Chcę inspirować do zmian - wywiad z Katarzyną Figurą

Z Katarzyną Figurą o figurze i odchudzaniu rozmawia Sybilla Walczyk.

Katarzynie Figurze figury może pozazdrościć niejedna nastolatka. Od czasu "Tańca z gwiazdami" nadal utrzymuje pani nienaganną sylwetkę. Co było motywacją do podjęcia walki z nadliczbowymi kilogramami?


- Zaczęłam się odchudzać dokładnie w Walentynki 2008 roku, kiedy rozpoczęłam treningi do "Tańca z gwiazdami". Gdy obejrzałam się w wielkich lustrach na sali treningowej, pomyślałam tylko jedno: muszę schudnąć i wzmocnić kondycję. Nie wiem, ile kilogramów zrzuciłam od tego czasu. Bardziej widzę różnicę po rozmiarach ubrań. Z 42 przeszłam do 38, czasami wchodzę w 36.


Odchudzała się pani „pod okiem” specjalistów?


- Po podjęciu decyzji o odchudzaniu udałam się do dietetyka i zapisałam na siłownię. Wiedziałam, że poza ruchem, który zagwarantuję sobie dzięki treningom do „Tańca z gwiazdami”, potrzebna mi będzie także odpowiednia dieta. Wiedziałam też, że muszę odchudzać się z głową. Jeśli będę się ruszać, ale jednocześnie jeść w środku nocy, albo opychać się słodyczami, to takie „odchudzanie” nie przyniesie pożądanego rezultatu. Jednym słowem postanowiłam wszystko kompleksowo zaplanować. Czuwała nade mną specjalistka, osoba która się na tym zna. Wprowadziła mi dosyć rygorystyczny program, ale jednocześnie nie była to żadna dieta-cud.


Na czym polegała?


- To była i nadal jest dieta rozsądna. Opiera się na systematycznych i dobrze skomponowanych posiłkach. Na samym początku lekarka polecił mi wykluczyć z diety węglowodany, zrezygnować z pieczywa i ziemniaków. Podstawą posiłków były warzywa, trochę ryb, ewentualnie chude mięso, za którym zresztą nie przepadam. Jednocześnie piłam dużo wody i herbatek ziołowych. Okazało się, że ta dieta jest dla mnie idealna, bo nie wymaga strasznych wyrzeczeń, a już po 1,5 miesiąca mogłam powrócić do niektórych węglowodanów takich jak ryż zjedzony do godz. 13.00. Kiedy odpadłam z „Tańca z gwiazdami” i zaczęłam zdjęcia do filmu „To nie tak jak myślisz, kotku” trochę zmienił się mój system ćwiczeń. Wstawałam o 5.30 aby o 6.00 pojawić się na siłowni, a na 8.00 jechałam na plan. Poza tym do dziś w kontraktach filmowych mam zagwarantowaną dietę opartą na warzywach, sałatach i rybach. Od tego nie ma żadnego wyjątku.


Podejmowała pani wcześniej próby odchudzania?


- Oczywiście! Wielokrotnie! Gdy mieszkałam we Francji i w Kalifornii przechodziłam przez różne etapy odchudzania, dostosowane do moich potrzeb na daną chwilę. Niestety, efekty też były chwilowe.


Jak mąż reagował na to, że katuje się pani dietą?


- Był bardzo sceptyczny. Natomiast od samego początku dopingował mnie mój 21-letni syn, który jest trenerem tenisa. Dopiero z czasem, gdy były już widoczne rezultaty diety, mąż stał się fanem mojego nowego stylu życia. Sam też zamierza się odchudzić, ale jest mu bardzo trudno dostosować się do zasad poprawnego odżywiania. Praca zmusza go do szybkiego i nieregularnego jedzenia. Natomiast córeczki (6 i 4 lata) szybko zaakceptowały nową kuchnię. Mamy świetną zabawę, gdy wspólnie łuskamy fasolkę sojową, której strączki wypełniają cały nasz zamrażalnik.


Dlaczego zdecydowała się pani zostać ambasadorem akcji "Odchudzamy Polskę"


Powiedzmy sobie szczerze – Polacy są otyli. Połączenie naszej tradycyjnej tłustej kuchni ze złymi nawykami zaczerpniętymi z Zachodu sprawiło, że odżywiamy się fatalnie. Brak aktywności fizycznej, który nas cechuje, również nie sprzyja zachowaniu szczupłej sylwetki.

Ambasadorką tej akcji zostałam w momencie zgłoszenia się z moim problemem do specjalisty. To było na długo przed tym, jak powstał pomysł na zorganizowanie tej kampanii. Dlatego kiedy przyszła propozycja współpracy nie wahałam się ani chwili, bo wiedziałam, że w ten sposób mogę przekazać innym zasady, które sama poznałam i w ten sposób pomóc komuś schudnąć.

Podoba mi się, że kampania „Odchudzamy Polaków!” jest kompleksowa, bo aby osiągnąć sukces powinno się działać kompleksowo. Pierwszym krokiem jest zgłoszenie się do lekarza, który ułoży indywidualny program odchudzania i otoczy nas opieką. Druga ważna rzecz, to regularna aktywność fizyczna. Prawidłowo dobrane ćwiczenia i odpowiednie odżywianie się to podstawa sukcesu. Dodatkowo – i ten problem również jest poruszany w kampanii – trzeba zadbać o ciało, które traci na wadze i odpowiednio je pielęgnować. Ja tak robię.


Co dla pani oznacza odchudzanie?


- To zmiana stylu życia, ale zmiana pod opieką specjalisty. Decyzja o odchudzaniu, którą podjęłam przeszło rok temu, była ważna nie tylko dla mnie, ale również dla całej mojej rodziny. Regularne odżywianie się oraz aktywność fizyczna to zasady, które staram się teraz zaszczepić moim córkom.


Udaje się? Córki chętniej sięgną po owoce niż pizzę?


- Moje dzieci nigdy nie były i nie pojawią się w miejscu, gdzie serwowany jest fast food. Zamiast chipsów, czy frytek serwuję im na przykład fasolkę sojową. Gotujemy ją na parze i dodajemy soli morskiej. Skubanie takiej fasolki to doskonała zabawa, a zarazem fantastyczny posiłek. Muszę przyznać, że nawet podczas urodzinowych przyjęć koleżanek czy kolegów moje dzieci wybierają to co znają i co jest zdrowe. Nie oznacza to oczywiście, że nie wiedzą jak smakuje czekolada czy kakao. Po prostu nie jedzą lizaków i cukierków.


Pozwala sobie pani na odstępstwo od diety?


- Uwielbiam makaron, zwłaszcza we włoskich restauracjach. Dlatego raz w miesiącu pozwalam sobie na pastę. Uwielbiam też foie gras w taco z gruszkowym chutney’em, które serwujemy w naszej warszawskiej restauracji KOM. Nigdy nie lubiłam słodyczy, dlatego rozstanie z nimi nie było tragedią. Słodycz znajduję w winie.


- Kilka miesięcy temu oglądaliśmy pani zdjęcia w Playboyu. Nie bała się pani, że ktoś uzna, że nie wypada już robić takich rzeczy?


- Jestem szczęśliwa, że to zrobiłam. Te zdjęcia oglądają nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Mam nadzieję, że moje fotografie zainspirują ich do zmiany trybu życia. Skoro widzą, że ja - kobieta, która urodziła trójkę dzieci, może tak wyglądać - to widocznie jest to możliwe do osiągnięcia.

Autor: Sybilla Walczyk

Komentarze