Bo do seksu trzeba dwojga

Sytuacja, gdy jeden z partnerów o wiele częściej inicjuje seks, a drugi rzadziej ma na niego ochotę, rodzi problemy nie tylko natury seksualnej. Co można zrobić, żeby w ich łóżku zapanowała harmonia? Rozmowa z  Agnieszką Izdebską, psychologiem i seksuologiem z UAM w Poznaniu.

Z Agnieszką Izdebską, psychologiem i seksuologiem z UAM w Poznaniu rozmawia Eliza Koźmińka-Sikora

Sytuacja, gdy jeden z partnerów o wiele częściej inicjuje seks, a drugi rzadziej ma na niego ochotę, rodzi problemy nie tylko natury seksualnej. Co można zrobić, żeby w ich łóżku zapanowała harmonia?

Kiedy możemy powiedzieć, że partnerzy są niedopasowani seksualnie?


Wszyscy mamy indywidualne preferencje seksualne. Dotyczą one częstości kontaktów, ich formy, czyli preferowanych technik, rodzajów stosunków, czasu ich trwania oraz tego, jak mają przebiegać określone fazy od pobudzania się do realizacji stosunku seksualnego. Jeden partner chce zbliżeń intensywnych, gwałtownych, ale krótkich. Drugi woli smakować je powoli i z namaszczeniem. Obydwoje mogą gustować w odmiennych pozycjach seksualnych. Jest wiele aspektów, w których mogą różnić się między sobą. Jednak o niedopasowaniu mówimy dopiero wtedy, gdy te rozbieżności przeszkadzają im prowadzić satysfakcjonujące pożycie seksualne.


Gdy pojawia się frustracja?


Jeśli poczucie niezadowolenia i frustracja narasta (u jednego lub obydwojga partnerów), z czasem wpływa negatywnie na funkcjonowanie związku jako całości, także w innych sferach. Nie zawsze jednak tak musi być. Wiele par mimo dzielących je różnic czuje się spełniona. Trzeba też pamiętać, że nie istnieją partnerzy idealnie dopasowani, bo każdy z nas jest inny.


W czym partnerom najtrudniej się dopasować?


Gdy jeden z partnerów zdecydowanie częściej dąży do seksu, a drugi te potrzeby ma o wiele mniejsze. Najczęściej wygląda to w ten sposób, że pierwszy diagnozuje drugiego, jako kogoś z zaburzeniami pożądania, kto ma problem. I namawia, by coś z tym zrobił. To jeden z najczęstszych powodów zgłaszania się par do seksuologa. Przychodzą razem, choć motywacja partnera mniej aktywnego jest też mniejsza.


Która z płci ma zazwyczaj mniejszą ochotę na seks?


Zwykło się uważać, że ten problem dotyczy głównie kobiet, one rzadziej mają ochotę na seks. Ale praktyka pokazuje, że obecnie coraz częściej dotyka to także mężczyzn. Obniżenie pożądania wiąże się z wieloma czynnikami, niekoniecznie związanymi z seksem. Stres w pracy, przeciążenie obowiązkami i wysoki poziom wymagań, który stawiają sobie mężczyźni negatywnie odbija się na ich aktywności seksualnej.


Kobiety nie są przeciążone obowiązkami?


Oczywiście, że są. Ale w naszej kulturze zwykle mężczyźni czują większe obciążenie odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny, nawet jeśli kobieta też pracuje. Życie w stanie długotrwałego napięcia niweczy ochotę na seks.
Kobieta przeciążona pracą i opieką nad dziećmi też niekoniecznie ma ochotę na współżycie. Szczególnie trudny okres pojawia się u obydwojga, gdy po raz pierwszy zostają rodzicami. Nie mają jeszcze doświadczenia, jak godzić życie małżeńskie z nową rolą. Większość obowiązków związanych z dzieckiem kobieta często bierze na siebie. Czuje się zmęczona i przeciążona wstawaniem w nocy, na dodatek zniechęcona, że mąż niespecjalnie się udziela. Mężczyzna czuje się odsunięty, ale też nie wie, jak się w tej sytuacji odnaleźć. Także w łóżku ciężko im się wtedy porozumieć.

Zapotrzebowanie na seks zmienia się też z wiekiem. Odpowiedzialne są za to hormony i czynniki biologiczne, a obie płcie znacznie różnią się między sobą. Kobiety później uaktywniają się seksualnie. Pełnię swoich możliwości osiągają około 35 roku życia. Wtedy też rosną ich potrzeby seksualne. U mężczyzn taki szczyt ma miejsce okołodwudziestki, a więc zdecydowanie wcześniej. Wtedy są najbardziej aktywni, mają największe możliwości i głód na seks.
Z wiekiem zapotrzebowanie na seks przeważnie spada. U kobiety obniżenie potrzeb może nastąpić w okresie menopauzy.


Za sprawą burzy hormonów?

Wówczas kobieca gospodarka hormonalna ulega dużemu rozchwianiu. Kobieta boryka się z wieloma nieprzyjemnymi symptomami takimi, jak nadmierna potliwość, „uderzenia gorąca” czy zmniejszone nawilżenie w pochwie, które powodują, że seks przez jakiś czas może być dla niej mniej przyjemny.
Badania pokazują jednak, że u ludzi większy wpływ na poziom pożądania mają czynniki psychospołeczne niż biologiczne – na przykład posiadane wzorce pełnienia roli kobiecej lub męskiej, doświadczenia związane z bliskimi relacjami, a także takie cechy jak inteligencja czy wyobraźnia.


Skoro szczyt potrzeb seksualnych u mężczyzny i kobiety występuje w różnych okresach, to czy równolatkowie nie są z gruntu skazani na seksualne niepowodzenie?


Nie. Ta różnica może być wręcz atutem. Kobieta, w przeciwieństwie do mężczyzny, uczy się swojej seksualności, z czasem nabiera zdolności do uzyskiwania satysfakcji. Na początku związku bardziej aktywny mężczyzna pomaga jej tę seksualność odkrywać. Później to kobieta może być stroną aktywniejszą. Nie musi to destabilizować związku, a nawet być dla obojga ciekawym odkryciem i odmianą.


Co jeszcze może być przyczyną mniejszego zainteresowania seksem?


Żeby ocenić, czy potrzeby jednego z partnerów rzeczywiście osłabły, musimy się zastanowić, jak funkcjonował wcześniej albo jak jego seksualność ma się do ogólnej aktywności życiowej. Czy zawsze wystarczało mu zbliżenie raz na miesiąc, czy ma to miejsce od jakiegoś czasu? Patrzymy też, jak funkcjonuje w innych sferach życia. Jeżeli jest aktywny zawodowo, towarzysko, generalnie przejawia wysoki poziom energii życiowej, a seksualnie jest zniechęcony, to można mówić o obniżonym poziomie. Natomiast, jeśli to osoba spokojna, nie konsumująca łapczywie życia, to być może jej niewysokie potrzeby są jak najbardziej w normie.


Czy obniżenie potrzeb seksualnych może być związane z jakimś innym typem dysfunkcji?


Mężczyzna może mieć problemy z erekcją, więc (czasem nieświadomie) wycofuje się z kontaktów seksualnych po to, żeby nie doświadczać rozczarowania. A więc obniżenie pożądania jest wtórne wobec innego problemu.

Kolejna rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, to, czy obniżenie pożądania jest zgeneralizowane. Czy ta osoba ma także mniejszą chęć na masturbację, mniej fantazji seksualnych, a może brak zainteresowania seksem dotyczy tylko partnera? Jeśli tak, należy się zastanowić, co takiego dzieje się w związku? Czy wydarzyło się coś, co podkopało relację między małżonkami, na przykład zdrada? A może nastąpiło ogólne znudzenie partnerem, jako osobą? Żeby sensownie pomóc parze, trzeba postawić właściwą diagnozę.


Czy jest jakieś lekarstwo na nudę?


Receptą na dobry związek i utrzymanie namiętności jest wyraźne zróżnicowanie psychiczne partnerów. Choć zabrzmi to dziwnie, czasem są oni ze sobą za „blisko”. Przywierają do siebie jak bliźnięta syjamskie, mając nadmierne i nierealistyczne oczekiwania wobec związku. Poszukują w nim zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, co jest niemożliwe. Osoba, która ma wysoki poziom potrzeb seksualnych, wpada w popłoch, gdy jej partner nie reaguje w tym samym stopniu, potrzebuje ona bowiem jego zainteresowania do podtrzymania poczucia własnej wartości, czucia się atrakcyjną czy budowania obrazu siebie. Ale partnerzy nie powinni być w tych aspektach aż tak od siebie zależni.


Na czym polega terapia?


W tym przypadku na tym, by nauczyć partnerów bardziej samodzielnego funkcjonowania w sensie psychicznym. Nie dlatego, by mieli się rozstać lub nie potrzebowali się wzajemnie, ale by zmniejszyć poczucie obciążenia sobą. Dopiero gdy czujemy wyraźnie swoją odrębność, stajemy się od siebie niezależni, możemy zacząć na nowo siebie pożądać, zatęsknić za sobą.


Czy warto poddać się takiej terapii?


Oczywiście nie jest tak, że seks jest najważniejszą kwestią w życiu pary. Niemniej jest sprawą ważną. Poza tym wiele mówi o całej kondycji związku. Długo narastające napięcia związane z seksem przenoszą się na inne sfery życia pary. Często szwankuje nie tylko życie seksualne, ale partnerzy w ogóle wycofują się z okazywania sobie czułości i bliskości. Bo jak jeden chce drugiego tylko przytulić, to tamten odczytuje to jako chęć zbliżenia i odsuwa się. Najczęściej pary zgłaszają się do specjalisty w momencie, gdy partner z większymi potrzebami mówi: „Albo zgłosisz się na terapię i coś z tym zrobisz albo się rozstajemy”. To nie jest dobry punkt wyjścia do terapii. Wygląda to tak, jakby jedna osoba przyprowadzała drugą do „naprawy”...Tym bardziej że motywacja do jakiejkolwiek zmiany u partnera mniej aktywnego jest zwykle niska, to nie on cierpi na frustrację seksualną. Na szczęście, zaburzeń pożądania nie rozpatruje się jako problemu jednego partnera, ale całego związku. Nie obciąża się jednej osoby za problemy pary. Wspólnie szuka się celu, nad którym obydwoje partnerzy będę chcieli pracować.

Warto wiedzieć, że seksuolog nie zajmuje się tylko sferą seksualną. Jego praca nie ogranicza się do zalecenia zestawu ćwiczeń, po których stanie się cud. Szuka przyczyn problemów w relacji między partnerami, co nie zawsze jest przyjemne, bo ujawnia różne trudne emocje – czasem rozczarowanie sobą, jakiś rodzaj zawodu.


Nie wszystkie pary zdecydują się od razu na terapię. Co można poradzić tym, które czują, że temperatura w ich sypialni stygnie?


Podtrzymaniu więzi seksualnej służy dbanie o związek, o to, by być dla partnera wciąż atrakcyjnym, nie tylko w sferze fizycznej, ale też intelektualnej. Bo życia seksualnego od pozaseksualnego nie da się rozdzielić. Nie można przyjmować postawy, że skoro już jesteśmy razem, to tak zawsze będzie i można przestać się starać. Jeżeli partnerzy zaniedbują związek, nie poświęcają sobie czasu ani uwagi, albo króluje dres i papiloty, to w pewnym momencie pożądanie zaczyna wygasać.


Ma pani, jako specjalista, jakieś rady?


W seksie warto być otwartym, nie zamykać się na nowe doświadczenia. Nie namawiam nikogo do robienia czegokolwiek za wszelką ceną czy wbrew sobie. Ale nie przekraczając granic tego, co jest dla nas akceptowalne, warto eksperymentować, poszukiwać płaszczyzn porozumienia. Trzeba też rozmawiać – o swoich uczuciach, potrzebach, ale też słuchać tego, co mówi partner. To paradoks, że ludzie uprawiają seks, ale nie potrafią o nim rozmawiać. Nawet jeśli nie od razu przywróci to seksualną idyllę, to zwiększy porozumienie psychiczne między partnerami. A na tym można budować całą resztę.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora, psycholog

Komentarze