Ciche dni - święty spokój czy tortury?

Milczenie z premedytacją to ulubiona broń kobiet. Niestety, na większość mężczyzn nie działa.

Kłótnia to rodzaj emocjonalnego oczyszczenia, swoiste katharsis. Gorzej, jeśli jedno z partnerów w ogóle przestaje się odzywać. Wielogodzinne lub wielodniowe milczenie sprawia, że atmosfera w związku staje się coraz bardziej gęsta i pełna toksycznego jadu. Zdaniem psychologów, ciche dni o wiele gorzej znoszą kobiety, nawet jeśli to one rozpoczęły kampanię milczenia.


Kobieca taktyka

Skąd w ogóle pomysł, by milczeć? Przecież takie podejście do konfliktu wcale nie załagodzi sytuacji. Jednak kobietom wydaje się, że mężczyzna szybko się złamie i przekona ją do rozmowy - czytaj: wreszcie przeprosi. Ona na pewno by tak zrobiła.

Kara milczenia to nawyk jeszcze z dzieciństwa. Dziewczynki bardzo często się na siebie obrażają, a potem nie odzywają się do siebie. Dopiero z wiekiem uczą się rozwiązywać konflikty, choć lęk przed ciszą pozostaje głęboko w podświadomości.

Dla kobiety brak rozmowy oznacza stan wyjątkowy, dla mężczyzny - święty spokój. Właśnie dlatego ciche dni to najgorsza z katusz, jaką kobieta najczęściej zadaje sama sobie. Zwykle trudno jej wytrzymać już od pierwszych minut. Mężczyzna z powodzeniem przetrwa kilka dni, choć zapewne wścieknie się, gdy w trakcie tej zmowy milczenia będzie musiał wspólnie z kobietą załatwić jakąś ważną sprawę (np. odbiór zamówionych mebli, spotkanie w sprawie kredytu). Zdenerwuje się, bo uzna, że kobieta rozpoczęta nową rozgrywkę, która (co dla niego znacznie gorsze) szkodzi ich wspólnym interesom.


Męska odpowiedź

Taktykę cichych dni stosuje ponad połowa par. Inicjatorami takich sytuacji bywają również mężczyźni. Postępują tak z dwóch powodów. Albo zauważyli, że kobiety gorzej znoszą milczenie i szybko przystają na ich warunki (raczej trudno uznać to za kompromis), albo milczą dla własnej wygody. Panowie nie czują się pewnie w wojnie na słowa. Boją się kobiecych dygresji, nawiązań czy łez. Wolą milczeć, tak jest dla nich bezpieczniej. Inaczej kobiety - większość wprawdzie obawia się wybuchu złości partnera, ale zdecydowanie woli konfrontację słowną.


Mocne i słabe strony

Co ciekawe, wybór taktyki milczenia zależy nie tylko od płci, ale i od pozycji w związku. Osoba mniej zaangażowana emocjonalnie ma większą siłę przebicia. Może zatem stosować metody postępowania bardziej bezpośrednie i twardsze niż partner silniej zaangażowany. To ona prędzej powie bez ogródek, że coś jej nie pasuje, że oczekuje wprowadzenia konkretnych zmian. Niższa pozycja w związku skłania do kroków bardziej pośrednich, manipulacyjnych, jak na przykład wzbudzanie poczucia winy w partnerze czy stosowanie cichych dni. Słabszy w związku czeka, aż druga strona domyśli się, że coś jest nie tak, sam zacznie rozmowę i narzuci jej reguły.


Wojny domowe

Jest jeszcze zdrowotny aspekt cichych dni. Wpływają one destrukcyjnie na zdrowie zarówno skłóconych partnerów, jak i ich małych dzieci. Gdy rodzice ukradkiem wymieniają piorunujące spojrzenia i szeptem prawią sobie uszczypliwości - pociechy, jeśli nie zrozumieją sytuacji, to z pewnością wyczują negatywne emocje.

Niepokojące zachowania rodziców wpływają na wyobraźnię malucha i w konsekwencji prowadzą do zachwiania jego poczucia bezpieczeństwa. U niektórych dzieci pojawiają się wtedy lęki, moczenie nocne lub znaczne pogorszenie zachowania.

Otwarta kłótnia zakończona pojednaniem jest o wiele mniej toksyczna niż atmosfera pełna niedomówień. Unikanie konfliktów prowadzi jedynie do narastania problemów, a stąd już tylko jeden krok do niekontrolowanego wybuchu. Kiedy uzewnętrzniamy własne emocje, rozładowujemy napięcie „na bieżąco" Zachowując zaś pozorny, stoicki spokój, kumulujemy je i w konsekwencji działamy przeciwko sobie. Tłumienie emocji może się odbić na zdrowiu, stając się źródłem kłopotów z sercem, bólów głowy czy dolegliwości żołądkowych. To nic innego jak trwały stres, a ten zawsze uderza w najsłabsze miejsca naszego organizmu lub powoduje nawrót dawnych chorób.

Bywa, że niektórzy zupełnie nie kojarzą napiętej atmosfery w domu z tym, że np. sztywnieje im kark, ciągle dokucza migrena lub rany nie chcą się goić. Potwierdził to eksperyment przeprowadzony przez amerykańskich naukowców. Brały w nim udział 42 pary małżeńskie w wieku 22-77 lat. Okazało się, że gdy małżonkowie byli skłóceni, małe ranki, które zrobiono im na przedramieniu, goiły się o 24 godziny dłużej, niż wówczas, gdy panowała między nimi zgoda.


Wymiana myśli

Kłótnia powinna prowadzić do kompromisu. Jeśli górę biorą emocje, a nie chęć porozumienia, wtedy trzeba dać sobie trochę czasu na ochłonięcie i dopiero po uspokojeniu się wrócić do sprawy. Można w tym czasie zaparzyć herbatę, wyprowadzić psa, umyć zęby lub pójść po cokolwiek do sklepu - to naprawdę działa wyciszająco! W tej sytuacji nawet ciche dni mogą wyjść na dobre. Pod jednym warunkiem: że obie osoby konstruktywnie przemyślą sobie wszystko w samotności i każda z nich chociaż trochę ustąpi.

Jeśli przynajmniej jedno z was będzie w tym czasie obmyślało plan zemsty lub podsycało swoją złość, trzeba tę ciszę przerwać. W zdrowym związku partnerzy nie stosują wobec siebie kar. We wspólnym interesie zatem jest zadbanie o to, by wypracować takie stanowisko, które zadowoli obie strony konfliktu. Kłótnia ma wówczas sens, gdy w wyniku konfrontacji spotkasz się z partnerem w połowie drogi. A nie ma sensu, gdy nie zmienia niczego.

Zdaniem psychologów otwarta kłótnia świadczy o tym, że jeszcze wam na sobie zależy. Konfrontacja jest przecież pewnego rodzaju zaangażowaniem. Ciszą niczego nie załatwicie, nie zawsze mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

Autor: Joanna Szutkowska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    łatow ich uniknąć :0 Zobaczcie, jak: http://kobiecosc.info/kobiece-...

  • 2016-03-31 gość

    Pewnie kłótnie i sprzeczki nie trwałyby nigdy długo, gdyby wina leżała po jednej stronie.