Bądź (po)wolny i żyj

Czasami modna jest dieta, czasami sposób spędzania wolnego czasu, a czasami to, jak powinniśmy funkcjonować każdego dnia. Slow life, czyli powolne, świadome życie, to kolejny nic nieznaczący trend, czy też wręcz odwrotnie – coś, nad czym warto się pochylić?

Świat pędzi, wszystko dzieje się coraz szybciej i szybciej. To fakt. Podobnie jak to, że...

Kult prędkości

Coraz więcej ludzi ma wrażenie, że sensem ich życia stało się wykonywanie zadań. Błyskawicznie i bez zastanowienia. Bo takie są zasady, bo tak robią wszyscy, bo tak trzeba. Najważniejsze, by być pierwszym, najlepszym, mieć jak najwięcej i jak najszybciej. Człowiek pocisk, człowiek petarda, właściciel stosu niepotrzebnych rzeczy.

Problem w tym, że pod koniec dnia, gdy zapytasz takiego człowieka, jakiego koloru jest szczoteczka, którą mył zęby, odpowie „nie pamiętam”, gdy będziesz ciekaw, czy rano jego córka była uśmiechnięta, usłyszysz „nie wiem”, a gdy będziesz chciał wiedzieć, kiedy ostatnim raz przytulił męża, żonę, kiedy ostatnio razem patrzyli w niebo albo obserwowali wróble podczas walki o okruszki chleba, nie będzie wiedział, o co ci chodzi, chociaż...

Chociaż chodzi o tak niewiele: o uważność, otwartość na otoczenie, umiejętność smakowania życia i delektowania się każdą chwilą. I tym właśnie ma być, coraz modniejsze również w Polsce, slow life: przeciwieństwo kultu prędkości, styl życia, coś w rodzaju prozdrowotnego nurtu propagującego mądre, czy też lepiej mądrzejsze, a nade wszystko świadome podejście do codzienności.

Potrzeba bliskości

Idea slow life narodziła się pod koniec dwudziestego wieku w Norwegii. Powstał tam The World Institute of Slowness, czyli Światowy Instytut Powolności. Jego hasłem stało się Slow Planet, które przeciwstawiało się powszechnej globalizacji i uniformizacji życia.

„Jedyną pewną rzeczą jest to, że wszystko się zmienia i że tempo tych zmian ciągle wzrasta, a ty, jeśli nie chcesz wypaść z obiegu – takie przynajmniej przesłanie zdaje się nieść współczesny świat – nie masz wyjścia, też musisz gnać. Tymczasem warto pamiętać, że podstawowe potrzeby człowieka, bez względu na to, co dzieje się wokół, nigdy się nie zmienią: zawsze będziemy chcieli być zauważani i doceniani, zawsze będziemy czuli silną potrzebę bliskości, opieki, odrobiny miłości czy przynależenia do grupy” – twierdzą sympatycy slow life.

Zdaniem miłośników tego stylu życia, wszystkie te potrzeby możemy realizować jedynie w niespiesznej relacji z drugim człowiekiem: „Przeciwstawiając się globalnym zmianom, musimy na nowo odkryć spokój, refleksję i jedność. W ten sposób odnowimy nasze życie” – mówią.

Szukanie równowagi

Znawcy tematu podkreślają, że w slow life nie chodzi jedynie o wolniejsze tempo życia, bezwzględne porzucenie dotychczasowej aktywności czy kategoryczne zaprzestanie spełniania się w intensywnej pracy zawodowej, lecz o wyważenie, zdrowy rozsądek, czyli – ujmując rzecz najprościej – przeżywanie swojego życia z głową.

Dlatego też, jeśli dana osoba świetnie czuje się w roli pracującego więcej niż inni kierownika działu w międzynarodowej korporacji, to jest to OK, ale tylko wówczas, gdy osoba taka potrafi też odpoczywać, a zabieganie nie wpływa na nią destrukcyjnie i nie jest powodem utraty relacji z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi.

Ważne jest bowiem, twierdzą ci, którzy zakochali się w slow life, by wszystkie wybory podejmować świadomie, by odnaleźć równowagę pomiędzy karierą, budowaniem relacji interpersonalnych, rozrywką a własną duchowością.

Zwolnij i pielęgnuj

Slow life, nazywane przez niektórych także pochwałą powolności, podobnie jak inne nurty ma swoje „twarde przykazania”, które można streścić w kilku, dość ciekawych punktach:

  • Zwolnij. Jeśli tego nie zrobimy, w codziennym pędzie nie dostrzeżemy otaczającego nas piękna.
  • Pielęgnuj relacje z drugim człowiekiem, ale nie te płytkie, narzucone przez konwenanse, lecz głębokie relacje z najbliższymi.
  • Postaw na duchowość, wzbogacaj swoje życie, kontempluj przyrodę i sztukę, poświęć czas na hobby.
  • Naucz się żyć świadomie, nie pozwól by stereotypy i przymus ciągłego podnoszenia poprzeczki przesłoniły to, co najcenniejsze.
  • Określ swoje priorytety, zastanów się, co jest w życiu najważniejsze i na tym skup swoją energię.

Sensowne? Naszym zdaniem – bez dwóch zdań.

Minimalizm tu i tam

Bycie slow to też – dodatkowo, ale nie obowiązkowo – bycie minimalistą. I to w różnych dziedzinach – wszystkich naraz, paru bądź tylko jednej. Zgodnie z tym jedni, by nie zaśmiecać przestrzeni wokół siebie, chcą mieć tylko określoną liczbę przedmiotów (np. tylko sto i ani jednego więcej), inni żyją w minimalistycznie urządzonych wnętrzach (w domu znajdują się tylko praktyczne i często używane przez domowników meble), a jeszcze inni tylko raz na jakiś czas robią „czystkę” i oddają lub wyrzucają wszystko, co zbędne. Wspólnym mianownikiem jest świadomość, że rzeczy nie są potrzebne do prawdziwego szczęścia. Ale na tym nie koniec różnorodności bycia slow, bo slow life to też inne slow, np. slow food, slow fashion czy slow city.

Trzy razy slow

Slow food, czyli powolne i uważne spożywanie. Człowiek preferujący slow food, oprócz tego, że celebruje każdy posiłek, stawia na żywność nisko przetworzoną, czyli taką bez sztucznych barwników, konserwantów, ulepszaczy i aromatów. Miłośnik slow food jest też więc zwolennikiem tradycyjnej obróbki żywności: wędzenia, duszenia, marynowania, dojrzewania i wyciskania. A wszystko po to, by żywność posiadała unikatowy smak i zapach oraz była bogata we wszelkie możliwe wartości odżywcze.

Slow fashion to świadome podejście do własnej garderoby, które można streścić w kilku hasłach: dobre jakościowo ubrania nie muszą być nowe, żeby wyglądać świetnie; ważna jest jakość, a nie ilość; tak naprawdę człowiek potrzebuje mniej rzeczy, niż mu się wydaje, świadomy fashionista bardzo dokładnie planuje swoją garderobę (przed kupieniem czegoś nowego analizuje, czy będzie pasowało do reszty posiadanych już rzeczy) oraz zwraca uwagę na sytuację pracowników fabryk odzieżowych i wpływ produkcji na otaczające nas środowisko.

Slow city. Tak, to prawda, całe miasta mogą być slow. Międzynarodowe Stowarzyszenie Miast Cittaslow promuje kulturę uważnego życia i organizacji w stylu slow. Stowarzyszenie skupia miasta liczące poniżej 50 tys. mieszkańców, których władze zobowiązały się do udoskonalania projektów związanych z organizacją miasta, w tym tych dotyczących ochrony środowiska (np. wspieranie rozwoju alternatywnych źródeł energii), infrastruktury miejskiej (np. tworzenie terenów zielonych) czy dostosowania publicznej przestrzeni do potrzeb osób niepełnosprawnych. W Polsce do Cittaslow należą m.in. Biskupiec, Lidzbark Warmiński i Bisztynek.

Po co to wszystko?

A teraz w krótkich żołnierskich słowach: co daje slow life? Po pierwsze, zdrowe ciało i umysł. Po drugie, chęć do działania, codzienną motywację oraz – co niezwykle istotne – skupienie. I po trzecie, czas na aktywność, odpoczynek, spotkania z przyjaciółmi. Slow life przyczyniać się ma też do lepszego traktowania środowiska oraz ludzi, którzy ciężko pracują, by dobrze nam się żyło.

--

Życie slow to życie powolne i zarazem aktywne, to dbałość o siebie i innych, to w końcu szacunek do środowiska, zwierząt i każdej chwili mijającego dnia.

Czy wiesz, że do Cittaslow należy 225 miast z 30 krajów, a symbolem ruchu jest ślimak?


Autor: Joanna Grzegorzewska

Komentarze