilka razy dziennie. Wymaga więc ona o tej porze roku systematycznego odżywiania, czemu służą odpowiednie specyfiki do mycia, nie zawierające mydła oraz kremy i balsamy. Ich podstawowym zadaniem jest nawilżenie i natłuszczenie skóry.


Czy przestrzeganie diety i odpowiednia pielęgnacja skóry wystarczą?


Czasami tak. Musimy jednak zaznaczyć, że bardzo ważne jest to, by nie sięgać w takim przypadku po kremy, które stosowały koleżanki. Bo często mogą być to popularne preparaty zawierające glikokortykosteroidy – nieobojętne dla organizmu i absolutnie niedopuszczalne w przypadku długotrwałej terapii. Nie wszyscy wiedzą, że pojawiły się już na polskim rynku farmaceutycznym preparaty, których efekt leczniczy jest bardzo zbliżony do steroidów, ale które steroidami nie są. Są one dużo bezpieczniejsze i wiążemy z nimi spore nadzieje. Niestety, na razie musimy pogodzić się z ich wysokimi cenami. Zatem oczywiście sięga się w dalszym ciągu po steroidy, ale staramy się aplikować je krótko i nauczyć takiego postępowania pacjenta.


Dlaczego stosuje się je tylko przez krótki okres czasu?


Ponieważ skóra jak gdyby uzależnia się od tego typu preparatów i po pewnym czasie wcale na nie nie reaguje, domaga się większego stężenia. Trochę jak narkotyk. Zatem dobra wiadomość jest taka, że steroidy mają wysoką skuteczność, łatwo więc o szybką poprawę, ale jedynie przy zachowaniu zdrowego rozsądku i pełnej kontroli lekarza nad takim leczeniem. Niewłaściwe stosowanie steroidów, zbyt częste lub w nadmiarze, prowadzi zawsze i nieuchronnie do pogorszenia stanu skóry. Pojawić się mogą między innymi zmiany przypominające trądzik, w skrajnych przypadkach dochodzi do zaniku naskórka i skóry właściwej.


Zimą to największy nasz problem skórny?


Nie, chyba najczęściej udzielamy zimą porad dotyczących przeciwdziałania i leczenia wypadaniu i przerzedzaniu włosów. Trudno powiedzieć, dlaczego jest ich najwięcej zimą, bo przyczyną tych problemów bywa najczęściej stres. Zatem może latem, na urlopie, odpoczywamy, relaksujemy się. A może po prostu dlatego, że zimą, w długie popołudnia mamy więcej czasu dla siebie i wówczas zauważamy problem? Z drugiej strony, zimą częściej przeziębiamy się, chorujemy, cierpimy na bóle stawów, przemarzamy i w konsekwencji tego znacznie częściej sięgamy do apteczki i zażywamy różne leki, głównie przeciwzapalne i przeciwbólowe. Mają one bardzo niekorzystny wpływ na włosy i często prowokują ich osłabianie i przerzedzanie. Poza tym zimą nosimy ciepłe, wełniane czapki, które akurat przy skłonności do przetłuszczania się włosów stymulują łojotok i tym bardziej pogarszają kondycję włosów.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze