Choroba wyssana z mlekiem matki

Powszechnie uważa się, że dieta stosowana w czasie ciąży ma wpływ na prawidłowy rozwój płodu i niemowlęcia. Tymczasem sposób odżywiania przyszłej matki determinuje stan zdrowia człowieka na całe jego późniejsze życie.

Wszystko zaczęło się w 1944 roku w Holandii. Z powodu działań wojennych i ciężkiej zimy zapanował w tym kraju straszliwy głód, którego ofiarą padło kilkadziesiąt tysięcy Holendrów. Po 20 latach od tego głodowego roku holenderscy lekarze odnotowali wzmożoną ilość chorób psychicznych. Okazało się, że za tę niechlubną statystykę odpowiadają chorzy, którzy urodzili się w trakcie okresu głodu lub zaraz po nim. Lekarze doszli do wniosku (co potwierdziły potem badania naukowe), że niedobory pokarmowe, na które cierpiały kobiety będące w tym czasie w ciąży, wpłynęły na nieprawidłowy rozwój tkanki mózgowej, czego efektem były choroby, które ujawniły się po latach.

To spostrzeżenie zapoczątkowało szersze badanie zapadalności na inne choroby, i to nie tylko roczników z „głodową” biografią w Holandii. Badaniom i obserwacjom poddawano zachorowalność w całych populacji, z niewytłumaczonych powodów występującą częściej niż średnia statystyczna dla danego rejonu. Ku wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że większość przypadków zapadalności na choroby u osób dorosłych da się wytłumaczyć niedostateczną dbałością o kondycję płodu, m.in. złą dietą przyszłych matek.


Prawdopodobne wytłumaczenie

Witaminy, aminokwasy, minerały i enzymy dostarczane wraz z pokarmem mają wpływ na produkcję hormonów regulujących reakcje zachodzące w organizmie. Jeśli u zdrowego dorosłego człowieka występuje zmniejszona ilość jakiegoś hormonu (bądź też go brakuje), organizm na ogół potrafi sobie z tym problemem poradzić. Ale w przypadku kobiety w ciąży, sprawa jest bardziej skomplikowana. Organizm kształtującego się płodu potrzebuje wielu składników. Owszem, zwykle nie daje on zrobić sobie krzywdy, skutecznie i bez skrupułów „okradając” rodzicielkę z niezbędnego „budulca”. Ale gdy ten niedobór występuje również u matki, nieuchronnie odbije się to na kondycji płodu. I tak np. niedostatek hormonów prowadzi do nieprawidłowości w tworzeniu się nowych tkanek i organów.


Za niska waga noworodka

Po wielu badaniach prowadzonych na całym świecie udowodniono, że:

• Aż czterokrotnie częściej chorują na choroby wieńcowe osoby, które jako noworodki miały obniżoną wagę (od 2 do 2, 5 kg).

• Mała „masa urodzeniowa” (do 2,5 kg) zwiększa ryzyko nadciśnienia w wieku dorosłym aż o 60 proc. U bardzo wielu pacjentów do niedawna nie potrafiono wskazać przyczyny nadciśnienia tętniczego. Obecnie uważa się, że źródła choroby należy szukać w życiu płodowym chorego.

• Cukrzyca typu 2 w większości przypadków spowodowana jest złą dietą. Dlaczego jednak tylko część osób źle odżywiających się zapada na tę chorobę? Udowodniono, że skłonność do tej choroby przypisana jest ludziom, których matki w pierwszym trymestrze ciąży były niedożywione. Obecnie to niedożywienie – przynajmniej w krajach z potencjalnym nadmiarem żywności – spowodowane bywa najczęściej porannymi wymiotami, które pozbawiają przyszłe matki apetytu. Zdarzają się też przypadki, że kobieta - nieświadoma jeszcze odmiennego stanu - zauważając niepokojące zmiany w swojej figurze, stosuje restrykcyjne diety odchudzające.

• Na koniec jeszcze jeden, bardziej złożony problem społeczny. Współczesny styl życia nie sprzyja stosowaniu zrównoważonej diety. Młode kobiety nie tylko pracują zawodowo, ale także zajmują się prowadzeniem domu. Rzecz w tym, że nie mając czasu (ani ochoty) na zajmowanie się kuchnią, jadają w barach i stołówkach. Taka stołówkowa kuchnia zwykle jest bogata w kalorie i tłuszcze, ale ubogie w witaminy, białko i minerały. Nasze babcie jadały posiłki przygotowywane przez siebie w domu, a więc znacznie bardziej wartościowe. Nie stosowały też tak nagminnie diet odchudzających. Prawdopodobnie to różnica w sposobie odżywiania jest przyczyną dramatycznego wzrostu ilości zachorowań na cukrzycę oraz wielu innych chorób cywilizacyjnych.


Za wysoka waga noworodka

Szwedzcy naukowcy przeprowadzili badania na dużej grupie mężczyzn chorych na raka prostaty. Po sięgnięciu do danych o wadze urodzeniowej badanych panów okazało się, że prawie wszyscy urodzili się jako zbyt duże noworodki. Dalsze badania udowodniły, że waga urodzeniowa powyżej 3,5 kg zwiększa ryzyko zachorowania na tę chorobę. Im wyższa waga noworodka, tym większe ryzyko prostaty - dochodzi nawet do 80 proc. zachorowalności przy wadze powyżej 4,8 kg.


Nie wszystko zapisane w genach?

Wiadomo, że rak piersi jest „zapisany” w genach, z czego jeszcze nie wynika, że wszystkie córki matek chorujących na nowotwór gruczołu mlecznego również zachorują. Prowadzone badania wykazały, że jeżeli matki - które chorowały na raka piersi przed porodem lub po -rodziły córki z niższą wagę, o wiele rzadziej zapadały one na raka piersi (aż dziesięciokrotnie rzadziej). I odwrotnie: te z zawyżoną wagą są potem bardziej zagrożone chorobą. Jednym słowem: im większa waga, tym wyższe prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi.

Obserwacji poddano także osoby z dużą nadwagą. Tu również dopatrzono się pewnej prawidłowości. Otyłością są zagrożeni ci, których matki jadły zbyt mało w pierwszym trymestrze lub… zbyt dużo w ostatnim okresie ciąży. Podejrzewa się, że w pierwszej dekadzie ciąży, a więc kiedy zaczyna tworzyć się układ nerwowy, niedobór składników pokarmowych może powodować pewne mikro zmiany, przynajmniej w tej części mózgu, w której znajduje się ośrodek głodu, co skutkuje wyjątkowo dużym apetytem u dorosłego człowieka.

Natomiast w trzeciej dekadzie ciąży tworzy się tkanka tłuszczowa noworodka. Jeśli matka je obficie i kalorycznie, pod skórą płodu powstaje więcej komórek tłuszczowych niż u płodu matki żywiącej się z umiarem.

Autor: Barbara Hołub

Komentarze