Chciałabym zagrać w horrorze! rozmowa z Marysią Góralczyk

Nie chciałam, tak jak inne dziewczyny, faszerować się tabletkami wstrzymującymi rozwój niektórych części ciała, aby szczupło wyglądać. Wiele modelek ta pogoń za chudością, wpędziła w anoreksję lub inne groźne choroby. Kiedy w Mediolanie codziennie słyszałam, że jestem za gruba, któregoś dnia po prostu spakowałam torbę i wróciłam do domu.

Podobno została pani aktorką w wyniku serii przypadków i zbiegów okoliczności?


Przypadek zrządził, że jako pięciolatka wpadłam w oko pewnej pani, która organizowała casting w przedszkolu i między innymi wybrała mnie do udziału w pokazie mody w programie telewizyjnym „Tik-Tak”. Kilka lat później znów stanęłam oko w oko z kamerą, bo brałam udział w programie „5-10-15”. Potem, już jako czternastolatka, poszłam z mamą mojej przyjaciółki na jakiś pokaz mody i tam wypatrzyły mnie projektantki z Fabryki Mody. Przez 5 lat pracowałam jako modelka. Ale, w przeciwieństwie do wielu moich rówieśnic, nigdy nie marzyłam ani o aktorstwie czy o byciu modelką. Później, idąc na studia, wybrałam dziennikarstwo, a nie szkołę filmową. Tak więc to raczej te zawody, czy ludzie z nimi związani, zainteresowali się mną, a ja to przyjęłam i bardzo mi się to spodobało. Z czasem aktorstwo stało się moim sposobem zarabiania na życie, a więc w końcu zawodem.


Często gra pani modelki. Najpierw w filmie „Bellisima” jest pani dzieckiem, którego matka robi wszystko, aby zostało ono zauważone przez ludzi z tej branży. W serialu „Agentki” gra pani nauczycielkę mody i w końcu w „BrzydUli” występuje jako modelka Domi. To znowu przypadek czy świadomy zamysł reżyserów?


Był jeszcze jeden epizod w filmie „Egoiści” Mariusza Trelińskiego, w którym też byłam modelką. Myślę, że to nie przypadki, ale bardziej świadome wybory reżyserów. Ktoś, kto był modelką, lepiej wczuje się w rolę, a jak już raz się ją zagra, to potem inni reżyserzy o tym pamiętają i nadchodzi następna propozycja.


Co dała pani praca modelki?


Zwiedziłam trochę „świata”, bo pracowałam między innymi we Włoszech czy w Berlinie, poduczyłam się języka. Myślę jednak, że przede wszystkim nauczyłam się odpowiedzialności i dojrzałości, dużo wcześniej od moich rówieśników. Wyjeżdżałam z domu na kilka tygodni i musiałam sobie radzić. Rodzice obdarzali mnie dużym zaufaniem i nigdy ich nie zawiodłam. Na pewno wiele mnie też przez tę pracę ominęło. W liceum i na studiach byłam zawsze trochę z boku, bo z powodu częstych wyjazdów nie mogłam się zintegrować z rówieśnikami. Wiele osób myślało, że zadzieram nosa, choć tak nie było.


Skończyła pani z pracą modelki mając 19 lat. Nie za wcześnie trochę?


Zdecydowanie nie! I tak mało chodziłam po wybiegach, bo miałam, według tam obowiązujących kryteriów, wszystko za duże. Ideałem modelki była wtedy osoba nawet nie chuda, ale wręcz wychudzona. Wpadałam w straszne kompleksy, a to nie było dobre. Nie chciałam, tak jak inne dziewczyny, faszerować się tabletkami wstrzymującymi rozwój niektórych części ciała, aby szczupło wyglądać. Wiele modelek ta pogoń za chudością, wpędziła w anoreksję lub inne groźne choroby. Kiedy w Mediolanie codziennie słyszałam, że jestem za gruba, któregoś dnia po prostu spakowałam torbę i wróciłam do domu. Mama mnie w takich decyzjach wspierała i to też było ważne.


I to pchnęło panią w kierunku aktorstwa?


Jako modelka brałam udział w wielu filmach reklamowych, przez co oswoiłam się z kamerą. Czułam się przed nią dobrze, nie peszyła mnie ona i lubiłam tę pracę. Dlatego bez tremy poszłam na casting do filmu „Egoiści”. Miałam wtedy 16 lat. Dostałam ten epizod. Ale nie brałam wtedy jeszcze pod uwagę, że to będzie mój sposób na życie. Myśląc o przyszłości widziałam siebie w jakieś agencji reklamowej czy w telewizji. Dwa lata później znów przypadek. W sklepie spożywczym zauważył mnie drugi reżyser filmu „Bellisima” i zaprosił na zdjęcia próbne. Widać dobrze wypadłam, bo dostałam propozycję zagrania poważnej już roli, u boku znakomitej aktorki, Ewy Kasprzyk. Bardzo się tego obawiałam. Panikowałam mamie, a ona stwierdziła, że skoro mam taką okazję, to powinnam ją wykorzystać i spróbować. No i nie żałuję!


Rolą zbuntowanej Marysi Bielak zachwyciła pani krytyków i widzów. Wydawało się, że kariera stoi przed nią otworem, ale wszystko potoczyło się inaczej?


Dobre recenzje z tego, co zrobiłam, cieszyły mnie, ale nie myślałam wtedy o sobie jako o osobie rozpoczynającej wielką karierę. Ja po prostu pokochałam tę pracę i chciałam to robić nadal. Namawiano mnie nawet, abym porzuciła studia dziennikarskie i zdawała do szkoły filmowej. Nie zrobiłam tego, ale za to zostałam zaproszona do Agencji Aktorskiej Gudejko, która zaopiekowała się mną od strony artystycznej. Zaczęłam dostawać następne propozycje, choć już nie tak ważne, jak rola Marysi Bielak. I tak to się potoczyło, zagrałam wiele ról, ale głównie drugoplanowych lub epizodycznych. Może jeszcze dostanę jakąś wspaniałą pierwszoplanową rolę.

Lubię postać pielęgniarki Beaty w serialu „Na dobre i na złe”, którą gram już od trzech lat. Kontrapunktem do niej jest postać Magdy Nowak z „Pierwszej miłości”, która może budzić negatywne odczucia u niektórych widzów, że w taki, a nie inny sposób walczy o swoje miejsce na świecie. Dla mnie najważniejsze jest to, że ta praca przynosi mi dużo satysfakcji, no i pozwala mi zarabiać. Gdyby się okazało, że propozycje się skończą, a na szczęście póki co tak nie jest, mam inny wariant na życie, czyli tak zwany plan B.


A plany na przyszłość?


Intuicja mi podpowiada, że po trzydziestce się rozwinę! Wiem już, czego chcę od życia. Mam nadzieję też, że w wieku 35 lat będę matką dwojga dzieci. Matką świadomą, cierpliwą, a przede wszystkim szczęśliwą! No i oczywiście ukochaną żoną. Sama miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców i wspaniałą siostrę. Myśląc zaś o przyszłości zawodowej, to chciałabym zagrać kilka znaczących ról. Marzą mi się też różne gatunki, zarówno komedia romantyczna, jak i horror. Najważniejsze, żeby się rozwijać i robić to, co się kocha. W najgorszym wypadku mam ten plan B i nie dam się zaskoczyć!

Autor: Olga Oswaldo

Komentarze