Nie podajemy sobie też rąk na powitanie czy pożegnanie przez próg. (…) W przeszłości to były już przesądy i zabobony dużego kalibru. Czy jednak przed wiekami było to zacofanie i ciemnota? Miałbym sporo wątpliwości. Raczej widziałbym w tym sposób „magicznego myślenia”. I mały przykładzik przy zbieraniu przed wiekami ziół leczniczych. Nie było to takie sobie zwykłe zbieractwo. Czynności tej zawsze towarzyszyło wiele przesądów.
Dosyć mocno to powiedziane. Czy jednak przed wiekami było to zacofanie i ciemnota? Miałbym sporo wątpliwości. Raczej widziałbym w tym sposób „magicznego myślenia”. I mały przykładzik przy zbieraniu przed wiekami ziół leczniczych. Nie było to takie sobie zwykłe zbieractwo. Czynności tej zawsze towarzyszyło wiele przesądów. I trudno się nawet temu dziwić, w sposobie zbieractwa bowiem baby zielarki upatrywały ich skuteczności (sic!). Najczęściej rośliny (zioła) należało zbierać o świcie z rosą poranną. Na przykład przeciw czarom miały służyć takie zioła, jak boże drzewko (Artemisia abrotanum L.), koszyczko (Werbena pospolita – Verbene officinalis L.), kozłek lekarski (Waleriana officinalis L.), ruta (Ruta graveolens L.) itp., ale zbierane wyłącznie przed wschodem słońca i… jedzone na surowo. Za najskuteczniejsze zaś zioła uważano te zbierane przed pełnią i ze wschodem słońca, tj. z przybywaniem światła „na wiosnę, w maju, kiedy cała przyroda budzi się do życia, natomiast nie należy zbierać bezpośrednio po pełni z ubywaniem światła, bo zioła wtedy zbierane szkodzą” (H. Biegeleisen, „Lecznictwo ludu polskiego”, Kraków 1929, s. 27).
Zresztą cytowany powyżej Biegeleisen za Pliniuszem podał z czasów rzymskich przykłady kopania i zbierania ziół leczniczych przed wschodem słońca. Dziś tamte praktyki przypomniane przez Biegeleisena uznamy za przesąd, czysty zabobon. Choć nie mogę się wyzbyć myśli, że w bardzo dużym uproszczeniu można w tych praktykach upatrywać swoistej (a nieświadomej) „dojrzałości wegetatywnej” roślin, opisanej naukowo już po II wojnie światowej przez prof. Wacława Strażewicza w Poznaniu. To właśnie prof. Strażewicz stwierdził, że w życiu rośliny, zwłaszcza tej, którą traktujemy jako leczniczą, jej „dojrzałością” jest moment, kiedy zawiera najwięcej ciał czynnych, stanowiących potencjalny „czynnik leczniczy”. Kiedy roślina „przejrzeje” czy wręcz uschnie, zawartość tych „ciał” jest o wiele niższa, czasami znikoma bądź nawet żadna.
Stwierdzenie to właściwie przeczyłoby wszelkim czynnościom „suszenia” ziół do ich późniejszego wykorzystania leczniczego. Ale jest to już zupełnie odrębny botaniczno-farmakognostyczno-farmakologiczny problem, który w tej chwili w zakres moich dociekań nie wchodzi. Chodziło tylko o przypomnienie magii, czarów, przesądów i zabobonów. Tylko tyle.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.