Co by było, gdyby się pani jednak dostała na prawo? Czy zaczytywalibyśmy się dziś w powieściach Moniki Szwai? Nie jest to wykluczone. Prawdopodobnie byłyby to kryminały.
Kiedy zaczęła pani poważnie myśleć o pisarstwie?
Pisarstwo traktuję jak zawód, nie jak hobby. Kiedy podjęłam decyzję, że będę pisać, od razu myślałam o tym jak o zawodzie, który się uprawia po to, aby zarobić pieniądze. Akurat w mojej telewizji szefowa nie bardzo chciała przyjmować moje programy, więc zwyczajnie potrzebowałam forsy. Wcześniej nie myślałam o tym, bo telewizja dawała mi bardzo wiele satysfakcji, zrobiłam w niej mnóstwo reportaży, nad którymi szalenie lubiłam pracować. Ale potrzeba jest matką itd. Siadłam, przymierzyłam się i napisałam powieść. Było to dziewięć lat temu mniej więcej.
Agata, bohaterka powieści „Jestem nudziarą” to nauczycielka. Pani również pracowała jako „pani od polskiego”. Jak wspomina pani pracę w szkole?
Z przyjemnością. Do szkoły poszłam trochę z musu, a trochę z wyboru. Z musu, bo wyleciałam z pracy w TV w stanie wojennym. Z wyboru – bo nie chciałam obrębiać pieluszek ani szyć rękawic roboczych, tylko zaparłam się, żeby pracować zgodnie z wykształceniem. Musiałam więc wyjechać ze swojego miasta i pracowałam w małej szkole gminnej w Podgórzynie pod Karkonoszami (po dwóch latach udało mi się zaczepić w Szczecinie). Bardzo się zaprzyjaźniłam ze swoimi uczniami, do dziś z wieloma mam kontakty. A jaką byłam nauczycielką? Mniej więcej taką jak Agata, tylko ja uczyłam w podstawówce, podczas kiedy ona w liceum.
Ile jest pani w bohaterkach pani książek?
Bardzo dużo, zwłaszcza w tych „telewizyjnych”, no i w „Nudziarze”. Ja wciąż mam zacięcie reporterskie i przekonanie, że nie warto wymyślać, skoro można coś lub kogoś przypomnieć sobie i opisać, lekko zmieniając, żeby nie wszyscy jednak wiedzieli, o kim mowa.
Jak często w pani powieściach pojawiają się postaci, które mają swoje pierwowzory w pani najbliższym otoczeniu?
Tych postaci jest bardzo wiele, szczególnie w książkach o telewizji. Pierwszą książkę – „Zapiski” – stworzyłam z miłości do telewizji i pracujących tam operatorów, montażystów, realizatorów, kierowników produkcji, scenografów etc., których widzowie w ogóle nie znają. Czasem coś tam wiedzą, jeśli czytają plansze. A to świetni, utalentowani, pracowici, pełni uroku i z poczuciem humoru ludzie. W innych książkach też zdarzają mi się portrety, zakamuflowane pod cudzymi nazwiskami. Wiele postaci to „składaki”, skonstruowane z kilku osób.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.