Na najwyższym szczycie obu Ameryk Aconcagua po raz pierwszy stanął niewidomy Łukasz Żelechowski. W zdobyciu „dachu Andów” towarzyszyli mu zmagający się z chorobą nowotworową (m.in. po resekcji płuca) Piotr Pogon, podróżnik ekstremalny Arkadiusz Mytko oraz Bogdan Bednarz, ratownik beskidzkiej grupy GOPR. – Zdobyliśmy szczyt, by pokazać innym, takim jak my, że jesteśmy ludźmi, którzy mogą normalnie żyć, pracować, realizować swoje marzenia – mówią niepełnosprawni wspinacze.
Nie mogłem wstać
– Choć w sercu była ogromna radość, na szczycie wszystkie siły mnie opuściły. Ale wiadomo, na wysokości 7 tys. m wszystko staje się wielkim mozołem – wspomina Łukasz. – Trudno mi było ustać na nogach. Zostawiliśmy na szczycie tabliczkę ku pamięci Polaka, Marka Warlikowskiego, który w 2003 roku zaginął, zdobywając tę górę. Podobno zdobył szczyt, ale prawdopodobnie w okolicach najniebezpieczniejszego zbocza, tzw. Lodowca Polaków wpadł w szczelinę – dodaje Piotr. - Nie wrócił z wyprawy.
Wchodzenie na górę było znacznie łatwiejsze niż schodzenie – Schodziliśmy ze szczytu ostatkiem sił. Nadchodziła noc i kładła się mgła. Ze szczytu schodziliśmy w stanie skrajnego wyczerpania przez 10 godzin – mówi niewidomy podróżnik. Nie pamiętam niektórych etapów zejścia. Na dodatek doznałem hipotermii. Po powrocie z gór byłem tak wyziębiony, że siedziałem w kurtce puchowej drżąc z zimna przy temperaturze powietrza 30 st. C. Turyści robili sobie ze mną zdjęcia. Miałem poparzone ręce od silnego słońca. Ale byłem dumny… Góry to moja pasja, nie zamierzam rezygnować z dalszej wspinaczki – dodaje.
Każdy ma swoją Aconcaguę
– Wydaje mi się, że od 24 lat uczestniczę w jakimś życiowym cudzie, bo od tylu lat jestem pod opieką onkologów po usunięciu płuca – mówi Piotr. – Choruję od 16 roku życia. Najpierw miałem guza w gardle. Przeszedłem naświetlania, długotrwałe leczenie. Potem okazało się, że mam nowotwór płuc. A ja nie poddaję się, mam wokół siebie wspaniałych ludzi, nawet przy ciężkiej chorobie można robić coś wyjątkowego. I chcę powiedzieć, że każdy ma swoją Aconcaguę, którą może zdobyć – dodaje Łukasz.
Niewidomy otworzył mi oczy
Łukasz nie widzi, ja nie mam płuca. Kiedy trzeba, to on mi podaje rękę. Kiedy on nie jest w stanie czegoś zrobić, to ja mu pomagam – mówi Piotr Pogon. Uzmysłowił mi, jakie to szczęście móc samemu wykonywać najprostsze życiowe czynności, takie jak zasznurowanie buta czy zrobienie herbaty, i jak są one ważne. Łukasz zwraca uwagę na dźwięki. Drzewa tętnią życiem – mówi, obejmując konar. Byłem przy Łukaszu, kiedy dotykał słonika w sierocińcu dla zwierząt w Nairobi podczas wyprawy na Kilimandżaro. Nie mógł uwierzyć, że słoń może być tak mały. A ja przyglądałem się, jak niewidomy, poprzez dotyk, poznaje to zwierzę. Nauczyłem się, że warto sięgać po rzeczy, które wydają się nie do osiągnięcia. Góry uczą pokory, miłości, szacunku do drugiego człowieka – dodaje Łukasz. A jak można jeszcze zaśpiewać, to jest po prostu fajnie.
Śnią się inne szczyty Korony Ziemi…
– Marzy mi się też najwyższy szczyt Ameryki Północnej, Mount McKinley – mówi Łukasz – może Góra Kościuszki w Australii… Przed nami jeszcze parę szczytów. Marzeniem jest wejście na wszystkie najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów. Kiedy tylko organizm się zregeneruje, na pewno zaczniemy myśleć o kolejnej wyprawie.
Łukasz Żelechowski – pierwszy na świecie niewidomy, który zdobył najwyższy szczyt Kaukazu – Elbrus oraz najwyższy szczyt Andów. Dziennikarz, informatyk, nauczyciel. Pokonał także Kilimandżaro.
Piotr Pogon – konsultant organizacji pozarządowych, aktywny maratończyk, zdobył już szczyty: Aconcagua, Kilimandżaro, Elbrus i Mt. Kenya. Od wielu lat walczy z rakiem.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.