Bez marzeń życie nie miałoby smaku

Widzowie kochają ją za pozytywną energię i naturalność. Od lat angażuje się w bezinteresowną pomoc innym, jednak rzadko się tym chwali. Woli działać. A działać uwielbia, bo ma sportowe zacięcie. O miłości do sportu, mocnym uderzeniu, spełnianiu małych dziecięcych marzeń i alternatywie dla frytek z aktorką Anną Guzik rozmawia Anna Komorowska.

W serialach „Na Wspólnej” czy „Hela w opałach” gra pani silne, przebojowe kobiety. Ten typ jest pani bliski, czy może Ania Guzik to delikatna romantyczka?

Prawdopodobnie coś pomiędzy. Staram się być silna, bo nie lubię swoich słabości, ale nie zawsze mi to wychodzi. Czasem to ta delikatna, wręcz nadwrażliwa strona natury zyskuje przewagę. Najwyraźniej jednak osoby decydujące o obsadzie widzą w nas to, co jest naszą główną cechą, to, co czyni nas charakterystycznymi, odróżnia od innych. Pewnie dlatego gram dosyć silne charaktery. Nie wiem, czy jest coś takiego jak pragmatyczna romantyczka? (śmiech) Uwielbiam marzyć i moje życiowe wybory napędzane są marzeniami, które staram się w miarę możliwości realizować. Bez marzeń życie nie miałoby smaku.

Gdzie, poza małym ekranem, można panią zobaczyć?

Na co dzień można mnie oglądać w bielsko-bialskim Teatrze Polskim. To tam stawiałam pierwsze sceniczne kroki zaraz po szkole teatralnej, tam szlifuję swój warsztat i czuję się jak w domu.

W serialu „Na Wspólnej” grana przez panią Żaneta, aby ratować życie córki, musiała zebrać ogromną sumę pieniędzy na jej operację. W prawdziwym życiu często wspomaga pani takie akcje. Na czym polega pani wsparcie?

Przede wszystkim chodzi o nagłośnienie danej akcji charytatywnej, aby jak najwięcej osób o niej usłyszało. Im większy krąg ludzi, tym większa szansa na realną pomoc. Tak jest w przypadku mojego udziału w akcji Wybudujmy Świetlikowo. Te działania pozwalają mi widzieć rzeczy w odpowiednich proporcjach. Nie ma nic cenniejszego aniżeli ludzkie zdrowie i życie. Czasem jednak walczy się już nie o życie, ale o uśmiech i godne odejście. To niezwykle bolesne, ale z tego również składa się życie.

Myślę, że dla chorego dziecka już sama możliwość rozmowy ze znaną aktorką ma ogromne znaczenie i pozytywnie wpływa na jego samopoczucie. Zapamiętała pani szczególnie jakąś historię lub akcję charytatywną?

Wspomniałam wcześniej o marzeniach, które napędzają nas do życia. Czasem te marzenia są wielkie, innym razem zupełnie malutkie. Niesamowite jest to, że można kogoś uszczęśliwić rozmową, uściskiem dłoni albo prostym podarunkiem. Chyba ta prostota dziecięcych marzeń najbardziej zapadła mi w pamięć.

Śledzi pani w internecie opinie na swój temat, czy lepsza jest słodka nieświadomość?

Niestety, nie mogę sobie pozwolić na słodką nieświadomość. Jako aktorka jestem właścicielką swojego wizerunku, na który pracowałam latami i muszę mieć kontrolę nad tym, co się ukazuje w prasie bądź w sieci. Niektóre artykuły miały finał w kancelarii prawniczej, na szczęście dla obu stron obyło się bez sali sądowej. Myślę, że nie warto przejmować się rzeczami nieistotnymi, ale równocześnie należy mocno walczyć o rzeczy dla nas ważne.

Teraz, gdy jest pani bardzo zgrabna, raczej nie ma się do czego „przyczepić”. No i właśnie przyszedł czas na zadanie tego najczęściej pewnie zadawanego pani pytania: jak się pani udało tak schudnąć?

To zabawne, że ten temat nie ma dna, zawsze prędzej czy później pada to pytanie! (śmiech) Myślę jednak, że już tyle razy opowiadałam o tym, że nie ma sensu do tego wracać. Ja nie czuję takiej potrzeby.

No to opuszczę temat diety i zapytam o sport. Jaki pani uprawia?

O tym bardzo chętnie porozmawiam, bo uwielbiam aktywność fizyczną, a niestety ostatnio mam niewiele możliwości uprawiania sportu. Myślę, że punktem wyjścia jest to, że kocham ruch i uwielbiam się przemęczać. Górski trekking, marszobiegi, tenis, pływanie, rower to aktywności, które sprawiają mi najwięcej przyjemności. Otrzymuję niezbędną dawkę ruchu, która działa na mnie tak, jak kontakt z przyrodą – relaksująco i uspokajająco. Nawet tenis, który związany jest przecież z rywalizacją i tremą, działa na mnie odprężająco. Trzeba skupić się na swojej grze, przeciwniku i taktyce, więc sprawy codzienne odchodzą na bok. Polecam wszystkim zestresowanym, aby znaleźli sobie aktywność, która sprawi im radość. To naprawdę pomaga. Również w utrzymaniu zgrabnej sylwetki, o którą pani pytała. (śmiech)

To prawda, że nieźle pani grała w piłkę ręczną? Czyli lepiej pani nie podpaść, bo może zaboleć?

Kilku kolegów z teatru doświadczyło mojego uderzenia, oczywiście zawodowo, bo takie miałam zadanie aktorskie i, oględnie mówiąc, nie wspominali tego dobrze! (śmiech) Starałam się uderzać lekko, ale w emocjach różnie to bywa… (śmiech)

A wracając do piłki ręcznej, to była ona sporą częścią mojego życia. Uwielbiałam treningi, kocham rywalizację i grę zespołową, więc odnajdywałam się w tym sporcie. Nie mówiąc już o relacjach koleżeńsko-towarzyskich, które były świetne. Na obozach sportowych, oprócz pracy nad kondycją i techniką gry, bawiłyśmy się setnie. Chyba tylko trener nie był zbyt zadowolony… (śmiech)

Bliska jest pani także siatkówka będzie pani pełnić pewną zaszczytną rolę podczas mistrzostw Europy. Jak do tego doszło?

Ponieważ część meczów odbywać się będzie w katowickim Spodku, a ja związana jestem z Katowicami i wspieram rozwój tego miasta, jak mogę, poproszono mnie, abym została ambasadorką tych mistrzostw. Katowice to całe moje dzieciństwo, Spodek to symbol tego miasta, a ja uwielbiam tam wracać i patrzeć, jak to miasto z roku na rok robi się piękniejsze i przyjaźniejsze mieszkańcom. Mistrzostwa Europy to oprócz rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie i prestiżu dla miasta, również ogromna liczba kibiców, którzy muszą gdzieś nocować, coś zjeść, zrobić zakupy. Te pieniądze zostaną w mieście i przyczynią się do jego dalszego rozwoju.

W programach, które pani prowadziła: „Zdrowie na widelcu” i „Grzeszki na widelcu”, udowadniała pani, że można jeść pysznie i zdrowo. W takim razie proszę o poradę, czym zdrowym zastąpić frytki albo masło czekoladowo-orzechowe.

Proszę bardzo! Ziemniaki same w sobie, wbrew obiegowej opinii, nie są kaloryczne, są bardzo zdrowe, zawierają sporo witaminy C, beta-karotenu i potasu, więc nie zastępowałabym ich niczym innym. Chodzi o sposób przyrządzenia. We frytkownicy będą ociekać tłuszczem, stracą swoje dobre właściwości i zamienią się w bombę kaloryczną, ale są już na rynku nowoczesne urządzenia, które smażą za pomocą pary i można przyrządzić sporą porcję frytek z zaledwie jedną łyżką oleju! Gwarantuję, że będą pyszne – przypieczone i chrupiące. Można też spróbować ze słodkimi ziemniakami, czyli batatami, które są źródłem wielu witamin, mikroelementów i prawdziwą skarbnicą karotenoidów, w tym poprawiającej wzrok luteiny.

Z masłem czekoladowo-orzechowym będzie trochę trudniej… A może zaproponuję domowe masło orzechowo-czekoladowe z podprażonych orzechów laskowych, naturalnego kakao, wanilii, syropu klonowego, oleju kokosowego i soli morskiej? Przez obecność orzechów i syropu klonowego będzie to danie kaloryczne, ale jeśli już mamy ulegać pokusie słodkości, to niech będą to produkty najlepszej jakości, bez niepotrzebnych sztucznych dodatków.

Ma pani w spojrzeniu takiego psotnika i to akurat komplement z mojej strony. Czy zdarza się pani żartobliwie podokuczać innym, ma pani cięty dowcip?

Zdarza mi się, najbardziej lubię dokuczać tym, których najbardziej lubię, bo wiem, że oni wiedzą o mojej sympatii i nie obrażą się na mnie. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym i najpierw poznać daną osobę, bo zdarzają się niestety beznadziejne przypadki braku poczucia humoru, a wtedy dowcipy stają się męką, bo trzeba się z nich i je tłumaczyć! (śmiech)

Uwielbiam towarzystwo kabareciarzy, bo dowcip jest ich naturalnym, niewymuszonym sposobem postrzegania rzeczywistości, uwielbiam ich cięte riposty, nawet jeśli są wymierzone we mnie. Umiejętność śmiania się z siebie uważam zresztą za ogromną zaletę. Prawie każdą sytuację można postrzegać śmiertelnie poważnie lub z odrobiną dystansu, wszystko zależy od nas i naszego podejścia do sprawy.

Gdy jest mi smutno, to humor poprawia mi kakao z cynamonem, a jaki pani ma sposób na „małe osobiste nieszczęścia”?

Zmęczenie fizyczne. Kiedy mam jakiś problem do przemyślenia, to idę w góry albo na długi spacer. Ruch jest moim najlepszym terapeutą.

Można powiedzieć, że jest z pani taka dziewczyna „do tańca i do różańca”. Wygrała pani kiedyś „Taniec z gwiazdami”, a i różańca się pani nie wstydzi, to znaczy wiary. Chociaż bycie praktykującym katolikiem chyba nie jest zbyt „modne” w show-biznesie?

No cóż, zaryzykowałabym tezę wręcz odwrotną – kiedyś moja wiara nie była modna, teraz niemodna jest moja tolerancja… Jak widać, zawsze muszę być poza modnym nurtem! (śmiech)

Jestem z Torunia, znajomym z innych miast muszę czasem tłumaczyć, że mamy tu także inne rozgłośnie radiowe. Czy ma pani wrażenie, że czasem musi się „tłumaczyć” ze swojej wiary?

Nigdy nikomu nie tłumaczyłam się ze swojej wiary, ani też nie starałam się nią epatować. To moja prywatna, intymna sprawa. Nie zamierzam występować w roli eksperta od spraw wiary, bo sama mam wiele wątpliwości. Myślę zresztą, że odrobina wątpliwości jest rzeczą naturalną i jak najbardziej przydatną, bo skłania do myślenia.

Zbliża się Dzień Matki, czego by pani życzyła innym mamom?
Matką jest się całe życie, więc wszystkim mamom – tych małych i dużych dzieci – życzę przede wszystkim zdrowia, miłości, radości i dumy ze swoich pociech.

Dziękuję za rozmowę.


Anna Guzik-Tylka

Aktorka serialowa, filmowa i teatralna, ukończyła PWST we Wrocławiu. Popularność przyniosły jej role w serialach „Na Wspólnej”, „Klinika samotnych serc”, „Agentki” oraz „Hela w opałach”. Brała udział w wielu programach rozrywkowych, m.in. w „Tańcu z gwiazdami”, który wygrała w 2007 roku, zdobywając Kryształową Kulę. Jest również aktorką śpiewającą, bierze udział w wielu koncertach, m.in. „Pod dachami Moskwy”, „Pod dachami Paryża”, a w zeszłym roku zrealizowała własny recital „Trzeba marzyć”. Na dużym ekranie można ją było zobaczyć w filmach „Miłość na wybiegu”, „Obława”, „Ewa”. Występuje w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. W 2010 roku otrzymała Złotą Maskę za rolę Maureen Folan w „Królowej piękności z Leenane” w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza oraz nagrodę Ikar za szczególne osiągnięcia oraz role w spektaklach „Taka fajna dziewczyna jak ty”, „Królowa piękności z Leenane” oraz „Hotel Nowy Świat”. W 2015 roku odznaczona Brązowym Medalem Gloria Artis – Zasłużony Kulturze. Od roku 2012 była prowadzącą programu o zdrowym żywieniu „Zdrowie na widelcu”, a następnie „Grzeszki na widelcu”. Czynnie uprawia sport, jest brązową medalistką Akademickich Mistrzostw Polski w piłce ręcznej, gra w tenisa, jeździ na snowboardzie. Mama bliźniaczek Basi i Niny. Ma 40 lat.

Autor: Anna Komorowska

Komentarze