Wszyscy kochają święta, ale już okres przedświąteczny - zdecydowanie mniej.
Tradycja jest bezlitosna: Gwiazdka powinna zastać nas w idealnie wysprzątanym domu i przy suto zastawionym stole. Pod bogato przystrojonym drzewkiem powinny piętrzyć się góry kolorowo opakowanych prezentów. My sami zaś powinniśmy wyglądać olśniewająco i z werwą śpiewać kolędy.
Wszystko na jednego
I dobrze, bo taki obrazek każdemu się chyba podoba. Jest tylko jedno ale: ktoś to wszystko musi przygotować. Przemierzyć dziesiątki sklepów w poszukiwaniu podarunków. Przydźwigać kilogramy wiktuałów. Ugotować, usmażyć i upiec baterię smakołyków dla kilkunastu osób na kilka dni. Wypowiedzieć wojnę kurzowi, mętnym szybom w oknach, niezbyt świeżym firanom i pościeli oraz zadeptanym dywanom i podłogom. Tylko kto? Pan domu, który pracuje do późnego wieczora? Pociechy, które od lat wolą towarzystwo komputerów niż pomoc w domowych obowiązkach? Nie! Tradycyjnie cały ten wysiłek, ta tytaniczna praca spada na wątłe barki pani domu.
Przyznaj: kiedy pomyślisz, ile trzeba energii, zaangażowania i zwykłej fizycznej wytrzymałości, by sprostać temu wyzwaniu, masz ochotę uciec na koniec świata. Ale cóż zrobić, przecież trzeba - dla męża, dla dzieci. Żeby mieli takie święta, o jakich marzą. Żeby mogli się spotkać przy wigilijnym stole i pocelebrować bliskość i ciepłą atmosferę. Tego przecież chcesz, więc rzucasz się w wir przygotowań.
Stop!
Psychologowie podkreślają, że by święta były naprawdę rodzinną imprezą nie wystarczy zgromadzić wszystkich przy gotowym posiłku. Raczej wszyscy muszą mieć poczucie, że święta to wspólna sprawa. A poczucie to zaczyna się budować już na etapie przygotowań.
W pojedynkę? Kiepski pomysł
Renata zawsze poświęcała przygotowaniom do Wigilii mnóstwo energii. Owszem, to było męczące, czasem wręcz mordercze, jednak nie prosiła o pomoc. Rodzina pewnie i dałaby się zagonić do pomocy, ale Renata nie chciała. Uważała, że tylko ona potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami, że to ona wie najlepiej, jak i co powinno być zrobione. Mąż i dzieci tylko jej w kuchni przeszkadzali, a w sprzątaniu też nie byli tak dokładni, jak by chciała. Już lepiej było samej zrobić, co trzeba, niż frustrować się nieudolną pomocą. W efekcie, kiedy wreszcie przychodziły święta Renata je... przesypiała, bo tak była zmęczona przedświąteczną krzątaniną.
Psychologowie często podkreślają, że takie podejście to błąd. - Nie tylko dlatego, że kobieta, która wszystko bierze na swoje barki, nie ma siły cieszyć się efektem swojego wysiłku. Także dlatego, że... pozbawia rodzinę możliwości przeżycia dodatkowej dawki bliskości - mówi Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. - Niezwykłość świąt polega nie tylko na tym, że nie idziemy do pracy czy szkoły, ale też na tym, że mamy szansę spędzić ze sobą sporo czasu. A nic tak ludzi nie zbliża, jak wspólne działanie.
Także wspólne pokonywanie trudności - bo daje mnóstwo satysfakcji! Wspólna przedświąteczna praca to okazja, by budować więzi, wzmacniać je, zbliżać członków rodziny, uczyć komunikacji i współdziałania. Magia świąt to nie kolędy i prezenty - są one bowiem tylko ukoronowaniem tego czasu, kiedy wszyscy jesteśmy razem skoncentrowani na tym samym.
- Jak sądzisz, dlaczego tyle wigilijnych potraw wymaga żmudnego i precyzyjnego wykonania i kosztuje tyle czasu? To mądrość tradycji: kiedy wszyscy siedzimy dookoła stołu i lepimy pierogi czy uszka, mamy czas porozmawiać, pośmiać się, poopowiadać sobie, co nam chodzi po głowie - i po prostu pobyć razem. Jedną z najcenniejszych świątecznych zdobyczy jest świadomość, że to wszystko, co teraz nas cieszy, zrobiliśmy my i to razem. Katarzyny Platowskiej nie dziwi fakt, że rodzina Renaty nie doceniała ani świąt, ani jej wysiłku. Jeśli nie pozwalała im włożyć wysiłku w przygotowania, nie zdawali sobie sprawy, ile ją to kosztowało. I nie czuli się za święta współodpowiedzialni - byli raczej jak goście w restauracji, oczekujący smacznego posiłku i narzekający na ewentualne niedociągnięcia. Tego ich sama nauczyła. Dlatego nie tylko możemy, ale wręcz powinnyśmy zaangażować całą rodzinę w przedświąteczny wysiłek - nieważne, czy dany członek klanu ma lat pięć czy pięćdziesiąt. Dla każdego znajdzie się coś do zrobienia na miarę jego możliwości.
Mama, czyli menadżer
Patrycja jest świetnie zorganizowana i nie żałuje czasu na układanie planów. Dla niej Boże Narodzenie to nie kwestia drugiej połowy grudnia, ale przynajmniej dwóch miesięcy przygotowań. Prezenty zaczyna kupować jeszcze w październiku, dzięki temu są przemyślane i prawie zawsze trafione. A już na początku listopada siada z notatnikiem, w którym w jednej kolumnie wypisuje, co trzeba zrobić, a w drugiej - kto może się tym zająć i kiedy byłoby najlepiej. Dzięki temu przygotowania do świąt przebiegają bez pośpiechu i napięcia.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.