Bazarowi okularnicy

Mamy skłonność do samoleczenia. Rzadko kogo dziwi fakt, że wolimy inwestować w okulary z bazaru, niż sprawić sobie porządne szkła dopasowane do twarzy i wady wzroku.

Kiedy zobaczyłam trzy lata temu, że moja mama ma na nosie okulary w grubych oprawkach, zapytałam: „Mamo, dlaczego nie dobrałaś sobie ładniejszych oprawek u optyka”. Moja mama na to: „Ale ja nie byłam u żadnego optyka. Kupiłam sobie na rynku”. Zamurowało mnie. Fakt, że w moich rodzinnych Sejnach nie ma żadnego zakładu optycznego, ale przecież mogła pójść do okulisty! Okazało się jednak, że wygodniej jest sprawić sobie szkła z bazaru. Ba, okazało się także, że sąsiedzi, a nawet dalsza rodzina, również noszą na nosach bazarowe „szklane cuda”!


Nos w gazetę

Już w latach 30. ubiegłego wieku na słynnym warszawskim bazarze Różyckiego każdy mógł dobrać „odpowiednie” dla siebie okulary. Jak wspomina jeden z ówczesnych mieszkańców: „Na stoliku leżały okulary w różnych oprawkach. Przed nimi stało lustro, a obok gazety. Osoba chcąca nabyć okulary zakładała je na nos, spoglądając na gazetę. Dobieranie trwało tak długo, aż można było swobodnie przeczytać małe litery, wówczas sprzedający zachwalał dany towar oraz cudowny wygląd danej osoby spowodowany okularami”.

Wygląda na to, że niewiele się zmieniło. Ciągle jeszcze zaopatrujemy się w okulary niewiadomego pochodzenia na rynkach, w hipermarketach. 20 lat temu zalewał nas strumień tanich, złej jakości soczewek okularowych z krajów dawnego ZSRR. Szacuje się, że na nasz rynek trafiało 30-40 proc. tamtejszej produkcji. Kiedy to zahamowano, rozpoczął się napływ gotowych okularów z Dalekiego Wschodu.

Minimalna cena podstawowych okularów korekcyjnych wykonanych w zakładzie optycznym wynosi 40-60 zł (doliczyć jeszcze trzeba koszt wizyty u okulisty lub optyka). Za gotowe okulary na bazarze płaci się nawet 4-5 zł. Okulary kupione na bazarze lub w innych punktach pozaoptycznych są wykonywane taśmowo – oprawy i soczewki stanowią całość. W hurcie sprzedaje się je na wagę. Każdy potencjalny nabywca powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto marnować cenny dar, jakim jest wzrok, dla kilkudziesięciu złotych? A może kieruje nami zwykłe lenistwo lub brak wyobraźni?


Co nam robią takie okulary?

– Przede wszystkim nie robią nam dobrze – mówi Ilona Wojtkowska, warszawski optyk. – Każdy z nas ma indywidualne rysy twarzy, wobec tego rozstaw oczu także jest inny. Bazarowe szkła są szkłami z matrycy, dlatego każdy egzemplarz jest taki sam i nie ma mowy o indywidualnym dopasowaniu. Poza tym, jeżeli wada wzroku jest inna w prawym i lewym oku, nigdy nie dobierzemy sobie prawidłowych szkieł.

Stwierdzenie „dobrze w nich widzę” nie gwarantuje jednak ani zdrowego widzenia, ani odpowiedniej korekcji wzroku. Codziennie noszenie takich okularów może doprowadzić do osłabienia wzroku, widzenia pozaplamkowego, prowadzącego do trwałego obniżenia ostrości widzenia, potęgowania uczucia nacisku na oczy, ich łzawienia i pieczenia, zaburzenia widzenia dwuocznego (spowodowane brakiem doboru mocy dla każdego oka osobno), co grozi wyłączeniem z pracy jednego oka – w okularach jednorazowych zawsze jest taka sama moc dla oka lewego i prawego. Nawet jeżeli nie zdarzy nam się nic poważnego, będziemy cierpieć na bóle i zawroty głowy, migotanie przed oczami i ogólnie – duży dyskomfort.


Przyzwyczajenie drugą naturą

Jesteśmy wymarzonymi klientami optycznej tandety. Namiętne korzystanie z „bazarowej optyki” można włożyć do tego samego worka przyzwyczajeń co samodzielne dawkowanie sobie antybiotyków. Okuliści podkreślają, że niechętnie chodzimy do specjalisty, a pożyczanie sobie okularów do czytania od członków rodziny jest na porządku dziennym. Tę samą parę używa babcia, dziadek i stryj. Szacunki mogą porażać: na naszym rynku liczba sprzedanych par okularów gotowych wynosi około 7,5 miliona sztuk rocznie, dwukrotnie przewyższając liczbę okularów robionych na zamówienie (ponad 3,5 miliona). Okularów gotowych co roku importuje się do Polski kilkadziesiąt ton. Amatorzy taniej optyki często mają świadomość, że nie jest to dobry wybór, ale sądzą, że mówienie o szkodliwości użytkowania takich okularów to tylko chwyt marketingowy, bo przecież – jak okulary mogą szkodzić?

– Ciekawy jest sposób, w jaki na bazarach i w innych punktach pozaoptycznych dobierane są gotowe okulary. Kupujący przymierzają je kolejno aż do momentu, gdy stwierdzą, że w tych widzą dobrze – opowiada Ilona Wojtkowska, optyk. – Tymczasem zdarza się tak, że kupujący wybierają okulary, które, zamiast ułatwiać widzenie, po prostu powiększają obraz, a to może skutkować ogromnym dyskomfortem.


Awaryjnie i na krótko

Czy na pewno okulary za 5 zł uczynią nas szczęśliwymi? Abstrahując od niedobrania indywidualnego i braku właściwości korekcyjnych na ogół są podatne na złamania (słaby metal i stop), mają słabiusieńkie powłoki naśladujące prawdziwe złoto. Nie można wymienić w nich szkieł i wykorzystać ich oprawy ponownie. Szkła są wmontowane na stałe i nie da się ich wyjąć bez zniszczenia oprawki. Soczewki w tych okularach wykonane są z pleksi. Są one miękkie i bardzo łatwo się rysują. Nie należy jednak w czambuł potępiać gotowych okularów. Można je stosować doraźnie jako szkła awaryjne, np. w przypadku, gdy zapomni się zabrać je z domu, a w pracy trzeba posiedzieć nad ważnymi dokumentami. Tylko i wyłącznie. Nigdy dłużej.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Nie chce napisać, że ten artykuł jest napisany tendencyjnie, są w nim oczywiście oczywiste oczywistości ale pominęła Pani jeden jakże istotny szczegół - otóż nie są to tylko bazarowe okulary, można je kupić także w aptekach (tam ja się zaopatruję w takowe) i w wielu jeszcze innych miejscach ale bazar brzmi w kontekście tego artykułu lepiej niż apteka i pasuje do z góry założonej tezy. Pozdrawia bazarowy (choć okulary kupione w aptece) okularnik (akurat w tej dziedzinie wyjątkowo zdiagnozowany na dwa plus)