Chcę przetrwać, więc żyję – rozmowa z biochemikiem, dr. n. med. Markiem Jurgowiakiem

Każda komórka, jak i cały organizm chce się rozmnażać – w tym także wyraża się chęć trwania. Nawet wirusy, które nie są żywymi organizmami, chcą wnikać do komórek, by tam się namnożyć. Tak więc życie chce trwać, stosując w tym celu różne strategie.

Jak nauka rozumie życie?


Na pewno inaczej niż sto lat temu. Ogrom informacji, jakie zdobyliśmy do tej pory, sprawia, że zaczynamy lepiej rozumieć istotę procesów życiowych. Natomiast nie wydaje mi się, żebyśmy kiedykolwiek mogli podać ostateczną, pełną i dogłębną definicję życia, bo wówczas musielibyśmy zabawić się w Stwórcę, który wyjaśnia swą największą tajemnicę.


Jaki jest w takim razie sens badania życia?


Nauka próbuje dotrzeć do zrozumienia zjawiska życia choćby po to, by móc diagnozować choroby, leczyć je, wreszcie zapobiegać im. Zrozumienie, na czym polega życie jako proces biochemiczny na poziomie każdej komórki – a nasze ciało to 60 bilionów komórek różnego typu – jest konieczne, by rozwijała się nowoczesna medycyna.


Czy to znaczy, że każdy z nas powinien interesować się nauką o życiu?


O ile nie wszyscy jesteśmy twórcami nauki, rzemieślnikami, o tyle każdy z nas jest jej odbiorcą, konsumentem. Nieliczni z nas naukę tworzą, ale my wszyscy korzystamy z jej osiągnięć, np. jesteśmy leczeni. Dlatego też zainteresowanie tematyką zdrowia i życia jest coraz większe. Powstają nowe pisma popularyzujące tę tematykę, ludzie chętnie czytają, a ta dostępność również przekłada się na większe zainteresowanie. Ale żeby najnowsza wiedza była przekazywana, muszą być ludzie, którzy tę wiedzę upowszechniają. I tutaj należy zrobić miejsce dla popularyzacji.


Czyli dla tego, czym Pan się zajmuje. Co powinniśmy rozumieć przez pojęcie popularyzacji?


Czymś innym jest napisanie naukowego artykułu, który jest w stanie zrozumieć tylko specjalista w danej dziedzinie, a czymś zupełnie innym wygłoszenie tekstu popularyzującego takim językiem, by zachował walory naukowe, ale jednocześnie był zrozumiały dla każdego. Bo nie jest sztuką mówić trudno o rzeczach trudnych. Sztuką jest mówić w sposób prosty, ale nie prostacki. Nie można powiedzieć, że popularyzacja jest sprawą łatwą. Ja określam ją sztuką. Sztuką przekazywania prostym językiem tego, co się dzieje w nauce.


A wracając do tematu życia. Ile nauka o nim wie?


Coraz więcej. Możemy wyjaśnić, jakie procesy biologiczne toczą się w komórkach, jak to wpływa na funkcjonowanie całego organizmu. Są takie momenty, kiedy pogłębiając swoją wiedzę o życiu, o procesach życiowych, zaczynamy dochodzić do uogólnień, wniosków, zaczynamy widzieć świat inaczej niż jeszcze kilka lat czy nawet dni wcześniej. I paradoksalnie im większą mamy wiedzę, im bardziej zgłębiamy dany temat, tym częściej dochodzimy do wniosku, że jeszcze trudniej podać definicję życia, że tym trudniej to życie zrozumieć.


A gdybym zapytała, co jest istotą życia?


Powiedziałbym, że dążność każdego tworu żywego do trwania. Każda komórka chce przetrwać, każda ma mechanizmy, które bronią ją przed uszkodzeniem, przed śmiercią. Choć czasem dość przewrotnie, bo altruistyczna śmierć pojedynczej komórki (apoptoza) wręcz umożliwia życie tkance, a nawet całemu organizmowi. Każda komórka, jak i cały organizm chce się rozmnażać – w tym także wyraża się chęć trwania. Nawet wirusy, które nie są żywymi organizmami, chcą wnikać do komórek, by tam się namnożyć. Tak więc życie chce trwać, stosując w tym celu różne strategie.


Skąd w takim razie ludzka tendencja do podejmowania zachowań destrukcyjnych?


Czym innym jest życie biologiczne. W tym wypadku wolę życia wyrażamy w tym, że chcemy mieć potomka, chcemy przedłużyć życie gatunku. Natomiast czymś zupełnie innym są nasze nałogi czy pasje życiowe.
Niesamowite jest to, że każdy element organizmu do czegoś służy, że nie ma w nim „części” zbędnych.

Każda komórka ma „biologiczny sens” i uzasadnienie trwania w tym organizmie. Zarówno w komórce, jak i w organizmie nie ma żadnego niepotrzebnego elementu. Wszystkie służą podtrzymaniu życia. My, biolodzy, mówimy w ten sposób: każda funkcja biologiczna wypływa ze struktury. Komórka dzieli się, bo ma aparat podziałowy, pojedynczy jon żelaza – najmniejsza cząsteczka – jest potrzebny, by tkwiąc w hemoglobinie warunkować jej działanie. Każdy z tych elementów składa się na to, co nazywamy życiem.

Zaskakujące jest również to, że nasz organizm nigdy się nie wyłącza. Całą dobę pracuje. My śpimy, ale nasz organizm nie śpi. Gdy zasypiamy, wyciszają się niektóre procesy życiowe, zwalnia się tempo naszego metabolizmu, oddech, wszystko się uspokaja. Funkcje życiowe są, oczywiście, zachowane, ale organizm wypoczywa. Dlatego sen jest niezbędny do podtrzymania życia.


Ale organizm nie jest pozbawiony wad. Starzejmy się, umieramy… A przecież organizmy jednokomórkowe są teoretycznie nieśmiertelne.


Rzeczywiście, komórki bakteryjne dzielą się, dzięki czemu jedna daje dwie potomne. Te, jeżeli nie zginą, dzielą się dalej, więc trudno dopatrzyć się u bakterii typowego procesu starzenia. Ale już u drożdży (które także są organizmami jednokomórkowymi, ale eukariotycznymi, zatem mają budowę komórki podobną do naszych) występuje już odmiana rozmnażania płciowego. I już obserwuje się u nich zjawiska starzenia podobne do tych, które następują w naszych starzejących się komórkach. Przyjmuje się, że proces starzenia pojawił się w historii życia na Ziemi wraz z pojawieniem się rozmnażania płciowego.


Za możliwość rozmnażania płciowego zapłaciliśmy starzeniem się?


Rozmnażania płciowe ma to do siebie, że z połączenia się komórki męskiej i żeńskiej otrzymujemy nowego osobnika, który ma zastąpić dwa twory macierzyste. Starzenie jest takim samym fenomenem jak życie na każdym innym jego etapie. Trudno wyobrazić sobie Ziemię, na której mieszkają wszystkie pokolenia od samego początku istnienia życia. Potrafimy leczyć choroby, klonować organizmy, ale jeszcze nikt nie wyeliminował starzenia się ani nie zmienił jego biegu. Starzenie organizmu powstało jako element filogenezy i ontogenezy i nic na to nie poradzimy.


A co jest największym zagrożeniem dla życia?


Samo życie. Jak to kiedyś mądrze wymyślił Zanussi: „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”. Już od momentu przyjścia na świat jesteśmy narażeni na działanie różnych czynników, np. skażonego środowiska. Z drugiej strony pogłębiamy negatywne zmiany w naszym organizmie a to paląc papierosy, a to nadużywając alkoholu, a to źle suplementując np. witaminy.


Interesujące jest również to, że niektóre choroby częściej dotykają kobiet, inne – np. rak krtani – są chorobami typowo męskimi. Dlaczego?


Takie zjawisko określamy mianem „płci ryzyka”. Kobiety i mężczyźni różnią się między sobą. Są choroby typowo kobiece, jak rak sutka oraz typowo męskie – np. rak krtani wynikający z palenia. Skąd to się bierze? Różnice płciowe mają wpływ na nasze życie. Można to także zauważyć, obserwując średnią długość życia kobiet i mężczyzn w Polsce. Kobiety żyją średnio 80 lat, mężczyźni 70.


Wynika to z biologii?


Z jednej strony za taką sytuację odpowiadać może taki a nie inny zestaw hormonów. Ale może odpowiada za to ewolucja. Kobieta musi wydać na świat i wychować dzieci. Być może dlatego Natura darowała jej dłuższy czas życia. Na pewno upłynie jeszcze sporo czasu, nim zgłębimy tę tajemnicę do końca, nim będziemy mogli powiedzieć, że długość życia jest zdeterminowana takimi czy innymi czynnikami, chociaż sporo już na ten temat wiemy.


A kiedy już się tego dowiemy, zaczniemy szukać dalej…


Już to robimy. Potrafimy zmienić właściwości bakterii, wprowadzając do niej geny kodujące insulinę, dzięki czemu bakterie produkują lek przeciwko cukrzycy dla ludzi. Mowa oczywiście o metodach inżynierii genetycznej. Na szczęście jeszcze nie ingerujemy tak dogłębnie w organizm samego człowieka. Obawy o to, że klonowanie stanie się naturalnym, codziennym zjawiskiem, okazały się bezpodstawne. Ale kto wie? Może kiedyś zaczniemy ingerować także w geny ludzi? Tym bardziej że te metody są coraz tańsze. Dziś sam koszt badań związanych np. z sekwencjonowaniem genomu czy z klonowaniem jest znacznie niższy niż kilkanaście lat wstecz.


Dr n. med. Marek Jurgowiak jest starszym wykładowcą w Katedrze i Zakładzie Biochemii Klinicznej Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od lat popularyzuje nauki biomedyczne. Publikował m.in. w „Wiedzy i Życiu”, „Biologii w Szkole”, brał udział w programach popularyzatorskich emitowanych na antenie TVP. Swoją wiedzą dzielił się także podczas Medycznych Śród oraz Festiwali Nauki i Sztuki organizowanych przez macierzystą Uczelnię. Był nominowany w konkursie „Popularyzator Nauki 2009”, organizowanym przez Serwis Nauka w Polsce PAP przy współpracy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Autor: Sybilla Walczyk

Komentarze