Kąpiele słoneczne niosą – oprócz przyjemności – pewne niebezpieczeństwo. Dotyczy to zwłaszcza posiadaczy jasnej karnacji i licznych znamion. Co prawda, odsetek znamion ulegających złośliwieniu jest niewielki, ale lepiej dmuchać na zimne i nie wystawiać ich na słońce.
Czerniak ma bardzo złą opinię. W potocznej opinii uchodzi za raka niedającego się wyleczyć.
To nieprawda. Czerniak wykryty we wczesnej fazie, gdy nie naciekł w głąb skóry więcej niż 1,5 mm, daje szansę wyleczenia. Najskuteczniejsze jest wycięcie zmiany wraz z niewielkim fragmentem otaczającej ją skóry, by mieć pewność, że usunięto całe ognisko raka. Znacznie lepiej jest jednak dbać o skórę, zanim pojawią się kłopoty. Przed nadchodzącym latem warto pomyśleć więc przede wszystkim o ochronie skóry przed słońcem. Wyjątkowo uważać powinny osoby, które mają na ciele wiele znamion, jasną cerę lub chorych na czerniaka w rodzinie. Najlepiej, gdyby po prostu nie opalały się, ale na promieniowanie będą narażone i tak. Wśród Europejczyków najbardziej na czerniaka narażeni są… Norwegowie. Nie Włosi czy Hiszpanie, którzy żyją na obszarze nasłonecznionym, gdzie lato trwa znacznie dłużej niż w innych rejonach Europy. Norwegowie przyjmują jednak duże dawki promieni, także tych odbitych od śniegu. Chodzą też chętnie do solarium.
Jak często powinniśmy więc badać znamiona?
Tu nie ma reguły. Postępowanie każdego powinno być uzależnione od sposobu reagowania jego skóry na słońce i od trybu życia. Osoba o śniadej karnacji, z małą liczbą znamion, niechodząca do solarium i do tego preferująca wypoczynek bez leżenia na plaży może rzadziej zaglądać do lekarza. Każdy z nas powinien jednak co pewien czas znaleźć chwilę na wizytę u dermatologa. Jeśli nie mamy obciążeń genetycznych, znamion lub jakichkolwiek innych, niepokojących symptomów, zdecydować się na nią powinniśmy raz na dwa lata. Nowoczesne metody diagnostyczne pozwalają bezinwazyjnie odróżnić łagodne znamię od zmiany nowotworowej z dokładnością niemal 90 proc. Badanie, nazywane dermatoskopią cyfrową, wykonuje się za pomocą specjalnego urządzenia, które umożliwia przyjrzenie się skórze z 20-, a nawet 100-krotnym powiększeniem. Co ważne, w jego pamięci zostają wcześniejsze obrazy, przy powtórnym badaniu łatwo więc porównać ewentualne różnice w wyglądzie zmian.
Mamy narzędzie, ale chyba nie korzystamy z niego zbyt często, skoro w Polsce śmiertelność z powodu czerniaka jest bardzo wysoka.
Niestety, nie badamy znamion zbyt chętnie. Gdyby było inaczej, nie mielibyśmy wyleczalności czerniaka na poziomie 44 proc., ale – jak w Australii – sięgałaby ona 90 proc. Większość aktualnie chorych osób to kobiety, które intensywnie opalały się w latach 80. ubiegłego wieku. Zadaniem stosowanych wówczas specyfików na opalanie była nie ochrona skóry przed nadmiernym promieniowaniem, ale głównie jej nawilżenie. Takie kremy dostępne są na rynku do dziś, część osób chętnie ich używa, bo tak robiły kiedyś i zawsze miały ładną opaleniznę. Dwadzieścia parę lat temu te kobiety miały po 20 lat i bardzo dbały o swój wygląd. Dziś są po czterdziestce i stanowią w Polsce dominującą grupę wśród chorych na czerniaka. Drugą stanowią 70-letni mężczyźni. Jednak 5 chorych na 100 stanowią nastolatki poniżej 15 roku życia.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.