Bo to źli koledzy są - złe towarzystwo nastolatka

Nastolatki potrzebują towarzystwa rówieśników. To naturalna potrzeba. Zaczynają więc poszukiwać grupy, z którą się identyfikują, spędzają wolny czas. Niestety, czasem nie wybierają najlepiej – towarzystwo ma na nich zły wpływ. Jak rozpoznać, że nasze dziecko wpadło w złe towarzystwo i jak reagować? Hanna Mądra rozmawia z psychologiem i psychoterapeutą Grażyną Supel.

- Zacznijmy od tego, co to jest złe towarzystwo? Czy to każdy, kogo rodzice nie aprobują?


- Często rodzice obawiają się, że każdy, kto ma wpływ na dziecko może mu zagrażać, sprowadzić na złą drogę, zmanierować, namawiać do złego - grupa czy pojedyncze osoby. Ale to nieprawda. Jest wiele mitów na temat złego wpływu grup rówieśniczych. Jednak, aby wykształcić niezależną osobowość, dziecko musi znaleźć własne wartości, co często wiąże się z odrzuceniem i zanegowaniem wartości wyniesionych z domu. W tym wspiera je grupa. I z tym rodzice, dotychczas najważniejsze osoby dla dziecka, słabo sobie radzą. Są zazdrośni o jego uwagę i zaangażowanie i uważają, że spędzany z grupą czas jest zmarnowany. Obawiają się też, że to, co z grupy płynie, to samo zło: seks, wagary, narkotyki…


- Nic dziwnego, skoro nastolatek robi się niegrzeczny, a spędza z kolegami więcej czasu, niż z rodziną…


- Tymczasem grupa może dawać dziecku wiele pozytywnych rzeczy, motywować do nowych wyzwań, nawet do lepszej nauki. Najnowsze badania dowodzą, że grupy najczęściej zachęcają do pozytywnych zachowań, dzieci się nawzajem dopingują, wspierają w pozytywnych działaniach, inicjują je i razem realizują. Ale wiek nastoletni jest trudny, zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Nastolatek z powodu burzy hormonalnej ma huśtawkę nastrojów i decyzji. Czasem zachowuje się, jakby był kompletnie szalony. Bardzo często próbuje łamać tabu i sprawdza stawiane mu granice, eksperymentuje – dlatego w tym wieku próbuje papierosów, alkoholu, narkotyków, często kradnie. Ale nie zawsze jest to wpływ grupy rówieśniczej. I jeśli był dobrze przez rodziców prowadzony, to poeksperymentuje, a potem odwoła się do wpojonych wartości. Spróbuje używek i je zostawi.


- Rodzice lubią mówić: to wina kolegów…


- To, że grupa wciąga bezwolne dziecko i psuje je, to mit. Rzadko się zdarza, by dziecko do jakiejś grupy zostało wciągnięte na siłę. Zazwyczaj to ono szuka, próbuje kontaktu, eksperymentuje. I wybiera właśnie taką, a nie inną grupę. Szuka podobnych emocji, jakie odczuwał w domu. Albo odwrotnie: chce zobaczyć, jakie jest życie gdzie indziej.


- Po czym poznać, że dziecko wpadło w złe towarzystwo? I co w ogóle oznacza ten termin?


- Każdy, kto ma naprawdę zły wpływ na dziecko i sprawia, że działa ono na szkodę swojego zdrowia i bezpieczeństwa. Są takie grupy, w których seks, alkohol, narkotyki są warunkiem przynależności. A po czym poznać, że w takim właśnie towarzystwie obraca się nasz syn czy córka? To niełatwe, bo młodzi ludzie świetnie się maskują, niechętnie mówią, a rodzice nie widzą, albo nie wiedzą jak zapytać.


- Ale muszą być jakieś objawy?


- Bywają różne. Na przykład dziecko się izoluje, nie mówi gdzie było, co robiło po zajęciach szkolnych. Staje się agresywne w stosunku do rodzeństwa, rówieśników czy rodziców. Przestaje chodzić do szkoły. Ma zmiany nastroju, szczególnie w kierunku depresji (smutek, senność, niemoc, niechęć do wychodzenia z domu, próby samobójcze), tyje lub drastycznie chudnie - to powinno nas zaniepokoić. Niezrozumiała mętna mowa, nienaturalne pobudzenie ruchowe lub ospałość, bardzo zwężone albo bardzo rozszerzone źrenice, w zależności od substancji, mogą świadczyć o tym, że dziecko bierze narkotyki.


- Dlaczego dzieci w ogóle angażują się w złe towarzystwo?


- Bo zabrakło im w rodzinie miłości, wsparcia, szacunku i rozmowy. W złe towarzystwo najczęściej wpadają nastolatki, które czują się w domu samotne, doświadczyły przemocy, nie czuły się bezpiecznie. Wtedy w grupie będą szukać kogoś, kto ma podobne doświadczenia i je zrozumie. Również nadmierna kontrola powoduje, że dziecko ucieka.


- Jeśli zaobserwujemy podobne objawy u dziecka, co powinniśmy zrobić?


- Oczywiście reagować. Jeśli podejrzewamy narkotyki, idźmy od razu do specjalisty. Może to być lekarz rodzinny albo najbliższa Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna (w Warszawie np.: www.poradnia-top.pl , mop-poradnia.pl, optaporadnia.pl). Lepiej dmuchać na zimne. Jeśli nie jesteśmy pewni i tylko podejrzewamy, że z dzieckiem coś się dzieje, odwołajmy do doświadczeń własnych „lat naszych”. Warto sobie przypomnieć jak samemu się reagowało na różne rzeczy, (np. na kazania rodziców), bo reakcje są zazwyczaj podobne. Jeśli dziecko pakuje się w jakieś złe towarzystwo, rodzice powinni spojrzeć na siebie. To jest szansa, ostatnia już, żeby nawiązać kontakt z dzieckiem i coś zmienić. Rozmawiajmy z naszym nastolatkiem, poznawajmy jego życie. Ale też ustalmy jasne zasady, te które na ten moment są nie do ruszenia. Jednak z czasem, gdy dziecko dorasta mogą być negocjowane i ulegną zmianie np. pora wracania do domu. Pozwólmy mu podejmować niektóre decyzje, nawet, jeśli się sparzy. Mówi, że chce rzucić studia i chce pracować? Warto to przedyskutować, ale ostateczną decyzję niech podejmie młody człowiek i nie chrońmy jego czy jej przed poniesieniem konsekwencji tej decyzji.


- A jeśli nasze dziecko naprawdę przeskrobie coś poważnego?


- Jeśli jest np. w grupie przestępczej i policja zapuka z taką informacją, nie powinniśmy go chronić. Musi ponieść konsekwencje, wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Ukradł? Trzeba wezwać policję. W innym przypadku będzie myślał, że zawsze będzie chroniony. Został złapany za pijaństwo? Konsekwencją może być nadzór kuratora, czyli wzmożona kontrola tego, co robi. Ważne, by wiedział/a, że nadal kochamy, a to jest konsekwencja zawiedzionego zaufania, które teraz musi odbudować. W tym wypadku konieczna jest twarda miłość i jasne zasady, które ułatwiają działanie. Zasady są ważne, ale nie trwajmy przy nich sztywno. Jeżeli dziecko dorasta, odpracowuje swoje błędy zmieniajmy je wraz z nim tak, by miało większą swobodę. Naszym celem jest przecież, pomoc w kształtowaniu dorosłego człowieka, który podejmuje całkowicie samodzielne decyzje kierując się własnym systemem wartości.

Autor: Hanna Mądra

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Gość: dajcie nam żyć mamy własne zdanie i sami wybieramy sobie znajomych. a jeżeli chcemy pić palić ćpać i uprawiać sex to nasza sprawa bo to nasze życie . nie uchronicie nas przed tym bo i tak zrobimy co nam się podoba. a jeżeli będziecie dawać nam szlabany, zmieniać szkołę czy wybierać towarzystwo to jeszcze bardziej się od was oddalimy. i wtedy nic na to nie poradzicie, taki wiek msami musimy się z tym uporać!

  • 2016-03-31 gość

    Dajcie spokój , ja nie znalazłam towarzystwa bo było mi źle w domu , czy nie zaznałam tam miłości . To , że np nadużywają alkoholu nie powoduje u mnie depresji . Wręcz przeciwnie jest jak najbardziej pozytywnie .Nie chcę tutaj nikogo demoralizować , ale to co przeczytałam jest według mnie nieco śmieszne . Może w 20 % pozwolę się zgodzić , ale 80% to totalna ściema ! Jeśli chodzi o mnie i moich rówieśników , no cóż może są i tacy którzy przeżywają to o czym pisze ten artykuł .

  • 2016-03-31 gość

    Zgadzam się też z tym że nie wolno siłowo przetrzymywać dziecka w domu i tylko zabraniać bo to wzmaga bunt. Jeżeli będziemy stosować przymus wtedy dziecko bedzie przy nas zachowywać się poprawnie. A w swoim życiu będzie robić po swojemu, a nawet z przekory odwrotnie. Dlatego trzeba wyedukować tak by samo było świadome zagrożeń i podstępu złego towarzystwa. To niełatwe podczas buntu nastolatka ale trzeba podjąc to wyzwanie bo to przecierz nasz obowiązek.

  • 2016-03-31 gość

    Wydaje mi się że trzeba też obserwować znajomych naszych dzieci. Poprostu nawiązywać z nimi kontakty poprzez rozmowę i spotkania . Wtedy można ocenić kim są. Ja znam przypadek w którym rodzice nawet nie znali i nie rozmawiali ze znajomymi swojego dziecka a potem okazało się że to złe towarzystwo celowo unikało konfrontacji żeby nie być zdemaskowanym.

  • 2016-03-31 gość

    Gdyby istniał złoty środek na uchronienie dzieci przed złym towarzystwem to byłoby łatwo je wychowywać . Większość ludzi chyba się z tym spotkała w młodości bo patologii nie brakuje . Moim zdaniem trzeba dbać o to by dziecko ufało tylko nam i w razie jakichś problemów nie wstydziło się z nami porozmawiać. Jednak często jest tak że rodzice są zapracowani i przejęci całkowicie zabezpieczeniem finansowym.