Hasło „Sport to zdrowie” nie jest prawdziwe, jeśli ćwicząc nie pamiętamy o ograniczeniach naszego ciała. Jeśli idziemy na całość, nie bacząc na sygnały, które wysyła nam nasz organizm, możemy mu tylko zaszkodzić. To właśnie dlatego słyszymy „trzaskanie” w stawach, czujemy w nich „klikanie” lub ból.
Ból to często sygnał, który lekceważymy, póki jesteśmy w stanie go znieść. Tymczasem ból jest naszym „aniołem stróżem”, który podpowiada: „Zrób coś ze swym ciałem, bo będzie gorzej”. Podobnie jest z „trzaskaniem” w stawach. – Takie „klikanie” jest objawem, że dzieje się z nimi coś niedobrego, ale nawet lekarze często lekceważą tak niepoważny symptom. Zapominają, że mały problem łatwiej wyleczyć niż duży – mówi lek. med. Artur Sipowicz, specjalista chirurgii urazowej i ortopedii, terapeuta manualny.
Nadmierne obciążenia
To zdarza się bardzo wielu osobom. Kucają i nagle trach. Coś „strzyka” w kolanach. Nic nie boli, tylko ten dziwny odgłos. Paradoksalnie, takie „klikanie” częściej przydarza się osobom bardzo aktywnym, których kończyny, także kręgosłup, narażone są na nazbyt duże przeciążenia. Osoby mało aktywne, często również te otyłe, nie są narażone na takie przeciążenia. Oczywiście, jeśli ich nadwaga sięga powyżej 20 kilogramów, stawom trudno unieść taki ciężar.
Jednak w porównaniu z nadmiernie napiętymi mięśniami sportowców, nawet tych nastoletnich – niewielka nadwaga, 5- lub nawet 10-kilogramowa – nie powoduje takich zmian, jak silnie napięty przykurczony mięsień.
– Najważniejsze jest rozciąganie mięśni – podkreśla Artur Sipowicz. – Zawodnicy sumo, pomimo swej wagi, są bardzo sprawni właśnie dlatego, że ich mięśnie są rozciągnięte. Sprawne, ale nie zmęczone zbyt forsownym treningiem. To nadmierne ich napięcia i obciążenia powodują, że w niewłaściwy sposób wprawiają stawy w ruch. W efekcie mamy „klikanie”.
Powielane urazy
– Jeśli dotyczy to młodych osób, oznacza, że ich stawy kończyn, mięśnie i ścięgna są zbytnio przeciążone – dodaje Artur Sipowicz. – Przyczyną nie musi być uraz, ale nadmierny wysiłek w czasie ćwiczeń. W Polsce panuje przekonanie, że na treningu wszyscy muszą wykonać te same ćwiczenia do końca zajęć. A jeśli coś „trzaska” lub boli, to nie jest powód, by je przerwać. Nie nauczamy więc odbierania sygnałów od własnego ciała. Uczymy bycia „twardym”, czyli nierozsądnym. Już małe dzieci poddawane są takim przeciążeniom, które muszą się odbić na ich zdrowiu.
Swoim tempem
– Rodzice często bezkrytycznie zawierzają trenerom, którzy nie widzą problemu, gdyż też dostali taką szkołę sportową. Czasem więc przychodzą do specjalisty po pomoc tylko dlatego, że za kilka dni jest mecz, w którym dziecko „musi” wystąpić, a kolano wciąż boli – dodaje Artur Sipowicz. – Wierzą w metody stosowane przez trenera i gdy mówi, że to nic takiego, że bolącą nogę trzeba „rozchodzić”, a obolałe mięśnie „rozbiegać”. Dla odmiany, lekarze czasem, w ramach leczenia zakazują uprawiania sportu, a to dla młodego adepta sportu większa tragedia niż ból, nie wspominając o „ klikaniu” czy „trzaskach”.
Zrobiono bardzo ciekawe badania wśród tenisistów. Okazało się, że 80 procent z nich to osoby, które w wieku kilkunastu lat nie zapowiadały się na dobrych sportowców. Nie osiągali najlepszych wyników w swej grupie wiekowej, nie wygrywali turnieju za turniejem. Szli swoim tempem i to im nie tylko nie zaszkodziło, ale wręcz wyszło na dobre. Wyczynowy sport na Zachodzie większą wagę niż na siłę kieruje na techniki sportowe, wiedzę na temat zapobiegania urazom, psychologię, odżywianie…
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.