Chcę być sama - singielki

W żyjącej samotnie kobiecie jeszcze do niedawna świat widział przegraną starą pannę. Dziś musi ją uznać za atrakcyjną singielkę, która mieszka sama i nie widzi w tym dopustu bożego, ale wymarzoną sielankę.

Upodobanie do życia w pojedynką nie dotyczy rzecz jasna tylko kobiet, ale, jak pokazują statystyki, to właśnie one wiodą dziś prym wśród singli. Według ostatniego narodowego spisu powszechnego w Polsce wzrosła liczba singli obojga płci. Samotnych mężczyzn jest jednak tylko o 32 proc. więcej, zaś samotnych kobiet aż o 38 proc. więcej niż w 1988 r. Ponadto, według szacunków, w 2030 r. singli będzie już siedem milionów, czyli o dwa miliony więcej niż dziś. Dlaczego tak wielu z nas przestało zależeć na dzieleniu domowego azylu z mężczyzną?

Nie ma co ukrywać. Zjawisko znane jako „facet w domu" (nawet ten najbardziej ukochany) zwykle wiąże się z pewnymi niedogodnościami. A to w ostatniej chwili trzeba mu uprasować koszulę, a to wymyślić i ugotować smaczny obiadek, by w nagrodę przez resztę wieczoru oglądać jego plecy i podziwiać poświatę ekranu monitora na fragmencie policzka.

Oczywiście trudno jest generalizować, ale życie pod wspólnym dachem z drugą osobą zawsze wiąże się z pewną dozą ustępstw i wyrzeczeń. Tymczasem kobiety coraz rzadziej zgadzają się na nieustanne kompromisy w imię skądinąd społecznie słusznych wartości rodzinnych, tradycji, a nawet niemilknącego zegara naszej fizjologii. Co je zatem pociąga w stylu życia, którego tak bardzo obawiały się jeszcze ich babcie, a nawet matki?


Ekonomia, głupcze

Nie da się ukryć, że mieszkając sama, kobieta łatwiej może zarobić dodatkowe pieniądze, ale przede wszystkim ma prawo dostosować budżet do własnych potrzeb. Powinna więc być dla producentów niezwykle atrakcyjnym konsumentem. Jednak jeszcze do niedawna nie było to wcale takie oczywiste. Opakowania codziennych produktów odpowiadały raczej wymaganiom rodziny, więc w gospodarstwach singli wiele rzeczy po prostu się marnowało. Równie niesprawiedliwe ekonomicznie były propozycje biur podróży. Wakacje w hotelu mogły kosztować jedną osobę nawet 60 proc. drożej niż członka rodziny.

A przecież, jak twierdzą socjologowie, single zwykle chętniej wydają pieniądze i częściej szukają przygód, a zatem powinny być bardziej pożądane przez producentów i organizatorów wolnego czasu. Powoli stan ten ulega zmianie. Powstało już nawet pierwsze biuro (Travelplanet), którego oferta przeznaczona jest wyłącznie dla singli, a w sklepach bez trudu można dostać miniopakowania mleka, masła czy mięsa. Tak więc znikają ostatnie argumenty, które przemawiały za byciem we dwoje choćby z rozsądku. Teraz jedynym powodem pozostaje duża dawka dobrej woli obu stron.


Nieoceniona inwestycja

Życie na własny rachunek, choćby przez kilka lat, wymusza na nas poniekąd współczesny świat. Coraz bardziej liczy się wykształcenie, a statystyki pokazują, jak wiele - niestety - tracimy, angażując się w stały związek i małżeństwo w młodym wieku.

Pań, które ukończyły studia wyższe, jest dwukrotnie więcej w grupie singielek, niż mężatek. Dlatego te pierwsze znacznie częściej można spotkać w dużych miastach, a stosunkowo mało jest ich w małych miasteczkach i na wsi, gdzie środowisko oraz najbliżsi kładą nacisk przede wszystkim na potrzebę założenia rodziny i wychowywania dzieci.

Tym bardziej że razem ze zdobytym wykształceniem rosną nasze oczekiwania. Coraz mniej kobiet pragnie jakiegokolwiek mężczyzny. Większość oczekuje od partnera nie tylko zbliżonego poziomu intelektualnego, lecz także zrozumienia dla domowej demokracji. Zdaje sobie przy tym sprawę, że kiepski facet nie dość, że nie pomoże im w karierze, to jeszcze obniży ich zawodowy i towarzyski prestiż. Woli więc inwestować w siebie.


Hulaj dusza!

Brak współlokatorów oznacza przede wszystkim absolutną wolność i wygodę. - Mogę nie zmywać przez tydzień, a zamiast porządków w sypialni, urządzić sesję prasowania albo przez tydzień oglądać po powrocie z pracy ten sam film. Nikt nie kontroluje królestwa moich kosmetyków, a ja się nie wkurzam, że w domu zamiast nowej lampy wylądował kolejny kosmiczny gadżet - wylicza Ania, którą poznałam na czacie dla singli. Która z nas nie przyzna jej racji? Chcąc uzyskać przyzwoite wyniki w pracy, do domu docieramy zmęczone i dość późno, więc trudno przecenić luksus wykorzystania tego czasu tylko na własne przyjemności i potrzeby bez obawy o krytykę czy nawet śmieszność (vide: przypadek kapci na baczność pod łóżkiem Magdy M.).


Małe sekrety

Kobiety nigdy nie lubiły przyznawać się do swego wieku. Dziś o wiele łatwiej jest go ukryć, by móc cieszyć się związkiem z mężczyzną odpowiednim nie ze względu na datę urodzenia, ale na wspólnotę upodobań. - Mam już prawie 60 lat, mój partner tylko 45. Od kilku lat tworzymy wspaniały związek, a on nawet nie domyśla się, jak duża różnica wieku nas dzieli. Pewnie chciałby zamieszkać razem ze mną, ale wie, że nigdy się na to nie zgodzę. Nie wie jednak, dlaczego.

A prawda jest bardzo banalna. Widząc mnie na co dzień, w końcu zacząłby dostrzegać szczegóły wyglądu, które umykają jego uwagi, gdy spotykamy się jedynie co kilka dni. A mnie równie potrzebne jak jego bliskość jest poczucie własnej wartości, duma płynąca z faktu, że wciąż jestem atrakcyjna jako kobieta. Lubię te rytuały przygotowań, by przez kilka czy kilkanaście godzin wyglądać olśniewająco, ale nie mogę spędzać życia tylko przed lustrem - twierdzi moja znajoma.

Autor: Weronika Białasik

Komentarze