Burek i mruczek też ratują życie

Zaczęło się od biszkoptowego labradora Milusia, który nagle potrzebował krwi. Dały mu ją inne psy. Tak w wielkim skrócie powstał bank krwi dla zwierząt. Dziś ten „najcenniejszy lek” oddają tu psy, koty i fretki. Pod względem transfuzjologii weterynaryjnej nasz kraj przoduje w całej Europie.

Transfuzje krwi mają długą historię. Podobno po raz pierwszy dokonał jej w 1667 r. Jean Baptiste Denis, lekarz króla Ludwika XIV, który przetoczył jednemu z pacjentów krew jagnięcia. Chory zmarł, a po żarliwej dyskusji o przyczynach tragedii papież na półtora wieku zakazał tego rodzaju praktyk. Dopiero odkrycie w 1901 roku przez austriackiego patologa Landsteinera grup krwi przywróciło dobre imię krwiolecznictwu i dało nadzieję na ogromny postęp medycyny. Badania nad rolą krwi w organizmie potwierdziły, że jest ona najcenniejszym z leków. A dopóki nie potrafimy wytwarzać jej sztucznie, cała nadzieja w honorowych dawcach krwi.

W historii transfuzjologii należy jednak odnotować istnieje jeszcze jednego – stosunkowo młodego – rozdziału, mianowicie transfuzjologii weterynaryjnej. Pomysł przyszedł do nas ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pierwszy bank krwi dla zwierząt powstał 15 lat temu. Od siedmiu lat mamy go także w Polsce. Nasz bank był jednym z pierwszych, które powstały w Europie.

- W chwili obecnej istnieje już kilka europejskich banków – mówi Robert Marczak, weterynarz, jeden z założycieli Weterynaryjnego Banku Krwi im. Milusia. - Jednak śmiem twierdzić że w Polsce transfuzjologia weterynaryjna jest najbardziej rozwinięta, powszechnie dostępna i najszerzej wykorzystywana w Europie.


Dodatkowe dwa lata

Jedyny istniejący w Polsce weterynaryjny bank krwi nosi imię Milusia - chorego na hemofilię labradora, który potrzebował regularnych transfuzji krwi by żyć. Jego właścicielka nie chciała pogodzić się z chorobą pupila. To ona zorganizowała pierwszą akcję poboru krwi, która była niezbędna jej psu. Pomogli weterynarze i obcy ludzie. Informacja o inicjatywie rozchodziła się pocztą pantoflową. I choć pobieranie krwi od zwierząt kilka lat temu w naszym kraju było zupełną abstrakcją, właściciele psów przyjechali do Warszawy ze swymi pupilami z całej Polski, by pomóc. Labrador dzięki podawaniu osocza z krwi innych zwierząt żył o dwa lata dłużej.

Te zabiegi stały się możliwe dzięki dwójce weterynarzy: Robertowi Marczakowi i Jerzemu Kemilewowi. Bardzo szybko ich starania wsparł lek. wet. Marek Wojtacki wraz z firmą Iams. Szybko okazało się, że zapotrzebowanie na ten najcenniejszy z leków jest spore. Dziś w całym kraju działa osiem filii banku. Na początku krew ratowała życie psom i kotom. Potem o inicjatywie usłyszeli właściciele fretek, które również często potrzebują tego leku.

Krew od zwierząt pobiera się wbijając igłę w tętnicę szyjną, a nie jak u człowieka w rękę. Cały zabieg trwa ok. 20 minut, a żeby zwierzę się mniej stresowało, przez cały czas jest przy nim właściciel. Co ciekawe krew zwierząt ma krótszą „datę ważności” niż ta ludzka - można ja przechowywać tylko przez 36 dni. Dla porównania nasza może czekać na transfuzję 42 dobry. Krew pobrana od zwierząt wykorzystywana podczas operacji, w przypadku gdy zwierze zachowuje hemofilię, niedokrwistość i babesjozę (choroba wywoływana przez kleszcze).


Groźne psy mniej się boją

Właściwie każdy zdrowy pies czy kot może być dawcą krwi, choć – podobnie jak w przypadku ludzi – niektóre zupełnie się tego nie boją i w tym sensie są idealnymi krwiodawcami.

- Tak jest z molosami i wszystkimi psami z tzw. ministerialnej listy ras niebezpiecznych – tłumaczy Robert Marczak. – Idealnymi dawcami są również amstaffy, pity i bulteriery. A to dlatego, że te zwierzęta są silniejsze psychicznie i – wbrew powszechnie panującej opinii - bardziej zrównoważone.

Regularne oddawanie krwi gwarantuje stałą opiekę weterynaryjną, bo zwierzę-dawca musi przejść badania. Poza wynikami badań krwi (morfologiczne, biochemiczne, w kierunku HB i Bart, określenie grupy krwi zwierzęcia), zwierzę-krwiodawca otrzymuje worek suchej karmy i bandanę z napisem „ratuję życie”.


Rekordowe dogi

Poza zbieraniem krwi podczas akcji, weterynarze pobierają krew od zwierząt z zaprzyjaźnionych hodowli. Pies oddaje za jednym razem 450 ml krwi, tyle samo, ile pobiera się od człowieka. Kot może oddać 50 ml. Wśród zwierząt są już takie, które krew oddają regularnie od kilku lat. Rekordzistami są dwa dogi argentyńskie, z których każdy oddał ponad 12 litrów krwi.


Krew mogą oddać tylko zwierzęta zdrowe

Pies – musi być zdrowy, ważyć co najmniej 26 kilogramów i mieć od 10 miesięcy do 7 lat. Zwierze musi być regularnie odrobaczane, szczepione przeciwko chorobom zakaźnym oraz zabezpieczane przed pchłami i kleszczami.

Kot – zdrowy, nie wychodzący z domu, ważący co najmniej 4 kilogramy, również w wieku 10 miesięcy – 7 lat, regularnie szczepiony i odrobaczany, wolny od FIV i Felv.

Autor: Michał Kubasiński

Komentarze