Cztery pokoje zdrowia - rozmowa z S. al Wafai, lekarzem i zielarzem

Kiedyś ukląkł przed starszą kobietą i zawiązał jej buty. - Pan nie może być lekarzem – usłyszał. - Dlaczego? - Bo u nas lekarz czegoś takiego nigdy by nie zrobił. Lekarz czy cudotwórca? – zastanawiają się świadkowie zdarzeń, jakie rozgrywają się w gabinecie niezwykłego lekarza. Pacjenci, których miał już kilka tysięcy, wierzą, że ich doktor jest cudotwórcą. Z dr Safuah Al. Wafai, lekarzem pasjonującym się medycyną naturalną i ziołolecznictwem rozmawia Waldemar Sulisz.

Księga wpisów w pana gabinecie jest pełna wdzięczności. Jedna z pacjentek napisała wiersz: „Jest w Tobie coś skrzące i ważne, Bogu do czegoś na świecie potrzebne, co walczyć będzie i niespodziane tryumfy Ci przyniesie”. Czy takie wpisy deprymują?


– Wpisała to pacjentka, która wyszła w nieuleczalnej choroby.


Można wyjść z nieuleczalnej choroby?

– Można. Jestem tego świadkiem.


Żeby mieć dowody w ręku fotografuje pan chorych. Przed kuracją i po. Po co?


– Oto fotografia Kasi. Biedna łysa główka. Dziecko rozwijało się normalnie, aż nagle zaczęło tracić włoski. Lekarze zapisywali leki. Łysienie plackowate nie ustępowało. Tu widzi pan włoski krótkie jak u chłopczyka, gęste i równiutkie. Czy to cud?


To ja się pana pytam.


– Na tej fotografii noga pacjentki spuchnięta jak bania. Z otwartych ran sączy się okropna wydzielina. Na następnej fotografii noga ma normalne rozmiary, rany są zabliźnione, została jedna mała ranka. To stan po trzeciej wizycie. Czy to cud?


Wystarczą dwie, trzy wizyty, żeby ustąpiła choroba?


– Proszę pamiętać, że wizyty odbywają się co miesiąc. Po trzech miesiącach kuracji znikają uporczywe bóle głowy, nadciśnienie, bóle kręgosłupa. To jest normalny sposób leczenia! Czasem wymaga czasu, czasem z pomocą Bożej Opatrzności udaje się wyleczyć choroby przewlekłe. Czasem wystarczy dziesięć minut i jest nowe życie. Pacjenci często mi mówią: jak ręką odjął!


Opiera się pan na ziołach?


– Opieram się przede wszystkim na wiedzy. Raz trzeba pacjentowi zmienić dietę, innym razem trzeba go odchudzić o dwadzieścia kilo, pokazać właściwy sposób oddychania, lub nauczyć, jak nie poddawać się apatii, jak nabrać chęci do życia. Czasem trzeba mu dać nadzieję, która w konkretnym przypadku może okazać się najważniejsza. Czasem ratuję życie mówiąc, że natychmiast należy poddać się operacji nowotworu, bo to jedyny sposób na życie. Gdy ludzie oczekują zbyt wiele, wtedy mówię, że nie potrafię pomóc.


Czy Polacy chcą zdrowieć?


– I tak i nie. Często zachowują się jak niewierny Tomasz. Najczęściej robią tak kobiety. Chciałyby od razu wyzdrowieć. Pamiętam pacjentkę, która miała problemy z chodzeniem. Przyszła o dwóch kulach. Zrobiłem zabieg na kręgosłupie, dałem receptę na zioła. Następnym razem przyszła o jednej kuli, za to z mężem. Pomogłem mężowi i pytam, jak ona się czuje. Usłyszałem, że kiepsko i dalej boli. Przyszli po raz trzeci. Mąż czuł się jak nigdy dotąd.

Pytam ją, jak dzisiaj się czuje. Dalej kiepsko chodzę! Nie ma poprawy – usłyszałem. A gdzie pani ma kulę – pytam, bo widzę, że przyszła o własnych siłach. – Jak to gdzie? Rozejrzała się, popatrzyła po sobie: A wie pan, że zapomniałam.


Pamięta pan przypadki, które pana wzruszyły?


– Przyszła do mnie młoda kobieta z błaganiem o ratunek. Trzy lata wcześniej wyszła za mąż. Nie mogła zajść w ciążę. Lekarze postawili diagnozę, że mąż jest bezpłodny. Przyszedł. Za rok mieli dziecko. Byli szczęśliwi.


Co pan zrobił?


– Zobaczyłem zestresowanego pracownika prywatnej firmy. Pracoholika. Zmieniłem mu dietę. Podpowiedziałem zestaw ćwiczeń. Nic wielkiego. Ale podziałało.


Czy jest pan cudotwórcą?


– Nie. Jestem tylko lekarzem. To nie są cuda, tylko konkretna wiedza anatomiczna i fizjologiczna. Nie ukrywam, że bardzo pomaga mi tu doświadczenie i tradycje starej medycyny arabskiej, która jest potężną wiedzą i do której odwołuję się w leczeniu.


Jaka to tradycja?


– W mojej rodzinie było kilku specjalistów do leczenia ziołami, wykonywano także sprawdzone zabiegi bioterapeutyczne. Kiedy tamtą wiedzę, której uczyłem się praktycznie, dopełniłem studiami medycznymi – stałem się specjalistą od medycyny naturalnej. Podkreślam – medycyny, bo jestem lekarzem.


Co takiego fascynującego jest w medycynie arabskiej?


– Inaczej podchodzi do pacjenta. Który składa się z duszy i ciała. W duszy jest energia, która daje moc ciału. Kiedy pomagam, najpierw likwiduję problemy z energią, a potem „zabieram się” za ciało.


Lekarze nie wierzą w energię, bioenergoterapeutów nazywają szarlatanami?


– W starej medycynie arabskiej jest to ogromna dziedzina wiedzy. Na człowieczej mapie są pewne punkty, które mogą zostać zablokowane. Wtedy przepływ energii jest utrudniony lub całkowicie zatrzymany. Taka blokada jest często przyczyną poważnej choroby.


Czy pańskie zabiegi polegają na usunięciu blokad?


– Polegają na przywróceniu harmonii. Wiem jak to robić i jest to oparte na wieloletnim doświadczeniu.


Czy gdyby nie był pan lekarzem, robiłby pan takie zabiegi?


– Nigdy bym się nie odważył.


Czy medycyna arabska zna sposoby na zdrowe życie?


– Jeden i od wieków ten sam: Głód to doktor a miód to drugi doktor. Nigdy nie jedz do syta. Jedna trzecia żołądka dla pokarmu, jedna trzecia dla napoju, jedna trzecia dla ducha. Nigdy wieprzowiny. I będziesz zdrów!


Nie wiem, co dzisiaj byłoby ze mną, gdyby dobry Bóg nie skierował mnie do Pana – piszą pacjenci. Czy zdrowie zależy od Boga?


– Bóg wyznacza człowiekowi ścieżkę. W pewien sposób ją planuje. Pokazuje kierunek.


Jaki to kierunek?


– Żyć zdrowo. Tylko, że człowiek z tego kierunku zbacza. Bóg jest cierpliwy. Wie, że człowiek ma wpisany w swoje ciało kod długowieczności. Człowiek też musi bardzo mocno się natrudzić, żeby ten kod zniszczyć.


Co pan ma na myśli?


– Podstawą zdrowia jest kręgosłup i ruch. Człowiek od dzieciństwa zaniedbuje kręgosłup. Mało się rusza. Nawet drobne przemieszczenie kręgów rzutuje poważnymi chorobami. Wtedy chory idzie do lekarza. Dostaje leki przeciwbólowe. Łyka. Nie rusza się. Leki niszczą nerki, potem wątrobę. Zaczyna chorować na poważnie.


Gdzie popełnił błąd?


– W kuchni. Jadł dużo mięsa. Najczęściej wieprzowiny. Kiepskie wędliny z ogromną zawartością soli i konserwantów. W stawach zaczęły odkładać się szkodliwe substancje. Zaczął chorować.


Bardzo często wyrzuca pan pacjentom wieprzowinę z jadłospisu. Pan jej nie je ze względów na swoją religię?


– Wystarczy, że chory na nadciśnienie przestanie jeść wieprzowinę przez miesiąc.


Co wtedy?


– Ciśnienie się normuje. W porozumieniu z lekarzem można zmniejszyć leki. Jeśli pacjent będzie przez trzy miesiące pił mieszankę ziół, której skład podam, zmieni dietę i nastawienie do świata – będzie mógł mocno ograniczyć leki.


Kręgosłup, ruch, kuchnia, co jeszcze?


– Ktoś mądry porównał nasze ciało do domu. W domu są pokoje. Kręgosłup, ruch, kuchnia dotyczą pokoju ciała. Od czasu do czasu człowiek o ciało dba. A co z resztą pokoi?


Jakich?


– Jest jeszcze pokój umysłu. Polacy nie dbają o higienę mózgu. W pokoju umysłu mają bałagan. Są proste ćwiczenia, które trenują półkule, usprawniają myślenie, porządkują i wprowadzają ład. Poza pokojem ciała i umysłu jest trzeci pokój. Można nazwać go pokojem serca lub emocji. W tym pokoju rodzą się choroby nowotworowe. W tym pokoju robię zabiegi porządkowe. Ostatni pokój jest najważniejszy.


Jaki?


– Może pan go nazwać pokojem nieba. Albo pokojem wiary. Tu „zabiegi” robi Najwyższy. Tu zdarzają się cuda.

Autor: Waldemar Sulisz

Komentarze

  • 2016-03-30 gość

    z jednej strony cos w tym jest, ale z drugiej zalatuje mi to jakims "szarlatanstwem"

  • 2016-03-30 gość

    Przekonał mnie! Chyba na dobre rzucę wieprzowinę... Piecze mnie po niej zgaga, a smak coraz częściej pozostawia sporo do życzenia!