Co nas uskrzydla

Po trzynastu latach Krzysztof Ibisz przerwy wrócił do dubbingu. Usłyszymy jego głos w filmie animowanym „Rysiek Lwie Serce". Nam opowiedział nie tylko o swoich przygodach z aktorstwem, ale też o bardzo aktywnym i zdrowym stylu życiu.

Kim jest sir Glancelot, któremu użycza pan głosu w najnowszej produkcji Monolith Films?


Jest to służący, który udaje rycerza, a zajmuje się czyszczeniem zbroi, stąd jego przydomek Glancelot... Ale czy to wyjdzie na jaw, nie zdradzę... Po prostu zapraszam do kina.


Ja bym pana obsadziła raczej w głównej roli: Ryśka Lwie Serce. Jak się pan czuł, użyczając głosu temu typkowi spod ciemnej gwiazdy?


Super! Dlatego, że postacie charakterystyczne są najciekawsze do zagrania.


Aktorzy przeważnie mówią, że wolą grać role na tzw. kontrze, czyli wcielać się w postacie przeciwne do nich od strony osobowościowej.


Tak właśnie jest. Na przykład amanci filmowi zwykle pragnęliby zagrać czarne charaktery, złych ludzi. Bo to jest dla nich bardziej interesujące. Tak jak dla mnie ten Glancelot - który jest niby rubaszny, ale tak naprawdę to postać negatywna, oszust, z cynicznym stosunkiem do kobiet, skoncentrowany na sobie i bezkrytyczny.


Można o nim powiedzieć, że jest ulepiony z wad?


Na pewno. Dlatego też bywa śmieszny.


Kino to dla pana relaks?


Tak bym nie powiedział. Chodzę do kin studyjnych i lubię poważne filmy - pokazujące jakieś problemy, nad którymi warto się zastanowić, a potem je z kimś omówić. Ostatnio na przykład oglądałem irański film pt. „Przeszłość", o rodzinie patchworkowej, fantastyczne kino. Podobał mi się także ostatni film Woody'ego Allena.


Też widziałam i polecam go innym... A co pana w życiu relaksuje?


Sport.


Lubi pan gry zespołowe?


Nie, chociaż gram „w nogę" z moimi synami, a także chodzimy na mecze piłkarskie. Ale sam pływam, jeżdżę na rowerze, chodzę do siłowni i biegam.


Biega pan rano?


Nie, robię to po treningu w siłowni, aby oszczędzić na czasie i połączyć wszystko razem. Biegam przez godzinę.


Podobno zwraca pan uwagę na to, co je.


Nie wierzę w żadne diety, więc ich nie stosuję. Ale śledzę wiadomości na temat zdrowego odżywiania. Także ze względu na uprawiany przeze mnie regularnie wysiłek fizyczny. Jeśli bowiem i biegam, i pływam, i jeżdżę na rowerze, to mój organizm wymaga dostarczenia mu odpowiedniej dawki energii. Staram się więc, aby moje jedzenie było pełnowartościowe i każdy posiłek składał się zarówno z białek, jak i węglowodanów oraz niewielkiej ilości tłuszczu. I aby to były produkty wysokiej jakości.

Czegoś pan unika w swoim menu?


Staram się nie jeść wieprzowiny. Za to jadam białe mięso. I co może niektórych śmieszyć, pilnuję, aby jeść pięć posiłków dziennie.


Mnie to akurat nie bawi. Po prostu wybrał pan mądry sposób odżywiania.


Tak, dla mnie ważne jest, aby jeść regularnie. A poza tym preferuję prostą kuchnię. Mój ciepły posiłek składa się z kawałka mięsa, do tego ryż - bo tam są węglowodany potrzebne przy wysiłku fizycznym, oraz warzyw - które zawierają witaminy.


Do tego czasem kieliszeczek dobrego wina?


Nie, w ogóle nie piję alkoholu.


Z powodów ideologicznych?


Można tak powiedzieć. Nie palę też papierosów. Tak samo jestem przeciw legalizacji miękkich narkotyków.


Czyli żadnych używek.


Nieprawda, piję kawę... Może nawet za dużo.


A kawa jest niezdrowa?


Według ostatnich badań podobno tak, zdrowa. (śmiech)


A co pana w życiu najbardziej uskrzydla?


Miłość. Kochana osoba u boku. Ja w ogóle uznaję taką filozofię, że nieważne, co się dzieje w życiu, to jak jesteśmy zdrowi i mamy kochającą rodzinę, jesteśmy wśród ludzi, których kochamy i nas kochają, to ze wszystkim sobie poradzimy. Poza tym uskrzydla mnie wysiłek fizyczny. Sport.


Czy biegając, wpada pan w błogi stan? Niektórzy mówią o tym, że jest to rodzaj medytacji... Inni, że wydzielają się substancje szczęścia.


Tak, podczas biegu wydzielają się endorfiny. A ja czuję wtedy swoją moc, znikają wszystkie problemy, a są jedynie sprawy do rozwiązania. I na ogół wtedy właśnie przychodzą mi do głowy twórcze pomysły.


Ze mną jest podobnie.


Lubię brać udział w biegach charytatywnych. Teraz właśnie pędzę do Nowego Sącza na Bieg Miejski, który odbędzie się w najbliższą sobotę. Jeżeli tylko czas pozwala, biorę udział w Biegu Niepodległości w Warszawie. Lubię takie wspólne bieganie. Na szczęście jest teraz w Polsce moda na ruch, zdrowy styl życia.


Nareszcie.


Kiedy cztery lata temu wydałem książkę o fitnessie, niektórych to bawiło, mówili, że nie wypada, aby facet się takimi rzeczami zajmował.


Niemożliwe...


Tak było... Ale to się zmieniło i fajnie, że zmieniło się w dobrym kierunku.


Też tak sądzę. A co by pan na koniec podpowiedział naszym Czytelnikom, aby dobrze się czuli?


Żeby dbali o siebie, uprawiali sport, poświęcali jak najwięcej czasu na ruch, bo to jest najlepsze, co można dla siebie zrobić. Sport, zdrowe odżywianie, dobre relacje z ludźmi to recepta na dobry nastrój, coś, co nas najbardziej uskrzydla.

Autor: Barbara Jagas

Komentarze