Może rzeczywiście jestem do Jamesa Deana trochę podobny wizualnie, ale mamy zupełnie inne osobowości. Ja nie jestem typem buntownika, jestem raczej pogodzonym ze światem optymistą, zachowującym dystans do tego, co mnie w życiu spotyka. Rozmowa z Przemysławem Cypriańskim.
Mówi Pan, że aktorstwo się Panu przydarzyło. Co to znaczy?
Kiedy siedem lat temu przyjechałem do Warszawy, zacząłem zajmować się zupełnie czymś innym - studiowałem informatykę, pracowałem w restauracji. Zarabiałem niewiele, więc pomyślałem, że może udział w reklamach podreperuje mój budżet. Na castingach spotykałem zawodowych aktorów i studentów szkół aktorskich. Rozmowy z nimi zainspirowały mnie tak bardzo, że postanowiłem pójść w tym kierunku. Zacząłem naukę w Studium Aktorskim przy Teatrze Żydowskim i wszystko nagle nabrało rozpędu. Po pierwszym roku zacząłem grać w sztuce „Skrzypek na dachu" i równocześnie w serialu. Teraz aktorstwo jest dla mnie pasją, zabawą, do której jednak podchodzę w pełni odpowiedzialnie. Mam szczęście, że pojawiają się kolejne propozycje i mogę się rozwijać. Jednocześnie studiuję psychologię. Najbardziej interesują mnie zagadnienia dotyczące wpływu społecznego i metod oddziaływań psychologicznych. Rozumienie istoty działania mechanizmów psychologicznych, zwłaszcza mechanizmów manipulacji, pozwala niejednokrotnie uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
- Nad czym Pan teraz pracuje?
Kontynuuję pracę na planie „M jak Miłość" Jestem w trakcie zdjęć do filmu „Fenomen" w reżyserii Tadeusza Paradowicza. To rola perełka, która bardzo mnie ucieszyła. Uwaga! Gram tam geja, zabawną i wyrazistą postać. Przede mną również kolejne wyzwanie w filmie „Tajemnica Westerplatte" w reżyserii Pawła Chochlewa. Poza tym gram w Teatrze Żydowskim we wspomnianym „Skrzypku na dachu" oraz w powstałym niedawno, pod skrzydłami Teatru Żydowskiego, Teatrze Popularnym w „Moralności Pani Dulskiej"
Inspiracja - może Pan tak powiedzieć o bliskiej Panu osobie?
Mówiąc „bliska osoba" ma pani na myśli moją dziewczynę?
To Pan tak to dookreślił.
Rzeczywiście, od kilku miesięcy jestem w związku. Mam bystrą, błyskotliwą i śliczną dziewczynę. Kasia jest bardzo inspirującą osobą, obdarzoną wyjątkową energią. Miło spędzamy razem czas, choćby całkiem zwyczajnie, oglądając całymi godzinami ulubione filmy. Nie zgadzam się z teorią, że w miłości przeciwieństwa się przyciągają. Jestem raczej za podobieństwami, swoistą koordynacją.
- Co Pan rozumie przez koordynację w związku?
To rodzaj współpracy. Dwoje ludzi ma wspólną przestrzeń do wspólnego życia, ale też każde z tych dwojga ma własne pole realizacji. Ważne, by te dwie płaszczyzny odpowiednio skoordynować. Nam się to, na razie, udaje. Nadal rozwijam pasję do starych samochodów, realizuję swoje plany zawodowe, a Kasia zajmuje się swoimi sprawami. Potem opowiadamy sobie, co się wydarzyło w ciągu dnia, wzajemnie się wspieramy.
- To był grom z jasnego nieba?
Śmiech... Jeśli grom, to coś długo leciał, bo poznaliśmy się już kilka lat temu. Co prawda Kasia miała wtedy piorunochron w postaci chłopaka, a ja byłem zatwardziałym singlem, więc i tak nic by z tego nie wyszło. Kilka miesięcy temu warunki okazały się bardziej sprzyjające i stało się.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.