Apetyt na czekoladę - wywiad z Anną Przybylską

Z Anną Przybylską rozmawia Alexandra Machera

- Wygląda na to, że na brak zajęć pani nie narzeka? Czyżby to wielki powrót Anny Przybylskiej?


- Rzeczywiście dużo się ostatnio działo, ale nie nazwałabym tego wielkim powrotem. W Złotopolskich od 2005 roku grywałam sporadycznie, co związane było m.in. z moją ciążą i wyjazdem za granicę. Marylka od dłuższego czasu mieszka na stałe w Londynie i pojawia się w Złotopolicach okazjonalnie. Ostatnio Marylka wróciła i przyłapała męża na zdradzie, ale czy będzie rozwód, nie wiadomo.


- Będziemy panią mogli zobaczyć gościnnie również w serialu Krzysztofa Jaroszyńskiego „Synowie”.


- Gram siostrzenicę Romana (Paweł Wawrzecki), który przyjeżdża ze wsi, aby odwiedzić rodzinę. Kiedy była mała, bawiła się z jego synami w piaskownicy, a teraz wyrosła na przyzwoitą kobietę, która dokładnie wie, czego chce i nieźle zawróci im w głowach. Cały dowcip polega na tym, że moja postać jest studentką czwartego roku medycyny i zamierza zostać andrologiem – czyli będzie zajmowała się męskimi narządami płciowymi. Lubię poczucie humoru Krzysztofa Jaroszyńskiego, z którym miałam okazję współpracować na planie serialu „Daleko od noszy”.


Jakiś czas temu odbyła się premiera najnowszego pani filmu „Złoty środek”, ale to chyba nie wszystko…


- To prawda. Czekam na premierę filmu familijnego „Funio, Szefunio i reszta – czyli dzieciaki ratują świat”, w którym zagrałam zwariowaną menedżerkę Piotra Adamczyka, a właściwie Adama Piotrczyka, głównego bohatera filmu. Ale przede wszystkim to dzieci są głównymi postaciami tej kolorowej i trochę surrealistycznej bajki.


Jak się pani układała praca z dziećmi?


- Mówi się, że dzieci i zwierzęta są najbardziej nieprzewidywalne na planie, ale jakże prawdziwe. W trakcie zdjęć bawiliśmy się wszyscy wyśmienicie. Mam nadzieje, że film spodoba się widzom. Moje dzieci, oglądając zwiastun, były zachwycone.


Wyobraża sobie pani kiedyś swoje dzieci w zawodzie aktora?


- Na razie moje dzieci są zbyt małe, aby snuć plany dotyczące tak odległej przyszłości. Z własnego doświadczenia wiem, jaki brutalny może być show biznes, dlatego podchodzę do tego tematu z dystansem. Kiedyś byłam świadkiem wielogodzinnego castingu dla dzieci. Widok ogromnej kolejki maluchów stojących w zimnym korytarzu był okropny. Uważam, że to chore zwłaszcza, jeśli służy wyłącznie zaspakajaniu ambicji rodziców. Z drugiej strony, wiem, ile radości mogą dzieciom sprawić występy w teatrze czy telewizji. Jeśli moja córka zdecyduje, że chce zostać aktorką, będę się starała jej pomóc.


Jest pani twarzą marki Astor. Czy ma pani szczególną receptę na świetny wygląd?


- Uważam, że nie ma piękniejszej biżuterii niż własne ciało i naturalny, zdrowy wygląd, dlatego od czasu do czasu odwiedzam kosmetyczkę i chodzę na masaże. Oprócz tego staram się przez cały rok dbać o swoje ciało.


W jaki sposób?


- Nie jestem zwolenniczką szybkich i cudownych diet ani katorżniczych treningów. Dlatego regularnie uprawiam sport, biegam i chodzę na siłownię. Według mnie, najlepsza dieta to zdrowe nawyki żywieniowe. Jeśli zaserwowałam sobie solidny bieg, to muszę uzupełnić węglowodany. Po spokojnym treningu wolę zainwestować w białko. W mojej diecie jest również dużo błonnika i warzyw.


Nie miewa pani chwil słabości?


- Oczywiście, że miewam, i to bardzo często. Gdybym się nie ruszała, ważyłabym nie wiadomo ile. Lubię jeść i jadam dużo. Moją słabością są przede wszystkim słodycze. Uwielbiam czekoladę i robię sobie weekendy z czekoladą. Czekolada jak wiadomo ma dużo magnezu i uspokaja. Ale najlepszym relaksem dla mnie jest aktywne spędzanie czasu. Odprężam się nawet, kiedy robię drobne porządki. Jestem osobą niecierpliwą i nie potrafię nic nie robić. Proszę też nie zapominać, że mam dwójkę małych dzieci, przy których spalam mnóstwo energii, więc mogę sobie pozwolić na drobne przyjemności.


Więcej o aktorce


Anna Przybylska ma rzadko spotykaną urodę, piękny uśmiech, charyzmę, ale przede wszystkim talent! W ciągu ostatnich 12 lat zagrała w ponad 20 filmach i 5 serialach.

Ania nie jest zawodową aktorką, a mimo wszystko od swojego pierwszego występu przed kamerą, świetnie sobie radzi. Debiutowała u Radosława Piwowarskiego w drugoplanowej roli „Suczki” w filmie „Ciemna strona Wenus” (1997). Rola ta wymagała od niedoświadczonej aktorki dużej odwagi i dystansu do samej siebie. Ania świetnie sobie poradziła, jej wysiłek został doceniony na festiwalu w Gdyni (debiut roku). Współpraca z reżyserem zaowocowała też rolą Marylki Baki w serialu „Złotopolscy”. W ciągu dwóch lat stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w Polskim show biznesie. Zagrała m.in. w „Sezonie na leszcza” (2001), „Karierze Nikosia Dyzmy” (2002), „Superprodukcji” (2003), „RH +” (2004). Jest mężatką, ma dwoje dzieci.

Autor: Alexandra Machera

Komentarze